Sen bez śpiącego: Kartezjusz (1596-1650)

Kartezjusz był tym myślicielem, ktόry na gruncie filozofii europejskiej dokonał kopernikańskiego przewrotu i przewartościowania wszystkich wartości.

Kant i Nietzsche przechwalali się na wyrost, sobie samym przypisując respektywnie te, wątpliwe zresztą, zasługi.

Rewolucja filozoficzna w Europie zapoczątkowana została właśnie przez owego proroka nowoczesności, ze starego rodu francuskiego, z powołania żołnierza, trochę nawet żołnierza-tułacza, Kartezjusz, ktόry był najprawdopodobniej neurastenikiem lub co najmniej skrupulantem.

Celem niniejszego artykułu jest ukazanie ogromu spustoszeń dokonanych w filozofii przez szarlatana z Kalverstraat.

U źródeł filozofii kartezjańskiej znajduje się wątpienie w realność świata.

Kartezjusz wątpi w wartość ludzkiego poznania i – ponieważ wątpliwość owa jest głόwną obsesją jego umysłu, a przy tym jednocześnie pragnie on dojść do wiedzy pewnej – postanawia on z wątpienia właśnie uczynić punkt wyjścia dla swej refleksji.

Czy mogę wątpić w to, że siedzę teraz przy ogniu w szlafroku ?

Tak, odpowiada, ponieważ czasami śniłem, iż tak było, a w rzeczywistości leżałem nagi w łόżku. Chorzy umysłowo miewają halucynacje, jest więc możliwe, że moje przekonanie, iż właśnie siedzę spokojnie przy ogniu jest halucynacją. Taki jest punkt wyjścia kartezjańskich rozważań.

Rozpoczyna on od wyimaginowanego wątpienia w to, co nie podlega wątpliwości. Jako rezultat uzyska on nie wiedzę pewną ale ekspresję własnej nerwicy.

Kartezjusz nie potrafi bowiem odrόżnić poznania zmysłowego uzyskanego za pomocą zmysłόw zewnętrznych zgodnie z zasadą, iż nihil est in intellectu, quod non prius fuerit in sensu od marzenia sennego, a więc efektu pracy zmysłu wewnętrznego – pozbawionego w trakcie snu kontroli rozumu – pamięci wewnętrznej.

 Utarło się mόwić, że wątpienie Kartezjusza jest wątpieniem li-tylko metodycznym i że zbudował on system w gruncie rzeczy podobny do scholastyki. Jest to bajeczka wymyślona przez tych, ktόrym zależy na zminimalizowaniu rozmiaru znaczenia błędόw kartezjańskich. Wątpienie jego jest bowiem nie metodyczne, lecz szczere.

Skoro stawia on na tej samej płaszczyźnie jawę i sen, nie ma żadnych wahań co do tego, iż wewnątrz jego systemu (ale tylko wewnątrz niego) wątpienie jest realną problematyką. Jemu samemu istnienie świata sprawiało autentyczny problem.

Jego wątpienie nie jest więc sofizmatem tylko – z punktu widzenia jego samego i sytuując się w wewnętrznej strukturze filozofii Kartezjusza – całkowicie ufundowane, gdyż dysponuje on dwoma sprzecznymi, wzajemnie się obalającymi danymi doświadczenia zmysłowego. W rzeczywistości nie są one sprzeczne, ale ponieważ Kartezjusz stawia je na jednej płaszczyźnie, mamy tu do czynienia z autentycznym, a nie tylko z metodycznym wątpieniem.

Wątpienie to jest oczywiście łatwo falsyfikowalne. Wystarczy w tym celu zwrόcić się ku temu, co realne. Skoro, jak sam twierdzi, umie sobie zdać sprawę z istnienia rzeczy tak rόżnych jak jawa i sen (co sam przyznaje), i wie, że przebywanie przy ogniu nie jest tym samym co sen lub halucynacja, to znaczy że z rozmysłem nie dowierza zmysłom, choć dokładnie widzi rόżnicę między marzeniem a jawą, czyli jego wątpienie wynika ze złej woli, jest afektowane i obiektywnie nie ma podstaw. To dlatego Kartezjusz podkreśla, iż jest ono metodyczne.

Swoim zwyczajem, a był wybitnym specjalistą od wynajdywania tego, co się nazywa potocznie deus ex machina, posługuje się on pojęciem wątpienia metodycznego, aby w ogόle mόc je wprowadzić.

Tak więc powinno mόwić się o tzw.wątpieniu kartezjanskim: wątpienie rozmyślne lub wątpienie z rozmysłu czy premedytacją.

Zapamiętajmy: problematyka filozofii kartezjańskiej jest problematyką wynikającą z przyjęcia wątpienia ale wątpienie to jest ufundowane wyłącznie wewnątrz kartezjanizmu.Realna sytuacja nie potwierdza jego obaw.

Po omόwieniu podstawowego, wyjściowego punku jego filozofii, przejdźmy teraz do omόwienia brzemiennego w skutki założenia dokonanego przez tego myśliciela, a dotyczącego natury cielesnej, materii.

Kartezjusz uczynił założenie wynikające z odrzucenia scholastycznej nauki o możności i o akcie, a także ze względu na wpływ jaki wywarło na niego zgłębianie nauk szczegόłowych.W ten sposόb okazał się być zresztą człowiekiem niezdolnym do rozrόżnienia odrębnych od siebie form refleksji naukowej.

Według Kartezjusza natura cielesna charakteryzuje się rozciągłością, wielkością i ilością. Podpada pod zmysły jako pierwotna materia. W założeniu tym tkwi błąd i to błąd bardzo brzemienny w skutki. Kartezjusz dał bowiem mylną odpowiedż na pytanie o to czym jest materia. Materia pierwsza jest jak wiemy czystą możnością i nie podpada pod zmysły.

 Kartezjusz rozprawia więc o materii pierwszej, ale za materię pierwszą bierze materię już zdeterminowaną, podpadającą istotnie pod zmysły i stąd wychodzi mu, że z trudnością poddaje się ona analizie i że łatwiej jest analizować wyobrażenia o materii, niż samą materię i że jeszcze więcej pewności osiągnąć można w naukach takich jak np. arytmetyka czy geometria, gdzie stopień pewności jest jeszcze większy, niż np.w fizyce czy w astronomii i że arytmetyka a także geometria są prawdziwe nawet dla przedmiotόw nie rόżniącyh się od przedmiotόw rzeczywistych co do rozciągłości i liczby. Chyba to właśnie zresztą to ostatnie stwierdzenie tłumaczy posunięcie tak ekstrawaganckie jak postawienie na jednym planie porόwnawczym arytmetyki i geometrii!

Mamy więc u Kartezjusza ewidentną inkursję wynikόw i metody nauk szczegόłowych na teren spekulacji filozoficznej (co już samo w sobie jest zubożeniem tej ostatniej) bo chyba tylko tu możemy znaleźć punkt wyjścia uznania materii za substancję rozciągłą.

Istotnie, podpadające pod zmysły przedmioty materialne nie poddają się łatwo dogłębnej analizie za pomocą metody czterech przyczyn, skoro materię pierwszą uzna się za istniejącą od razu w akcie, a samą teorię o możności i akcie wyśle się na zieloną trawkę!

Konstrukcja wątpiącego w wartość poznania zmysłowego Kartezjusza jest więc następująca:

1. Materia jest rozciągłą substancją – błąd ten wytknie mu pόżniej Leibniz!

2. Trudno poddaje się ona analizie formalnej.

3. Można wątpić co do wynikόw nauk szczegόłowych i to do tego stopnia, że bardziej pewnymi możemy być wynikόw fizyki jako fizyki pojęciowej, niż samego przedmiotu fizyki, jeżeli uzna się, iż przedmiotem fizyki jest materia, a nie ruch materii.

4. Ale bardziej ufać możemy arytmetyce i geometrii – zauważmy, że pojawia się tu nieszczęsne rozrόżnienie między zdaniami syntetycznymi a analitycznymi, o ktόrym to rozrόżnieniu podręczniki historii filozofii twierdzą, że było punktem wyjścia refleksji Kanta.

Kartezjusz nie wierzy, żeby tak się wyrazić, w możliwość naturalnego błędu w naukach analitycznych. Ale ponownie dopuszcza możliwość interwencji deusa ex machina. Uznaje on bowiem, iż Bόg może starać się wprowadzić go celowo w błąd kiedy dokonuje obliczeń matematycznych! No, poprawia się szybko, mieszanie Boga do tego wszystkiego to bezbożność. Powiedzmy, nie Bόg ale zły duch. Wszystko jedno!

Jeżeli więc ewentualnie zły duch wprowadza nas w błąd, to z tego wynika, że świadectwo naszych zmysłόw jest tylko złudzeniem.

Na krόtki czas Kartezjusz uznaje za pewnik, iż istotnie wprowadzany jest w błąd przez złego ducha. I to dopiero tu dokonuje swego odkrycia. Gdybym nie istniał, pisze, nie mόgłbym być wprowadzony w błąd; jeżeli nawet moje ciało jest złudzeniem, to wątpię. Myślę, więc istnieję.Wątpienie jest istotą myśli. Wątpię, więc myśl istnieje.

Cogito ergo sum nie znaczy, myślę więc jestem, bo Kartezjusz dopuszcza, że ciało może być złudzeniem. Cogito ergo sum znaczy tyle co myśl istnieje, a istotą myśli jest wątpienie. Myśl jest więc czymś pewniejszym od materii. Pamiętajmy, że Kartezjusz ma na myśli wyłącznie materię zdeterminowaną, ktόra nie jest relatywnie konieczna dla kompozycji bytu – to już prosta droga do nalegania na przewagę zdań analitycznych.

Utarło się mόwić, że począwszy od Kartezjusza większość filozofόw zaczęła przywiązywać wagę właśnie do poznania, do teorii poznania.To prawda. Ale cogito ergo sum, ktόre rozumieć należy jako cogitatio est, co wykazano wyżej, znaczy tyle, że myśl jest pewniejsza od materii. Kartejusz jest więc nie tylko punktem zwrotnym w filozofii – od niego zaczyna się bowiem zdecydowany subiektywizm w filozofii europejskiej, co jest w historii filozofii faktem powszechnie przyjętym i nad czym nie trzeba specjalnie się rozwodzić – jest on rόwnież punktem wyjścia dla przekonania, że materia jest czymś, czego nie możemy być pewni. To właśnie όw zaczątek tezy o nierealności materii jest najciekawszy dla każdego, kto żyje, tak jak my dziś, w świecie ukształtowanym przez konsekwencje kartezjańskich konstrukcji, w świecie starającym się przespirytualizować materię i przezwyciężyć ją.

Cόż bowiem dzieje się dalej?

Według Kartezjusza formuła cogito ergo sum jest niepodważalna. Dokonawszy najpierw redukcji, dekonstrukcji rzeczywistości (podobną metodą posłuży się pόźniej Edmund Husserl), oparł się Kartezjusz na zasadzie cogito ergo sum starając się od podstaw odbudować swiat, ktόry uprzednio wziął w nawias. W rezultacie wyszła mu bardzo znamienna, hermetyczna konstrukcja czysto intelektualna.

Skoro myślę – istnieję. Gdy przestaję myślec, czy dysponuję nadal jakimkolwiek dowodem, że istnieję? Czy w ogόle istnieję, kiedy przestaję myśleć? Ale jednak istnieję, odpowiada sam sobie Kartezjusz; zostało to wykazane. Znaczy to, że jestem substancją myślącą.

Do tego, choć nieprecyzyjnie, to jednak zmysłami postrzegam rόwnież jakby cień mojego ciała i materii. Ciało jednakże nie myśli, to jedynie dzięki intelektowi rozumiem zjawiska. Jest więc we mnie substancja, ktόra myśli, czysto niematerialna, (więc duchowa) – dusza.

Jej istnienie Kartezjusz konstatuje poprzez zauważenie jej zasadniczej  jego zdaniem czynności – myślenia czyli wątpienia. Skoro tak jest, to według Kartezjusza, dusza jest całkowicie niezależna od materii. Dusza myśli, wątpi, rozumie, potwierdza, przeczy, pragnie, wyobraża sobie, czuje,nawet sen jest dla Kartezjusza myślą. Myślenie jest istotą ducha. Zauważmy, że Kartezjusz przypisuje tu duszy pojętej jako intelekt czynności zmysłowe, gdyż pojmuje duszę en bloc, bez rozrόżnienia między duszą wegetatywną, animalną i rozumną).

Konsekwencją takiego rozumowania jest ruina etyki i całkowita zagłada antropologii. Człowiek staje się niemożliwy nawet do pomyślenia, wcielenie Słowa Bożego niewyobrażalne. Dusza, całkowicie niezależna od materii, nie jest bowiem już w ramach jego systemu indywiduowana przez materię, tak więc dojść musi tu do całkowitego zapoznania teorii habitusόw, cnόt i nawykόw moralnych. Człowiek przestaje być psychofizyczną złożonością – jednością organiczną, organizmem istniejącym w społeczeństwie i w naturze, staje się mechanizmem posiadającym w sobie duszę, ktόra przebywa w nim jak kanarek w klatce. Dogmat o zmartwychwstaniu ciał przestaje być racjonalny. Dusza jest od materii całkowicie niezależna i nie wpływa na nią, nie jest pierwszym aktem żyjącego. 

Czym zatem jest ciało?

Ciała są dla zmysłόw niepoznawalne. Ciało samo w sobie jest możliwe do zrozumienia poprzez umysł, można zrozumieć jego cechy istotnie konstytutywne, głόwnie rozciągłość i ruch, fakt, że ruch istnieje. Ale rzecz (chciałoby się powiedzieć rzecz sama w sobie), ktόra się jawi naszym zmysłom nie jest poznawalna zmysłowo, gdyż zależnie od okoliczności przybierać może rόżne postaci, np. wosk może być twardy lub miękki, w zależności od swej bliskości wobec ognia jako źrόdła ciepła. Jest to argumentacja greckich sofistόw – Kartezjusz cofnął filozofię europejską do okresu przed Sokratesem.

Percepcja wosku nie jest więc zmysłowa, jest tylko zrozumieniem tego, czym jest wosk w swej istocie. Tak samo, jak nie mogę powiedzieć że widzę ludzi na ulicy kiedy widzę palta i kapelusze, tak samo nie mogę powiedzieć, że widzę wosk. Rozumiem, ale nie widzę. Z tym że, ciągnie Kartezjusz, jednak pewien stopień poznania zmysłowego istnieje, tyle tylko, że u człowieka, tak samo jak u zwierzęcia, jest to poznanie niejasne. Niejasne, ale jednak ma miejsce.

Jaki z tego wniosek ?

Taki, że ja sam istnieję, ale nie mogę z tego wnioskować, że istnieje wosk. Poznanie zmysłowe, mylne i niejasne według Kartezjusza, potwierdza więc nasze własne istnienie (w rozumieniu kartezjańskim: istnienie naszej duszy jako substancji myślącej), ale nie potwierdza jako takie istnienia przedmiotu poznania zmysłowego.

Kartezjusz posuwa się więc bardzo daleko w krytyce poznania zmysłowego, gdyż zapoznaje on zupełnie całą klasyczną doktrynę poznania, ktόra dużo pόźniej streszczona została jako XIX teza tomistyczna.

Idee dzieli on na klasy. Chodzi mu o idee w percepcji zmysłowej – bardzo to zresztą swoiste rozumienie terminu   idea. Oto jego potrόjna klasyfikacja. Idee są :

– wrodzone,

– pochodzące z zewnątrz,

– ktόrych autorami jesteśmy my sami.

Potocznie wydawać by się mogło, ciągnie Kartezjusz, że idee, ktόre pochodzą z zewnątrz przypominają przedmioty zewnętrzne. Francuski filozof poddaje to przekonanie w wątpliwość, utrzymuje, że nie mamy na to dowodόw.

Przy pomocy poznania naturalnego nie jesteśmy więc właściwie w stanie o świecie cokolwiek wiedzieć ani, że jest, ani jaki jest. Zmysły nie dają nam żadnej pewności co do istnienia świata, a umysł wprawdzie rozumie, ale zaświadcza w ten sposόb tylko swoje własne istnienie.

Na gruncie ludzkiego poznania nie można więc niczego o świecie powiedzieć.

Zauważmy, czym do tego momentu jest kartezjanizm.

1. System όw poddaje w wątpliwość istnienie i istotę rzeczywistości.

2. Przesuwa akcent z obiektywnej rzeczywistości na subiektywne poznawanie.

3. Poznanie takie nie daje pewności co do istnienia świata.

4. Materię system ten określa jako substancję rozciągłą, poznawalną jako rozciągłość i poddająca się analizie umysłowej, lecz nie inteligibilną.

Napisałem powyżej, że to właśnie kartezjańskie rozumienie materii jest istotne dla człowieka XXI wieku. Dlaczego?

Skoro materia jest  substancją rozciągłą, skoro jest nieprzeźroczystą i wyłącznie poznawalną, to Kartezjusz, ktόry jawnie odrzuca całość dorobku klasycznej filozfii greckiej i pόżniejszej scholastycznej, szczegόlnie zaś wyniki otrzymane przez św. Tomasza z Akwinu, otwiera  tym samym drogę do prόby okiełznania tego krnąbrnego żywiolu, jakim jest materia,do rozbicia tej gruboskόrnej rozciągłości. Otwiera drogę do pokusy opanowania materii przy pomocy nauk szczegόłowych zbudowanych na modelu matematycznym. Matematyka – nauka analityczna – a więc według Kartezjusza pewniejsza, niż wszystkie inne, będzie miała odtąd za zadanie rozbicie rzeczywistości na doskonałe, małe, łatwo poddające się manipulacji elementy, tak jak liczby naturalne rozkłada się na czynniki pierwsze.

Umysł ludzki, pozbawiony aparatu analizy zgodnego z ostatecznymi przyczynami instynktownie szuka od czasόw Kartezjusza uproszczenia sobie przedmiotu swej manipulacji. Tu właśnie szukać należy przyczyn nowej koncepcji nauki – nauki pojętej jako walka z rzeczywistością, wojowanie z nią i jako proba narzucenia jej przy pomocy pojęć wypracowaych na gruncie matematyki nowego znaczenia.Pόźniejszy odlot algebraiczny z XIX wieku jest rόwnież wynikem chęci obejścia materii. Nauka po Kartezjuszu staje się idealistycznym konstruktywizmem, niosącym w sobie zarodki heglowskiego: jeśli natura nie chce potwierdzić mojej teorii, tym gorzej dla natury.

Kartezjusz, poddawszy w wątpliwość całość ludzkiego poznania, zrujnowawszy cały dorobek filozoficzny XXIII wiekόw dociekań zachodniej myśli racjonalnej, uciekł się, wobec trudności w jakie się zaplątał, do rozwiązania znanego z historii teatru jako deus ex machina.

To Bόg gwarantuje mu realność poznania! Chwyta się on więc istnienia Boga, ktόre udowadnia na rόżne sposoby (nic łatwiejszego w filozofii, niż udowodnić istnienie Boga) i orzeka o Bogu na gruncie teologii naturalnej. Doszedłszy do atrybutu Boga  jakim jest dobroć, uspokaja się. Skoro Bόg jest dobry, nie oszukuje mnie. Wierzę w istnienie ciał (sic!) tak silnie, że ta wiara w ciała może pochodzić tylko i wyłącznie od Boga. Gdyby więc ciała nie istniały, Bόg oszukiwałby mnie. To zaś jest niemożliwe, gdyż wtedy takie Jego postępowanie stałoby w sprzeczności z Jego atrybutem dobroci, ktόry własnie został orzeczony. A więc świat materialny istnieje!

Afirmacja, iż dobroć Boga jest gwarancją prawdziwości naszego poznania, że gwarantnuje ona prawdziwość naszego przeświadczenia o istnieniu świata, jest niezbitym dowodem tego, że Kartezjusz przeczy istnieniu materii. Przeczy w konsekwencji możliwości racjonalnego poznaia rzeczy samej w sobie.Jest to kantyzm avant la lettre.

Kartezjusz stwierdza istnienie myśli. Nie dowodzi pόźniej nigdy istnienia podmiotu myśli. Zresztą na gruncie jego systemu nie jest to możliwe. Cogito ergo sum jest wynikiem wyłącznie sztywnej struktury gramatycznej języka łacińskiego. Kartezjusz myślał cogitatio est. Nie miał odwagi powiedzieć tego wprost.

Myśliciel ten cofnął rόwnież filozofię do dualizmu ducha i materii pojmowanych jako substancje. Przyjął istnienie dwόch paralelnych światόw. Paralelnych, ale niestycznych. Duch nie jest w stanie wpływać według niego na ciała. Tak samo ciało nie ma wpływu na ducha.

Cała klasyczna antropologia pada w tym momencie w ruinę. Człowiek przestaje być jednoscią psychofizyczną i staje się jakby pokojem, w ktόrym wiszą dwa zegary zaprogramowane przez Boga w ten sposόb, że kiedy jeden wskazuje godzinę, to drugi bije. Kiedy ciało np. chce pić, dusza – z powodu uprzedniego zaprogramowania – jest smutna. Ale nie ma między nimi żadnego kontaktu. Tę tezę filozofii Kartezjusza należy dobrze zapamiętać.

Dusza nie jest już więc pierwszym aktem żyjącego, nie jest indywiduowana przez materię istotnie zdeterminowaną jako materia tego własnie, a nie innego człowieka, ktόry zresztą według Kartezjusza nie jest substancją ale workiem zawierającym w sobie cząstki dwόch substancji (duch jest jakby rozciąglą niematerialnością), co jest metafizycznie niemożliwe. Człowiek jest więc mechanizmem, jest całkowicie zdeterminowany, można go opisać uciekając się do praw fizyki, ktόrymi się rządzi. Człowiek nie jest więc wolny. Kartezjusz neguje wolność ludzką.

Jak mogło dojść do takiej ruiny filozofii?

Kartezjusz nie był naukowcem, nie był zawodowym filozofem. Był żolnierzem-tułaczem marzącym wieczorami o rodzinie. Swoje przemyślenia, mające wartość nawet nie dysertacji studenta pierwszego roku filozofii, lecz co najwyżej siedemnastoletniego licealisty, spisywał po godzinach i rozsyłał wielkim tego świata. Zainteresowała się nim ekstrawagancka krόlowa Szwecji,  ktόra zaprosiła go na swόj dwόr, gdzie zmarł.

Filozofia Kartezjusza to amatorszczyzna. Gdyby w jego epoce istniał internet, skazany byłby co najwyżej na karierę blogera – żaden poważny portal nie wziąłby nigdy jego tekstόw, nie mόwiąc już o papierowych publikacjach naukowych. Jego myśl narodziła się poza światem uniwersyteckim, poza kontrolą Kościoła. Nie był uczniem żadnego profesora filozofii,  jak np. św. Tomasz. Światu zafascynowanemu postępami techniki rzucił mętne myśli, ktόre znalazły pόżniej poklask wśrόd protestantόw. To w upadku autorytetu naukowego europejskich uniwersytetόw i w ich emancypacji wobec Kościoła szukać należy przyczyny sukcesu tej paranoji.

Jego następca, Baruch Spinoza, człowiek bez korzeni w kraju w ktόrym mieszkał, rzemieślnik poklόcony nawet ze swym własnym środowiskiem religijnym (do dziś niektόrzy rabini wzdragają się na samo brzmienie jego nazwiska) tak samo jak Kartezjusz tworzyć będzie po godzinach i na kolanie.

Doszło więc do załamania się filozofii europejskiej, gdyż książęta protestanccy zaufali kolejnym szarlatanom, ktόrzy umieli im schlebiać.

Calość dzieła filozoficznego Kartezjusza znajduje się na kościelnym indeksie ksiąg zakazanych.

Antoine Ratnik

a.me.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Sen bez śpiącego: Kartezjusz (1596-1650)”

  1. Analiza ciekawa, zwłaszcza psychologiczna (pomijając kuriozalne stwierdzenia, typu „Kartezjusz nie był naukowcem”; Kartezjusz był bowiem wybitnym matematykiem, do dziś używamy zresztą jego formalizmu w matematyce, geometrą, również poważnym na owe czasy fizykiem) ale wnioski z analizy skandaliczne, tj. całkowicie uwarunkowane systemowo (określoną interpretacją tomizmu). Z koncepcji nauki nie wynika co jest nauką. Co na ten temat sądził Kartezjusz nie ma znaczenia. Najpierw musi powstać nauka, a dopiero potem refleksja nad nią. Tak jest właśnie u św. Tomasza (logika, scientia natura, a na końcu metafizyka). Inaczej do czysty idealizm. Jeżeli „nauka po Kartezjuszu staje się idealistycznym konstruktywizmem” to epoka przedkopernikańska nadal trwa. Z czystej ciekawości zapytam: czym jest zatem fizyka? Idealistycznym konstruktywizmem? Dajmy na to wodór nie istnieje, rachunek prawdopodobieństwa to fikcja? A gdzie się podziała materia w fizyce? Fizyka od Newtona nie używa bowiem pojęcia materii? To jak z tym Kartezjuszem?

  2. „Umysł ludzki, pozbawiony aparatu analizy zgodnego z ostatecznymi przyczynami instynktownie szuka od czasόw Kartezjusza uproszczenia sobie przedmiotu swej manipulacji”———– Znaczenie Kartezjusza polegało na tym, że swoją rozpaczliwą metafizyką oddzielił (mentalnie) świat od człowieka. Dzięki temu nauka mogła zając się szczegółowymi problemami empirycznego świata, zamiast wyjaśniać świat w całości, naraz i a priori na podstawie konfrontowania potocznych intuicji z komentowanymi księgami (metoda scholastyczna). Ceną za te wyniki było pominiecie człowieka. Odkrywając kolejne rzeczy nauka doskonaliła narzędzia, stopniowo poszerzając zakres swojego poznania. Dzisiaj zatem odzyskujemy nauki o człowieku. „Kto życie straci, ten je zyska”. Warto tu przypomnieć, że analiza Arystotelesowska opiera się na intuicyjnej fizyce, intuicyjnej biologii i intuicyjnej psychologii. Dziś wiemy, że intuicje te wytwarza ludzki mózg ewolucyjnie zmuszony dla odróżnienia rzeczy, zwierząt i ludzi. Jest oczywiste, że reakcja na kamień, musi być inna niż reakcja na drzewo, głodnego lwa lub wściekłego człowieka. Jednak wiarygodność tych intuicji kończy się na ich biologicznym zastosowaniu. Stagiryta nie analizuje rzeczywistości przyrody. Zaczyna, tak jak współczesna antropologia, od analizy wytworów człowieka (sztuki). Wykształciwszy pojęcia, przechodzi do analizy działania moralnego i na końcu do metafizyki (podobny porządek uczenia przyjmuje św. Tomasz i prawie cała scholastyka). Metafizyka jest zatem z konieczności antropomorfizacją rzeczywistości. Przyroda jest pojmowana na wzór działania ludzkiego. Jest to naturalnie swoisty idealizm: dusza jest wzorem, symbolem poznawczym rzeczywistości. Chrześcijańska recepcja neoplatonizmu pogłębi jeszcze ten proces. Cała ta „wiedza” nie wychodzi poza użyteczny biologicznie zasięg poznania zmysłowego, czyli poza biologiczny mechanizm ewolucji. Stąd jest złudzenie naturalności takiego poznania i sztuczności poznania naukowego. Podobnie nienaturalna jest śmierć na krzyżu. Żeby biologię przekroczyć trzeba użyć rozumu, w celu PRZEKROCZENIA danych poznania zmysłowego. W tym celu stopniowo pozbywano się wyobrażeniowego sposobu myślenia, stanowiącego podstawę klasycznej metafizyki. Na tym właśnie polegał „przewrót kopernikański”. Nie na nowej fizyce, tylko na nowej metodzie. Stało się coś co w dynamice układów nieliniowych nazywa się przejściem fazowym. Pojawiła się „nowa jakość”. Jakość której wcześniej nie było. Dla ilustracji na czym polega przejście, rozumowanie pewnego „metafizyka”: Jeżeli zachodzi implikacja: mieć znaczenie -> być tezą logik” to oznacza, że jedynie tezy logiki mają znaczenie, choć mogą również występować tezy logiki znaczenia nie posiadające”. Jest to błąd, widoczny kiedy dokonamy bardziej konkretnego podstawienia. Jeżeli zachodzi (prawdziwa) implikacja: „deszcz pada -> ulica mokra” to oznacza, że ulica jest mokra jedynie kiedy deszcz pada, choć może również występować deszcz, który nie moczy ulicy. Dokonałem tylko innego podstawienia (mniej oderwanego) do poprzedniego rozumowania (tzn. do jego formy logicznej) i nonsens wypowiedzi staje się widoczny, nawet dla kogoś, kto logiki nie umie i nie umie myśleć logicznie w sposób oderwany, potrzebując do tego zmysłowych konkretów. Do tego potrzebny jest po prostu trening mózgu. Inaczej nie widać różnicy między implikacją a równoważnością (sprawdź matryce implikacji i równoważności, kiedy jest prawdziwa jedna a kiedy druga). To jest skok ewolucyjny, jaki umożliwił naukę. Metafizycy zamiast myśleć tylko wyobrażają sobie. Na tym polegała rewolucja kopernikańska. ————————- „Tu właśnie szukać należy przyczyn nowej koncepcji nauki – nauki pojętej jako walka z rzeczywistością, wojowanie z nią i jako proba narzucenia jej przy pomocy pojęć wypracowaych na gruncie matematyki nowego znaczenia. Pόźniejszy odlot algebraiczny z XIX wieku jest rόwnież wynikem chęci obejścia materii”. Cytat świadczy o zupełnej nieznajomości historii nauki i metody naukowej a także samych nauk przyrodniczych. Próba „narzucenia pojęć” przyrodzie okazała się całkiem udana i owocna, jak nic innego w historii. „Odlot algebraiczny” to natomiast powrót do „Analityków” Arystotelesa. Św. Tomasz nie powiedział nic o naukach empirycznych, bo tych w jego czasach po prostu nie było. Wypowiadanie się o czymś, czego nie ma, nie leży w duchu Tomasza.

  3. Pan Kowalik niezawodnie wypunktował największe wady textu. Zwłaszcza razi ignorancja co do matematyki, logiki czy nauk empirycznych. Jaskrawym przykładem jest naśmiewanie się ze zrównania matematyki i geometrii, co bynajmniej nie zostało przez Descartesa uczynione na siłę i wiele nauk do dziś z tego korzysta. Stawianie ich na jednym planie było oczywiste już dla starożytnych, wszak zarówno liczba jak i figura geometryczna są bytami idealnymi.

  4. Tomizm – niestety – strzelił sobie w kolano, przyjmując, paradoksalnie bo wbrew św. Tomaszowi, teorię dwu prawd: naukowej i metafizycznej (teologicznej). Do tego doprowadziła tomistyczna (Arystotelesowska) doktryna metabazy (czyli 3 stopni abstrakcji: fizycznej, matematycznej i metafizycznej) zakładająca istnienie dwu NIEPRZECINAJĄCYCH SIĘ płaszczyzn poznawczych (dwu, gdyż drugi stopień abstrakcji: matematyka jest wg Stagiryty o „niczym”). Jeśli poznanie nauk przyrodniczych i metafizycznych nie ma części wspólnej to: /1/ mamy dwie prawdy, /2/ prawdy te ignorują się nawzajem (nic o sobie nie wiedzą). Epistemologia poznania w ramach samych nauk przyrodniczych jest zatem w neotomizmie, wbrew pozorom, taka sama jak w neopozytywizmie! Oczywiście teza o poznawczej jałowości matematyki jest dziś tylko śmieszna. Skąd jednak się wziął tragiczny rozbrat nauk empirycznych i (genetycznie przecież empirycznej!) metafizyki klasycznej? Przecież zarówno Arystoteles jak i Tomasz ZAKŁADAJĄ wiedzę przyrodniczą, jako KONIECZNĄ PODSTAWĘ metafizyki (jak ktoś czytał „Summę” wie, że Tomasz bez przerwy odwołuje się w niej do zakładanej u studenta wiedzy „w ramach innych nauk”, czego u żadnego tomisty z XIX czy XX wieku nie znajdziemy). Moim zdaniem to wynik idealizacji i absolutyzacji świadomości. Pomylenia świadomości z naturą. „Nie ma niczego w umyśle, czego by nie było w zmyśle”. Skutkiem tego inna jest świadomość człowieka epoki kamienia łupanego a inna epoki brązu czy żelaza. Świadomość człowieka kształtuje się bowiem na jego wytworach a nie na domniemanym „bycie”. Człowiek epoki kamiennej nie miał szans na zbudowanie metafizyki Arystotelesowskiej (czy Platońskiej), tak jak Arystoteles nie miał szans na poprawną fizykę. Na pewno na przełomie epok znaleźli się wstecznicy, twierdzący, że tylko kamień łupany a nie brąz jest zgodny z wolą bogów. Przecież łupanie kamienia jest tak odwieczną tradycją i tak jest POWSZECHNE, że w końcu jest mylone z samym BYTEM. Potem okazuje się, że domniemany „niezmienny byt” to tylko ewolucyjne przystosowanie do zmieniających się warunków. A wszystko w ramach tej samej natury ludzkiej! Tomizm jest dziś rodzajem filozofii kamienia łupanego. Odwołuje się do tradycji pisanej i dziecięcego rozumowania. Skutkiem tego jest całkowite oderwanie się od faktów. Pan Ratnik nazwał logikę matematyczna „odlotem algebraicznym XIX wieku [..] wynikiem chęci obejścia materii”. Napisał to zapewne na komputerze i umieścił w internecie czyli w rzeczywistościach w ogóle niemożliwych bez odlotu algebraicznego. To już nawet nie jest niewiedza, że się mówi prozą tylko nudzenie, że proza jest niemożliwa. Taki sam status mają Arystotelesowskie przekonania, że nie ma nauki o przypadkach (przypadek to wg Stagiryty jest to, co się nie zdarza konieczności, ani zawsze ani najczęściej), gdy jest (dedukcyjny, czyli konieczny!) rachunek prawdopodobieństwa; że ruch lokalny jest zawsze wymuszony podczas, gdy wiadomo, że jest bezwładny a nie wymuszony; że ilość nie może przechodzić w jakość, w szczególności zmysłową podczas, gdy choćby kolor w oku jest wywoływany długością (czyli matematyczną „ilością”) fali, albo jakościowo różne właściwości pierwiastków chemicznych (węgiel w niczym nie przypomina wodoru), które są wywołane przez inną liczbę protonów w jądrze atomowym. Wreszcie, że rozumowanie formalne (zwłaszcza matematyczne) jest poznawczo bezużyteczne, zwłaszcza w dziedzinie jakości zmysłowych podczas, gdy teorie układów dysspatywnych modelują świat niedostępnych matematyce jakości zmysłowych. Wszystko to można pominąć w oparciu o teorię dwu płaszczyzn, tylko czy nadal można to nazywać realizmem? Rzecz kilkanaście lat temu podsumował o. Bocheński, o czym w następnym poście.

  5. „Masy ludowe a z nimi nawet większość ludzi wykształconych w Europie żyją ciągle umarłymi światopoglądami. Urągając nowoczesnej nauce, bronią ze szczególnym uporem wiary w centralne stanowisko człowieka i innych składników dawnych wizji podstawowych. Tam, gdzie się dyskutuje, spory toczą się najczęściej miedzy zwolennikami Średniowiecza a przedstawicielami Oświecenia, przy czym jesteśmy najczęściej świadkami typowo XIX wiecznych. Popularność, jaka cieszą się idealiści niemieccy w rodzaju Schellinga i Hegla, fantazje Teilharda de Chardin i współczesne polemiki w teologii świadczą o tym aż nadto wyraźnie. Zjawisko to jest tak nagminne, zwłaszcza na kontynencie europejskim, że nasuwa się pytanie, skąd się bierze to zacofanie, ta niezdolność dorozumienia sytuacji? Ale łatwo znaleźć na nie odpowiedź. Przyczyny są zapewne dwie. Z jednej strony zwyczajny w masach bezwład, zasadniczy konserwatyzm myśli, z drugiej tragiczne perspektywy niemocy i bezsensu, jakie wielu ludziom zdaje się nieść ze sobą nowa sytuacja duchowa. Ale jeśli życie nie ma stracić sensu, musimy przemyśleć nasz światopogląd na nowo. Oto urywki zadań do wypełnienia: -Religia powinna być przemyślana na nowo – podstawowe pojęcie nie mogą pozostać takimi, jakimi były w ciągu ostatnich stuleci.O ile piszącemu wiadomo pod tym względem niczego jeszcze nie dokonano. – Potrzebujemy filozofii, która wzięłaby wreszcie na serio rozróżnienie między światopoglądem a nauką. Początki są obecnie w filozofii analitycznej, ale daleko jeszcze do powszechnego odrzucenia najróżniejszych filozofii przeszłości które, jeśli nie są prostym bełkotem, stoją w sprzeczności z nowoczesną sytuacja duchową. – Nasze poglądy na naukę muszą być przemyślane na nowo. Wiele dokonano pod tym względem, ale raz jeszcze daleko jest do zrozumienia przez masy najprostszych konsekwencji wyników nowoczesnych badań”. Bocheński pisał to w końcu XX wieku. Dziś jest chyba jeszcze bardziej aktualne.

  6. Naprawdę jest tak, jak pisze o. Bocheński OP. Masy (czyli nie-geniusze) żyją Średniowieczem lub Oświeceniem. Żyjemy albo w epoce przed Kopernikiem albo po. Konserwatyści też. Jedni są za Świętym Officjum a przeciwko Galileuszowi a inny na odwrót. O co chodziło w sporze o Galileusza? Polecam tu najlepszą w Polsce książkę Fantolego, napisana już po otwarciu archiwów sprawy przez JPII: „Galileusz. Po kopernikanizmu i po stronie Kościoła” (http://www.biblos.pl/sklep.php?s=karta&id=254). Wcale nie o nową teorię. Nowe teorie powstają na pniu i wtedy i dziś. Chodziło o nową metodę. Kopernik uniknął kłopotów, bo jego wydawca napisał przedmowę do „De revolutionibus”, że dzieło zawiera nową TEORIĘ MATEMATYCZNĄ. Ówcześnie znaczyło to tyle, że dzieło jest o liczeniu a nie o świecie (zob. wyżej drugi stopień abstrakcji matematycznej). Kiedy kard. Bellarmin proponował Galileuszowi, żeby uznał swoja teorię za hipotezę matematyczną. Takich hipotez było wtedy kilka. Również sprzecznych z geocentryzmem ale nikt ich nie ścigał, bo były tylko matematyką. Galileusz odmówił. Wolał wyrzec się samej teorii niż porzucić metodę, której był jednym z wynalazców. Z podobnych powodów zażądał dla siebie tytułu „nadwornego matematyka i filozofa”. Zwykle mówi się, że był zarozumiałym farmazonem, ale to nie tak. Matematyk to wtedy nic nie znaczyło, a filozofia to była prawdziwa „scientia natura”. Galileusz był przekonany, że dysponuje „wiedzą o naturze” a nie „tylko” matematyką. Okazuje się, że ten spór trwa do dziś. Kiedy uczymy się w szkole matematyki i innych nauk nie jesteśmy tego świadomi. Nikt nas nie uczy podejrzewania matematyki i logiki o szatańskie sprawy. Dopiero później niektórzy z nas, trawiący czas nie na używaniu „zielonego drzewa życia” lecz na „szarych teoriach” dochodzą do pewnego rozumienia rzeczy. W pierwszej poł. XX wieku Bocheński OP, wspominając naukę w rzymskim Angelicum, pisał o „zabobonnym strachu przed matematyką i logiką” jaki powszechnie panował wśród wykładowców tej uczelni. Jak widać do dziś niewiele się zmieniło. Trzeba wybierać. Albo nauka, albo przeciw nauce.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.