… ależ oczywiście, że Kijów wcale nie musi godzić się na warunki pokoju z Rosją. Może kontynuować wojnę aż do moralnego zwycięstwa… Z kolei partia wojny w III RP upiera się, że na tych warunkach Ukraina na pokój zgodzić się nie może, a na pewno nie powinna. Niech jednak internetowo-medialno-partyjni bohaterowie powiedzą wprost: czy jeśli Kijów 28 punktów Trumpa przyjmie – to Warszawa zgłasza na ochotnika Polaków, by walczyli zamiast Ukraińców?
Bez twarzy
Zresztą, nowy rząd w Kijowie jest tylko kwestią czasu, z jednej strony więc pojawi się pokusa – czyż nowi ministrowie też nie będą potrzebować złotych sedesów? Wszak Radek Applebaumowy już obiecał je zadatkować! Z drugiej zaś widoczny jest już lęk: kto zostanie wystawiony na odstrzał podpisania ukraińskiej kapitulacji? Ostatni skecz Zełeńskiego o wyborze między „utratą godności a stratą głównego sojusznika” to właśnie wyraz tego strachu, do którego faktycznie sprowadza się obecny opór przed przerwaniem wojny.
Wiecie Państwo czemu propaganda wojenna III RP (naśladując europejską, choć ta jest mniej od warszawskiej histeryczna) tak bardzo krytykuje 28 punktów pokojowych? Nie, nawet nie dlatego, że są niekorzystne dla Kijowa. Przeciwnie, są znacznie lepsze niż te, które mogłyby zostać zaproponowane za miesiąc lub dwa. Ba, są nawet korzystniejsze niż wynikałoby to z obecnej sytuacji na froncie. Chodzi o sposób ich podania, m. in. kolejność wypowiedzi: najpierw Trump, potem Putin, a zdanie Zełeńskiego i liderów europejskich nikogo nie obchodzi. W tej formie znacznie trudniej będzie przedstawić zakończenie wojny na Ukrainie jako kijowskie zwycięstwo. A przecież to o to właśnie chodziło, by przeciągać wojnę w nieskończoność, a na koniec ogłosić oczywisty sukces, choćby Zełeńskiemu z Ukrainy zostało jedno ziarnko piasku, na plaży w Ejlat. Trump tego nie ma zamiaru ułatwiać, tak jak nigdy nie dbał, by kierownicy krajów zależnych wychodzili z twarzą wykonując decyzje podjęte w USA. To tę właśnie „godność” skamlał Zełeński i tak właśnie mści się dzisiaj propagandowe przeskalowanie tej wojny, także w III RP.
Przeczekać Trumpa
W tej sytuacji europejscy warmongerzy i wykonująca ich polecenia partia wojny III RP mogą liczyć już tylko na jedno: że uda się szybko wznowić wojnę z Rosją, jeśli nie na Ukrainie, to gdziekolwiek indziej, żeby móc wówczas triumfalnie ogłosić: „O! A nie mówiliśmy?! Moskalom wierzyć nie wolno! Znowu ich musieliśmy napa… Tzn. znowu to oni napadli nas!„. Jeśli do porozumienia pokojowego na Ukrainie rzeczywiście dojdzie – globalne przeczekiwanie Trumpa wejdzie w nową fazę.
Przegrana Polski
Skądinąd zresztą gdyby faktycznie pokój między Ukrainą a Rosją został zawarty na podstawie 28 punktów – wówczas największym przegranym tego konfliktu okazałaby się… Polska, wciąż poddana nierównej konkurencji ukraińskiej w ramach UE i zagrożona stacjonowaniem na naszym terytorium dodatkowych sił NATO. W takim układzie wznowienie wojny Zachód – Rosja oznaczałoby już niemal automatyczną powtórkę zaangażowania III RP i znacznie zwiększałoby groźbę naszego bezpośredniego udziału w spodziewanym pełnoskalowym starciu. Realnym zagrożeniem dla Polski pozostanie też 600-tysięczna, ostrzelana armia pozostawiona w gestii Kijowa, tym bardziej, że żaden z 28 punktów nie zabrania Ukrainie prowadzenia wojny z kimkolwiek innym poza Rosją.
Od początku jasnym też było, że Polska ani nie odzyska pieniędzy utopionych w kijowskich złotych szaletach, ani nie uzyska żadnych korzyści z tzw. odbudowy, czyli powojennej eksploatacji Ukrainy. Martwić nas jednak powinno coś jeszcze. Próbując przebić Wilsona x 2 – Donald Trump ani słowem w swym projekcie nie zająknął się o masach ukraińskich imigrantów. Brak rozstrzygnięcia ich losu w preliminariach pokojowych oznacza permanentną już legalizację pobytu ukraińskich nachodźców w Polsce. No chyba, że ktoś się naiwnie spodziewa, że kierownictwo III RP, które każdy rozejm i traktat nazwie tymczasowym, wykrzykując, że „Moskalom nie wolno wierzyć!” – nagle naszych kochanych ukraińskich gości wyprosi?
Polski interes
Niestety, nikt Polaków o zdanie pytać nie będzie, a polityka i PiS, i KO z przystawkami dodatkowo jeszcze pozycję międzynarodową Polski osłabiły. Teoretycznie jednak zarówno specjalne uprzywilejowanie Kijowa w stosunkach z UE, jak i zakładane przyszłe pełne członkostwo Ukrainy w Unii mogłyby być blokowane w ramach szerszej koalicji państw unijnych. Gdyby zaś taka akcja się nie powiodła (co niestety bardzo prawdopodobne) – zawsze pozostawałby jeszcze PolExit. Wszystko to jednak kwestia przyszłości, wprawdzie nie nazbyt odległej. Ale polskim wkładem z rozmowy pokojowe powinien być zwłaszcza jeden postulat: nie prawo, ale obowiązek Kijowa przyjęcia i sprowadzenia z powrotem ukraińskich imigrantów z Europy Środkowej i Zachodniej, połączony z zapowiedzią natychmiastowego cofnięcia wszystkich przywilejów ekonomiczno-prawnych przyznanym nachodźcom, wraz z potraktowaniem ich jako niedoszłych azylantów, co do których ustała przyczyna przyznania azylu.
Już nie marzmy o tym ile to nie zarobimy na Ukrainie. Tym zajmą się Amerykanie, a Niemcy, Anglicy i Francuzi podtrzymując jeszcze czas jakiś Kijów negocjują tylko wielkość swoich udziałów. Polskim celem powinna być redukcja dalszych kosztów – choć i tu można być sceptycznym czy wystarczy samo zaprzestanie działań wojennych, ktoś będzie przecież musiał płacić za odtworzenie ukraińskich sił zbrojnych, a przecież jest jasne, że to Warszawa sfinansuje im ostrzenie siekier. Co najmniej równie ważne jest jednak pozbycie się ukraińskiej kolonizacji. Zanim będzie za późno i zanim zrobią z nas drugą Palestynę.
To jest polski punkt 29.
Konrad Rękas



Jak to niektóre teksty szybko się starzeją… 🙂 Nie ma przecież już żadnych 28 punktów. Obecne propozycje są dla Rosji znacznie gorsze. Oczywiście Moskwa je, po jakimś czasie zwodzenia i krygowania, odrzuci. Zresztą tamte oryginalne 28 pkt też by odrzuciła, bo tak samo sankcjonowałyby one jej klęskę – wyjście Ukrainy z ruskiego miru.
Jeżeli proponowany obecnie układ zostałby jednak zawarty, to i tak Polska wygrywa. W zamian za symboliczną pomoc Ukrainie dostaje Polska Rosję z powybijanymi zębami. I półtora miliona moskiewskich bojców gryzących ukraiński czarnoziem. I 600, albo i 800 tysięcy doświadczonych i wyszkolonych żołnierzy osłaniających Polskę przed Rosją od południowego-wschodu
Oraz, jeżeli integracja Ukrainy z Zachodem się powiedzie, także znaczące rozszerzenie strefy stabilności i dobrobytu na wschód, nowych dostawców wszelakich dóbr i usług, oraz nowy rynek zbytu na polskie towary. A wielu przybyłych do Polski Ukraińców zostanie już na stałe i nadal swoja pracą będą powiększać polski PKB. Sytuacja win-win, gdzie jedynym przegranym jest Moskwa. I jej admiratorzy, na Węgrzech Orban, w Polsce – PIS
I dlatego na żaden pokój 28, czy 19 punktowy, się Kreml nie zgodzi. I tak zatem przegra, tylko inaczej.
,,…znaczące rozszerzenie strefy stabilności i dobrobytu na wschód, nowych dostawców wszelakich dóbr i usług, oraz nowy rynek zbytu na polskie towary.”Oj, chyba naiwność. Stabilność i dobrobyt? Migranci, wysokie podatki, biurokracja, zielony ład, cenzura czyli tzw. mowa nienawiści, etc. A nowi dostawcy zaszkodzą naszym przedsiębiorcom. Rynkiem zbytu dla Ukrainy (i zachodnich korporacji na Ukrainie) będzie Polska. Rolnictwo, przetwórstwo, przemysł
Owszem. Stabilność i dobrobyt jakie cechują kraje o wysokim IEF, do którego to grona Ukraina aspiruje. Aspiruje, bo sama nie jest jeszcze takim krajem. Ale kiedy się stanie, będzie wiarygodnym, zamożnym partnerem. Takim samym jak, dajmy na to Czechy, albo Chorwacja. Owszem, ukraińskie produkty będą wysyłane do Polski. Ale polskie będą wysyłane na Ukrainę.
Obustronna korzyść komparatywna. Jak z Czechami, albo z Chorwacją.
Z tą różnicą że Ukraina jest biedna. Czyli stopy procentowe są tam bardzo wysokie. Zatem zyski z inwestycji, jeżeli tylko zapanuje stabilność instytucjonalna (w przybliżeniu – wysoki IEF) będą bardzo duże.
10 lat temu Ukraina zażarcie ścigała się z Rosją o tytuł najbardziej skorumpowanego kraju w Europie. Dziś między nimi jest już 10 pkt CPI różnicy. Progres jest.
Polska potrzebuje Ukrainy jako rynku zbytu, producenta dóbr i usług, źródła siły roboczej, etc… Ogólnie – poszerzenia rynków i wyzyskania korzyści komparatywnej
Nie będzie tego wszystkiego, jeżeli Ukraina zostanie w ruskim mirze. Już nawet pomijając kwestię moskiewskiego zagrożenia. A ciągle jeszcze nie można jej pominąć.
A czy nie widzi Pan, że szeroko rozumiany BRICS się rozwija, a Zachód się zwija? Gospodarka jest dla ludzi, a nie ludzie dla gospodarki. Polska nie potrzebuje siły roboczej. Obecny system z potężną biurokracją, wadliwym prawem, zbędnymi instytucjami hamuje rozwój. Zamiast migrantów potrzebujemy zmian systemowych i ,,wypchnięcia” setek tysięcy ludzi z odchudzonych/zlikwidowanych urzędów i instytucji do gospodarki. Gospodarka sama dostosuje się do liczby ludności naszego kraju. Migranci potrzebni są korporacjom, a nie naszym firmom. No i ten ZUS, działający jak sznur na gardle polskiego biznesu. Zbrodnią Zełenskiego (i Zachodu) jest wplątanie się w wojnę, obniżenie PKB, emigracja milionów ludzi, straty związane z wojną. ,,będzie wiarygodnym, zamożnym partnerem” – jak to łatwo napisać. Niech Pan nie zapomni czyim głównie partnerem będzie Ukraina po wojnie. Polskim? Nie. Nie dostrzega Pan bezwzględności egzekwowania interesów narodowych poszczególnych państw. Dla własnego interesu Ukraina zrobi wszystko, by nas ograć. To jest – o dziwo – normalnym działaniem. Dziwię się tylko naszym ,,elitom”, że tego nie rozumieją.
Apropo imigrantów. Bezrobocie teraz wzrasta. Po co nam do tego jeszcze ukry?
W gospodarce postindustrialnej bezrobocie może wzrosnąć jedynie chwilowo. Braki siły roboczej w takiej gospodarce są permanentne i trwałe.
W interesie Polski jest, aby Ukraińcy w Polsce zostali. W interesie Ukrainy jest, aby na Ukrainę wrócili. Akurat w tym punkcie interesy Polski i Ukrainy są rozbieżne.
Pilaster broni jednak interesu polskiego.
Ta, srele morele. W moim interesie jest, żeby ukry nie zajmowały mi miejsc pracy i nie zaniżały stawki. Jak będzie brakować rąk do pracy to niech sobie przyjeżdżają. Jak jest bezrobocie to najpierw miejsca pracy dla Polusów. Poza tym tania siła robocza nie jest do niczego potrzebna jeśli można zainwestować w technologię.
Hmm. Przyjeżdża do Polski imigrant. Nie zna ani polskiego (trudnego dla cudzoziemca) języka, ani zwyczajów, ani przepisów, ani miejscowych stosunków. Nie ma wykształcenia. Nierzadko jest po prostu analfabetą.
I …zabiera . pracę. To kim jest .?
I nie tania siła robocza jest potrzebna, tylko wydajna siła robocza jest potrzebna. To wbrew pozorom, zależy od samego pracownika tylko do pewnego stopnia. A bardziej od jego otoczenia technologicznego i prawno-instytucjonalnego.
Ten sam pracownik na Ukrainie będzie mniej wydajny niż w Polsce, a w Polsce mniej wydajny niż w Holandii (choć tu różnica jest już nieduża i nie zawsze zachodzi)
Nie obchodzą mnie teoretyczne i abstrakcyjne dywagacje, tylko realia rzeczywistości, w których napływ taniej siły roboczej z zagranicy jest niekorzystny dla polskiego pracownika.
Wolny rynek pracy jest krótkoterminowo niekorzystny dla leni, bumelantów, obiboków i tępaków, ogólnie dla pracowników niekompetentnych. Tak samo jak dla niekompetentnych producentów, którzy nie potrafią na wolnym rynku konkurować ani ceną ani jakością. I chcieliby mieć zagwarantowany monopol.
Tak samo jak niekompetentni pracownicy.
Jednak wolny rynek jest długoterminowo korzystny dla wszystkich mieszkańców i kraju jako całości. A w gospodarce postindustrialnej jak już wielokrotnie napisał pilaster, notorycznie pracowników brakuje. Zatem nawet ci niezbyt kompetentni jakieś zajęcie w końcu znajdą, choćby nie tak prestiżowe, jakby chcieli.
Wolny rynek, wolny od kontroli, prowadzi do monopolizacji gospodarki. Czy monopol prywatny jest lepszy niż prywatny? Gdzie ma Pan ten wolny rynek na Zachodzie? Bywał Pan np. w Niemczech? Małych sklepików jest mało, są przeważnie markety wielkich sieci, jedzenie śmieciowe (wolny rynek, taniej, dłuższa trwałość, słabsze zdrowie i wolnorynkowo zarabia służba zdrowia). Królują monopole i wielki kapitał, który tworzy marki jak z kapelusza. Black Rock to też kwintesencja wolnego rynku? Chyba tak, bo zgromadzili kapitał przecież w wolnym rynku. A teraz fabrykę aut nowej marki mogą założyć bez problemu. A niech spróbuje pucybut tak od zera. Ponadto w tym wolnym rynku panuje silny lobbing. Media i politycy są skorumpowani. Gdzież ten wymarzony wolny rynek? Oczywiście, że sam mechanizm wolnorynkowy jest dobry do powiększania bogactwa ale bez kontroli państwa z czasem zamienia się w karykaturę, w której kilka marek tej samej grupy kapitałowej ,,udaje” konkurencję. Konserwatyzm jest po to, by sceptycznie spojrzeć na naturę czło0wieka i pewne tendencje wyhamować, a inne wzmocnić. Tylko państwo narodowe jest w stanie zadbać o interesy narodu.
„Wolny rynek pracy jest krótkoterminowo niekorzystny dla leni, bumelantów, obiboków i tępaków, ogólnie dla pracowników niekompetentnych.”
Największymi leniami, bumelantami i obibokami są współcześnie wykształciuchy, którym się nic nie chce poza ich teoretyzowaniem, a programy prorozwojowe dają nie tylko pracę prawdziwym ludziom pracy, ale też przyczyniają się do rozwoju.
„A w gospodarce postindustrialnej jak już wielokrotnie napisał pilaster, notorycznie pracowników brakuje.”
Pracowników brakowało owszem, jeszcze jakoś 2-3 lata temu. Teraz to raczej powoli pracy zaczyna brakować, bo rośnie bezrobocie. Ogólnie to jest ciekawa korelacja, że zawsze gdy rządzi PiS to brakuje pracowników. Gdy rządzi ekipa rudego to jest bezrobocie.
Istnienie monopolu w gospodarce jest długofalowo możliwe tylko w dwóch przypadkach.
1. W gospodarce biednej, o wysokich stopach procentowych
2. W gospodarce socjalistycznej, niewolnorynkowej.
Renta monopolisty wynosi, przypomina pilaster
M = K*r/(1-exp(-r*t)).
gdzie K – bariera wejścia na rynek chroniony monopolem. Bariera technologiczna, prawna, etc
r – stopa procentowa
t – przewidywany czas prowadzenia biznesu.
Jak widać renta jest tym wyższa im wyższe jest r i niższe t
A w gospodarce wolnorynkowej t dąży do nieskończoności, zatem M = K*r
Czyli jest tym wyższa im wyższa jest cena kapitału. Docelowo w gospodarce postindustrialnej stopy procentowe dążą do zera, zatem i renta monopolisty dąży do zera niezależnie od wysokości bariery wejścia K
Wolny rynek monopole likwiduje, a nie je kreuje, jak wierzą marksiści.
No i jest przecież jeszcze jeden warunek istnienia monopolu – dostatecznie sztywny popyt. Jeżeli nachylenie krzywej popytu jest większe od jedności, to podniesienie ceny ponad poziom rynkowy będzie skutkować spadkiem sprzedaży, który spowoduje niższe zyski mimo większej ceny. I znów popyt w ustroju wolnorynkowym jest z natury bardziej elastyczny – bo jest więcej alternatyw na które można wydać pieniądze, niekoniecznie na produkt objęty monopolem.
A korupcja to już kwestia nie wolnego rynku, (punkt nr 1 z listy) ale pkt nr 3 – praworządności/sprawiedliwości. Jej zapewnienie jest podstawową rolą państwa.
btw każde dowolne państwo jest „narodowe”. Z definicji narodu 🙂
Monopol w wielu dziedzinach i zmowy rynkowe są po prostu faktem i żadne pseudomatematyczne pseudoanalizy (którymi osobiście gardzę) tego nie zmienią.
To trzeba było tak od razu, że żadne fakty kropki nie interesują, bo kropka i tak swoje wie. 🙂
W gospodarce wolnorynkowej monopol jest możliwy wyłącznie chwilowo, dopóki ktoś inny nie wejdzie na zmonopolizowany rynek i nie spróbuje zgarnąć jakiejś części renty monopolisty dla siebie.
No nie, to jest pusty pseudointelektualizm niemający nic wspólnego z rzeczywistością. Bo to jest zakładanie istnienia jakichś czystych form wolnego rynku, które w świecie rzeczywistym nie istnieją, ani nawet nie ma form zbliżonych do czystego wolnego rynku. Takie fantazje mogą snuć tylko tacy, którzy nie mają żadnej styczności z dzialalnością gospodarczą choćby w rodzinie.
BRICS się nie rozwija. BRICS grupuje kraje rządzone źle (Indie, Brazylia, RPA) lub nawet bardzo źle (ChRL, Rosja, Iran). Mogą one przejściowo nawet osiągnąć wysoki wzrost gospodarczy, ale tylko w warunkach wysokich stóp procentowych i relatywnej biedy – Nawet ChRL jest krajem znacznie biedniejszym od …Polski, o czym jakoś nie wspomina się często. 😉
A potem szybko wpadają w pułapkę średniego dochodu. Rosja wpadła w okolicach roku 2010. Chiny też tam będą lada moment – ich dynamika gospodarcza bardzo szybko maleje, a wydajność (PKB na roboczogodzinę) rośnie jeszcze, ale wolniej niż w …USA. I w …Polsce. 😉
Polska potrzebuje siły roboczej, jak każdy kraj po przejściu demograficznym, którego populacja już nie wzrasta. Nawet Rosja potrzebuje i dlatego sprowadza pracowników z Azji środkowej i porywa ludzi z okupowanych części Ukrainy.
Już obecnie Ukraina jest w pierwszej dziesiątce polskich partnerów handlowych, a jej udział będzie tylko rosnąć. Jej interesem nie jest „nas ogrywać”, tak samo jak nie jest to interesem Czech, czy Holandii.
A polski interes narodowy wymaga właśnie jak najszerszej współpracy ekonomicznej ze wszystkimi możliwymi krajami – najlepiej cywilizowanymi i sąsiadującymi, a jeszcze lepiej, jednymi i drugimi.
„Zbrodnią Zełenskiego (i Zachodu) jest wplątanie się w wojnę,”
Nic podobnego – to jest zbrodnia katechona Putina. Wyłącznie on odpowiada za wojnę. I wyłącznie on mógłby ją zakończyć w godzinę, gdyby chciał. Tylko nie chce.
Proponuję Putinowi zorganizować przewrót w Meksyku i zainstalowanie tam rosyjskiej broni. Reakcja USA? Brrrr… No i ta siła robocza. To brzmi jak z czasów komunizmu. To są Polacy i to dla nich powinna być gospodarka, a nie dla obcej ,,siły roboczej”. Mamy rezerwy ukryte w niesprawnym państwie. Mamy też Polaków poza granicami Polski. No i nasza demografia. Trzeba przestać straszyć Polaków wojną, pandemią, zielonym ładem, etc. Do tego uwolnienie gospodarki. Ale oczywiście niejaki Pilaster woli o tym nie pisać. Korporacje chcą siły roboczej, to sięgają do Ukrainy albo do turystów z Azji i Afryki.
Uwolnienie gospodarki polskiej – są tu rzeczywiście pewne rezerwy – oznaczać będzie szybszy wzrost gospodarczy. Zapotrzebowanie na pracowników zatem wzrośnie, a nie zmaleje, a problem braku siły roboczej będzie jeszcze większy. A samych „rdzennych” Polaków przecież nie przybędzie. Jest już po przejściu demograficznym. Co najwyżej można zastosować różne protezy, np wydłużenie wieku emerytalnego, ale nie na długo one wystarczą.
Zresztą likwidacja wolnego rynku pracy, jaką się tu proponuje, to nie „uwolnienie gospodarki”, ale przeciwnie, zniewolenie. 🙁
Wolny rynek pracy, to fragment wolnego rynku w ogóle.
„Korporacje chcą siły roboczej, to sięgają do Ukrainy albo do turystów z Azji i Afryki.”
Poniekąd. Proces jest nieuchronny. Lepiej jednak żeby przyjeżdżali Ukraińcy z żonami i dziećmi, niż młodzi, samotni, muzułmańscy mężczyźni, tak hołubieni przez PIS, jako „ofiary żydowskiego ludobójstwa w Gazie” 🙁
Wolny rynek pracy to taki rynek, w którym powstają nowe miejsca pracy po to, żeby Polacy mieli większy wybór gdzie pracować bez bycia szantażowanym przez Januszy biznesu. I po to, żeby pobudzać rozwój cywilizacyjny miejscowości polskich.
Nie, to nie jest wolny rynek. 🙂 Na wolnym rynku miejsca pracy nie powstają „dla Polaków”, czy „aby pobudzać rozwój miejscowości”. Powstają aby zwiększyć wydajność gospodarki – w przybliżeniu optymalizować NPV.
Wydajność gospodarki to między innymi rozwój miejscowości w kraju i większy dostęp do miejsc pracy dla stałych mieszkańców kraju, bo między innymi po to jest gospodarka.
„Owszem. Stabilność i dobrobyt jakie cechują kraje o wysokim IEF, do którego to grona Ukraina aspiruje. Aspiruje, bo sama nie jest jeszcze takim krajem. Ale kiedy się stanie, będzie wiarygodnym, zamożnym partnerem. Takim samym jak, dajmy na to Czechy, albo Chorwacja.”
Niezależnie od tego jaki będzie indeks IEF na Ukrainie to gros ukraińskiej produkcji jest w rękach firm niemieckich, amerykańskich i innych państw zachodnich. Po wojnie do tego może dojść jeszcze kapitał chiński. Dodając do tego umowę z MERCOSUR wspierającą niemieckich latyfundystów z Ameryki Łacińskiej to praktycznie polskich producentów będą mogli wygryźć cenami dumpingowymi z rynku lokalnego.
Będą mogli „wygryźć”, kiedy będą produkować lepiej i taniej. Jeżeli tak się stanie, to będzie to tylko z korzyścią dla polskich konsumentów. Których jest znacznie więcej niż tych „wygryzionych” producentów.
Ale tak oczywiście nie będzie. Skoro producenci z Czech, Niemiec, Szwecji, Holandii, Litwy, Hiszpanii i Grecji nie „wygryźli” producentów z Polski, to i producenci z Ukrainy nie wygryzą.
„Będą mogli „wygryźć”, kiedy będą produkować lepiej i taniej.”
Gówno prawda, rzeczywistość rynku to podrabianie towarów, żeby upchać więcej kosztem jakości. Większość klientów kupuje to, co jest tańsze, po rozwaleniu konkurencji cenami dumpingowymi oszukiwanie na produktach idzie sielankowo.
PILASTER, twoje powyższe tekściarskie wypociny wynikają z twojej pustoty umysłowej lub jakiejś choroby psychicznej (urojenia,fantasmagorie).Można je porównać także do fragmentów opisów z dzieł pogranicza fantastyki naukowej lub baśni z mchu i paproci.A tak naprawdę co ty robisz tutaj na tym portalu, hajdamacki trollu!? Siejesz tylko same bzdury,oderwane od rzeczywistości i to w tak prymitywny sposób, że aż nóż w kieszeni się otwiera! Wynocha stąd chachle razem z twymi nachodzcami tam na ukrainu!!! Tu jest Polska dla Polaków!
Pierwsza część komentarza mieści się w normalnej dyskusji ale druga… Mimo, że Pilaster pisze naiwnie i w interesie Ukrainy, to proszę Go nie obrażać. Niechaj pisze dalej.
Pilaster pisze w interesie Polski. Który to interes, owszem, w dużej części się obecnie z interesem Ukrainy pokrywa. Dlatego właśnie jedziemy teraz z Ukrainą na jednym wózku.
I istnieje tylko jeden hipotetyczny scenariusz, w którym te dwa interesy będą mogły się rozjechać.
Nie będzie wspólnego interesu Polski i Ukrainy. Świadczy o tym geografia i historia.
Interes Polski i Ukrainy jest obecnie w dużej mierze tożsamy. Świadczy o tym geografia i historia. 😉
A na serio, to jaki kraj w takim razie ma w większości wspólny interes z Polską i na czym ten interes polega?
Interes Polski jest taki, żeby ta wojna jak najdłużej trwała, a Rosja i Ukraina nie wyszły z niej za mocne. A im więcej antypolskiego elementu walczącego po obu stronach zostanie odstrzelone tym dla nas lepiej.
JAREK JAREK, kto tutaj kogo obraża!??? Czyż można tolerować kogoś kto chronicznie szerzy dezinformację na tym portalu??? Od dłuższego już czasu obserwując jego komentatorstwo mam wrażenie że robi to w jakimś celu, aby ogłupiać innych, licząc na ich naiwność i łatwowierność! Samo to skłania mnie do reakcji na te jego farmazony! Pzdr.
Jest to jak najbardziej słuszne wrażenie. Pilaster jak najbardziej robi to w jakimś celu.
Nie po to, żeby „ogłupiać”, tylko przeciwnie, po to żeby edukować.
„chronicznie szerzy dezinformację”
zbyt często,żeby wymienić chociaż jeden przykład
Bardzo dobrze, trzeba zniszczyć polskie chłopstwo, bo to plebs, ciemnogród i pospólstwo. Kosmopolityczny kapitalizm da im taki wycisk, że splajtują. Wtedy będą musieli nauczyć się angielskiego, programowania i ostatecznie przenieść do miast, czyli zacząć prowadzić burżuazyjny, wielkomiejski i kapitalistyczny styl życia. Nie minie pokolenie i nawrócą się na światopogląd naukowy, a jeśli nie, to zostaną motłochem z przedmieść, czy jakiś TBS-ów.
Hm, niesamowity wpis.
Na znajomość angielskiego w roku 2025 pies nie zwróci uwagi, bo co drugi w tym kraju to anglojęzyczny. Tym bardziej w czasach wszechobecnych translatorów i innych wynalazków technicznych. Programistów w dużej mierze wyrolowała bańka AI, o czym akurat wiem z pierwszej ręki, nie z portali. A co do rolników… zobaczymy panie burżuju jak Ukraina, MERCOSUR i inni zrobią embargo na eksport do UE albo jak będą w tych krajach słabe zbiory, epidemie wśród zwierząt hodowlanych i będzie zakaz importu z tych krajów i ceny pójdą do góry. To będziesz żarł sobie gówno i jeszcze się smacznie obliżesz.
Tak wygląda interes – Rosja bierze część ukraińskiej ziemi, natomiast Zachód – ludności.
Ale żeby tak skrajny ewolucjonista ( mam na myśli Pilastra) nie mógł pogodzić się że w przyrodzie jest bezwzględna walka, konkurencja tylko ział nie nienawiścią do takich, poddawał się takim emocjom w tym wypadku Rosji!? Gdzie ów racjonalizm głoszony przez nich?? Wszędzie chaos i emocje Paradoks goni paradoks On nawet nie rozumie teorii w którą niby wierzy.
W przyrodzie jest konkurencja, a to nie jest to samo co walka. Co więcej konkurencja bardzo rzadko przyjmuje postać walki. Tak samo jak każdy organizm stara się zoptymalizowac swój sukces rozrodczy, konkurując w tym z innymi organizmami, tak samo każdy osobnik w ludzkich społecznościach usiłuje zoptymalizować swój sukces ekonomiczny, konkurując z innymi. Ale bardzo rzadko z nimi walcząc. Co więcej, taka „walka o zasoby” prowadzi często wprost do przegrania konkurencji. W dzisiejszych czasach na ten przykład kryminaliści należą do najbiedniejszych i najniższych warstw społecznych. Nie bez powodu. Sukces buduje się we współpracy z innymi osobnikami, – na poziomie narodowym z innymi państwami- a nie w walce z nimi.
„W dzisiejszych czasach na ten przykład kryminaliści należą do najbiedniejszych i najniższych warstw społecznych”
Chyba słupy, bo realni beneficjenci poważnej przestępczości zorganizowanej należą niejednokrotnie do najbogatszych ludzi.
O naprawdę?
Oto lista stu najbogatszych Polaków:
https://www.forbes.pl/100-najbogatszych-polska/2023
Proszę wskazać na tej liście beneficjentów przestępczości zorganizowanej.
Oczywiście szefowie mafii i hersztowie gangów (np narkotykowych) należą do ludzi stosunkowo zamożnych – ale nie w tej powyższej skali- ale:
1. Dotyczy to wyłącznie najwyższych bossów. Szeregowi przestępcy, dużo liczniejsi, klepią biedę i często zarabiają mniej niż wynosi zasiłek dla bezrobotnych
2. Kariera najwyższego bossa trwa -w krajach praworządnych i wolnorynkowych rzecz jasna – w takiej Rosji to oni właśnie rządzą – stosunkowo krótko, zanim nie zostanie zabity przez chętnych na zajecie jego pozycji, albo nie wyląduje w więzieniu.
Ogólnie kryminaliści w krajach rozwiniętych to bardzo niskie doły społeczne
Jednak historia chyba nie jest Pana mocną stroną. Za każdym razem strzela Pan sobie w kolano. Podaje Pan za przykład osoby, które we współpracy ze służbami PRL i na ich konto prowadziły biznesy na Zachodzie w l. 80-tych. Miały solidną ochronę wywiadowcza. Potem brały udział w ,,prywatyzacji” majątku państwowego i stały się potentatami. Są tam już dzieci niektórych prominentów. Są to ludzie mało różniący się od oligarchów Putina i Ukrainy. I tam i tu rozkradziono co się dało, tyle że tam na większą skalę. Ludzie z tej setki mieliby małe szanse na prawdziwie wolnym rynku z normalnymi Polakami, oczywiście gdyby wszyscy zaczynali od zera. Jednak reszta przedsiębiorczych Polaków miała i ma podcinane skrzydła, by za bardzo nie urośli (podatki, prokuratura, prawo). Oj, Panie Pilaster, nie odrobił Pan lekcji. A to, że niektórzy nie zostali skazani… Mój Boże, przy takim sądownictwie i prokuraturze, przy takim parasolu medialnym i wywiadowczym… Pan Kluska chciał podziałać inaczej więc zajmuje się, skądinąd smacznym, serem kozim.
Proszę wskazać na tej liście beneficjentów przestępczości zorganizowanej.
Bo na razie nie wskazano ani jednego. 🙂
Oczywiście część z nich zdobyła bogactwo jeszcze w czasach PRL, owszem, wykorzystując ówczesne koneksje partyjne i bezpieczniackie. Jednak skoro dzisiaj nadal należą do najbogatszych, to znaczy, że maja autentyczny talent biznesowy, bez którego już dawno by te majątki przeputali.
I nie, nie przypominają oni oligarchów Putina. Nie zdobyli majątków na surowcach i kontraktach państwowych
Ciężko się dyskutuje z osobą, która trzyma się jednej wersji. Dlaczego zorganizowanej? Jeżeli za talent przyjmuje się wysłanie przez służby za PRL człowieka do Austrii, by tam prowadził nielegalne interesy. Potem po upadku PRL ,,przejmuje” najsmakowitsze kąski firm państwowych, kooperuje na wysokim szczeblu z kapitałem np. niemieckim. A Ciech, a powstanie koncernów medialnych (TVN, Polsat). A majątki kto by przeputał, to by przeputał. Kluskę załatwili, mimo niewątpliwego sukcesu. Chyba Pan szczerze nie lubi historii, szczególnie działania służb w PRL. Jak to było z Gorbaczowem, kiedy polskie służby zaczęły organizować sobie biznes, by poradzić sobie w nowym ustroju. Przewrót kontrolowany, przygotowany z ,,wykreowanymi” lwami biznesu, a tu słyszę pogląd: mieli talent. I czy rzeczywiście trzeba wyroku sądu, by uznać kogoś za przestępcę. Niech Pan poda mi kliku skazanych w Polsce za przestępstwa gospodarcze, oczywiście tych z polityki i biznesu. Polska gospodarka została rozgrabiona, przejęta przez obcy kapitał, a w więzieniu nikt nie siedzi. Prawo tu nie ma nic do tego. Popełnia Pan ten sam błąd liberałów: patrzenie przez pryzmat skuteczności. Muzyka: jak ma dużą oglądalność to jest lepszy. Lepsza jest Ariana Grande niż Dire Straits. Jak ma duży biznes, to widocznie jest lepszy. Bez wnikania w inne czynniki. I jaka jest różnica zdobycia majątku na przejęciu firm PRL a surowców? A kontrakty państwowe też nasi dostawali, np. autostrady.
„Popełnia Pan ten sam błąd liberałów: patrzenie przez pryzmat skuteczności.”
A przez jaki inny pryzmat powinien pilaster patrzeć? Zgodności z jedynie słuszną ideologią?
” I jaka jest różnica zdobycia majątku na przejęciu firm PRL a surowców? ”
U schyłku komunizmu, jedynymi wytwarzanymi przez gospodarkę PRL produktami, które miały jakąkolwiek mierzalną wartość rynkową, były surowce. Zatem skutecznie uwłaszczyć można się było wyłącznie na surowcach. Cała pozostała gospodarka była kompletnie bezwartościowa. Fabryki bubli, które rozpadały się już w sklepie i których na Zachodzie nikt by nie wziął nawet za darmo, miały wartość wręcz ujemną. Zwyczajnie nie było czego kraść.
Jeżeli ktoś przejął taki przedpotopowy „zakład pracy” i się na tym wzbogacił, to faktycznie musiał mieć talenty biznesowe – umiał przyciągnąć inwestorów, odpowiednio zakładem zarządzać, etc.
A najbardziej wartościowe polskie zasoby surowcowe – miedź z Legnicy – nie zostały jednak „uwłaszczone”.
Co innego oczywiście w Rosji. Tam na liście stu najbogatszych znajdują się albo oligarchowie surowcowi, albo urzędnicy państwowi, lub ich bliscy krewni.
„U schyłku komunizmu, jedynymi wytwarzanymi przez gospodarkę PRL produktami, które miały jakąkolwiek mierzalną wartość rynkową, były surowce. Zatem skutecznie uwłaszczyć można się było wyłącznie na surowcach. Cała pozostała gospodarka była kompletnie bezwartościowa. Fabryki bubli, które rozpadały się już w sklepie i których na Zachodzie nikt by nie wziął nawet za darmo, miały wartość wręcz ujemną. Zwyczajnie nie było czego kraść.”
No to się zgadza. Wystarczy popatrzeć na stary ruski produkt. Jedyne, co im się udało na tle reszty i do dzisiaj jest używane to Automat Kałasznikowa i ewentualnie parę innych produktów ruskiej zbrojeniówki. Taka była komuna. Ale jeszcze ciekawsze jest to, że kapitalizm pod tym względem coraz bardziej upodabnia się do komuny. Ale nie przez jakieś mityczne „socjalistyczne rozwiązania”. Dlatego, że sprzedawanie produktów, które częściej się psują jak jest bardzo często w przypadku produktów RTV i AGD daje utarg. A sprzedaż produktów dobrej jakości już by nie przynosiła takiego zbytu.
Oni wszyscy są tacy porządni tak jak tirówa jest dziewicą.
Proszę wskazać na liście osoby, które są beneficjentami przestępczości zorganizowanej (oczywiście wraz z uzasadnieniem). Do tej pory nie zostały wskazane.
Może kogoś ściganego przez policję listami gończymi? Jeżeli nie w Polsce, to np w USA, albo Szwajcarii?
Zwykle główny beneficjent przestępczości zorganizowanej nie figuruje w statystykach policyjnych albo nawet jeśli wpadnie to figuruje jako ostatni w kolejce.
To skąd wiadomo że dany delikwent jest beneficjentem przestępczości zorganizowanej?
Raz na jakiś czas szambo wybija. Jak przykładowo kilkanaście lat temu w aferze Amber Gold, w której umoczony był synalek Tuska.
@ Jarek Jarek
,, Wolny rynek, wolny od kontroli prowadzi do monopolizacji gospodarki ”
To może jakiś przykład tego mechanizmu powstania monopoli prywatnych przy braku kontroli? Jeśli chodzi o Polskę
Zapewne istnienie ministerstwa gospodarki, przemysłu, RPP ustalająca stopy procentowe, koncesje zezwolenia
Proszę popatrzeć na gospodarki Zachodu. Ile jest małych, ile średnich firm? Jak jest zlokalizowany handel? Na obrzeżach miast wielkie markety. W centrum lokale do wynajęcia. zadziałał oczywiście wolny rynek. Wielkie sklepy wygrały, monopolizując handel hurtowy i detaliczny. A że generalnie sprzedają syf, to nic. Wolny rynek to tylko piękna teoria albo inaczej: wolny rynek to najlepsza metoda do pomnażania bogactwa. Trzeba się jednak temu przyglądać, by wielkie koncerny nie zmonopolizowały całych branż. I Pan podaje zły przykład: nasze instytucje działają właśnie w imieniu wielkiego kapitału, w interesie koncernów. Koncesje, zezwolenia są najczęściej po coś. Nie po to, by się Polska rozwijała. I jeszcze raz piszę: ciężko się rozmawia z ludźmi, którzy nie widzą monopolizacji i rządów wielkiego kapitału, koncernów i zblatowanych z nimi mediów. To takie abc. Możemy rozmawiać o przyczynach tego stanu a nie o faktach.
No właśnie. Ile jest małych, średnich firm w gospodarkach Zachodu? Jak jest zlokalizowany handel? Może zamiast anegdot konkretnie na liczbach? Bo np na warszawskiej Starówce dosłownie w każdym jednym budynku są jakieś małe sklepiki, lub usługi – najczęściej knajpy
Jaka branża została „zmonopolizowana przez koncerny”? Oczywiście zmonopolizowana wolnorynkowo, a nie poprzez państwowe regulacje (jak np handel bronią, czy farmaceutyka)
Przypomina pilaster, że „monopol” to, zgodnie z definicją, wcale nie „bycie wielkim przedsiębiorstwem”, tylko możliwość ustalania ceny za swoje produkty na poziomie innym niż rynkowy i tym samym czerpania renty monopolisty. Np na napój „Coca Cola” istnieje „monopol” – nikt poza właścicielem marki nie może produkować „Coca Coli”, – ale jego producent nie jest bynajmniej monopolistą, bo nie może rynkowi narzucać swoich cen.
Czasy kiedy możesz stać się milionerem od zera, swoją wiedzą, aktywnością, pracą, pomysłem już minęły. Black Rock może założyć firmę, która w krótkim czasie może mstać się monopolem w jakiejś branży. Za pomocą pieniędzy wpłynie na państwo, przekupi media, wykosi konkurencję. I co Pan o tych surowcach. W Rosji węgiel kopią oligarchowie, a u nas są zamknięte kopalnie, woda jest w obcych rękach, a do metali ziem rzadkich nie dano nam dostępu. Źródła geotermalne są niemile widziane np. przez Niemców. Gdzie ma Pan ten osławiony wolny rynek na naszym tzw. Zachodzie? Liberalizm, wolny rynek czy libertarianizm to przecież ideologie. Konserwatyzm jest ideologią ale opiera się m.in. na św. Tomaszu i filozofii greckiej czyli na realnej rzeczywistości.
Czyli tego ile jest tych małych i średnich firm na Zachodzie, a ile w Polsce, a ile w Rosji, czy ChRL, się jednak nie dowiemy. Szkoda…
„Źródła geotermalne są niemile widziane np. przez Niemców.”
A jak się to niemiłe widzenie konkretnie objawia? I przez kogo jeszcze są niemile widziane?
„woda jest w obcych rękach”
A konkretnie w czyich?
To chyba cytat z Dmowskiego, ten o paradzie mętnych frazesów głoszonych z wielką pewnością siebie.
„Bo np na warszawskiej Starówce dosłownie w każdym jednym budynku są jakieś małe sklepiki, lub usługi – najczęściej knajpy”
Gdybym należał do warszawki to by mnie to obchodziło. Ale nie należę do warszawki. Jestem mieszkańcem podkrakowskiej miejscowości, gdzie gówno jest, w wielu aspektach jak transport wręcz jest gorzej niż było. Gmina nic nie robi, a prywaciarze są, jest ich pełno, ale wszystko robią pod siebie, a czegoś, co by służyło ogólnie mieszkańcom gminy nie ma. Mamy już prawie drugą ćwiartkę XXI wieku, a czuję się jak za komuny. Moja okolica zresztą nie jest w najgorszej pozycji, bo co dopiero powiedzieć o dotkniętych zapaścią miejscowościach na Podlasiu, czy Podkarpaciu, czyli takich miejscowościach, gdzie łajzy z różnych polsatów, tvnów kręcą gówno-seriale typu „chłopaki do wzięcia”, do których biorą w rzeczywistości ludzi, których los zepchnął na margines i robią z nich za śmieszne pieniądze idiotów po to tylko, żeby warszawki miały się z kogo nabijać. Warszawka, do której pieniądze całego państwa są ładowane, a normalny mieszkaniec głębokiej Polski nic z niej nie ma mnie nie obchodzi.
Tak samo jest w Krakowie.
I we Wrocławiu
I w Gdańsku też
I w Poznaniu
Nawet w Zamościu
I w malutkiej Świdnicy
Setki i tysiące małych sklepików i biznesów.
A korporacji – jak na lekarstwo
To jest akurat nieprawda. Bo mieszkam niedaleko Krakowa i coraz więcej firm upada lub wynosi się z Krakowa. Gdańsk i Poznań nie wiem. Nie mieszkam tam i mnie akurat mniej obchodzi niż moje strony.
Biedronka, Dino Żabka, Polomarket Lewiatan Kaufland i inne których pełno np w Lubinie to można ich uznać za jakieś korporacje bo wszystkie to spółki kapitałowe? Biedronek to chyba tam z 10. Polomarket czuć że polska firma bo te kasy samoobsługowe co zainstalowali to pozal się Boże. No i w niektórych kasjerki kradną bo dodawanie artykułów do rachunku to przecież forma złodziejstwa. Mają pełno kodów obok przyklejonych. Jednym słowem – pierwszy raz naprawdę doceniłem kasy samoobsługowe
Z tymi kradzieżami to znam motyw, bo kiedyś pracowałem w Żabce i mój kolega robił to samo. To znaczy najbardziej narażeni byli obcokrajowcy, bo obcokrajowiec najprędzej dał się zrobić frajerem, dlatego jak kupował batona albo puszkę coli to kolega podwójnie mu to kasował. Dlatego kasy samoobsługowe to dobry pomysł. Szkoda tylko, że w większości sklepów, np w Biedronce, czy w dogorywającym Carrefourze są beznadziejne. Jedyny znany mi sklep, w którym zrobili rzeczywiście profesjonalne kasy samoobsługowe to Decathlon. Wkłada się produkt do kasy i nie trzeba szukać żadnego kodu kreskowego, tylko automatycznie po włożeniu się kasuje bez żadnego wysiłku ze strony kupującego. Nie rozumiem dlaczego nikt tego nie wprowadził w innych sklepach, sprzedaż zostałaby usprawniona i nie trzeba byłoby tylu pracowników na kasie. W sumie to jest dla mnie kolejny argument, że sektor prywatny wcale nie dąży sam z siebie do profesjonalizmu wbrew temu, co mówią mity wolnego rynku. Inny przykład to autobusy. PKSy jak istniały, przynajmniej te jeżdżące w moich okolicach były nowoczesne, wygodne, dużo miejsc siedzących miały, można sobie było ustawić klimatyzację na swoim miejscu, jakieś miejsca na przechowanie rzeczy. A ci prywatni busiarze to nie dość, że są drodzy to jeszcze są chamscy, przyjadą jak im się zachce, busy są niewygodne do siedzenia, mało jest miejsc siedzących, a same busy chyba pamiętają czasy PRLu. Gdyby produkowali busy przed wojną to by jeszcze nimi jeździli dopóki by się nie rozpadły.
Wracając do tych kas samoobsługowych to nie rozumiem jeszcze dlaczego w większości nie można normalnie płacić gotówką.
No to jak jeszcze kontrolować ten wolny rynek żeby nie było monopolizacji? Jeszcze jeden urząd antymonopolowy który by kontrolował obecny urząd? Kacyk partyjny w każdej firmie jak było za komuny? A i też w III Rzeszy.
Powołać kolejną komisję nadzoru bankowego?
„Zapewne istnienie ministerstwa gospodarki, przemysłu, RPP ustalająca stopy procentowe, koncesje zezwolenia”
Jaki jest sens dyskutowania o rzeczach, których istnienie jest oczywistością?
Bo miałem wrażenie że dla Jarek Jarek to chyba nie jest oczywistością. Chciałem się dowiedzieć czy to są narzędzia kontroli nad gospodarką. Bo wydawało mi się że twierdził że nie ma żadnej kontroli w Polsce nad gospodarką
Nie pamiętam, czy odpowiadałem na ten komentarz to na zapas napiszę. No są to narzędzia polityki gospodarczej, ale istnienie takich podmiotów jest normalne. Nienormalne by było gdyby takie podmioty nie istniały. Ktoś musi przykładowo regulować sygnał radiowy po to, żeby nie było samowolki w powstawaniu np stacji radiowych i zagłuszania sygnału na przykład lotnictwu. Po to istnieje na przykład Urząd Komunikacji Elektronicznej. To jest tak oczywiste, że nawet dziecko to rozumie.