Smirnov: Mity „imperium dobra” i lekcje historii

W swoim apelu do Amerykanów rosyjski przywódca mówił o tym, jak Waszyngton i Moskwa wspólnymi siłami mogą uregulować sytuację w Syrii. Czemuś jednak trafił do umysłów większej części czytelników ostatni akapit artykułu. W nim Putin jedynie przypomniał władzom Stanów Zjednoczonych o jednej z tez ich własnej Deklaracji niepodległości głoszącej, że wszyscy ludzie są równi wobec Boga.

Barack Obama wskazał na „wyjątkowość” Stanów Zjednoczonych pod koniec swojego orędzia do narodu, starając się zapewnić sobie poparcie wyborców w kwestii prawdopodobnego ataku na Syrię. Wzmianka o „wyjątkowości” nie wywołała żadnej specjalnej reakcji – chyba że wzruszyły się bardzo wrażliwe osoby, słysząc po raz kolejny o „szczególnej misji” Ameryki. Szum w mediach zrobił komentarz Władimira Putina, który w swoim artykule skupił uwagę na tym pojęciu. „Bardzo niebezpieczne jest wzmacnianie w ludziach poczucia wyjątkowości, bez względu na motywację. Są małe i duże kraje, bogate i biedne, z dawnymi demokratycznymi tradycjami oraz te, które dopiero szukają drogi do demokracji. Ich polityka również się rożni. Wszyscy jesteśmy różni, ale gdy prosimy o boże błogosławieństwo, nie możemy zapominać, że Bóg stworzył nas równymi” – napisał rosyjski prezydent.

Jak się okazało, Ameryka jednak jest poważnie przekonana co do swojej wyjątkowości, a więc poruszono dotkliwy dla niej temat. Większość polityków, a z ich inicjatywy także media, wydało z siebie falę gniewnych komentarzy. Okazało się, że historia uczy nas, że silna Ameryka stanowi źródło dobra na świecie. Żaden inny kraj nie uwolnił więcej ludzi i nie zrobił tak wiele na rzecz podwyższenia stopy życiowej – również na całym świecie. Oczywiście, Stany Zjednoczone pozostają „płomykiem nadziei” dla ludzi na całym świecie.

Owszem, historia uczy, lecz tylko tych, którzy chcą się nauczyć, a nie dostosować ją do własnych potrzeb – podkreśla ekspert Rosyjskiej Akademii Służby Państwowej Kira Sazonowa:

Historia dowodzi, że państwa, które obrały nie tylko drogę własnej tożsamości – co ogólnie rzecz biorąc jest normalne – lecz właśnie drogę wyjątkowości wkraczały na drogę ekspansji i zewnętrznej agresji. Dalekowzroczni politycy zdają sobie sprawę, że czasy ekspansji i wyjątkowości jeśli jeszcze ostatecznie nie minęły, to na pewno już się kończą. Obecnie na pierwszy plan wysuwa się zupełnie inna zasada – zasada współpracy. To właśnie dlatego artykuł Władimira Putina okazał się jak najbardziej na czasie, aby przypomnieć: zasada współpracy jest podstawowa we współczesnym prawie międzynarodowym.

Zresztą sam Barack Obama jest zakładnikiem amerykańskiego mitu. Podczas kampanii wyborczej kandydat na stanowisko prezydenta reprezentował nieco inny punkt widzenia. Wówczas Obama twierdził, że wierzy w amerykańską wyjątkowość, która jednak niczym się nie różni od „brytyjskiej wyjątkowości”, „greckiej wyjątkowości” lub podobnej patriotycznej retoryki w każdym innym kraju. Za co kandydatowi zaserwowano dużą porcję krytyki, więc postanowił się poprawić.

Złudzenie, w którym żyją obywatele Stanów Zjednoczonych, sięga korzeniami pierwszych przesiedleńców. Natomiast drugie życie idei „wyjątkowości” w latach 80. XX wieku dał Ronald Reagan. Prezydent mówił o Ameryce jako o „świetlistym mieście na szczycie wzgórza” i był przekonany, że jest unikatowym przykładem zwycięstwa wolności i nadziei. Przez ostatnie 20 lat, po rozpadzie Związku Radzieckiego nie było komu powstrzymywać „unikatowości” Stanów Zjednoczonych – mówi wicedyrektor Instytutu Badań Społeczno-Politycznych Rosyjskiej Akademii Nauk Wilen Iwanow:

Władze Stanów Zjednoczonych, amerykańskie elity uwierzyły w swoją wyjątkowość w czasie, gdy świat stał się jednobiegunowy, a Stany Zjednoczone – najpotężniejszym pod względem gospodarczym i wojskowym państwem. Z drugiej zaś strony, wyraźnie nie bierze się pod uwagę historycznego doświadczenia. Na przykład Niemcy hitlerowskie: narodowy socjalizm, który doszedł do władzy wraz z Hitlerem, na wszelkie możliwe sposoby propagował tę właśnie wyjątkowość narodu niemieckiego. W ostatecznym rozrachunku doprowadziło to do tego, że Niemcy poniosły porażkę i okryły się hańbą na świecie za to, że dopuściły do władzy tę bandę.

W rzeczywistości Goebbels w swoim czasie skutecznie wdrażał w umysły Niemców pojęcie ich wyjątkowości i wyższości. Zresztą, również w Ameryce wielu specjalistów ostrzega władze przed niebezpieczeństwem takiej ideologii. Na przykład Daniel Ellsberg, znany z tego, że w swoim czasie ujawnił tajne dokumenty Pentagonu, na łamach The Guardian opublikował niedawno artykuł. Według Ellsberga, „Stany Zjednoczone obecnie są państwem policyjnym”. Jego zdaniem do tego, aby zapanowała tam pełna dyktatura, wystarczy jedynie „wojna… lub jeszcze jeden atak terrorystyczny na skalę 11 września”. Natomiast niedawne demaskacje byłego pracownika ABN Edwarda Snowdena ratują Amerykanów – wnioskuje Ellsberg. Jeszcze konkretniej wypowiedział się były kandydat na stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych, Republikanin Ron Paul. Paul uważa, że władze Stanów Zjednoczonych oddalają się od zasad prawdziwej republiki i kierują się w stronę formowania faszystowskiego systemu, w którym państwem wspólnie rządzą rząd i najbardziej wpływowi biznesmeni.

Artykuł Władimira Putina nie mógł oczywiście pozostawić obojętnym takiego „fana” Rosji, jakim jest senator John McCain. Zgodnie z obietnicą, 19 września odpowiedział rosyjskiemu przywódcy w gazecie Prawda. Oto streszczenie: okazuje się, że McCain ma nastawienie nie antyrosyjskie, lecz prorosyjskie. W związku z tym bardzo się przejmuje losami narodu rosyjskiego, który musi znosić „sprawę Magnickiego”, prześladowanie Pussy Riot, dyskryminację homoseksualistów, przyjaźń władz z „dyktatorskimi reżimami”. Jednak rosyjski prezydent, zwracając się do narodu amerykańskiego, nie pouczał go, jak powinno się żyć w Stanach Zjednoczonych. Natomiast amerykański senator dokładnie wie, jak powinni żyć Rosjanie. I jest gotów im przynieść te wartości liberalne nawet jutro – ale Putin stoi na przeszkodzie.

Najprawdopodobniej większości mieszkańców Stanów Zjednoczonych trudno w to uwierzyć, lecz reszta świata postrzega amerykańską unikatowość z nieco innej perspektywy. Z punktu widzenia nieamerykanów, wyjątkowość ta polega na bombardowaniu krajów, gdzie rządzą nieodpowiadające Waszyngtonowi reżimy, bezczelnej ingerencji i „korygowaniu kursu” suwerennych państw. Słowa Obamy z jego ostatniego orędzia bardzo trafnie zobrazowały amerykańską zasadniczość. „Jeśli niewielkim kosztem, bez większego ryzyka możemy zapobiec śmierci dzieci przez zatrucie gazem i w ten sposób w długofalowej perspektywie zapewnić bezpieczeństwo naszym własnym dzieciom, to moim zdaniem powinniśmy to zrobić” – powiedział prezydent Stanów Zjednoczonych.

Niewielkim kosztem: używając kilkuset rakiet Tomahawk. Zapobiec śmieci zatrutych gazem dzieci: po ataku rakietowym najprawdopodobniej już nie pozostałby nikt, kto mógłby zatruć się gazem. Aczkolwiek, chodzi przecież nie o syryjskie dzieci, lecz perspektywy amerykańskich „wyjątkowych” dzieci.

Andriej Smirnov
http://polish.ruvr.ru/
aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Smirnov: Mity „imperium dobra” i lekcje historii”

  1. Stany Zjednoczone zakładano od początku jako “wyjątkowe”. Miały być realizacją masońskiego marzenia na dzikiej pustaci, oczywiście po oczyszczeniu jej z podludzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *