Służył Polsce

Nie danym mu było doczekać czasów III RP, w której mógłby zbilansować swoją współpracę z komunistami i osobiście wskazać na wynikające z niej ewentualne zasługi dla narodowej sprawy w okresie PRL-u, oraz je wykorzystać w walce o władzę. Gdy jego zabrakło, zostały zaprzepaszczone w okresie przełomu politycznego szanse na utworzenie partii katolickiej o zabarwieniu narodowo – demokratycznym w oparciu o ruch społeczny który stworzył, ponieważ w tym kręgu nie było nikogo, kto mógłby go zastąpić w roli śmiałego przywódcy. Można o nim powiedzieć, że był „politykiem radykalnych wyborów, który miał dziejowego pecha”.

Szantaż z napisem „Falanga”

Przez cały czas swoich rządów komuniści, szczególnie pochodzenia żydowskiego, wymachiwali nad jego głową „maczugą propagandową” z napisem „Falanga”. Miało go to absolutnie deprecjonować społecznie, jako faszystę i „oczywiście” antysemitę. I choć podjął on współpracę z komunistami, niestrudzeni tropiciele polskiego nacjonalizmu i antysemityzmu nigdy mu nie darowali faktu utworzenia przed wojną radykalnej narodowo – społecznie partii, która w tamtym okresie nie była przecież niczym szczególnym w Europie, a ze swoim katolicyzmem odbiegała pozytywnie od organizacji najbardziej reformistycznych i antychrześcijańskich, istniejących w wielu innych krajach. W czasach PRL-u istniała cała plejada ewidentnych zaprzańców i uczestników „czerwonych mszy” (stalinowskich i późniejszych), którzy chodzili w glorii uczciwych Polaków, a Piasecki zawsze był na cenzurowanym. Wiele łajdactw się łajdakom wśród łajdaków upiekło, ale nigdy na najmniejszą pobłażliwość z ich strony nie mógł liczyć „ten endek i antysemita”.

Książka cenna i interesująca

Jan Engelgard jest jednym z niewielu publicystów, którzy uczciwie i źródłowo, oraz z pewną dozą sympatii, zajmują się tą postacią. Jak wiadomo w ubiegłym roku minęła setna rocznica urodzin Bolesława Piaseckiego (1915 – 1979). Z tej okazji w wydawnictwie „Myśl Polska” ukazała się książkę Jana Engelgarda „Bolesław Piasecki 1939 – 1956”. Treść jej opiera się w dużej mierze na nowo ujawnionych dokumentach i stanowi kontynuację oraz rozwinięcie tematów przedstawionych w pracy tego samego autora pt. „Wielka gra Bolesława Piaseckiego” (wyd. w 2008 r.)
„Wielką grę” wnikliwie omówił w numerze 14 „Myśli Polskiej” z 2008 r. Maciej Motas. Wymienia on za autorem, „trzy podstawowe argumenty, które przesądziły o decyzji podjęcia przez B. Piaseckiego współpracy (gry) z nowymi powojennymi władzami Polski.” Były nimi: uznanie ówczesnej rzeczywistości, konieczność zagospodarowania i zintegrowania z resztą kraju Ziem Odzyskanych, oraz realizacja radykalnego programu społeczno – gospodarczego.

W swej książce Jan Engelgard rzeczowo i interesująco, a nawet momentami wręcz sensacyjnie, przedstawia walkę zbrojną Komendanta i jego żołnierzy (w rozdz. 1), a następnie kontakty z Sierowem i z Gomułką (w rozdz. 2), obalając przy okazji różne krzywdzące Piaseckiego mity. Potem kolejno porusza: problem wyborów politycznych narodowców po wojnie (w rozdz.3), Piaseckiego „drogę w nieznane” w politycznych realiach wszechwładzy komunistów (w rozdz. 4), podsumowuje jego strategię i taktykę (w rozdz. 5) i przedstawia wzajemne relacje między środowiskami „Dziś i jutro” i PAX-u oraz „Tygodnika Powszechnego” i „Znaku”. Całość jest dodatkowo skomentowana przez Autora w wywiadzie zatytułowanym „Zawsze myślał o Polsce”.

Takie wątki tematyczne jak, na przykład: „wystawienie” przez Piaseckiego tuż przed wybuchem wojny niemieckiego agenta polskiemu wywiadowi; tragiczne w okresie okupacji skutki niezlikwidowania tegoż agenta przez sanacyjną „Dwójkę”; historia wyprowadzania Piaseckiego z więzienia, po pięciu miesiącach przebywania w rękach Gestapo, przy pomocy …znajomej Mussoliniego i na skutek interwencji „Duce”; spory z dowództwem AK o niezależność w ramach tej organizacji dla Uderzeniowych Batalionów Kadrowych, dramatyczne przemarsze i krwawe walki z Niemcami, podstępy dowódców wojsk sowieckich – kwalifikują się jako scenariusz do dobrego sensacyjnego filmu.

W świetle przytoczonych faktów słusznie stwierdza Jan Engelgard, że „Karta wojenna Bolesława Piaseckiego jest czysta – to nie ulega dyskusji. Był żołnierzem Polski Podziemnej, oficerem Armii Krajowej, który walczył z bronią w ręku o wolność Polski. Nie musiał tego robić – był politykiem, przywódcą organizacji Konfederacji Narodu. Uznał wszakże, że ci, którzy w tych latach nie podejmą walki nie będą mieć po wojnie moralnego prawa do decydowania o losach kraju.” Choć, jako intelektualista, nie był „rasowym” partyzantem, „samodzielnie dowodził kilka razy, był uwielbiany przez swoich żołnierzy, utrzymywał wysokie morale i dyscyplinę, potrafił szybko wyciągać wnioski z poniesionych porażek. Przyciągnął do siebie nie tylko pragnących walki, ale i tych, którzy walczyli piórem – to przy KN działała grupa najwybitniejszych poetów okresu wojny – „Sztuka i Naród” – z takimi perłami, jak Tadeusz Gajcy, Andrzej Trzebiński czy Zdzisław Stroiński. Wszyscy zginęli, pozostawiając po sobie legendę straconego pokolenia. Gdyby zginął i Piasecki – też byłby legendą. Los sprawił, że po wojnie zaczęła się dla niego najważniejsza i najtrudniejsza partia.” Dodajmy, że Piasecki był ranny w boju i otrzymał od dowództwa AK medal za męstwo.

Intelektualna walka z wrogiem

Gdy w drugiej połowie grudnia 1944 r. Bolesław Piasecki stanął przed Sierowem, miał już za sobą ponad pół roku sowieckiego więzienia w Polsce (do którego trafił na skutek zdrady). Przeszedł w tym czasie uciążliwe śledztwo. Wykazał w nim nieprzeciętną inteligencję, oraz wyjątkowy zmysł realizmu politycznego. Przez cały ten okres był zawieszony między życiem a śmiercią, nawet wówczas gdy komuniści dostrzegli w nim partnera do rozmów politycznych z perspektywą współdziałania w przyszłości, ponieważ zawsze po tamtej stronie istnieli liczni wrogowie, który pragnęli jego śmierci. A Sierow tak wiele już wiedział o Piaseckim, że pierwsza rozmowa dotyczyła głównie „tematów ogólnych” (np. filozofii).

Szef NKWD na Polskę był pod wrażeniem intelektu i wiedzy swego więźnia i nazwał go „genialnym malczikiem”. Wcześniej, na zlecenie przesłuchujących, Piasecki napisał memoriał polityczny z datą 30 listopada 1944 r. Omawiał w nim aktualną sytuację w Polsce i wskazywał na konieczność czynnego udziału w życiu publicznym także środowisk niekomunistycznych. Memoriał został przeczytany przez Sierowa, wysłany przez niego do Berii, który zapoznał z nim Stalina. Po tym doszło do wspomnianej wyżej rozmowy. Fakt ten niewątpliwie świadczy o politycznym kunszcie Piaseckiego. Chyba, pomimo młodego wieku, był on tym działaczem politycznym polskim, który najinteligentniej rozmawiał z Sowietami, wychodząc naprzeciw ich fanatycznej mentalności i politycznym oczekiwaniom.

W dniu 19 maja 1945 roku B. Piasecki otrzymał polecenie opracowania kolejnego memoriału, który trafił do Władysława Gomułki. Memoriał ten nosi datę 22 maja tego samego roku. W dokumencie tym „Piasecki dokonał rekapitulacji swoich przemyśleń w ciągu siedmiu miesięcy uwięzienia”. Poruszał tam, między innymi, takie tematy jak przedwojenny rozłam z tradycyjną endecją na tle radykalizmu społecznego; przeciwstawianie się w II RP dyktaturze sanacji; przedstawiał pojęcie rewolucji, jako pozytywnej przemiany stosunków gospodarczych i wychowawczych; wspomniał wątek walki z Niemcami i niebezpieczeństwo płynące z tej strony na przyszłość; omawiał realizację idei rewolucji społecznej w Polsce; ukazywał konieczność i sposoby pozyskanie dla nowej rzeczywistości pokolenia konspiracji.

I tak oto okoliczności polityczne zetknęły ze sobą: gen. Iwana Sierowa, sowieckiego zbrodniarza, oddanego wykonawcę woli Stalina, bohatera Związku Sowieckiego, głównego niszczyciela polskiego podziemia niepodległościowego, który potrafił wywieść w pole (niczym drużynę naiwnych harcerzyków) członków władz Polskiego Państwa Podziemnego i wywieźć ich do Moskwy na pokazowy, poniżający proces; Władysława Gomułkę polskiego komunistę, który chciał ukrócić nieco poczynania bezpieki, w zamiarze przyciągnięcia choćby część Polaków do nowej władzy i ustroju; oraz Bolesława Piaseckiego, polskiego inteligenta, katolika, patrioty, bystrego polityka i radykała społecznego w jednej osobie.

Podejmując nierówno-prawną współpracę, każdy z tych trzech polityków miał swoje własne, zupełnie inne cele. I właśnie chęć ich realizacji spowodowała, że byli sobie w pewnym okresie wzajemnie potrzebni. Śledzenie tych powiązań, przedstawionych w książce J. Engelgarda jest zajęciem niesłychanie interesującym, bo wiele mówiącym o ówczesnych czasach, ludziach i okolicznościach.

Demaskowanie kłamstw

Engelgard demaskuje przy okazji dalsze liczne kłamstwa i pomówienia związane z postacią Piaseckiego. Na przykład: w prowadzonych wówczas rozmowach w ogóle nie był poruszany problem katolicyzmu i Kościoła; wypłynął on znacznie później i w innych okolicznościach. Teza o antykościelnym pakcie Sierow – Piasecki, została wyssana z palca i po latach nagłośniona przez takich tendencyjnych publicystów jak, na przykład, Jan Nowak-Jeziorański, oraz podobni jemu inni bezkrytyczni zwolennicy zwierzeń byłego stalinowskiego oprawcy Józefa Światły, wygłaszanych na falach RWE (dla Nowaka zawsze większym wrogiem był PAX niż „uciekinierzy z PZPR”). A za dobry przykład tendencyjności i powierzchowności ocen wielu inteligentów, może służyć histeryczne i infantylne nastawienie do Piaseckiego Juliana Tuwima.

Niektórzy twierdzą, tak jak J. Engelgard, że Piasecki od samego początku rozmów z marksistami, podjął z nimi polityczna grę na przechytrzenie. Dostrzegał on jakoby doskonale, że ideologia komunistyczna jest konstrukcją intelektualnie sztuczną, moralnie szkodliwą, a w swej praktyce zbrodniczą. Toteż nie widział przed nią dłuższej historycznej przyszłości, ponieważ widział, że brakuje jej autentycznych wartości duchowych. Zakładał, że fałszywe źródła, napędzane kłamstwem i przemocą, z czasem wyschną i spowodują wewnętrzną erozję systemu. Przewidywał, że za lat pięćdziesiąt, w zmienionych warunkach cywilizacyjnych, władza komunistów upadnie.

Wszystko to brzmi bardzo ładnie, ale jak z tym pogodzić działalność ideologiczną PAX-u, która nieraz daleko wychodziła „na lewo” poza konieczną polityczną współpracę z komunistycznym hegemonem?! Pamiętam, że jako młody człowiek, który się tymi zagadnieniami trochę interesował – zawsze patrzyłem podejrzliwie na tzw. „postępowych katolików” i na ich ekwilibrystyczne intelektualnie próby godzenia prawd Ewangelii z czerwonym, szatańskim, ze swej natury rozkładowym moralnie komunizmem, wyrastającym z ateistycznego marksizmu, z upodobaniem tępiącym ludzi inaczej myślących. Wrażenie obłudy postępowych katolików w ich stosunkach z zawsze zakłamanymi komunistami było dla mnie oczywiste, dlatego też nigdy „postępowym katolikiem” nie zostałem.

Niektórzy dzisiaj mówią, że Piasecki podjął współpracę z komunistami, bo widział, że „czerwona zaraza” (jak nazywano komunizm i jego wyznawców w milionach mieszkań polskich rodzin, szczególnie w zaraz po wojnie), niszczy i atakuje człowieka nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim duchowo. A ponieważ Piasecki działał zawsze z myślą o Polsce i dla narodu polskiego, więc jako polski patriota, podjął bardzo niebezpieczną grę polityczną z ludźmi, których można określić z punktu widzenia katolickiego, jako opętanych przez szatana. Wszak z własnej woli stali się oni wyznawcami ideologii niszczącej sumienia, pozbawiającej człowieka jego przyrodzonej chrześcijańskiej wartości i godności.

Podjął tę „grę z szatanem”, nie dla osobistych korzyści, ale z ogromnej chęci obrony społeczeństwa katolickiego przed destrukcyjnym działaniem czerwonych barbarzyńców. W grze tej był przede wszystkim Wallenrodem, nie mówiącym głośno o tym, co mu naprawdę „w duszy gra”. A czasem przypominał imć pana Onufrego Zagłobę, bo jak tamten ofiarowywał królowi szwedzkiemu Niderlandy – tak Piasecki obiecywał komunistom większe wpływy społeczne, niż te które rzeczywiście posiadał i mógł posiąść. Na pewno jednak tylko jedno, ale za to zasadnicze dążenie, było u Piaseckiego zupełnie szczere: starał się on humanizować ten ustrój, tą obskurną rzeczywistość duchową i materialną, poprzez wprowadzanie do niej chrześcijańskiego ładu i wartości. Zapewne myślał, że w ten sposób, „po katolicku”, pomaga również tym, „których błędne mniemania uwiodły”.

Jednakże wybranie drogi współpracy z reżimem, nawet przy najlepszych chęciach i zamiarach tej decyzji przyświecających, postawiło Piaseckiego w oczach opinii publicznej w bardzo trudnej sytuacji. Kolejne enuncjacje ideowe PAX-u tylko potwierdzały to negatywne nastawienie społeczeństwa. Niewielu ludzi skłonnych było do głębszego przemyślenia pobudek Piaseckiego, a jeszcze mniej z nich przyznawało mu rację. Większość uznawała go za kolaboranta i jako takiego traktowała go wrogo, lub co najmniej podejrzliwie.

Trzeba jednak pamiętać o tym, w jakich warunkach działał, a w szczególności jak groźna i ponura była ta rzeczywistość, w której rozpoczynał działanie. Oto po wypędzeniu z Polski wyjątkowo okrutnych najeźdźców niemieckich, naród polski, zdziesiątkowany i ograbiony minioną wojną i okupacją – dostał się pod władzę bezlitosnej dyktatury, która wymuszała przemiany polityczne przy pomocy rabunku, prowokacji, zbrodni i przemocy. Pod tą nową, samozwańczą władzą nikt nie mógł czuć się bezpieczny, ponieważ prześladowała ona w zasadzie wszystkich Polaków, a cały Kraj zalewała nachalna propaganda ideologiczna sowiecko – komunistyczna.

Należy też przypomnieć, że Piasecki nigdy nie był agentem komunistów, tak jak mu to często przypisywali prawdziwi agenci i niewiedza ludzka. Był on ich współpracownikiem politycznym z własnym kierunkiem działania, zapleczem społecznym, ekonomicznym i prasowym. Stwierdziła to po latach z całą stanowczością osławiona prześladowczyni polskich patriotów „krwawa Luna” płk Brystygier (Julia Prajs), która po przejściu na emeryturę nawróciła się na katolicyzm i ponoć pomagała niewidomym dzieciom. Piasecki rzecz jasna działał z przyzwolenia komunistów, bo inna możliwość nie istniała, ale czynił to „na własny rachunek” i posiadał ograniczoną autonomię.

Trzeba także stwierdzić, że zarówno w okresie okupacji niemieckiej, oraz w końcowym czasie wojny i tuż po jej zakończeniu Piaseckiemu dopisywało wyjątkowe szczęście. Dzięki temu wyszedł żywy z rąk najpierw gestapowskich, a potem sowieckich i pepeerowskich oprawców. Naprawdę bardzo niewiele brakowało, aby podzielił los rotmistrza Witolda Pileckiego, gen. Emila Fieldorfa, czy Adama Doboszyńskiego.

Trudno o jednoznaczną ocenę

Znalazłszy się na wolności w lipcu 1945 r. Piasecki wyruszał w nieznaną przyszłość bez grosza przy duszy i bez dachu nad głową, a pierwszą wiadomością otrzymaną po wyjściu z więzienia, była informacja o śmierci w walkach powstańczych ukochanej żony Haliny, matki dwóch jego synów. Nic nie było wówczas jasne. Pomimo rozmów z komunistami stawał on, podobnie jak inni narodowcy, przed wyborem: ucieczka do lasu lub na Zachód, albo współpraca z reżimem na zaproponowanych przez siebie warunkach. Wybrał to trzecie rozwiązanie, bo tak mu nakazywało jego rozumienie patriotyzmu, poczucie realizmu politycznego i odpowiedzialności za innych. I dlatego zasługuje na nasz szacunek i sprawiedliwą ocenę, choćbyśmy uznawali, że była to droga błędna.

Piasecki wykazał się ogromnymi zdolnościami nie tylko ideowymi (stworzył ważne środowisko polityczne), ale i logistycznymi. W niesprzyjających warunkach utworzył liczącą się organizację społeczno-katolicką, posiadającą własną prasę z kilkoma tytułami, wydawnictwo, oraz – z myślą o przyszłych kadrach działaczy narodowo – katolickich, katolickie gimnazjum. Stworzył dla tej działalności solidną bazę ekonomiczną, przy okazji ratując przed likwidacją w czasach stalinowskich szereg prywatnych firm.

Przypomnijmy tu raz jeszcze, że jego los w PRL-u nigdy nie był pewny. Na początku, po wojnie potrzebował go Gomułka, ale Różański i cały szereg innych „towarzyszy” nie mogli się pogodzić z tym, że „faszysta” Piasecki żyje i znajduje się na wolności. Od chwili odsunięcia od władzy Gomułki „za odchylenie nacjonalistyczne”, jego los był szczególnie zagrożony. Dopiero powrót „tow. Wiesława” do rządów w 1956 roku, poprawił jego pozycję. Niestety, wkrótce z ręki nieprzejednanych wrogów politycznych, dotknął go straszliwy cios. Oto z rąk lewicowców żydowskich zginął jego pierworodny syn Bohdan.

Jedni mówią, że Piasecki działał w trudnych warunkach dyktatury komunistycznej z pozycji narodowych i katolickich. Starał się osłaniać i wzmacniać katolicką duchowość narodu, a tym samym wytłumiał działanie opresyjnego ateizmu marksistowskiego. Jego działalność doceniał przez lata ksiądz kardynał prymas Stefan Wyszyński.

Wielu jednak miało do niego pretensje o to, że „pudruje komunistycznego potwora” i w ten sposób rozmiękcza postawę katolików wobec reżimu, wciskając Polakom do głów jakąś podejrzaną wersję prometejskiego, społecznie postępowego katolicyzmu, a „przy okazji” wspomaga propagandowo reżim komunistyczny, czyli spełnia zadanie jakie mu komuniści zlecili i którego się po nim spodziewali.

Można przyjąć oczywiście wersję, że nikt poważnie nie traktował wówczas enuncjacji ideowych PAX-u, bo przecież „wiadomo”, że była to tylko „mowa trawa” dla cenzorów z KC. A oddziaływanie Stowarzyszenia należy oceniać pozytywnie, bo „katolicy postępowi” nie siedzieli jak mysz pod miotłą, ale starali się wpływać w pożądanym kierunku na smutną ówczesną rzeczywistość. Cenne wydawnictwa paksowskie docierały do milionów Polek i Polaków, począwszy od dzieci, a skończywszy na profesorach uniwersytetów, a Piasecki przez kilka dziesiątków lat pomagał wielce wielu cennym i zasłużonym dla społeczeństwa polskiego osobom, zagrożonym przez reżim.

Towarzyszyła mu cały czas nie tylko niechętna postawa lewicy. Nigdy nie został sprawiedliwie oceniony przez środowiska katolickie, zarówno te które z PAX-u wyrosły, jak i te które z nim walczyły. Z uporem przypisywano mu złe intencje i oskarżano o niepopełnione winy, nie dostrzegając dobra, które tworzył. (Po powrocie Prymasa z zesłania owi „gorliwi katolicy” doprowadzili do zerwania kontaktów kardynała Wyszyńskiego z Piaseckim).

A komuniści stawiali różne trudne do przyjęcia wymagania i posuwali się do rozmaitych prowokacji, skłaniając Piaseckiego do błędów i przekraczania rubikonu katolickiej ortodoksji politycznej (przykładem mogą być „księża patrioci”). Nigdy też nie pozwolili mu na utworzenie partii politycznej, o czym zapewne zawsze skrycie marzył.

Umierał zapewne zgorzkniały i samotny, wspierany jedynie przez najbliższą rodzinę i kilku długoletnich przyjaciół. W ostatnim okresie życia okazywał mu powtórnie życzliwość Prymas Tysiąclecia. A po śmierci, środowisko, które stworzył i prowadził, generalnie wyparło się jego osoby i dorobku politycznego, kierując się wydaje się bardzo niskimi pobudkami: obawą przed lewicą i chęcią przypodobania się jej, oraz pragnieniem osiągnięcia indywidualnych korzyści materialnych.

Bolesław Piasecki był człowiekiem wielkiej wiedzy i kultury, politykiem powściągliwym i opanowanym, ważącym słowa i wpływającym na wiele osób, pracowitym, odważnym, dobrym organizatorem, mówcą i trochę słabszym pisarzem politycznym, (swoimi „ciężkimi” tekstami nie porywał). Na pewno popełniał błędy, ale współpraca z komunistami łatwą nie była i być nie mogła, jednak zawsze był widziany przez młodszych od siebie narodowych demokratów, jako naturalny ich przywódca. Bolesław Piasecki jest postacią tragiczną: stracił w Powstaniu żonę, a w nikczemnej zemście politycznej: syna; nie doczekał przełomu; zniszczono i odrzucono dorobek jego życia.

Okres władzy komunistycznej zaszczepił Polakom wiele negatywnych cech, czego tak bardzo obawiał się Piasecki. A ponieważ współczesna lewica w dalszym ciągu zwalcza polskość opartą o katolicyzm – prawda o Piaseckim, obiektywna analiza jego sukcesów i porażek może być dla nas i ważna, i pouczająca.

Wspomnienie na życzenie

Na życzenie Redakcji dodaję dwie migawki wspomnieniowe. Pamiętam, że w czasach mojego dzieciństwa i wczesnej młodości, jak już o tym wspominałem, księgarnie PAX-u były prawie jedynymi miejscami w których można było bez trudu nabyć wiele cennych książek o tematyce religijnej, patriotycznej i naprawdę naukowej. W owych odległych latach byłem parafianinem u św. Michała Archanioła w Warszawie. Widziałem kilkakrotnie na Mszy św. Bohdana Piaseckiego. Mówiono o nim, że był młodzieńcem o wielkich zaletach umysłu i charakteru, i że zapowiadał się na wielkiego człowieka. Zapewne w przyszłości dałby z siebie wiele Ojczyźnie. Po jego tragicznej śmierci miliony ludzi w Polsce szczerze go żałowały i współczuły jego ojcu. Wiele osób po raz pierwszy inaczej i z większym zrozumieniem spojrzało na Piaseckiego i jego działalność. Ludzie dostrzegli, że Piasecki nie był jednym „z nich” (tj. komunistów i ich agentów), a w tym momencie okazał się prześladowanym Polakiem i katolikiem.

Powszechnie mówiono, że Bolesław Piasecki był finansowym dobroczyńcą naszej dużej i ważnej w stolicy parafii. W jej świątyni odprawiana była w każdą niedzielę o godzinie 13 Msza Św., ze specjalnym kazaniem dla inteligencji, co było wówczas nowością. Parafia wyróżniała się ilością młodzieńców wstępujących do stanu kapłańskiego (w seminarium warszawskim nazywano ich „michałkami”). Poziom intelektualny i duszpasterski księży był tu wyjątkowo wysoki. Proboszcz ks. prałat Stefan Piotrowski, były kapelan AK, prawa ręka Prymasa Wyszyńskiego – przyjaźnił z Bolesławem Piaseckim. Pomimo tego faktu, pewnego razu szeroko opowiadano w parafii następującą historyjkę: w niedługi czas po swoim uwolnieniu, Prymas przyjechał na wizytację duszpasterską, a ksiądz proboszcz przedstawił mu Piaseckiego ze słowami: „oto wielki dobroczyńca naszej parafii”, a Kardynał – niechętnie wówczas nastawiony do prezesa PAX-u, z powodu błędów politycznych Piaseckiego i intryg snutych przez katolickich „zelotów” – uśmiechnął się do nadbiegających z kwiatkami dzieci i ku nim zwrócił swe dostojne oblicze, ignorując obecność parafialnego dobroczyńcy.

Scena ta jest niejako symboliczna. Dobroczyńca wierzących, oraz wybitny i zasłużony Polak? Czy też kłopotliwy współpracownik komunistów i postać co najmniej dwuznaczna? Pomimo różnych zastrzeżeń i wątpliwości przychylam się do tych pierwszych opinii.

Jędrzej Dmowski

Myśl Polska, nr 15-16 (10-17.04.2016)

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *