Bez etyki jednak się nie da

.

Reakcja Piotra Muskały na moją odpowiedź utwierdziła mnie w przekonaniu, że autor czyta moje teksty bez zrozumienia. Stąd tylko poczynię kilka uwag kończących z mojej strony tę dyskusję.

Zacznijmy od końca, a konkretnie sprawy delegalizacji polskiej mniejszości narodowej przez III Rzeszę. Zwróciłam uwagę na to, że sprawa jest o tyle kuriozalna, że RFN na lewo i prawo chlubi się swoim „rozliczeniem się  z przeszłością”, którego elementem składowym jest uchylanie przepisów wydanych przez zbrodniczy system III Rzeszy. Natomiast sprawa delegalizacji polskiej mniejszości, jak również zwrotu zrabowanego mienia organizacji reprezentującej tę mniejszość, nie jest przez RFN traktowana w ten sam sposób, jak np. prześladowania Żydów, Romów czy homoseksualistów. Kiedy więc Piotr Muskała ustosunkowując się do tej kwestii pisze: „Co do kwestii polskiej mniejszości narodowej w Niemczech, to – moim zdaniem – akurat racje etyczne przemawiają przeciwko jej uznaniu. Gdyby to chodziło na przykład o Polonusów, dawnych mieszkańców Bochum, to nie ma dyskusji, ale mówimy o Polakach, którzy tam wyjechali „wybierając wolność”, co w normalnym języku oznacza – dobrobyt”, to przyznaje mi rację, choć udaje, że jest dokładnie odwrotnie. Nie pisałam o Polakach, którzy wyjechali do Niemiec po II wojnie światowej, tylko o sprawie delegalizacji i rabunku mienia Polaków, którzy żyli tam przed wojną. A w tej kwestii Piotr Muskała się ze mną zgadza: zachowanie RFN jest wysoce nieetyczne.

Zgadzam się z Muskałą, kiedy pisze: „Nie widzę powodów, żeby w konfrontacji z bandytami wyżej stawiać zasady etyczne nad skuteczność. To głupota”. Taka sytuacja jest jednak wyjątkiem od zasady, której istnienia Muskała nie podważa. Przede wszystkim: dotyczy tylko sytuacji samoobrony a nie normalnego sposobu prowadzenia walki przez rycerza.

Muskała stwierdza dalej, że „w polityce obowiązują zasady nieetyczne, zasady siły i przebiegłości, co jednak – moim zdaniem – nie jest tożsame z postawą wiecznej wrogości do wszystkich wokoło. Psychologia pokazuje, że nienawiść najbardziej niszczy tego, który nienawidzi. I tego, który nienawidzi, najłatwiej w polityce wykorzystać wbrew jego najbardziej podstawowym interesom. Przykładem jest wykorzystywanie nienawiści Ukraińców do Rosjan przez USA”. Po pierwsze nigdzie nie twierdziłam, że stawiam znak równości między cywilizacjami w których panuje prymat siły, a postawą wiecznej wrogości do wszystkich wokoło. Po drugie, z zasady siły i przebiegłości wynika właśnie to, że używa się nienawiści w sposób instrumentalny. Rozumiem, że mój Oponent uważa, iż w żadnej sytuacji nie powinno się w sposób celowy siać nienawiści, gdyż ma to negatywne skutki dla tego, kto taką nienawiść sieje. W pełni się zgadzam w tej kwestii z moim Oponentem. Podsycanie uczuć nienawiści może być ewentualnie usprawiedliwione w sytuacji, gdy rzeczywiście chodzi o mobilizację grupy społecznej przeciwko realnemu wrogowi. Jest więc to znowu sytuacja uzasadnionej samoobrony.

Jeśli chodzi o peerelowską antyniemiecką propagandą nie zgadzam się z twierdzeniem Muskały – tak chętnie lansowanym przez niemieckie ośrodki propagandowe – że była ona tylko „bezinteresowną wrogością”. Wystarczy sobie poczytać dokumenty na temat historii stosunku RFN do państwa  polskiego, a konkretnie do sprawy jego zachodniej granicy. Kuriozalne natomiast jest to, że Muskała z jednej strony mówi o antyniemieckiej propagandzie, a potem pisze o Górnoślązakach, których ta propaganda rzekomo „utwierdziła w przekonaniu, że Polacy to nie jest normalny naród, w którym można normalnie żyć”. Autor – zapewne nie przypadkowo – stosuje tutaj socjotechniczny chwyt przeciwstawiając naród polski Górnoślązakom, co do których należy domniemywać, że stanowią naród odrębny. Nie rozumiem tylko dlaczego naród górnośląski powinien być tak urażony propagandą antyniemiecką – była ona przecież skierowana przeciwko jeszcze innemu narodowi. Sprawa stanie się oczywiście zrozumiała, jeśli się uzna, że naród górnośląski jest w bardzo intymny sposób powiązany z Niemcami.

Na zakończenie odniosę się do szczerego wyznania mojego Oponenta, że nie specjalnie ceni on naukę. Dla niego są to tylko jakieś teorie, niemające przełożenia na rzeczywistość. Wyznanie takie miałoby odpowiednią wartość, gdyby zostało poczynione przez kogoś, kto sam jest praktykiem w dziedzinie polityki, i to z wieloletnim stażem. Osoba taka rzeczywiście miałaby coś do powiedzenia na temat polityki – na podstawie swojego bogatego doświadczenia praktycznego. Nie odnoszę  wrażenia, że mój Oponent takim doświadczeniem może się poszczycić. Nie jest on więc ani praktykiem,  ani też teoretykiem. Natomiast jego nonszalancja jest szczególnie widoczna w stwierdzeniu, iż nie jest w stanie sobie wyobrazić tego, że państwo może kierować się innymi motywacjami niż jego funkcjonariusze. Nie będę mu tego tłumaczyć, odsyłam go do pracy M. Mazura pt. „Cybernetyczna teoria układów samodzielnych” oraz J. Kosseckiego pt. „Cybernetyka społeczna”. A ponieważ wiem, że mój Oponent do tych prac nie sięgnie, więc dalsza dyskusja z mojej strony jest zakończona.

Magdalena Ziętek

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Bez etyki jednak się nie da”

  1. “mobilizację grupy społecznej przeciwko realnemu wrogowi” rozumiem, że autorka ma na myśli żydowską finansjerę, bo wszyscy inni “wrogowie” to płotki nakręcane przez tąż. Również syjoniści czy tajne stowarzyszenia bez swoich finansowych bossów warci byliby tyle co pijani chuligani lżący na stole do ping-ponga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *