Spór o legalność stanu wojennego z 12/13 grudnia 1981 r.

AW: Ukazała się właśnie Pańska książka na temat podstaw prawnych stanu wojennego z 12/13 grudnia 1981 r. Czy rzeczywiście istniała potrzeba powstania takiej pracy, skoro już tyle napisano na temat tamtego wydarzenia?

LM: Mimo że od proklamacji stanu wojennego upłynęło już ponad 30 lat i napisano w tym czasie dosłownie dziesiątki książek na temat wydarzeń zapoczątkowanych decyzjami podjętymi przez Radę Państwa w noc z 12 na 13 grudnia 1981 r. nie ma ani jednej pracy, chociaż istnieje mnóstwo przyczynków, poświęconej wyłącznie analizie aspektów prawnych tamtych wydarzeń, a tym bardziej badającej problem legalności stanu wojennego.

AW: Czy możliwe jest powstanie takiego studium sine ira et studio?

LM: Mam świadomość emocji, jakie ciągle wzbudza stan wojenny wśród dużej części Polaków. W niniejszym studium interesuje mnie wyłącznie problem prawnych podstaw wydarzeń, jakie miały miejsce w trakcie nocy grudniowej. Na ile było to tylko możliwe, starałem się unikać rozważań na temat okoliczności tak zewnętrznych, jak i wewnętrznych towarzyszących proklamacji tamtego stanu nadzwyczajnego, pozostawiając to uwadze historyków i politologów, a także żyjących jeszcze aktorów ówczesnych wydarzeń.

AW: O ile mi wiadomo, problem legalności stanu wojennego stanowi przedmiot sporu wśród prawników.

LM: To prawda. Szczegółowo zajmuję się tą sprawą w mojej książce. Z moich analiz wynika, że w sprawie legalności stanu wojennego z 12/13 grudnia 1981 r. istnieją od samego początku właściwie dwie płaszczyzny sporu – o odrębnym charakterze. Przede wszystkim rzecz tyczy zagadnień stricte prawnych związanych z reżimem prawnym stanu wojennego. W dużym stopniu kwestie te wyjaśnił wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 16 marca 2011 r. i dlatego tę sprawę można uznać za zamkniętą. Ale jest i druga płaszczyzna, gdzie przedmiotem dyskusji jest, czy rzeczywiście pod koniec 1981 r. wystąpiło zagrożenie bezpieczeństwa państwa, co stanowiło konstytucyjną podstawę do wprowadzenia stanu wojennego. Na razie obowiązuje stanowisko przyjęte w Sprawozdaniu Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej z 3 czerwca 1996 r., ale nie da się wykluczyć, że przeciwnicy tej tezy w przekonujący sposób zdołają udowodnić, iż wówczas o żadnym zagrożeniu militarną interwencją nie było mowy, chyba że miałaby się ona dokonać na prośbę gen. W. Jaruzelskiego; tego właśnie próbują dowieść historycy z IPN, jak na razie mało skutecznie.

AW: Czy może przybliżyć Pan problem naruszenia ówczesnego w trakcie wprowadzania stanu wojennego?

LM: Od samego początku pojawiają się zasadnicze wątpliwości co do legalności stanu wojennego z 12/13 grudnia 1981 r., przy czym bardzo często mylona jest podstawa prawna proklamacji tego stanu nadzwyczajnego z jego reżimem prawnym; rzadko albo w ogóle nie mówi się o innych uchybieniach prawnych, które tu się pojawiły, chociaż w ostatnich latach sytuacja nieco się zmieniła.

O ile da się obronić legalność trybu, w jakim doszło do wprowadzenia stanu wojennego przez Radę Państwa, to inaczej wygląda sprawa ze sposobem ustanowienia reżimu prawnego tego stanu nadzwyczajnego; tu z kolei nie ma wątpliwości, że Konstytucja PRL w art. 31 ust. 1 została naruszona.

Tryb wydania dekretów Rady Państwa z 12 grudnia 1981 r. jest niewątpliwie najgłośniejszym przypadkiem naruszenia ówczesnego prawa konstytucyjnego, ale wcale nie jedynym. Najczęściej zapomina się, że mieliśmy tu jeszcze do czynienia z nieformalną zmianą dekretu o stanie wojennym, dokonaną przez czynniki kościelne, przy zgodzie przedstawicieli władz stanu wojennego; była też i druga zmiana, ale tym razem dotycząca wszystkich dekretów, odnosząca się do momentu ich wejścia w życie, przy czym jej autorem był ktoś z obozu władzy. Z prawnego punktu widzenia istotne jest również dwukrotne złamanie zakazu retroakcji przez dekrety przyjęte w noc grudniową, a także brak ich poprawnego ogłoszenia. Złamanie zakazu retroakcji, chociaż sprzeczne z brzmieniem art. 15 w związku z art. 4 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych, trudno uznać za przypadek pogwałcenia porządku prawnego PRL, gdyż wedle ówczesnego stanu prawnego umowa międzynarodowa mogła być stosowana jedynie po jej transformacji w akt prawa wewnętrznego.

AW: Zatem w pełni wydaje się uzasadnione stwierdzenie, że stan wojenny z 12/13 grudnia 1981 r. został wprowadzony z naruszeniem prawa, a jedynie jego zakres może być przedmiotem sporu.

LM: Zgoda, ale ważniejszą sprawą było, czy istniejące naruszenia prawa podlegały walidacji, a przede wszystkim, czy do tego doszło i w jaki sposób się to stało? Innymi słowy, czy dekrety Rady Państwa z 12 grudnia 1981 r. (względnie ich postanowienia) stały się skuteczne w sensie prawnym? Stwierdzenie tego faktu prawnego w istotny sposób musi wpłynąć na nasze stanowisko w sporach na temat podstaw prawnych grudniowego stanu nadzwyczajnego.

Dekrety Rady Państwa z 12 grudnia 1981 r. zostały zatwierdzone ustawą z 25 stycznia 1982 r. o szczególnej regulacji prawnej w okresie stanu wojennego. W swojej książce staram się uzasadnić pogląd, że w ten sposób dokonał się akt walidacji dekretów, zaś same postanowienia dekretu o stanie wojennym zostały przejęte przez tę ustawę i obowiązywały aż do 2002 r.

AW: Czy można było uniknąć naruszenia prawa przy proklamacji stanu wojennego?

LM: Trzeba stwierdzić, że brak konkretyzacji konstytucyjnej i regulacji ustawowej instytucji stanu nadzwyczajnego na gruncie Konstytucji PRL z 22 lipca 1952 r. oraz wystąpienie sytuacji kryzysowej w latach 1980-1981 musiało prowadzić do takiego sposobu podejmowania decyzji prawnych, gdzie delikt konstytucyjny stawał się właściwie nieuchronny. Pytaniem było jedynie, na czym szczegółowo będzie polegał i jak duże przyjmie rozmiary?

AW: Często przez przeciwników wprowadzenia stanu wojennego podnoszony jest problem pociągnięcia do odpowiedzialności sprawców grudniowego stanu nadzwyczajnego. Co Pan o tym sądzi?

LM: Jeśli jest, oczywiście, taka potrzeba, to moim zdaniem droga do tego w państwie prawa wiedzie przez skrupulatne przestrzeganie procedur i standardów właściwych dla takiego państwa, stosowanie w prawidłowy sposób warsztatu prawniczego i rozumowania prawniczego. W tym sensie Gnaeus Domitius Ulpianus dawno temu pisał, że apices iuris non sunt iura. I wcale nie idzie tu o sztuczki prawnicze w sensie subtelności w rozumowaniach prawniczych, a jedynie o instrumentalizację i naginanie prawa przez prawników dla doraźnych czy z góry założonych celów. Warto się tego trzymać.

AW: Dziękuję za rozmowę.

Książkę prof. Lecha Mażewskiego można kupić tutaj:
http://sklep.konserwatyzm.pl/problem-legalnosci-stanu-wojennego-z-12-13-grudnia-1981-r.-studium-z-historii-prawa-polskiego./

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.