Sama przeciwko układom w PO?

Mimo że Dorota Połedniok, najmłodsza radna PO z Siemianowic Śląskich, chętnie rozmawiała z różnymi mediami, to po pierwotnym wyrażeniu zgody na wywiad z „Najwyższym Czasem!”, w ostatniej chwili odwołała spotkanie, godząc się jedynie na krótką wypowiedź. Można się domyślać, że to wynik nacisków z platformianej góry, gdyż podczas rozmowy telefonicznej przyznała, że „dzwonili do niej z PO z Warszawy”. Może jej nawet grożono? Tak czy inaczej Połedniok nie mogła dłużej bezradnie patrzeć na szerzące się kolesiostwo i układy we władzach samorządowych, gdzie Platforma jest w koalicji i postanowiła napisać list do premiera Donalda Tuska. W odpowiedzi spotkały ją kłopoty. Z lokalnej prasy dowiedziała się, że została zawieszona w prawach członka klubu PO, odwrócili się od niej niektórzy koledzy i koleżanki lokalnej PO i prawdopodobnie zakazano jej wypowiadać się dla mediów.

 

Przemilczeć problem

 

Od kilku miesięcy 26-letnia Dorota Połedniok, kierując się sentencją prezydenta Johna Kennedy’ego „Nieprzyjemne prawdy są zawsze lepsze od przyjemnych złudzeń”, próbowała skontaktować się z lokalnymi władzami PO, by wyłuszczyć problem i próbować zmienić tę sytuację, która w jej odczuciu nie była po prostu uczciwa i zgodna z przedwyborczymi zapewnieniami i obietnicami PO. „Kierując się troską o poprawę warunków życia siemianowiczan oraz los PO w naszym mieście, postanowiłam publicznie zadać Panu kilka pytań (telefonów Pan nie odbiera), które mam nadzieję, wywołają żywą dyskusję (wewnątrzpartyjną) o roli i znaczeniu Platformy Obywatelskiej w Siemianowicach Śląskich. Patrząc z perspektywy Radnej Miejskiej, nabrałam wątpliwości co do prawidłowego funkcjonowania koalicji Forum Samorządowe–PO, która wspiera prezydenta J. [Jacka] Guzego” – pisała w marcu br. radna Połedniok w liście otwartym do Jacka Matusiewicza, przewodniczącego PO w Siemianowicach. Połedniok twierdzi w liście, że mimo istnienia koalicji Forum Samorządowe–PO, w rzeczywistości PO jedynie legitymizuje władzę prezydenta, a sama nie ma wpływu na jego politykę, która – zdaniem radnej – jest fatalna. „Sprawy miasta wyglądają źle (zadłużenie osiągnęło już poziom ponad 67 mln zł), wzrasta bezrobocie, obszary biedy, narkomania wśród dzieci i młodzieży. Dramatycznie spadają nakłady na inwestycje, co powoduje że miasto biednieje i wyludnia się. Siemianowice w porównaniu z innymi miastami regionu, nie potrafią umiejętnie korzystać ze środków unijnych w celu rozwoju np. infrastruktury” – uważa Połedniok, która pomstuje też na nadmierną biurokrację, a urzędników określa epitetem „pieprzeni”. Fundusz nagród dla członków ekipy prezydenta Guzego w 2011 roku wyniósł 576 tys. zł, a w 2012 roku – 819 tys. zł.

Połedniok nie uzyskała żadnej odpowiedzi na list do Matusiewicza i w rezultacie zaapelowała do PO o opuszczenie miejskiej koalicji, by „zmienić zakonserwowany układ Guzy-Matusiewicz”, grożąc, że odwoła się do „samego Tomczykiewicza i Tuska i powiem im dużo więcej niż teraz może”. W odpowiedzi została „arogancko” – jak sama pisze – usunięta z posiedzenia miejskiego zarządu PO. Radna wyciąga ciężkie działa: „Wstyd mi za kuglowanie przez działaczy PO stanowiskami i synekurami (…). Wstyd mi za was – za wasz konformizm i kolesiostwo” i dodaje: „Niestety w waszej siemianowickiej PO wciąż obowiązuje PRL-owska ZASADA rodem z „Misia” Barei, gdzie można tylko chwalić i podlizywać się słowami >łubu dubu, łubu dubu – niech żyją nam władze naszego Klubu<”.

W końcu z braku reakcji polityków ambitna i wierząca w swoje ideały radna Dorota Połedniok postanowiła napisać list otwarty do premiera Donalda Tuska. W liście żali się na postępowanie partyjnych kolegów, pisze o umierających Siemianowicach, o kolesiostwie i rozdawnictwie posad („Rada nadzorcza dla prezydenta [Guzego] od pana marszałka [Adama Matusiewicza, byłego marszałka województwa śląskiego z PO, brata Jacka], a później praca dla byłego marszałka od prezydenta miasta”). „Wstępując do PO, widziałam w niej szansę dla siebie, miasta i Polski. Tymczasem to, co widzę i to, co obserwują mieszkańcy Siemianowic, odrzuca od partii” – pisze Połedniok. Radna spytała premiera Tuska, „co możemy zrobić, by skończyć z lokalnymi układami, patologiami i karierowiczostwem?”. „Działalność społeczną postrzegam jako służbę dla ludzi, dla lokalnej społeczności. Nie zaś jako drogę do pomnażania majątku i dla własnej indywidualnej kariery” – pisze idealistycznie Połedniok. „Takich jak ja jest więcej, lecz blokowani przez lokalnych partyjnych baronów jesteśmy z partii wypychani, szykanowani i wręcz postponowani” – podkreśla w liście do premiera. Zaznacza, że w ostateczności będzie musiała wrócić do Wielkiej Brytanii, by tram budować dobrobyt, a tego nie chce (w czasie studiów pracowała w Anglii „na zmywaku”, a po powrocie zapisała się w urzędzie jako bezrobotna).

 

Zostać prostytutką

 

Przez Połedniok przemawia osoba nieco sfrustrowana, która znalazła się na zakręcie życia, niewidząca dla siebie perspektyw w kraju właśnie w wyniku układów, które rządzą polityką. „Takich jak ja, którzy nie mają własnego mieszkania, nie mają umowy o pracę zawartej na czas nieokreślony, a posiadają gruntowne wykształcenie (prawnicze), biegłą znajomość trzech języków obcych, znają świat (pracowałam na zmywaku w Londynie) i zarabiają 1200 zł miesięcznie brutto (to właśnie ja!!!). Nie jeżdżę mercedesem tylko 15-letnią, wysłużoną hondą civic” – pisze o sobie Połedniok. „Nie chciałam zostać w Anglii, tęskniłam za Polską, za rodziną, za kochanymi Siemianowicami” – dodaje. W podobnym tonie jest słynny już list maturzystki Izy, która napisała: „Nie widzę swojej przyszłości w Polsce, kocham ją, ale jak patrzę, co robią obecne rządy, to chce mi się płakać. Nie chcę wyjeżdżać, zostawiać rodziców, znajomych, ale w Polsce za 1500 zł nie da rady się utrzymać. Nie chcę też siedzieć do końca życia na garnuszku u rodziców, bo pora wylecieć z gniazdka, ale sobie nie poradzę. Jestem załamana, chyba tylko rewolucja pomoże”. Nadeszły czasy, kiedy dla studentek prawa (choćby z Białegostoku) jedyną szansą na przeżycie jest praca w charakterze prostytutki! A warto przypomnieć obietnice wyborcze PO i Tuska: „wyzwolimy energię Polaków”, „Polacy będą wracać z emigracji, bo praca w Polsce będzie się opłacać”, „naczelną zasadą polityki mojego rządu będzie stopniowe obniżanie podatków i danin publicznych”.

Na list radnej Połedniok premier Tusk – jak można się było spodziewać – nie zareagował, choć spowodował on, jak pisze „Dziennik Zachodni”, że Tomasz Tomczykiewicz, szef śląskiej PO, zaczął się obawiać o swoją przyszłość, a przy okazji Połedniok zwróciła uwagę na Siemianowice wielkich polityków PO: Julii Pitery, Grzegorza Schetyny, Ewy Kopacz i samego Tuska. Z drugiej strony za swoje działania radna Połedniok otrzymuje wiele głosów poparcia czy to na swoim blogu, czy też na facebookowym profilu. Ludzie gratulują Połedniok odwagi i piszą, że w innych miastach rządzonych przez PO jest to samo. A „kciuki trzyma” za nią choćby Adam Szydłowski, radny Rady Powiatu Będzińskiego, który na swoim z kolei blogu pisze, że także w Będzinie działacze PO napuszczają się jedni na drugich i są prześladowani, a inni są „przyspawani do stołka”. – Odzywają się do mnie radni i byli posłowie, byli działacze [PO], którzy mówią, że na terenie gmin, w których oni działają, również jest ta sama sytuacja – przyznaje Połedniok w rozmowie z „Najwyższym Czasem!”. Mimo to radna nie żałuje swoich działań i liczy na interwencje „góry”. – Nie zraża mnie to do polityki, ponieważ nie jest sztuką pozbierać zabawki i wyjść. Sztuką jest zmierzyć się z problemem i próbować wprowadzać nowe standardy – zachodnioeuropejskie – podkreśla, dodając, że cały czas wierzy, że ma szanse coś zmienić. – Uważam, że problem tkwi nie w Platformie, a w konkretnych ludziach – mówi Połedniok. – Wygląda to źle, Platforma niestety straciła bardzo mocno na znaczeniu przez tą szkodliwą koalicję z obecnie panującym prezydentem [Siemianowic], a moje działania zmierzają ku temu, żeby zwrócić uwagę i mają na celu wzmocnienie tych struktur – dodaje.

Internauci piszą, że podobnie źle dzieje się w Trójmieście (swego czasu tygodnik „Uważam Rze” pisał o Gdańsku jako o mieście „POukładanym”) czy Białymstoku. Portal Niezalezna.pl poinformował, że warszawscy radni PO powszechnie łamią prawo, zatrudniając się w zarządach instytucji miejskich i dzielnicowych. Niedawno wyszło na jaw, że władze Kędzierzyna-Koźla (woj. opolskie) z PO naciskały na Katarzynę Dysarz, dyrektor Miejskiego Zarządu Oświaty, by zatrudniała lub zwalniała wskazane osoby. W Końskich (woj. świętokrzyskie) Marek Cichocki, burmistrz z PO, oprócz członków rodzin rządzących (swojego szwagra zatrudnił do pracy na składowisku odpadów jako p.o. kierownika) zatrudnia również działaczy PO i kolegów z harcerstwa. Podobny nepotyzm działa w Łodzi, a jeszcze w zeszłym roku wszyscy pracujący w Mazowieckiej Jednostce Wdrażania Programów Unijnych to były osoby powiązane z PO. Ale czy Połedniok nie zdaje sobie sprawy z tego, że to co widzi w Siemianowicach (układy, kolesiostwo, nepotyzm) jest obecne na szczeblu krajowym tylko w znacznie większej skali, bo chodzi o znacznie większe pieniądze? Czy nie uważa, że większości działaczy partyjnych zależy wyłącznie na prywacie? I nie jest to nic wyjątkowego. Od dawna wiadomo, że zarówno spółki Skarbu Państwa, jak i spółki komunalne to żerowiska dla partyjnych kacyków, niezależnie która opcja rządzi. „Puls Biznesu” pod koniec 2012 roku obliczył, że ponad 400 działaczy PO, członków ich rodzin i znajomych zasiadających we władzach państwowych spółek i agencji, zarobiło tam w sumie 200 mln zł.

A jak od kuchni wygląda władza radnych? „Wtłoczony w partyjne ramy szeregowy radny – pierwszak ma tylko obowiązki, a praw żadnych – ma się uczyć, jak być porządnym radnym, a tymczasem politykę w mieście robią stare repy, szefowie lokalnych partii i komitetów, tzw. autorytety. Władzą w gminie jest wójt, burmistrz lub prezydent. To on ma możliwości i środki realizacji wyborczych obietnic, to on pociąga za sznurki. Zobaczyłam, że mandat sprawuje się z woli ludu, lecz nie zawsze dla ludu – są równi i równiejsi. Pierwszorazowy radny ma słuchać, patrzeć, by w odpowiednim momencie podnieść rękę. To najważniejsze zadanie!!! Buntujesz się, nie śpisz, chcesz walczyć – interpelujesz, to takie twoje prawo. W odpowiedzi na twoją pierwszą, drugą i trzecią interpelację rozumiesz, że to nie ma sensu” – pisze Połedniok.

 

PO jak PZPR

 

Dorota Połedniok nie jest oczywiście ani pierwszą, ani ostatnią buntowniczką w PO. W połowie maja Adam Żyliński, poseł PO, złożył legitymację partyjną w ramach sprzeciwu wobec tego, jak zachowują się samorządowi działacze PO. – To mój sprzeciw wobec tego, jak Platforma upartyjnia samorządy. Mam głównie na myśli moje lokalne miasto [Iława]. Tamtejsi działacze zawłaszczają sobie urzędy, do tego dochodzi buta i pławienie się w luksusie. Oni zapomnieli, że rządzić to znaczy służyć – mówił „Rzeczpospolitej” poseł Żyliński. Z kolei John Godson, czarnoskóry poseł PO, powiedział w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, że Platforma skręca w lewo i z tego powodu zaczyna nie być w niej miejsca dla konserwatystów takich jak on. Rafał Dorosiński, warszawski radny PO, postanowił przejść do… PiS. – Wystąpienie z PO jest wynikiem niezgody na prowadzoną przez PO politykę. Na szereg kluczowych zagadnień, począwszy od polityki zagranicznej, przez politykę prorodzinną i edukacyjną, finanse państwa, administrację, media i politykę prywatyzacyjną aż po kwestie tożsamości narodowej, mam istotnie odmienny pogląd niż prezentowany przez partię – napisał radny na swojej stronie internetowej. – PO przeobraziła się w partię status quo, która zastąpiła system, na krytyce którego urosła i którego zburzenie zapowiadała – dodał. Z kolei Krzysztof Piętka, członek Zarządu Rady Osiedla Kamionek na warszawskiej Pradze, zrezygnował z członkostwa w PO, bo partia nie realizuje swojego programu.

PO hoduje sobie coraz większą rzeszę przeciwników. Prof. Jadwiga Staniszkis stwierdziła w zeszłym roku, że „wszystko jest lepsze od rządów Tuska”. Paweł Kukiz mówi teraz, że gardzi rządem Tuska, który powinien złożyć władzę, bo się nie nadaje, jest skompromitowany i niesłowny. Zdaniem prof. Ryszarda Legutko, europosła PiS, „PO jest partią skrajnie bezideową i cyniczną” i „ma tę cechę, jaką miała PZPR, czyli wciąga ludzi w system, który tych ludzi powoli prostytuuje, tzn. zmusza ich krok po kroku do zachowań coraz gorszych, na jakie oni w sytuacji wyjściowej z powodów moralnych i intelektualnych by się nie zgodzili”. Oszukana przez PO czuje się reżyser Agnieszka Holland. – Głosowałam na PO, ale na oszustów więcej głosować nie będę – powiedziała w lutym br. w rozmowie z „Newsweekiem”. Od PO odsuwają się również przedsiębiorcy. Z sondażu Domu Badawczego Maison wynika, że ich poparcie dla PO spadło z 49 procent w sierpniu 2011 roku do 15 procent w styczniu br. Już nawet „Gazeta Wyborcza” z obawą i zgrozą pisze, że może ziścić się scenariusz prof. Janusza Czapińskiego, lewicowego socjologa z Uniwersytetu Warszawskiego, z którego badań wynika, że w kolejnych wyborach może być bardzo niska frekwencja, co spowoduje powrót do władzy PiS. Najpierw Bytom i Elbląg (odwołanie prezydenta z PO i rady miejskiej w wyniku referendum), potem Rybnik (przegrane przez PO wybory uzupełniające do Senatu), teraz Siemianowice, a kto następny? W Warszawie ruszyła właśnie akcja zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz, prezydent stolicy z PO.

Pytanie tylko, czy radna Dorota Połedniok to tak naprawdę sama z siebie działa, czy może jednak ktoś ją podpuścił? Bo jak napisano na lokalnym portalu internetowym powiązanym z prezydentem Guzym, Połedniok korzystała też finansowo na byciu działaczką PO. Do kwietnia 2011 roku była wiceprezesem związanej z Platformą spółki Karo. Na początku 2012 roku Połedniok, otrzymała dotację na rozpoczęcie działalności gospodarczej, a w charakterze poręczyciela wystąpił tu Jacek Matusiewicz. Ponadto pod koniec 2012 roku dostała zlecenie z Kolei Śląskich, których prezesem był wtedy Marek Worach, bliski współpracownik Adama Matusiewicza, na sporządzenie opinii za 10 tys. zł. Skąd więc taka nielojalność wobec partyjnych dobroczyńców? I czy nie mamy tu do czynienia z hipokryzją młodej działaczki?

Tomasz Cukiernik 

* Niniejszy artykuł został opublikowany w nr 22-23 tygodnika “Najwyższy CZAS!” z 2013 r.

M.G. 

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *