Rosjanie, a może Ukraińcy lub Amerykanie?

Jest to już kolejne na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy wojownicze wystąpienie premiera polskiego rządu w stosunku do wschodniego sąsiada (poprzednie miało miejsce przy okazji Ukrainy). Pomijając fakt oparcia spekulacji na dość wątpliwych przesłankach, zastanawiające jest, z jaką łatwością premier feruje podobne opinie. Zupełnie tak, jakby podług ujawnionych z podsłuchu ocen szefa MSZ, wierzył on niezachwianie w protekcję „Wielkiego brata” zza Oceanu. Polska może dowolnie harcować na polu stosunków polsko-rosyjskich (i polsko-niemieckich), gdyż ma niezachwianą pewność o amerykańskim protektoracie.

Logika wywodu premiera opiera się na sprawczej roli pośrednika w handlu węglem, który w akcie zemsty za godzące w jego interesy działania rządu, postanowił metodą „salami” (co tydzień nowa taśma) doprowadzić do destabilizacji całego gabinetu. A gdzie tu wątek rosyjski, zapyta ktoś bardziej dociekliwy niźli przeciętny „prawicowiec”, wietrzący i w nieświeżych pierogach ruskich serwowanych w barze mlecznym rosyjski spisek? Ano tu, że nasz „węglarz” (samoistnie przychodzą na myśl sceny z „Misia” Barei – „Węgiel, a skąd pan bierze węgiel?”) tańszy węgiel odbierał rzekomo z Rosji, rujnując tym samym rodzime wydobycie. A może to jego dostarczyciele stoją za wszystkim, nie chcąc tracić cennego odbiorcy? Tego nie wiemy, pewne jest jednak, że podobne domysły snuć można również w odniesieniu do Ukrainy, wszak węgiel mógł być z Zagłębia Donieckiego? Czy nie jest nieprawdopodobna sytuacja, w której jeden z oligarchów ze wschodniej Ukrainy, chcąc „podziękować” rządowi polskiemu za pomoc w utorowaniu drogi do władzy banderowcom, założył w kilku uczęszczanych przez rodzimy establishment knajpach podsłuch? Albo z jeszcze innej beczki – czy nie mógł za całą operacją podsłuchową stać wywiad amerykański (który jak wiadomo podsłuchuje w Europie wszystkich), chcący pomóc PiS-owi w dojściu do władzy właśnie taką metodą. Wszak wypowiedzi Radka Sikorskiego, mówiące o jego „serdecznym” stosunku do USA, nie są zapewne dla Amerykanów tajemnicą? 

Nie, rząd polski po raz kolejny w momencie kryzysu postanowił odwołać się do najłatwiejszej metody, sprowadzającej się do kardynalnej u nas tezy, że za wszystkim stoją „ruscy”. Dla uwiarygodnienia podobnego „alibi” wygodny okazał się nawet Roman Giertych, kilkukrotnie sugerujący na antenie TVN-u robotę rosyjskiego wywiadu. Ciekawe, co powiedziałby na to jego dziadek… Jak wiadomo teza o sprawstwie rosyjskim znajduje w Polsce tradycyjnie duży poklask, także, co nie bez znaczenia, w elektoracie PiS-u, któremu Tusk zręcznie wybił tym samym oręż z ręki. Jest to niewątpliwie również próba odwrócenia uwagi opinii publicznej od treści rozmów. Co do samej zaś treści, nie przyłączam się do grona oburzonych, ani tematyką, ani językiem. Wszak nie od dziś wiadomo, że podobne rozmowy toczą się właśnie w taki sposób. Politycy niepewni służb państwowych (których „kadencja” jest nierzadko dłuższa od kadencji w danym momencie rządzących) kryją się po knajpach, hotelach i innych przybytkach, omawiając zakulisowe posunięcia i plany (a podobne „taśmy prawdy” ma na koncie każda z partii). Co do języka, to cóż, mówi dziś tak niemal cała Polska. Z całą jednak pewnością jest skandalem i dowodem słabości państwa, że antyklerykalny tygodnik, ujawniający dane z nielegalnego podsłuchu, gra temu państwu na nosie (jakby podług słynnej już wypowiedzi B. Sienkiewicza o „nieistniejącym państwie polskim”), odsyłając z kwitkiem służby państwa, prokuraturę itp. Klasa polityczna jednak nie tu widzi główny problem. Najważniejsze staje się znowu, aby po raz kolejny dać wyraz nabytym w „podziemiu” fobiom i antyrosyjskim odruchom…

Maciej Motas

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *