Putin, gender, eurazjatyzm!

Jako że to i owo słyszałem wcześniej o planowanej manifestacji i jej pomysłodawcy, trochę zdziwiło mnie, że jej ciężar spadł ostatecznie na – przyznajmy to – raczej wątłe barki p. Tomasza Wiśniewskiego. Trzeba wszakże przyznać, że chociaż p. Tomasz, cherubinkowaty młodzian o inteligentnej buzi pilnego studenta – pochłaniacza książek (którym jest w rzeczywistości), raczej nie sprawia wrażenia groźnego wojownika Solarnego Imperium, toteż wydaje się mało prawdopodobne, aby na jego widok miały ze wściekłości toczyć pianę z pyska zachodnie elity (a choćby i zachodnie pospólstwo), to jednak nie speszyło go to, że z szumnie ogłaszanej pikiety wyszedł taki mały pikuś i do końca, czyli przez całe dziewięć minut, odgrywał rolę chwackiego zucha. Nie miał tylko dobrego pomysłu na to, co zrobić z nóżętami, więc niezdecydowanie zakładał je sobie jak nimfetka, której rodzina wyznaczyła zadanie wręczenia babci jubileuszowej laurki. Za to jako retor poradził sobie całkiem dobrze. Niewykluczone, że ten występ przed kamerami to pierwszy krok ku błyskotliwej karierze celebryty i public intellectual, choćby jako Sierakowskiego „czwartej teorii politycznej”.

Dotychczas bowiem p. Tomasz znany był jedynie w bardzo wąskich kręgach, a chociaż mimo młodego wieku z pieca niejednej doktryny już jadał, to stosunkowo największy rozgłos zyskał sobie artykułem o „sakralnej logice” koreańskiej kimokracji. Dodajmy, że nawet i z przemówienia na pikietce można wysnuć wniosek, że to człowiek głęboko religijny. Przed winszowaniem mu z tego powodu musi nas jednak powstrzymać niejaki dysonans w przedmiocie rozpoznania tego, kto jest Zbawicielem świata. My, chrześcijanie, wierzymy, że to Jezus Chrystus zbawi świat, natomiast p. Tomasz – że to Rosja, na domiar ontycznie tożsama z pięknem. No cóż, może to tylko chwilowe przeciążenie pewnymi lekturami i jak myśli się uporządkują, to sprawa się wyjaśni.

Mimo wszystko, musimy wyznać, że występ p. Wiśniewskiego nieco nas rozczarował. Czy to wypada, na przykład, aby żarliwy duginista powoływał się na takie zgniło-liberalne slogany, jak „prawo do publicznego demonstrowania swoich poglądów” albo „prawo do samostanowienia”? Lecz przede wszystkim żałować wypada, że mówca nie wykorzystał całej, naprawdę rozległej palety swoich przekonań, które wykraczają daleko poza utarte schematy „skrajnie prawicowe”. P. Tomasz dał się przecież już poznać nie tylko jako wróg „lubieżnego satyra atlantyzmu”, ale także jako człowiek mocno zakotwiczony w postmodernizmie (wielbiciel Michela Foucaulta!), obrońca i zwolennik gender, queer, otwarty nawet na perspektywę transhumanizmu. Tymczasem w swoim przemówieniu poszedł po linii najmniejszego oporu, czyli skojarzeń zupełnie jednoznacznych i jednostronnych. Gdyby tak na przykład zakończył swoją mowę gromkim okrzykiem: „PUTIN, GENDER, EURAZJATYZM!”, to byłoby coś naprawdę niekonwencjonalnego, przekraczającego utarte schematy i linie podziału, transgresyjnego. Wtedy mógłby rzeczywiście zdezorientować i zbić z pantałyku tych dziennikarzy, którzy pytali go, czy on tak to na serio wszystko mówi. Natomiast okrzyk: „PUTIN, ROSJA, EURAZJATYZM!”, to zero niespodzianki, oczywistość, slogan płaski jak wielkopolska równina, na którą p. Wiśniewski szerokim gestem zaprasza tanki „Rosyjskiego Marsa” w jego „wyzwoleńczym marszozrywie”.

Jacek Bartyzel

legitymizm.org

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Putin, gender, eurazjatyzm!”

  1. Arthur RIMBAUD (1854-1891) Roman I On n’est pas sérieux, quand on a dix-sept ans. – Un beau soir, foin des bocks et de la limonade, Des cafés tapageurs aux lustres éclatants ! – On va sous les tilleuls verts de la promenade. Les tilleuls sentent bon dans les bons soirs de juin ! L’air est parfois si doux, qu’on ferme la paupière ; Le vent chargé de bruits – la ville n’est pas loin – A des parfums de vigne et des parfums de bière… II – Voilà qu’on aperçoit un tout petit chiffon D’azur sombre, encadré d’une petite branche, Piqué d’une mauvaise étoile, qui se fond Avec de doux frissons, petite et toute blanche… Nuit de juin ! Dix-sept ans ! – On se laisse griser. La sève est du champagne et vous monte à la tête… On divague ; on se sent aux lèvres un baiser Qui palpite là, comme une petite bête… III Le coeur fou robinsonne à travers les romans, – Lorsque, dans la clarté d’un pâle réverbère, Passe une demoiselle aux petits airs charmants, Sous l’ombre du faux col effrayant de son père… Et, comme elle vous trouve immensément naïf, Tout en faisant trotter ses petites bottines, Elle se tourne, alerte et d’un mouvement vif… – Sur vos lèvres alors meurent les cavatines… IV Vous êtes amoureux. Loué jusqu’au mois d’août. Vous êtes amoureux. – Vos sonnets La font rire. Tous vos amis s’en vont, vous êtes mauvais goût. – Puis l’adorée, un soir, a daigné vous écrire !… – Ce soir-là…, – vous rentrez aux cafés éclatants, Vous demandez des bocks ou de la limonade… – On n’est pas sérieux, quand on a dix-sept ans Et qu’on a des tilleuls verts sur la promenade.

  2. Ten watly chlopiec ma niepowazny wyglad i jest kompletnie narwany ale mowi swieta prawde. Bardzo sluszne przemowienie. Calkowicie zgadzam sie z mowca. Sprawy maja sie dokladnie tak, jak on mowi. Wreszcie ktos publicznie powiedzial prawde.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *