„Solidarność” w perspektywie historiozoficznej – refleksje z pobytu w ECS

Odwiedziłem ostatnio Europejskie Centrum Solidarności w Gdańsku. Kierując się od Dworca Głównego w stronę Stoczni Gdańskiej moją uwagę przyciągnęła gigantyczna zardzewiała blacha – to właśnie fasada gmachu ECS. Szczerze mówiąc wątpię czy gdańszczanie się kiedykolwiek do tego budynku przyzwyczają, jest on po prostu koszmarny. Dopiero z bliska zauważamy bardziej przyjazne szczegóły – jakieś przeszklone powierzchnie, fontanny itp. Każdy, kto pamięta dość kameralny plac Solidarności z trzema stoczniowymi krzyżami jako dominantą, jest dziś zszokowany zmianą krajobrazu. Wielki rdzawy moloch wyrósł w środku pustki, która kiedyś była stocznią. Nie istnieje już dawna stołówka, gdzie działa się wielka polityka. Słynna brama wygląda teraz mizernie przy muzealnym kolosie.

W środku jest jednak już nieco lepiej. Dużo zieleni robi dobre wrażenie. Skupmy się jednak na poszczególnych wystawach i ich przesłaniu. Przyznam, że zwiedzając je nachodziło mnie wiele refleksji. W Sali A zatytułowanej „Narodziny Solidarności” poczujemy się jak byśmy byli wewnątrz Stoczni Gdańskiej w czasie historycznego strajku. W Sali B cofniemy się w czasie do komunistycznej rzeczywistości. Przypomniane tu są wszystkie powojenne rewolty przeciwko władzy komunistycznej – nie tylko polskie, ale także te dziejące się za granicą. Są tu także prezentacje przedsierpniowych organizacji politycznych takich jak RMP, KOR, ROPCiO itd. Sala C „Solidarność i nadzieja” jest poświęcona tzw. karnawałowi „Solidarności”, czyli 15 miesiącom od Porozumień Sierpniowych z 1980 r. do stanu wojennego. Sala D dotyczy właśnie stanu wojennego. Znajdziemy tutaj m.in. oryginalnego milicyjnego stara, a także zniszczoną przez czołgi bramę Stoczni Gdańskiej. Sala E to „Droga do demokracji”. Zobaczymy tu m.in. multimedialną mapę Europy sprzed 1989 r. Sala F jest poświęcona okrągłemu stołowi natomiast Sala G Janowi Pawłowi II i roli, jaką odegrał w obaleniu komunizmu.

W trakcie zwiedzania muzeum zastanawiałem się nad historiozoficznym sensem „Solidarności”. Powszechnie uważa się, że „Solidarność” zapoczątkowała przemiany demokratyczne w całym bloku Europy Środkowowschodniej. Uruchomiła kulę śnieżną, która miała wpływ na losy świata.  Wprowadziła bowiem świat w erę „końca historii” z proroctwa Francisa Fukuyamy. Obalając komunizm – ostatni system totalitarny – przypieczętowała globalne zwycięstwo demokracji liberalnej. Zatrzymajmy się na tym wątku.

Czym była „Solidarność”? Moim zdaniem dla odpowiedzi na to pytanie można się posłużyć kategoriami marksistowskimi. Była ona bowiem klasowym ruchem robotniczym, potwierdzeniem tezy, że byt określa świadomość. Wszak wśród postulatów sierpniowych główną rolę odgrywały te dotyczące sytuacji materialnej. „Solidarność” była zatem ruchem typowo lewicowym. Lech Wałęsa, Andrzej Gwiazda, Anna Walentynowicz – wszyscy oni byli wyposażeni w świadomość klasową, która uruchomiła następnie rewolucję. Paradoksalnie jednak ta rewolucja nie była wymierzona w kapitalizm lecz w komunizm. Nawet jeżeli początkowo robotnicy odwoływali się do prawdziwych haseł komunistycznych (artykułowanych przeciwko czerwonej burżuazji, z którą utożsamiano kacyków partyjnych PZPR), w ostateczności doprowadzili oni do bankructwa komunizmu i bezapelacyjnego zwycięstwa kapitalizmu. Czy jednak przemiana ta nie oznaczała dla robotników przejścia z deszczu pod rynnę ? Wszak globalny kapitalizm doprowadził do upadku sektora stoczniowego w Polsce. To dlatego niektórzy z dawnych działaczy solidarnościowych jak Andrzej Gwiazda stali się dzisiaj alterglobalistami.

Komunizm dawał duże prerogatywy państwu narodowemu, państwo to mogło za pośrednictwem interwencjonizmu gospodarczego realizować duże projekty gospodarcze, do których należała budowa sektora okrętowego w Polsce. W globalnym kapitalizmie władza jest rozmyta, odpowiedzialność rozproszona. Według socjologów Urlicha Becka i Zygmunta Baumana współczesny globalny kapitalizm charakteryzuje się niemożnością rozwiązywania współczesnych problemów społecznych za pośrednictwem narzędzi instytucjonalnych, którymi dysponowały kiedyś klasy bądź państwa narodowe. Niemożność ta związana jest z faktem, iż na skutek indywidualizacji społecznej znikają podstawy do myślenia w kategoriach klasowych, które zakładały formowanie się wśród proletariuszy wspólnej świadomości i podejmowanie solidarnej walki. Według socjologów na przemiany te wpływ wywierają właśnie procesy globalizacyjne związane z emancypacją eksterytorialnych elit kapitałowych od zakorzenionych w swych wspólnotach lokalnych mas pracowniczych. W efekcie pracownik pozbawiony więzi solidarności zostaje pozostawiony samemu sobie. Przykładem tego osamotnienia może być skromna pikieta stowarzyszenia Arka, która odbyła się w trakcie uroczystości otwarcia ECS-u 30 sierpnia br. Kilku protestujących bezskutecznie próbowało zwrócić uwagę podążających na uroczystość gości przykrym losem likwidowanej stoczni.  

Scharakteryzowane powyżej przeobrażenie od komunizmu do globalnego kapitalizmu wyraża także dwudzielność pojęć: etos pracy/etos odpoczynku. Kategoria etosu pracy była obecna w wielkich zakładach kapitalizmu przemysłowego oraz socjalizmu, w tym w tych które reprezentowały branżę morską. Jest ona znamienna dla młodych społeczeństw, które poprzez ciężką pracę budują swój dobrobyt. Etosy odpoczynku bądź zabawy są typowymi wyznacznikami  ponowoczesnej obyczajowości. Stanowią przejaw sytości, nudy i zepsucia społeczeństw wysokorozwiniętych funkcjonujących w oparciu o państwo dobrobytu.   

Powyższe słowa klucze posiadają swoje odpowiedniki w urbanistyce miejskiej. O ile odpowiadające etosowi pracy przestrzenie produkcji były charakterystyczne dla miast industrialnych minionego wieku, o tyle odpowiadające etosowi odpoczynku przestrzenie rekreacyjne są wyróżnikiem miast postindustrialnych. Te ostatnie otrzymuje się poprzez rewitalizację dawnych przestrzeni produkcyjnych, które zmieniają swoje oblicze na funkcje na rezydencjalną, hotelową, muzealną bądź rekreacyjną. Tam gdzie dawniej ciężko pracowali stoczniowcy pomnażając społeczny dobrobyt dzisiaj powstało Muzeum „Solidarności”. Przeobrażeniami objęte są też inne obszary byłej stoczni, gdzie powstanie mocno propagowana w wydawnictwach promocyjnych Gdańska – luksusowa dzielnica Nowe Miasto, gdzie będą się przeplatały funkcje mieszkaniowe, hotelarskie z rekreacyjnymi.

Tak oto dochodzimy do sytuacji, w której były robotnik stoczniowy będzie mógł wypoczywać i rozwijać się duchowo na zrewitalizowanych terenach postoczniowych. Z kolei swój macierzysty zakład pracy będzie mógł obejrzeć w muzeum „Solidarności”, którego jedną z ekspozycji jest właśnie pomieszczenie produkcyjne byłej Stoczni Gdańskiej.

Nietrudno się domyślić, iż pracownicy nie są zachwyceni powyższymi przeobrażeniami. Pewnie stokroć bardziej woleliby utrzymać swoje miejsca pracy. Stąd proces przeobrażeń pociąga za sobą liczne niepokoje. Z pewnym uproszczeniem można powiedzieć, iż niepokoje te przebiegają wzdłuż linii podziałów politycznych PO – PiS. O ile PO reprezentuje interesy globalnego kapitalizmu, o tyle PiS popiera interesy pracownicze oraz stojący na ich straży związek zawodowy NSZZ „Solidarność” Piotra Dudy.

Symbolem podziału może być fakt, iż na ceremonii otwarcia ECS nie było nikogo z władz PiS-u. Nie zaszczycili swoją obecnością także związkowcy z „Solidarności” oraz ci działacze pierwszej „Solidarności”, którzy nie uznawali tej drugiej. Impreza została zmonopolizowana przez Platformę Obywatelską oraz sympatyzującego z nią Lecha Wałęsę.

Nie umknęło to uwadze propisowskich publicystów politycznych. Jeden z nich Piotr Semka w artykule w „Do Rzeczy” z ubolewaniem konstatuje zawładnięcie przez PO wszystkimi solidarnościowymi obchodami. Autor ten wietrzy spisek Platformy i Wałęsy oraz ze smutkiem stwierdza, iż pośród muzealnych ekspozycji wskazujących na pierwszoplanową rolę Wałęsy w obalaniu komunizmu, nie znalazł informacji, że Wałęsa był Bolkiem. Nie będę się jednak zajmował antywałęsowskimi obsesjami Semki. Stwierdzę tylko, że trudno mi jest sobie wyobrazić jak prezentacja takiej informacji mogłaby wyglądać w ECS-ie. W ekspozycjach muzealnych chodzi przecież o prosty przekaz informacyjny, a zgodnie z nim Wałęsa pozostaje – czy to się komuś podoba czy nie –  polskim superherosem.

Reasumując – polecam czytelnikom zwiedzenie ECS-u. Niezależnie od naszych animozji pozostaje ono jedynym muzeum „Solidarności”, jakie wybudowano. Co do refleksji historiozoficznej, to trochę jednak szkoda likwidowanej Stoczni Gdańskiej oraz towarzyszących jej wartości etycznych takich jak etos pracy. Może warto by w ramach jakiegoś postmodernistycznego eksperymentu zachować kiedyś przy życiu jakiś zakład przemysłowy wraz z pracującymi w nim żywymi pracownikami. Obawiam się bowiem, że jeżeli postindustrialny walec będzie postępował na przód, już niedługo będzie się można o nich dowiedzieć jedynie z ekspozycji muzealnych oraz z książek.   

Michał Graban 

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *