Szlęzak: Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska

Zaskoczyła mnie dyskusja o tym czy armia sowiecka w 1944 i 1945 roku nas wyzwoliła, czy jako okupant zamieniła się z Niemcami. Jakoś mnie ta dyskusja nie pasjonuje. Ot, kolejna odsłona polityki historycznej, której nędza u nas sprowadza się do takiego fałszowania wydarzeń historycznych, by uzasadniały bieżące działania polityczne. W takim wydaniu to raczej nie dla mnie. Ja żyję na polskiej prowincji i jej sprawy najlepiej rozumiem. Jeżeli uważam, że z Polską jest źle, to najlepiej widać to właśnie na polskiej prowincji.

Pośród kilku zmartwień z ostatnich kilku dni, miałem jedną radość. W końcu ukazała się moja praca o historii Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Stalowej Woli. Ta nawet nie książka, a książeczka (81 stron) jest efektem kilku miesięcy intensywnej pracy. Jestem zadowolony, choć wśród historyków mówi się, że im autor bardziej zadowolony ze swojej pracy, tym bardziej prawdopodobne, że jest ona słaba. Mam nadzieję, że w tym wypadku to się nie sprawdzi. Zresztą jeden z kolegów już ze mnie zakpił. Po pokazaniu mu książki powiedział mniej więcej tak; patrzcie, tu pcha się do komentowania światowej polityki, a jak już coś większego napisze to historia mleczarni w Stalowej Woli. Kolega chciał zakpić, ale uważam, że wypowiedział głębszą myśl.

Spółdzielnia mleczarska w Stalowej Woli to małe przedsiębiorstwo. Jednak polska gospodarka wspiera się na dziesiątkach tysięcy takich przedsiębiorstw. W Stalowej Woli mamy taką charakterystyczną sytuację. Z jednej strony są takie mleczarnie, a z drugiej ci wielcy, jak Huta Stalowa Wola. Określenie wielcy odnosi się do czasu przeszłego, ale utarte schematy myślenia cechują się wyjątkową trwałością i tak jest w przypadku Huty w Stalowej Woli. Zatem ci wielcy mogą liczyć na zainteresowanie mediów, polityków i szerzej opinii publicznej. Jak są kłopoty, to od razu sprawa robi się polityczna no i oczywiście musi być pomoc miasta i państwa. Z mojego doświadczenia wiem, że jak ci niby wielcy mają problemy, to pierwsze co robią, to nie płacą podatków do gminnej kasy. Do tych mniejszych jakoś łatwiej wysyła się komornika Problemy tych małych zazwyczaj nie zajmują mediów i polityków. Ich problemy, to głównie ich sprawa. Gdy zajmowałem się historią Spółdzielni ze Stalowej Woli, to wychodziła ona z kryzysu. Teraz ponownie ma problemy. I są to problemy spowodowane zarówno przez politykę rządu, jak i zaczynający się kryzys na Zachodzie. Czy Spółdzielnia sobie poradzi? Nie wiem. Na pewno życzę jej tego. Jeśli zbankrutuje, to pewnie w stalowowolskich sklepach nie zabraknie mleka i masła, ale Stalowa Wola straci. Straci też Polska, bo jestem przekonany, że wraz ze stalowowolską spółdzielnią upadnie wiele takich i podobnych przedsiębiorstw. W kapitalizmie to naturalne, że jedne firmy padają, a na ich miejsce powstają nowe. Obawiam się jednak, że ze względu na specyfikę kapitalizmu, który jest w Polsce, na miejsce takich firm, jak Spółdzielnia w Stalowej Woli, nie powstaną nowe.

I to poważny powód do zmartwienia nad zapadającą się polską prowincją. Dla mnie to zapadanie jest tożsame z kurczeniem się Polski. Przy tym spór o to czy Sowieci nas wyzwolili, czy podbili jest pewnie głośny i wielki, ale czy istotny?

A Państwo doceniacie wagę Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Stalowej Woli?

Andrzej Szlęzak

za: FB

[Głosów:10    Średnia:5/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *