Rękas: Scots wha hae…

Bywam pytany (tak, wiem – kiedyś na pewno ujawnię tych co się tak ciągle dopytują…) co np. robi szkocka flaga na moim fejsbukowym zdjęciu w tle (powiewa…) i w ogóle co ja z tą Szkocją.

Geopolityczną wagę kwestii szkockiej i jej znaczenie dla Polski już parę razy w różnych tekstach wyjaśniałem. Teraz więc tylko bardziej ludzka wersja. Po prostu przyjemniej jest patrzeć na budowę niepodległego państwa (i w miarę skromnych możliwości nawet jakoś w dziele tym pomagać), niż asystować przy przewlekłym pogrzebie tysiącletniego narodu, któremu się już po prostu nie chce dalej istnieć…

Kilka tygodni temu byłem na zajęciach w pewnym szkockim college’u. Młodzież jak to młodzież – urocza, głupiutka, z czasem skupienia jak u małych kotków. Prowadząca zajęcia na marginesie innych rozważań rzuciła jednak nagle w przestrzeń: „Czy jak już będziemy niepodlegli, to mówiąc po angielsku – będziemy mówić w obcym języku?”. I w tym momencie wszystkie te bezmyślnie żujące gumę dzieci poderwały się krzycząc: „Ale my nie mówimy po angielsku, my mówimy po szkocku!”. A wołały to z nagle przypomnianym, doryckim akcentem, którego pozbywały się przez lata szkoły i oglądania BBC.

I dlatego to jest naród żywy, w przeciwieństwie do tych, które swoje młode uczą tylko wiecznych szyderczych w założeniu pytań w rodzaju „a co to jest ojczyzna?! A co to jest patriotyzm?!”. Te szkockie dzieci też nie wiedzą, ale odruchy mają dobre. Zresztą tak jak ich polscy rówieśnicy w koszulkach z orłami i ŻW. Nawet jeśli komuś nie odpowiadają konkretne odniesienia z tym związane – to alternatywą może być kosmopolityzm, zanik, anihilacja narodu…

Musimy zresztą przy tym mieć pewną, ogólnie pochlebiającą świadomość. Pisząc o tym jaka polityka polska jest, a jaką być by mogła czy powinna, niezależnie od tego czy męczy nas talent, czy nadmiar wolnego czasu, przerwa w pracy, czy choroba dwubiegunowa – w jakimś tam sensie odczuwamy ambicje „wpływania na sprawy publiczne słowem lub czynem” (jak kiedyś zakreślił krąg swoich czytelników Aleksander Bocheński). Stąd w gronie przynajmniej z założenia myślącym – pozwolić sobie możemy i w krytyce narodowych wad, i w ostrej selekcji stosowanych do wychowywania Polaków treści. Przekaz „do ludzi” powinien być jednak spójniejszy, choć oczywiście nikt przecież nawet nie marzy do zbliżenia się do ideałów – legendarnej ciągłości rozumienia racji stanu imperium brytyjskiego, niewzruszenie bezmyślnego zakochania Amerykanów w „amerykańskim stylu życia”, czy przekonania ludzi radzieckich, że to „oni w niebo ślą rakiety”. Niemniej na drugim biegunie znajduje się obecnie współczesna polskość, która nawet w koszulce z orłem, jest na całej linii w odwrocie. Nie miejmy złudzeń, dzieci emigrantów zarobkowych nie wynaradawiają się tak szybko jakby mogły tylko dlatego, że standardowe post-państwo post-Zachodu nie generuje żadnych treści, które mogłyby zastąpić szczątkową polskość. Na razie więc pospołu – była cywilizacja europejska i narodowość polska dogorywają wspólnie, nie ścigając się w tej agonii.

O tyle przyjemniej jest więc być przy narodzinach nowego państwa i ostatecznym kształtowaniu narodu…

Konrad Rękas

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.