Sędzia kazał zbadać Kaczyńskiego. Bo nie jest meteorologiem

Instytucją szczególnego zainteresowania dla sporej części prawicowych publicystów są ostatnio sądy. Ściślej zaś rzecz ujmując jeden sąd i jeden sędzia czyli sędzia Jabłoński. Ów sędzia, który zlecił przeprowadzenie sądowych ekspertyz psychiatrycznych o stanie zdrowia Jarosława Kaczyńskiego. No i zawrzało. Rozdygotani patrioci (choćby niejaki pan Czabański) piszą listy do sędziego, politycy ogłaszają że wszyscy jesteśmy wariatami, a dyżurni publicyści porównują Polskę pod rządami Donalda Tuska do PRLu czy nie daj Boże Związku Sowieckiego. 
Patrząc na ten kipisz myślę sobie, że nieświadomie biedny pan sędzia zafundował trochę pracy także sporej grupie socjologów. Znów mogą badać formy społecznej obrony prezesowskiej czci przez usłużnych wyborców, posłów i dziennikarzy.  Ale – wracając do samej sprawy. Może i sędzia się trochę zagalopował, ale – z drugiej strony – nie jest politykiem. A sprawa do łatwych nie należy. Pokrótce zanalizujmy fakty. I tak:
– we wrześniu ubiegłego roku na pytanie Newsweeka kto wymyślił prezydencką kampanię Jarosław Kaczyński odpowiadał:
„Sztab. Dokładnie jego część. Ja byłem w potwornym szoku po śmierci brata – nic gorszego w życiu nie mogło mnie spotkać. Musiałem brać bardzo silne leki uspokajające, co też miało swoje skutki. Już 10 kwietnia, dosłownie w godzinę po katastrofie, dostałem w szpitalu takie środki. Ja nigdy w życiu przedtem podobnych leków nie brałem, w związku z tym zadziałały na mnie niezwykle silnie”.
– w jednym z orzeczeń w  sprawie gdzie zachodziła potrzeba takiej ekspertyzy Sąd Najwyższy stwierdzał: 
„Wątpliwości te muszą być zatem oparte na konkretnych dowodach lub na konkretnych okolicznościach ustalonych w sprawie i muszą wynikać z oceny owych dowodów i okoliczności, i to oceny dokonanej in concreto przez uprawniony organ procesowy na wniosek stron lub z urzędu (wyrok z 17 czerwca 1997 roku, sygn. IV KKN 430/96)”.
Czy przytoczona powyżej wypowiedź Prezesa nie jest takim przypadkiem? Jeśli ktoś miał wątpliwości to nieoczekiwanie w sukurs jemu i sędziemu Jabłońskiemu przyszedł Adam Hofman. W wydanym komunikacie prasowym pisze bowiem: 
„Przekazane do sądu zaświadczenie lekarskie jednoznacznie określa, że Prezes PiS otrzymywał wyłącznie słabe leki uspokajające, powszechnie podawane przez lekarzy rodzinnych i pogotowia pacjentom, który doświadczyli poważnych rodzinnych tragedii. Należy również podkreślić, że leki zostały przepisane przez specjalistę chorób wewnętrznych – nefrologa.
W mojej ocenie użycie przez rzecznika Sądu sformułowania „istnieje podejrzenie, iż oskarżony może nie móc uczestniczyć w rozprawie" nie ma na celu poinformowania opinii publicznej o stanie procesu, a wpisuje się w brutalną kampanię wyborczą”.  
Można więc mówić , że to recydywa PRLu i sowieckich metod. Że sędzia Jabłoński zapewne jest głęboko zanurzony w układzie, albo też jest sowicie opłacany przez Donalda Tuska. Można. Ale można też stwierdzić, że miedzy wypowiedzią Kaczyńskiego dla Newsweeka, a oświadczeniem Hofmana istnieje zasadnicza rozbieżność. Możliwości są następujące:
1) We wrześniu 2010 – w wywiadzie dla Newsweeka – kłamał Prezes PiS.
2) Mówił on prawdę, a to dziś kłamie jego rzecznik dodatkowo fałszując ze wsteczną datą opinie lekarską.
3) Prezesa PiS trzeba zbadać, gdyż wątpliwym jest by były Premier bądź jego rzecznik mogli kłamać.
Sędzia zrobił więc to co zrobił czyli to do czego obliguje go przywołane przeze mnie orzeczenie Sądu Najwyższego. A że wywołał polityczną burzę? Cóż… jest sędzią a nie politycznym meteorologiem i nie musiał jej przewidywać…
A tak na marginesie – rozmawiałem ostatnio z dwoma psychologami. Byłem zaskoczony. Rozumieją sędziego Jabłońskiego.
Na: www.facebook.com/flibicki możesz skomentować ten tekst!
Jan Filip Libicki
Ds
Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.