Rosja-Krym i podwójne standardy Zachodu

W Polsce trwa stan politycznego wrzenia, Prezydent, premier i cała opozycja mówią niemal jednym głosem o rosyjskim zagrożeniu. Zaniepokojenie polskich elit wywołała twarda polityczna konieczność, przed jaką stanęły władze Federacji Rosyjskiej. Wobec wielkiego prawdopodobieństwa utraty strategicznej bazy wojskowej na Krymie Rosjanie zdecydowali się na pokaz sił, obliczony na utrzymanie Krymu w swojej orbicie wpływów.

Poza względami strategicznymi, podług których władanie Krymem stanowi jeden z elementarnych wyznaczników rosyjskiej polityki zagranicznej co najmniej od czasów Piotra Wielkiego, istotne znaczenie posiada także obecność licznej mniejszości (będącej na Krymie większością) rosyjskojęzycznej. Po obaleniu legalnych władz Ukrainy i uformowaniu się nowych rewolucyjnych władz, wśród których istotną rolę odgrywają spadkobiercy zbrodniarzy z OUN i UPA (m.in. funkcja szefa Służby Bezpieczeństwa), po ogłoszeniu ustawy odmawiającej językowi rosyjskiemu prawa języka urzędowego, po coraz głośniejszych postulatach delegalizacji Partii Regionów i Komunistycznej Partii Ukrainy, wreszcie po licznych głosach zapowiadających renegocjację umów z Rosją na dzierżawę baz na Krymie oraz zapowiedziach niedopuszczenia do przeprowadzenia referendów regionalnych w sprawie przyszłości wschodniej Ukrainy, Rosja zdecydowała się na kroki, mające na celu zabezpieczenie jej geostrategicznych interesów.

Politycy w Polsce prześcigają się w pomysłach na skuteczne powstrzymanie działań Rosji. Na nogi postawiona została cała UE i NATO, w Polsce zbiera się Rada Bezpieczeństwa. Trudno nie odnieść przy tym wrażenia, że wszystkim tym działaniom przyświeca zasada podwójnych standardów w odniesieniu do poszczególnych graczy światowej polityki. Czy ktoś pamięta bowiem podobne poruszenie w sytuacji, gdy Stany Zjednoczone A.P. decydowały się na ingerencję w stosunku do kolejnych państw oraz stojących na ich czele legalnych władz (aby wspomnieć tylko Irak, Syrię i Libię), co w efekcie doprowadziło do destabilizacji całego regionu? Jedyne, czego domaga się w podobnych przypadkach Zachód, to aby amerykańska interwencja posiadała placet ONZ. Dość wspomnieć, że na ówczesne rosyjskie protesty niemal nikt nie zwracał uwagi. Co tymczasem determinuje obecną sytuację na Krymie i we wschodniej części Ukrainy z punktu widzenia Rosji? Rosja wobec faktu obalenia prawowitych władz i powołania nowych, których nie uznaje, stara się zabezpieczyć interesy swojego państwa oraz jego obywateli znajdujących się na terenie Ukrainy.

Przedstawiciele Rosji, uzasadniając decyzję o możliwości użycia sił zbrojnych (Prezydent Federacji potrzebował do tego formalnej zgody izby wyższej rosyjskiego parlamentu), wspominali także m.in. o wcześniejszym porozumieniu pomiędzy ukraińską opozycją a Prezydentem Janukowyczem, którego jednym z sygnatariuszy, obok Francji i Niemiec, była Polska. Porozumieniu, które w kilkanaście godzin po jego podpisaniu, przestało być honorowane przez opozycję. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się, że osiągnięte w czasie porozumienia status quo mogło być dobrym punktem wyjścia do rozładowania trwającego obecnie kryzysu. Nie bez znaczenia, w kontekście konfliktu na Krymie, pozostają także liczne odwołania do nieodległej secesji Kosowa z granic Serbii. Pomimo licznych protestów Rosji Zachód uznał decyzję miejscowej ludności o odłączeniu się od państwa serbskiego. Czy Zachód zaakceptowałaby dziś chęć odłączenia się wschodnich regionów Ukrainy w wyniku planowanych referendów? Czy nie mówiono by wówczas o sfałszowanych przez Rosję wynikach głosowania oraz konieczności utrzymania integralności państwa za wszelką cenę?

Stawką toczącej się rozgrywki jest wyrwanie Ukrainy z rosyjskiej strefy wpływów, co jest równoznaczne z kolejnym etapem otaczania Rosji przez siły proamerykańskie oraz utratą przez Rosję statusu mocarstwa. Wszak chyba nikt nie ma wątpliwości, że po opuszczeniu Krymu przez Rosjan w bardzo krótkim czasie zainstalowałyby się tam wojska amerykańskie, względnie siły NATO, co uczyniłoby Rosję bezbronną w basenie Morza Czarnego. Politycy w Polsce prześcigają się w pisaniu czarnych scenariuszy, które mają czekać Rosję Władimira Putina po dokonaniu agresji na Krymie. Coraz częściej pojawiają się argumenty, że ukraińska porażka byłaby początkiem końca jego władzy w Rosji. Wielu polskich polityków widzi już zapewne oczyma wyobraźni, sterowane przez Zachód, rozruchy na terenie Moskwy, których efektem finalnym byłaby ucieczka Prezydenta Federacji na zaprzyjaźnioną Białoruś. Do realizacji podobnego scenariusza droga wydaje się jednak jeszcze dość odległa…

Maciej Motas 

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Rosja-Krym i podwójne standardy Zachodu”

  1. Rosja w porownaniu do Chin to male piwko.Ktorego z sasiadow Rosja terroryzuje? Chiny niedlugo zagarna caly Pacyfik i nikt im nie podskoczy.Japonia sie biedna zali i ma racje, ze Amerykanie nie bronia sojusznika. Widocznie maja cykora przed chinskim smokiem. A powinny byc nalozone na chinskiego terroryste – sankcje!!! Terroryzuja i grabia z przybeznych wysepek wszystkich – sasiadow. Niedlugo zagarna caly Pacyfik i pol Azji! I swiat milczy!!!!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.