Rękas: Halołin po polsku

Rząd zapowiadał, że ogłosi wolne w Dzień Zaduszny, by można było udać się na groby – po czym zakazał chodzenia na groby. PiS spowodowało zaostrzenie zakazu aborcji – żeby zgłosić ustawę ponownie dopuszczającą aborcję. Czego znowu nie rozumiecie?

To w ogóle jest metoda zarządzania do upowszechnienia: w poniedziałek np. należy ogłosić, że od środy będą zamknięte mięsne. W piątek o 21 – że za dwie godziny zamyka się do odwołania wszystkie stacje paliw. A w niedzielę w południe, że za 15 minut otworzy się stacje na pół godziny, ale tylko dla tych, którzy będą mieli przy sobie szponder wołowy, broń Mateusz nie mrożony! Ile to ciekawych zajęć można by wynaleźć ludziom w oczekiwaniu na odwołanie świąt…

Co by nam właściwie zrobili?

Zresztą, przecież to, że rząd zamknął cmentarze – jest akurat zupełnie oczywiste. Niby czego spodziewaliście się nie protestując przeciw takim samym restrykcjom na Wielkanoc?  Dlaczego ludzie, którzy raz biernie zaakceptowali idiotyzm wierzą, że nagle coś zmądrzeje?

Zabawniejsze jest, że ani rząd, ani policja, ani władze miejskie i gminne nawet przez chwilę nie zastanowili się jak będzie wyglądała sytuacja wokół nekropolii od razu w piątek, jaki chaos powstanie i jak ogromne zagrożenie wywołała szalona decyzja premiera. Nie żadne tam epidemiczne, ale zwyczajne, choćby drogowe, z tłumami gnającymi na wiejskie i podmiejskie cmentarze położone przy ruchliwych trasach. O kolejnej erupcji ludzkiej frustracji, agresji, walce o nieprzygotowane miejsca parkingowe – chyba już nawet nie trzeba przypominać. To naprawdę zakrawa na prowokację, gdy w ślad za bezczelnością PiS-owskiego premiera w Lublinie np. PO-wski prezydent Żuk po prostu radośnie odwołał specjalną organizację ruchu wokół cmentarzy, zamiast wdrożyć ją od razu w piątek w trybie nagłym. Zdewastowanie kolejnej branży, dla której ten parodniowy przycmentarny zarobek pozwalał dotąd często na rok funkcjonowania – to w przypadku rządu już właściwie element stały gry…

A z drugiej jednak strony, doskonale rozumiejąc wszystkich, którzy rozpaczliwie w tych ostatnich godzinach rzucili się do… grobów – pomyślmy chwilę: A CO BY NAM WŁAŚCIWIE ZROBILI W DZIEŃ ZADUSZNY? Ta sama policja, która chowa się przed manifestantkami, która pilnuje, by nie wejść w drogę rolnikom a hardzieje tylko wobec samotnego spacerowicza bez maseczki – wkroczyłaby wyganiać własne babcie z grobów własnych dziadków? NO I CO wtedy? Dalibyście się odgonić? Jeśli tak, to może faktycznie zasługujemy na to, co nas spotyka…

Ostatni (?) koszmar Jarosława Kaczyńskiego

Każdy kolejny dzień w Polsce umacnia tylko przekonanie, że czegokolwiek głupiego by nie zrobili ci na ulicach, jak bardzo zabawne tektury by nie wymalowali – tych na górze nie przebiją! Jest w tym zresztą pewna logika. Antyrządowi manifestanci zamachnęli się na kościoły – więc rząd stwierdził: „Potrzymajta nam piwo…!” …i zamachnął się na cmentarze. Nasuwa się, że przy takim podejściu powinni coś wspólnie rozkręcić. Sęk w tym, że przecież właśnie rozkręcają…

Swoją drogą, ja wiem, że kościołów nie broni się dla księży i biskupów, tylko dla i z wiary czy przynajmniej szacunku. Ale kolejny raz kler traci bezpowrotnie okazję, żeby coś wreszcie z sensem powiedzieć. Także tym, którzy nie mogą dziś pójść na groby bliskich, bo pilnują świątyń przed dewastacją. W istocie bowiem mamy do czynienia z całkowitą już alienacją, a co za tym idzie także delegitymizacją władzy państwowej, przy jednoczesnej absencji, abdykacji Kościoła, przynajmniej w teorii sprawującego wszak rząd dusz nad deklaratywną większością narodu. Jego mniejszość, zgromadzona na ulicach nie ma reszcie niczego do zaproponowania poza własną agresją czy wręcz nienawiścią.

Zamiast rządnego państwa – mamy więc nie tyle zarządzający, co dezorganizujący wszystko czego się tknie aparat partyjno-państwowy. Zamiast opieki duchowej – zestrachaną, zagubioną hierarchię, winną upartyjnienia Kościoła. A zamiast narodu – jego połowę pochowaną w domach ze strachu przed grypą, ćwiartkę ganiającą po ulicach w kryterium zastępczym za zamknięcie knajp wieczorową porą i resztę, rozpaczliwie upychającą po grobach wiechcie chryzantem.

Jaki jeszcze psikus jest nam potrzebny, żeby przerwać ten horror?

Konrad Rękas

Facebook

1 thought on “Rękas: Halołin po polsku”

  1. A u mnie w Halloween były dziś dzieciaki z młodziutkimi mamuśkami. Chodziły od domu do domu. Był “cukierek albo psikus”. I korona – przy okazji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *