Raport z Gagauzji (17 stycznia)

O godzinie jedenastej, w siedzibie Narodowego Zgromadzenia Gagauzji (NZG) zebrało się 12 posłów z Komunistycznej Partii Republiki Mołdowy (PKRM) i niezależnych, wyrażając dezaprobatę dla przeniesienia daty zaplanowanego na 17 stycznia nadzwyczajnego posiedzenia NZG. Obecny na zebraniu jeden z ojców-założycieli autonomii gagauskiej w latach 90-tych, Leonid Dobrow zaapelował do obecnych: „W roku 90-tym także doświadczaliśmy bezprecedensowego nacisku ze strony organów porządkowych, ale wytrwaliśmy. Dzięki temu Gagauzja zwyciężyła. Dziś stoi przed wami historyczna misja, nie mniejsza od naszej ówczesnej. Ale uwierzcie, jeśli wykonacie ją dobrze, wasze dzieci będą z was dumne”.

Oficjalnym powodem przełożenia sesji jest nieobecność przewodniczącego NZG, Dmitrija Konstantinowa, który znajduje się za granicą, oraz jego dwóch zastępców – Demiana Karasenii i Aleksandra Tarnawskiego, którzy udali się na konsultacje do Kiszyniowa, gdzie spotkać się mają z premierem Mołdowy, Iurie Leancă i przewodniczącym parlamentu, Igorem Kormanem. Pojawiły się też jednak komentarze, że chodzić może o rozgrywki Demokratycznej Partii Mołdowy (DPM) pod kierownictwem Mariana Lupu i Władymira Płachotniuka.

Z wypowiedzi premiera i przewodniczącego parlamentu mołdowskiego po zakończeniu spotkań wynikało, że uzgodniono wyjazdową sesję mołdowskiego rządu w Komracie 20 stycznia, oraz zgodzono się co do zasadności prowadzenia dalszych rozmów. Według premiera Mołdowy, przedmiotem sesji gabinetu 20 stycznia będzie dotyczące Gagauzji „szerokie spektrum zagadnień – problemy ekonomiczne, społeczne i prawne”. Na pytanie dziennikarzy o zaplanowane na 2 lutego referendum, D. Karasenii odpowiedział wymijająco, że „wszystkie kwestie zostaną rozważone na posiedzeniu Zgromadzenia Narodowego”.

Złożenie mandatów w przypadku frekwencji niższej niż konieczna do uznania ważności referendum (50%+1 głos) w swoich okręgach w miejscowościach Tomai i Cziszmikioi zapowiedzieli deputowani Siergiej Czimpojesz i Pietr Madżar. S. Czimpojesz stwierdził, że w przypadku frekwencji niższej niż 50%+1 oddanych głosów, deputowani z danych miejscowości „nie mają prawa pozostać posłami ani jednego dnia dłużej. Oświadczam, jeśli w mojej komisji w Tomaju, nr 35, nie będzie odpowiedniej frekwencji i referendum będzie nieważne, 3 stycznia złożę mandat. Dlatego, że z czymś takim nie potrafię żyć. To kwestia honoru i sumienia”. Wtórował mu P. Madżar mówiąc: „Jeśli ludzie nie przyjdą na plebiscyt, pozostanie tylko jedno wyjście – rzucić mandat na stół. Niech przychodzą ludzie, którzy mogą organizować i zrobić coś dla Gagaguzji”.

Według zastępcy baszkana, Nikołaja Stojanowa władze miejskie Komratu dokonały znacznego zawyżenia liczby uprawnionych do głosowania, chcąc w ten sposób doprowadzić do unieważnienia referendum. Burmistrzem liczącej sobie 24 tysiące mieszkańców stolicy Gagauzji jest związany z DPM Nikołaj Dudogło. Według N. Stojanowa, 25% mieszkańców Komratu – podobnie jak w przypadku całej reszty Mołdowy – powinny stanowić niepełnoletnie dzieci. Wobec tego, uprawnionych do głosowania powinno być najwyżej 18 tysięcy mieszkańców, nie zaś 22 tysiące jak wyliczyły władze miejskie. W tym drugim przypadku, oznaczałoby to że w stolicy Gagauzji żyją tylko 2 tysiące dzieci, co według N. Stojanowa jest nonsensem.

Jego obawy bagatelizuje przewodnicząca centralnej komisji wyborczej W. Listnik, mówiąc że rozumie obawy wszystkich zaangażowanych w proces referendalny, ale władze miejskie dysponują konkretnymi danymi. „Zgodnie z prawem wyborczym, listy wyborcze układają władze miejscowe oraz komisje wyborcze. Więc pan oczekuje? Liczba przedszkoli i szkół maleje, a to właśnie ta młodzież, która posiada prawa wyborcze” odpowiada na wątpliwości N. Stojanowa przewodnicząca centralnej komisji wyborczej Autonomii.

Liczba wszystkich uprawnionych do głosowania w Gagauzji wynosi 97 tysięcy 890 obywateli.

W miejscowości Kongazczik odbyło się posiedzenie lokalnej rady, w którym wzięli udział burmistrz miejscowości, Dmitrij Ikizli, przedstawiciel regionu komrackiego, Iwan Sary, deputowany do NZG z Kongazczika, Zachar Mituł, a także deputowana do parlamentu w Kiszyniowie, Irina Włach. Na zebraniu jednogłośnie uchwalono przeprowadzenie referendów 2 lutego, jak również o powołaniu sztabu ds. informowania obywateli i zabezpieczenia procesu wyborczego. Do zapewnienia plebiscytowi bezpieczeństwa własnymi siłami zachęcał mieszkańców miejscowości I. Sary: „Bądźcie ostrożni, sformujcie jednostki ochotników, które zajęły by się zapewnieniem porządku publicznego. Jest to szczególnie aktualne po tym, jak policja oficjalnie odmówiła ochraniania biuletynów wyborczych i urn”.

Na temat zaplanowanego na 2 lutego referendum i nacisków Kiszyniowa na władze w Komracie 16 stycznia wywiadu korespondentowi „Коммерсантъ Молдова” udzielił baszkan Gagauzji, Michaił Formuzał. Jego zdaniem, referendum jest środkiem przy pomocy którego w Gagauzji wzmocnieniu ulega demokracja, a władze konsultują się z narodem. „Decyzję o przeprowadzeniu referendum przyjęli nasi deputowani, i jesteśmy zobowiązani ją wykonać. Decyzja sądu o zakazie referendum zapadła, ale nie weszła jeszcze w życie. I stanie się to nieprędko – nasi deputowani zaskarżyli ją do Sądu Apelacyjnego, a jeśli nie będą zadowoleni z jego orzeczenia, pójdą z tym dalej. Tak więc jeśli ta decyzja kiedykolwiek wejdzie w życie, wówczas dopiero będziemy się do niej stosować (…) Jeśli działacze europejscy w Mołdowie zaczną odżegnywać się od wyników naszego głosowania lub powiedzą, że jest ono niezgodne z prawem, to będą to z ich strony już nawet nie podwójne standardy, ale coś zupełnie niezrozumiałego”.

Wszelkie próby siłowego rozwiązania sytuacji w Gagauzji ze strony władz centralnych w Mołdowie poskutkować mogą wymknięciem się wydarzeń spod kontroli. Już samo wszczęcie postępowania karnego przeciwko gagauskim deputowanym baszkan uważa za równoważne wylaniu „200 litrów benzyny pod tlące się ognisko konfliktu”. Osoba odpowiedzialna za wszczęcie tego postępowania jest, jego zdaniem, „prawdziwym wrogiem państwowości mołdawskiej”.

Baszkan powiedział że nie spodziewa się, by Policja lub Służba Informacji i Bezpieczeństwa Gagauzji próbowały doprowadzić do zerwania referendum. Kandydatury przełożonych obydwu służb w Gagauzji wybierane są na drodze uzgodnienia pomiędzy władzami Mołdowy i NZG. Za ich funkcjonowanie odpowiedzialność polityczną ponosi Baszkan, na którym spoczywa również obowiązek realizacji postanowień Zgromadzenia Narodowego, tak więc w tym przypadku rozdziału środków i przeprowadzenia referendum.

Formuzał nie wierzy w skuteczność oskarżeń o przekroczenie uprawnień przez deputowanych NZG. Jego zdaniem, wszczęte przeciw nim postępowanie karne zakończy się „Zerem. Po prostu dlatego, że nie doszło tu do żadnego przestępstwa. Jestem przekonany, że w przyszłości samych prokuratorów-oskarżycieli wybada się na okoliczność, w jakie sposób manipulowali w istniejącej sytuacji prawem i jak posługiwali się nim dla celów politycznych. Wszystkie te oskarżenia to polityczna komenda „naprzód!”ze strony właścicieli prokuratury z partii demokratycznej!”.

Według przywódcy Gagauzji, „mieszkańcy regionu taraklijskiego także mówią o konieczności autonomii kulturowo-narodowej i zamierzają przyłączyć się do naszego referendum”.

Na perspektywę referendum w Gagauzji nerwowo reaguje prezydent Rumunii, Traian Băsescu. Podczas swojej wizyty w Brukseli 16 stycznia powiedział „Zwróciłem uwagę na jeszcze jedno ognisko niestabilności, Gagauzję, mając na uwadze, że 17 stycznia będzie tam miało miejsce duże zebranie deputowanych do władz lokalnych, którzy planują, z pewnością, przyjąć deklarację niepodległości Gagauzji (…) na 2 lutego, wbrew orzeczeniu sądu w Komracie, NZG planuje referendum niepodległościowe w Gagauzji. Czułem się zobowiązany poinformować o tym struktury europejskie i, mając na względzie, że Unia Europejska uczestniczy w formule 5+2, działać na rzecz niepodległości Mołdowy”.

Podczas spotkania z przewodniczącym Rady Europejskiej, Hermanem Van Rompuyem, T. Băsescu przestrzegł również, że mający 40% poparcie komuniści mogą zwyciężyć w kolejnych wyborach parlamentarnych, co stanowić będzie zagrożenie dla kontynuowania procesu integracji europejskiej przez Mołdowę. Jako zagrożenie dla tego procesu rumuński prezydent ocenił również Gagauzję i Naddniestrze.

Ronald Lasecki

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *