Przyszłość kontrrewolucji

     Kontrrewolucja narodziła się jako reakcja na nowożytny proces rewolucyjny, którym w międzyczasie zostały objęte niemalże wszystkie zakątki świata, jak również niemalże wszystkie sfery życia ludzkiego. Sposób, w jaki kontrrewolucja była dotychczas przeprowadzana, był w gruncie rzeczy walką na oślep. Tak na dobrą sprawę, przeciwnik nigdy nie został do końca zidentyfikowany i zrozumiany. Główną słabością kontrrewolucji było właśnie to, że jej przedstawicielom nie udało się uzyskać adekwatnej wiedzy na temat tego, czemu tak naprawdę wydali walkę. 

     Sytuacja współczesnego kontrrewolucjonisty różni się od tej, w której znajdowali się nasi poprzednicy. Jakie powody skłaniają mnie do postawiania takiej tezy? To proste. Cel rewolucji praktycznie został już zrealizowany. Co było tym celem? Budowa Nowego Porządku Świata.

     W omówionej już przeze mnie książeczce pt. „Duch militaryzmu” jej autor, Nachum Goldmann, dokładnie wytłumaczył, jaką rolę odegrała rewolucja w procesie budowy nowego społeczeństwa (https://konserwatyzm.pl/artykul/1805/nowy-porzadek-swiata-nps). Była ona pierwszą fazą realizacji tego projektu, która polegała na całkowitym zniszczeniu dotychczas istniejącego porządku; był to etap jego całkowitej negacji (należy nadmienić, że negacja jest podstawą heglowskiej koncepcji dialektyki). Celem rewolucji była całkowita niwelacja wszystkich różnic istniejących między ludźmi. Dlatego też zniszczona została stanowa struktura średniowiecznego świata oraz instytucja monarchii. Reformacja wydała walkę hierarchicznej strukturze Kościoła katolickiego, czego efektem było powstanie protestantyzmu z jego płaską i zdecentralizowaną strukturą organizacyjną; feminizm i homoseksualizm doprowadziły do zacierania się wszelkich różnic między płciami i powstania nowego tworu o nazwie „unisex”; skutkiem podważania wszelkich autorytetów jest całkowite zatarcie granic między kompetencjami dorosłych i młodzieży czy też nawet dzieci, które coraz częściej rządzą własnymi rodzicami (wychowanie antyautorytarne). Także różnice między religiami niwelowane są poprzez fałszywy ekumenizm, czyli eklektyzm. Na marginesie warto zauważyć, że nowoczesna chirurgia plastyczna umożliwia także niwelowanie różnic między tymi, którzy wyglądają lepiej, i tymi, których natura urodą obdarzyła mniej hojnie… A neuroenhancement w przyszłości ma także dostarczyć środków, które pomogą mniej inteligentnym i utalentowanym w odpowiednim „udoskonalaniu” samych siebie. Tak, więc rewolucyjny etap niwelowania różnic poprzez negację został już prawie, że doprowadzony do końca.

     Pierwszym twierdzeniem, które nasuwa się w związku z powyższym, jest to, że kontrrewolucja poniosła porażkę. Kontrrewolucjoniści nie zdołali zatrzymać heglowskiego „pochodu ducha”, który ani na jotę nie zboczył z przybranego przez siebie kursu. „Geniusz historii” okazał się być przeciwnikiem nie do pokonania.

     W przedmowie do Zasad filozofii prawa padają słynne słowa Hegla o sowie Minerwy, która wylatuje dopiero z zapadającym zmierzchem. Oznaczają one, że refleksja teoretyczna nad sensem historii możliwa jest dopiero po całkowitym zakończeniu pewnego procesu historycznego. Filozofia heglowska była refleksją nad nowoczesnym światem, którego podstawy zostały już urzeczywistnione w czasach współczesnych Heglowi. Przypomnijmy, był to świat po Rewolucji Francuskiej i epoce napoleońskiej, system kapitalistyczny był już dobrze ukształtowany, kwestia socjalna stawała się coraz bardziej paląca, nowoczesne zbiurokratyzowane państwo także już zapuściło swoje korzenie. Rozwój techniczny i naukowy święciły swój triumf. Filozofia Hegla nazywana jest „nowoczesnością ujętą w myśl”, gdyż była ona pierwszą dogłębną analizą nowoczesnego świata.

     Kontrrewolucja była wyrazem sprzeciwu wobec tego nowoczesnego świata. Nie była jednak w stanie zatrzymać procesu, który był napędzany przez opisaną przez Hegla dialektykę negatywności. Dopiero teraz, po jego zakończeniu możemy pokusić się o analizę tego, co tak naprawdę w międzyczasie się wydarzyło. Sowa Minerwy wylatuje dopiero z zapadającym zmierzchem…

     200 lat później, żyjemy w świecie już ponowoczesnym. Zgodnie z twierdzeniem Goldmanna, „geniusz historii” przystąpił do realizacji fazy konstruktywnej i konserwatywnej, czyli fazy budowania nowego społeczeństwa. Tym samym, kontrrewolucja w pewnym sensie traci swoją rację bytu: kontrrewolucja bez rewolucji nie ma większego sensu!

Jak wygląda więc przyszłość kontrrewolucji? 

     Racja istnienia kontrrewolucji zależy od oceny projektu Nowego Porządku Świata. Pierwszym zadaniem, przed którym stoją kontrrewolucjoniści, jest więc dokonanie adekwatnej analizy tego, na czym polega ten projekt. Po wykonaniu zadania, kontrrewolucjoniści muszą dokonać jego oceny. W przypadku, gdy ocena ta będzie negatywna, pojawi się pytanie: co dalej? Trzecie zadanie, przed którym stoją kontrrewolucjoniści, polega na znalezieniu odpowiedzi na pytanie o to, czy istnieje jakaś alternatywa dla projektu Nowego Porządku Świata. Jeśli tak, to kontrrewolucjoniści muszą opracować teoretyczne założenia własnego „kontrprojektu”. Kolejnym zadaniem musi być opracowanie planu urzeczywistnienia tej alternatywy. Dopiero wtedy będzie można przystąpić do realizacji opracowanego projektu.

     Jedną z przyczyn porażki kontrrewolucji było właśnie to, że nie była ona w stanie opracować żadnego własnego alternatywnego projektu urządzenia społeczeństwa. Martin Greiffenhagen w godnej polecenia pracy pt. „Dylemat niemieckiego konserwatyzmu” (Das Dilemma des Konservatismus in Deutschland) stawia tezę, że jedną z przyczyn porażki niemieckiego konserwatyzmu była jego niechęć do teorii i racjonalizmu. Niemiecki konserwatyzm był wymierzony przeciwko filozofii oświecenia, jego antyracjonalizm był skutkiem krytycznej oceny oświeceniowego racjonalizmu. Greiffenhagen pokazuje, że niemieccy konserwatyści zwalczali oświecenie na gruncie jego własnych założeń. Tym samym, ich postawa była negatywna. Oświeceniowemu racjonalizmowi przeciwstawiali swoisty irracjonalizm, podniesiony do rangi wyższej racjonalności. Dlatego też w niemieckim konserwatyzmie dużą rolę odegrały historycyzm i romantyzm, jako przeciwstawienie oświeceniowego mechanicyzmu i racjonalizmu. Ideałem niemieckich konserwatystów stała się praktyka bez teorii.

     Także francuski konserwatyzm był wymierzony przeciwko oświeceniowej filozofii, także i on nie zdołał wypracować alternatywnego projektu urządzenia świata. Problem ten bardzo dobrze opisał Jerzy Szacki w eseju pt. „Kontrrewolucja a światopogląd. Natura i historia we francuskiej myśli kontrrewolucyjnej lat 1789-1815“ (artykuł znajduje się w tomie pod red. B. Baczki i innych: Filozofia i utopia. Studia z dziejów ideologii). Przedstawiciele francuskiej kontrrewolucji w swojej krytyce oświecenia odwoływali się do pojęcia natury, odwiecznego porządku Bożego, tradycji, naturalnego rozwoju, itp. Szacki pokazuje, że na gruncie własnych założeń konserwatyści po prostu nie byli w stanie stworzyć nowego projektu politycznego: „Zanim prawo przybrało nowe znaczenie stałego stosunku pomiędzy zmiennymi zjawiskami, to znaczy zanim zostało odniesione do praktyki nowoczesnych nauk eksperymentalnych, należało ono do świata religii, moralności i polityki. Jego znaczenie było przeniknięte wymaganiami pochodzącymi ze stosunków ludzkich. Zakładało więc ono egzystencję istot podobnych do człowieka nawet wówczas, gdy istoty te człowieka przerastały. Prawo było rozkazem. Potrzebowało woli do rozkazywania i woli do słuchania. Prawodawcy i poddanych. Z tego powodu prawo miało strukturę świadomej działalności ludzkiej: miało ono zadanie, wyznaczało cel, domagając się jednocześnie jego osiągnięcia. Dla poddanych, którzy żyli pod władzą prawa, było zarazem koniecznością i ideałem” (tamże, s. 69-70). I dalej: „Wspomniana przez nas wiara w „niezwyciężoność” natury była w istocie u kontrrewolucyjnych rzeczników porządku naturalnego wiarą w stałą obecność Boga we wszechświecie, dzięki której upadek człowieka nie jest nigdy upadkiem ostatecznym, „rozwiązanie” społeczeństwa jest zawsze stanem przejściowym, a żadne zło nie jest w stanie zakłócić powszechnej harmonii, będącej prawem wszystkiego, cokolwiek do istnienia zostało powołane” (tamże, s. 70). 

     Niezdolność konserwatyzmu do opracowania alternatywnej całościowej koncepcji urządzenia społeczeństwa była największą słabością kontrrewolucji. Lewicowych projektów „ulepszania ludzkości” kontrrewolucjoniści nie byli w stanie odeprzeć poprzez powoływanie się na takie argumenty jak tradycja, zdrowy rozsądek, naturalny bieg rzeczy, odwieczny porządek rzeczy, itp.

     Martin Rhonheimer w eseju pt. „Konserwatyzm, jako polityczna filozofia. Przemyślenia na temat «teorii konserwatywnej»” (Konservatismus als politische Philosophie. Gedanken zu einer „konservativen Theorie”, zamieszczonym w tomie wydanym przez G.-K. Kaltenbrunnera, „Die Herausforderung der Konservativen. Absage an Illusionen”) zadaje pytanie o możliwość istnienia „teorii konserwatywnej”. Jego odpowiedź jest po części pozytywna a po części negatywna. Stwierdza bowiem, że mówienie o „lewicowej” albo „konserwatywnej teorii” jest nieporozumieniem. Zaznacza jednak, że konserwatyści muszą zmienić swój stosunek do kwestii racjonalności praktyki politycznej. Warunkiem dokonania takiej zmiany jest zrozumienie tego, że oświeceniowy racjonalizm nie jest jedynym racjonalizmem, który pojawił się w histori ducha ludzkiego. Rhonheimer wskazuje na istnienie głębokich różnic, między przednowożytnym i nowożytnym racjonalizmem. Pokazuje on, w jaki sposób oświeceniowi intelektualiści zerwali z wcześniejszą tradycją filozoficzną. Charakterystyczny dla wielu konserwatystów antyracjonalizm, był jednakże takim samym oderwaniem się od klasycznego racjonalizmu, jak to miało miejsce w przypadku oświeceniowego racjonalizmu! Dlatego też, zdaniem Rhonheimera, konserwatyści muszą sobie przypomnieć o tym, że „pojęcie ‘ratio’ było kluczowym słowem dla całej politycznej filozofii przed oświeceniem, od Platona, przez Arystotelesa do św. Tomasza z Akwinu (…), i że ta właśnie tradycja dochodzi do głosu także jeszcze u Edmunda Burke. Trzyma się ona założenia, że polityczne działanie człowieka, a właściwie po prostu ludzkie działanie musi odbywać się ‚cum ratione’ albo jak to się 1600 lat wcześniej nazywało: ‚meta logou’“ (Tamże, s. 113). 

     Przyszłość konserwatyzmu, jak i kontrrewolucji zależy więc od tego, czy konserwatyści zmienią swój stosunek do teorii oraz racjonalizmu. Jeszcze raz podkreślam, nie oznacza to konieczności przyjęcia stanowiska przeciwnika, czyli oświeceniowego pojęcia rozumu. Zamiast tego Rhonheimer postuluje powrót do klasycznego pojęcia rozumu, a konkretnie takiego, jakie leżało u podstaw systemów filozoficznych Platona, Arystotelesa i św. Tomasza z Akwinu.

     Postulat ten jest jak najbardziej słuszny. Przede wszystkim, przyjmując klasyczny punkt widzenia, można dokonać racjonalnej oceny współczesności. Na gruncie racjonalizmu tomistycznego, staje się widocznym, w jaki sposób nowożytność stopniowo oddalała się od tego, co przez św. Tomasza z Akwinu zostało opisane jako prawda. Z punktu widzenia systemu filozoficznego św. Tomasza z Akwinu można także dokonać oceny tego, czym jest Nowy Porządek Świata. Nawet bez wchodzenia w szczegóły takiej analizy nietrudno się domyślić, że ocena ta wypadnie negatywnie.

     Katoliccy konserwatyści powinni sobie postawić pytanie o to, na ile model tomistyczny jest „kandydatem” do stworzenia ich własnego kontrprojektu urządzenia świata. W celu udzielenia odpowiedzi na to pytanie, konserwatyści powinni zaprzyjaźnić się z teorią i myśleniem teoretycznym. Jeśli kontrrewolucja ma mieć przyszłość, to musi wypracować swoją własną teorię na temat właściwego urządzenia świata. Tylko w ten sposób konserwatyzm może stać się równorzędnym partnerem w dyskusji na temat kształtu przyszłego społeczeństwa.

     Idąc tą drogą, kontrrewolucja jak najbardziej ma przyszłość. Bowiem – jak stwierdził Goldmann – konstruktywna faza budowania Nowego Porządku Świata jest znacznie trudniejsza niż negatywna. Do niszczenia tego, co jest, nie potrzeba specjalnego wysiłku intelektualnego. A ponieważ lewica zniszczyła już prawie wszystko, co było do zniszczenia, to żeby na dłuższą metę utrzymać się przy władzy, musi zaprezentować jakiś pozytywny program. Zaistniała sytuacja jest, więc olbrzymią szansą dla kontrrewolucji. Trzeba ją tylko odpowiednio wykorzystać!

Magdalena Ziętek
[aw]

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Przyszłość kontrrewolucji”

  1. Tez uwazam, ze nalezy wrocic do klasycznej Grecji i do Akwinaty.Jest to w dodatku niezwykle latwe. Ale moze rowniez nalezaloby zaatakowac rozne „swiete krowy”, np. slynne zdanie :”La France, La France seule !”. Historycznie pierwszy wypowiedzial je Maurras ale wydaje sie ono przyswiecac wszystkim krolom Francji poczawszy od Franciszka I.Postawa krytycznie oceniana w kregach Tradycji, jako wymierzona przeciwko Christianitas.

  2. Szansa kontrrewolucjonistów jest bardzo mała. Katolicy, którzy mieliby dokonać zmiany, coraz mniej liczą się w świecie. Europejskie państwa, w których dominują katolicy, są mocno zadłużone i słabe (Hiszpania, Portugalia, Włochy, Polska). W Ameryce Południowej zaś w państwach, w których dominują katolicy, silna jest lewica. W kwestiach społecznych Kościół katolicki jest za pomocniczość państwa, przeciw liberalnym rozwiązaniom, by każdy był kowalem własnego losu. Na Zachodzie wielki biznes, którzy rządzi mediami i politykami, a przez nich systemem edukacji i wymiarem sprawiedliwości, promuje konsumpcjonizm. Nie chce ludzi z zasadami i dziećmi, chce rozrzutnych konsumentów, nawet tych żyjących na kredyt. Dziś obserwujemy bankructwo tej praktyki – największe chrześcijańskie państwa Zachodu są bankrutami. Zachód obawia się utraty swej dominującej pozycji, jaką ma od 200 lat. Postawi więc na narzędzia, które zapewniły mu dominację wcześniej – na wojsko i wojny. Już postawił. Stąd wzięły się najazdy na Afganistan, Irak i Libię. Ten nowy wyścig zbrojeń, nowa niepewność będą prowadziły do militaryzacji i ograniczania swobód obywatelskich. To też już się dzieje. Będzie więc coraz mniej wolności dla ludzi, coraz więcej inwigilacji. Jaszcze bardziej będzie liczyła się skuteczność, a coraz mniej zasady. Możliwa jest nowa, wielka okrutna wojna. Jezus Chrystus przyszedł na świat, by go zmienić. Ale nie udało się. Złudzeniem jest, że do ideału udało się zbliżyć w średniowieczu. Nawet wtedy, gdy Europa była w większości katolicka w wiekach XIV i XV, wojny były w niej powszechne. A najważniejszym przykazaniem katolików jest przecież „Nie zabijaj innych ludzi”. Codziennie wieczorem po modlitwie nie proszę już Boga, by na Ziemi zapanował pokój, proszę tylko o to „by na Ziemi było więcej pokoju”. Nie mam bowiem złudzeń, że uda się zmienić naturę ludzi i mocarstw. Kościołowi katolickiemu nie udało się zmienić natury ludzi i mocarstw ani w starożytności, ani w średniowieczu, ani w czasach nowożytnych. Nie uda się też zmienić w przyszłości. W 1999 r. Amerykanie po bankructwie Rosji podjęli próbę przejęcia kontroli nad światem – nad Bałkanami (stąd bombardowanie Belgradu), Azją Środkową (stąd okupacja Afganistanu) i Bliskim Wschodem (stąd najazd na Irak). Zaczęli III wojnę światową. Do wygrania zabrakło im jednak sił. Gdyby im się udało Pax Americana nie byłby złym rozwiązaniem. Ale im się nie udało. W międzyczasie Chiny wyrosły na potęgę gospodarczą i militarną, z kolan wstała Rosja, wzmocniły się Niemcy, które chcą wyrwać się spod amerykańskiej kurateli, nawiązując sojusz z Rosją i Chinami. To sprawia, że o Pax Americana będzie trudno, że mocarstwa szykują się do kolejnej wojny światowej. Trwa wyścig zbrojeń. Rosja testuje NATO-wski system obrony. Nikt nie wie, w jakim stanie świat przetrwa globalny kryzys gospodarczy, który zaczął się w 2008 roku i rozwija się szybko. Globalny kryzys gospodarczy zapowiedziałem 28 września 2008 r. Politycy Zachodu uratowali świat przed nim pompując w prywatne banki i firmy setki miliardów dolarów i euro, pożyczonych na konto dzieci i wnuków. W trzy lata skończyły się im możliwości dalszego zapożyczania się. Głęboka recesja na Zachodzie jest więc nieunikniona. Kryzys boleśnie dotknie również nowe potęgi: Chiny, Indie, Brazylię. Czeka nas kilka, a może kilkanaście lat turbulencji w globalnej gospodarce. Własna waluta przyda się w manewrowaniu trendami gospodarczymi w trudnych czasach. W Polsce byłem jednym z pierwszych, którzy ostrzegali publicznie przed kryzysem. Od razu też głębiej go zdiagnozowałem. Bo to nie był i nie jest tylko kryzys finansowy. To jest głęboki, strukturalny kryzys Zachodu. Największym problemem jest ubywanie na Zachodzie realnych miejsc pracy, czyli przynoszących dochód na globalnym rynku. Zachodnie firmy, głównie amerykańskie, wytransferowały dużą część miejsc pracy do krajów rozwijających się. Kolejne miejsca pracy w handlu oraz małych firmach produkcyjnych zniszczył sieci handlowe. Następne miejsce pracy zabrał wzrost wydajności pracy w wyniku wprowadzania nowych technologii. Mieszkańcy Zachodu, broniąc się przed spadkiem poziomu życia w wyniku zmniejszania liczby dobrych miejsc pracy, zaczęli życie na kredyt. Zachęcały ich do tego banki, które straciły poczucie rzeczywistości i mocno zaryzykowały zmniejszając wymagania wobec kredytobiorców. W 2008 r. banki i mieszkańcy Zachodu wpadli z tego powodu w tak wielkie kłopoty, że musiały interweniować rządy, by ich ratować. Ratunek był jednak również na kredyt. Obecnie do granic możliwości zadłużania się doszły państwa. Nie ma więc żadnych możliwości kolejnego ratunku. W skali globu mamy do czynienia z nadprodukcją. Moce produkcyjne zostały bowiem zbudowane pod olbrzymi popyt Zachodu, a ten popyt teraz gwałtownie spada, bo Zachód już nie ma możliwości dalszego zapożyczania się. To jest klasyczny kryzys nadprodukcji. Kolejny raz będzie miał on globalny zasięg. Dostrzegałem go wcześniej. Akcje sprzedałem już w czerwcu 2006 r. 28 września 2008 r. opisałem obszernie swoje obawy na naszych stronach internetowych http://www.ibs.edu.pl oraz http://www.gepardybiznesu.pl. Tekst opublikowała też „Gazeta Finansowa”. Wówczas w Polsce uważano mnie za oszołoma. „Rzeczpospolita” uspokajała, że kryzysu nie będzie. A on jest i rozszerza się. Bo to ten sam kryzys, którego widoczne objawy zobaczyliśmy we wrześniu 2008 r. Wiem, jakie są przyczyny kryzysu. Wiem, jaki lekarstwa należy zastosować – więcej wolności, mniej pomocy socjalnej, dobrowolność wszystkich ubezpieczeń społecznych, majątkowych i odpowiedzialności cywilnej, mniej biurokracji i urzędników, żadnych dotacji dla biznesu i samorządów, proste i stabilne podatki. Nie wiem, jak przekonać do tego polityków, bo to oni mogą zaaplikować te lekarstwa. Problem w tym, że po ich zaaplikowaniu długo może być gorzej – PKB spadnie o 20-30 proc. – a dopiero później pacjent będzie wracał do zdrowia. Proponuję liberalne lekarstwa, bo na socjalistyczne niewiele państw stać. Socjalistyczne, np. państwowe dotacje na tworzenie miejsc pracy, tylko uśmierzają ból, ale nie leczą choroby. Żyjemy w przełomowych czasach, na zakręcie. Czeka nas wiele niespodzianek. Kończy się dominacja Zachodu w świecie. Amerykanie wiedzą o tym od lat, dlatego wykorzystali ostatni atut jaki mają – swoją armię, by zająć strategiczne pozycje do szachowania przeciwników, stąd napaść na Afganistan, Irak i Libię. USA słabną jednak w oczach. Ich przywódcy, by ratować swe pozycje polityczne, mogą zdecydować się na kolejną, jeszcze większą niż w Iraku wojnę. Kościół katolicki i katolicy mają coraz mniej do powiedzenia w świecie. Są za słabi, by zmienić świat według zasad głoszonych przez Jezusa Chrystusa. Państwa, gdy przyjdzie taka potrzeba, zmuszą katolików do zabijania innych ludzi, do działania wbrew głównemu przykazaniu katolików. Jerzy Krajewski

  3. @Antoine Ratnik: Zgadzam sie z Panem. Prawica takze musi sobie zadac pytanie, na ile jej hasla zgodne sa z katolicyzmem. Moim zdaniem francuska monarchia absolutna jest tak samo sprzeczna z arystotelizmem jak pruska monarchia oswiecona. O tym tez trzeba pisac – to znaczy, konserwatysci takze musza dokladnie wytlumaczyc swoje wlasne zalozenia filozoficzne.

  4. @Jerzy Krajewski: Jak zwykle, ze wszystkim sie zgadzam. Nowozytnosc to myslenie utopijne. Miala byc Nowa Atlantyda – a bedzie tylko taki sam final, jak w przypadku Atlantydy. W zaistnialej sytuacji mozna przyjac nastepujace postawy: rezygnacji albo nihilistycznego dekadentyzmu, albo tez mozna probowac ratowac co sie da. Z drugiej strony – moze wlasnie taki globalny kryzys ocuci ludzkosc, ktora w koncu zrozumie, ze bez Boga i jego porzadku to na dluzsza mete po prostu sie nie da! Mysle, ze katoliccy konserwatysci wlasnie o tym powinni mowic.

  5. @Magdalena Zietek Tak naprawde, to monarchia francuska ( tzn.monarchia Kapetyngow) nidgy nie byla absolutna, bo byly parlamenty i przywileje. Natomiast: ZGADZAM SIE, ze prawica ( polska i francuska) nie buduje na katolicyzmie. Dotknela Pani istoty problemu. Prawica nie uwaza, ze w Ewangelii jest zawarty rowniez program polityczny i sposob dzialania. Jest mocna w slowach, a slaba w wyznawanych zasadach, a powinno byc dokladnie odwrotnie: mocni w zasadach, a w slowach wcale nie koniecznie agresywni.Czsasami bowiem mozna w praktyce pewne rzeczy tolerowac , pewne uklady zawrzec. W 1997 roku, podczas mojej pierwszej wizyty w Warszawie powiedzialem cos mniej wiecej takiego pewnemu znajomemu i odpowiedzial mi on na to, ze takich ludzi jak ja nazywa sie w Polsce oszolomami. Wtedy zreszta po raz pierwszy w zyciu uslyszalem to slowo. Kleski prawicy francuskiej biora sie stad wlasnie.

  6. Antidotum na idealistyczna wizje historii Europy ( idealistyczna w sensie filozoficznym), tak na lewicy jak i na prawicy moze byc cykl: „PRECIS D’HISTOIRE DE FRANCE” , dzielo przygotowane przez Dominicaines enseignantes de Saint-Pré, 5 tomow, laczna cena 86, 50 Euros bez kosztow wysylki. Mozna kupowac tomy pojedynczo. http://www.clovis-diffusion.com

  7. @ Magdalen Ziętek Niestety, nie widzę możliwości zaprowadzanie Królestwa Bożego na Ziemi w myśl przykazań Jezusa Chrystusa – miłuj bliźniego swego, jak siebie samego oraz idei miłosierdzia. Państwa zostały zbudowane w wyniku przemocy i przemocą są utrzymywane. Mocarstwa nie ustaną w walce o panowanie nad światem. Ich przywódcy będą cały czas starali się szukać sposobów, by zmobilizować poddanych do jak największego wysiłku, by mieć sprawną gospodarkę i pieniądze na potężną armię. Nie widzę możliwości wyjścia z tej logiki mocarstw. Szczególnie teraz w trakcie trwania III wojny światowej. Była szansa na uspokojenie po demontaży komunizmu przez przywódców ZSRR. Ale być może to tylko złudzenie. Wiele wskazuje na to, że Rosjanie knuli z Niemcami już w lata 80. XX wieku, by przeciwstawić się potędze USA. Co może zrobić więc wyznawca Jezusa Chrystusa? Wycofać się z cywilizacji jak Amisze albo przyjąć pacyfizm jak Świadkowie Jehowy. Dziś, gdy w naszym kraju armia jest zawodowa, katolik nie musi być żołnierzem, może kultywować pacyfizm. To jest groźne dla państwa, ale w perspektywie wieczności boskie prawa są ważniejsze niż państwo. Trudno być prawdziwym katolikiem we współczesnym świecie. Sam mam wiele grzechów na sumieniu. Można się tylko starać zachowywać tak, jak nauczał Jezus Chrystus. W naszym kraju jest to możliwe. Mimo wielu jego wad, możemy być z niego dumni. W porównaniu z innymi państwami udało się nam stworzyć przyzwoite państwo, w którym nie zabija się niemowląt w łonach matek na życzenie ludzi. Kościół katolicki jest obecny w przestrzeni publicznej. Jest mocny. Nawet wielu lewicowych polityków docenia znaczenie Kościoła katolickiego w umacnianiu instytucji rodziny. Kraj i ludzie są zadłużeni, ale nie tak mocno jak w Grecji, Włoszech, Hiszpanii czy USA. Jest szansa, że recesja będzie u nas płytka albo w ogóle jej nie będzie. W Polsce (pomyliłem się, nie jest ona jeszcze Vistula Landem) nie potrzebna jest katolicka kontrrewolucja. Ona już w dużej mierze została przeprowadzona w końcu XX wieku. To zewnętrzny świat jest zdemoralizowany. Możemy być więc dumni z Polski. Nie musimy być żołnierzami. Możemy spokojnie żyć i wychowywać nasze dzieci w katolickim duchu. Ja tak czynię. Wiara pomogła mi w wielu sytuacjach. Dobrze być katolikiem. Dobrze być Polakiem. Dobrze mieszkać w Polsce. To fajny kraj. Pozdrawiam Jerzy Krajewski

  8. @Antoine Ratnik: moze Pan cos napisze na temat tej ksiazki? Jak jest jej glowna teza, itp. To bardzo ciekawe.

  9. @Jerzy Krajewski: Boze chron nas przed tymi, ktorzy chca budowac raj na ziemi 🙂 Tak dlugo, jak czlowiek jest dotkniety skutkami grzechu pierworodnego, zadne krolestwo Jezusa jest tu niemozliwe. Ale to nie znaczy, ze swiat ma sie calkowicie oddac zlu. To wizja Marcina Lutra, ktory w koncu byl heretykiem.

  10. Ciesze sie, ze zamieszcza Pani tu swoje teksty. Przyznaje, ze dla mnie sa jednymi z ciekawszych na portalu ostatnimi czasy, szczegolnie od kiedy portal zostal opanowany przez pewnego konserwatyste z PO. Zycze wytrwalosci i pozdawiam. Uklony rowniez dla Pana Ratnika. Mam nadzieje, ze dzieki Panstwa tekstom, uda sie poprawic jakosc zarowno portalu jak i mysli katolicko-konserwatywnej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.