Szymerska: Rewolucja

14 lipca obchodzimy 232 rocznicę wybuchu Wielkiej Rewolucji, która zmieniła na zawsze losy Okcydentu. Francuzi w tym dniu ustanowili święto narodowe i organizują festyny z seansami fajerwerków. Drobna grupa ludzi z całego świata wyraża swoje negatywne opinie o tym wydarzeniu historycznym, jednak jest w znaczącej mniejszości. W listopadzie spotkamy się z kolejną rocznicą Rewolucji Bolszewickiej, a mówiąc o współczesności moglibyśmy wspominać rewolucję goździków, czy też rewolucję w Iranie. O ile nowe porządki Ruhollaha Chomeiniego miały inne podstawy aksjologiczne od wyżej wymienionych, o tyle rewolucje niebędące stricte rewolucjami narodowymi czy też szeroko pojętą kontrrewolucją stanowią ogromne wyzwanie dla prawicy. Są one próbą utrzymania się najpierw w epoce chaosu (jaką we Francji byłyby pierwsze lata rewolucji oraz Wielki Terror, a w Rosji cała wojna domowa) a potem w nowych porządkach, które nierzadko zaprzeczały całkowicie staremu ładowi. De facto stojąc w obliczu rewolucji, powstania, wojny domowej widzimy na raz wszystko- wszystko, co „nie śniło się naszym filozofom” i nic- pozostajemy z niczym; mimo iż mentalność społeczeństwa nie ulega aż tak nagłym zmianom nadal stoimy na nowych podstawach, gdzie nasze wartości uległy przewartościowaniu. Obecnie żyjemy w czasach-podobnie jak wiek XIX znany ze zrywów ludu-niestabilnych. Obowiązkiem prawicy jest być świadomym pojęcia „rewolucja”.

Samo w sobie pojęcie jest w pewien sposób fascynujące dla mas. Pojawia się w przysłowiach, na transparentach, wręcz wpada w mowę potoczną i mainstream. Oznacza, co prawda (wg SJP) „zbrojne wystąpienie dużej części społeczeństwa przeciw istniejącej władzy, mające na celu zmianę ustroju w państwie” względnie (upraszczając) „gwałtowne zmiany w danej dziedzinie”. Nawet tak okrojona definicja daje ogromne pole do manewru- tego słowa użył nawet sam kontrrewolucjonista Antonio Salazar de Oliveira opisując swój plan budowy Estado Novo, określając rewolucję „pokojową”(co swoją drogą w tamtych czasach było oksymoronem, użytym zapewne celowo mając na uwadze chęć tworzenia nowej rzeczywistości Portugalczyków). Falanga hiszpańska używała hasła „Viva la revolucion”. Patrząc na historię- słowo to stało się uniwersalne i znane powszechnie. Rozpromował je mit rewolucji francuskiej, który objął całą Europę. Ze względu na ruchy narodotwórcze i narodowowyzwoleńcze zyskiwało często pozytywnych konotacji. Przywłaszczył je sobie także Karol Marks wraz z całą międzynarodówką. Później wykorzystali ten fakt sowieci w swojej propagandzie „Rewolucja parowóz dziejów- chwała jej maszynistom” (słowa Broniewskiego). Obecnie nie możemy jednoznacznie określić, jaki odbiór ma to słowo, tak jak mogliśmy to zrobić za Metternicha, czy w czasie zrywów. Możemy za to stwierdzić, że wywołuje ono emocje. Nie bez powodu- pojawiając się na transparentach środowisk lewicowych nadaje morale grupie. Wskazuje proste odwołanie do historii XX wieku. Patetyczny charakter tych haseł wzmaga poczucie siły wśród młodzieży, jako tej, która potrafi coś zmienić. Ale jak należy zapatrywać się na gwałtowne zmiany? Tu stoi pytanie.

Pisząc o rewolucjach nie sposób nie odwołać się do rewolucji francuskiej, będącej pierwszą większą rebelią. Opisywali ją myśliciele reakcji żyjący w jej czasie. Najskuteczniej tutaj odwołać się do Josepha de Maistre’a i jego „Rozważań o Francji”. Przede wszystkim był on zdziwiony zaistniałą sytuację, uważał ją za coś niezwykłego. Trudno mu się dziwić- za życia jego i jego przodków nie było we Francji aż tak wielkiego buntu. De Maistre uważał, że republika francuska ma nikłe szanse na przetrwanie, mimo tego nie bagatelizował siły rebeliantów. Można powiedzieć, iż uważał ją za swego rodzaju zjawisko nadludzkie. Ukazywał czołowych przywódców wydarzeń, jako jedynie pionki w grze porwane przez bieg wydarzeń.

Nie możemy w całości opierać naszej wiedzy na temat rewolucji francuskiej i jej kształcie na de Maistrze. Tym bardziej jego analiza nie nadaje się do interpretacji kształtu wszystkich zrywów od 1789 gdyż odejście od Ancien Regime’u i rozprzestrzenienie idei oświeceniowych na całą Europę zdecydowanie zmieniło kształt polityki. Nie możemy odmówić słuszności w nazywaniu Robespierre’a i jego towarzyszy narzędziami- większość przywódców rzeczywiście po krótkim czasie tryumfu kończyła na gilotynie. Historia pokazała, że los Saint-Juste’a podzielił ponad wiek później kolejny idealista- Lew Trocki. Można by było poszukać więcej podobieństw między rebeliami na przestrzeni lat, ale byłoby to zwykłe porównywanie. Ciekawszym aspektem są geneza, skutki i przebieg rewolucji, te same, którym Joseph De Maistre nadawał status quasi-nadludzki.

Karol Marks kiedyś nazwał rewolucje „lokomotywami historii”. Niezależnie od podejścia do materializmu dialektycznego, należy przyznać mu w dużej mierze rację. Wracając do kwestii semantyki- nie bez powodu mówimy o rewolucji neolitycznej i przemysłowej, mimo iż miały one bardzo mało wspólnego z terrorem i polityką. Otrzymać mogły to miano ze względu na nagłe zmiany w historii cywilizacji. Nie można zaprzeczyć, że zarówno rozpoczęcie ery rolnictwa jak i zburzenie Bastylii miały ogromny wpływ na ludzkość. Warto jednak zauważyć iż w przypadku tego, co nazywamy rewolucją neolityczną cele były spójne- dłużej żyć, nie przemieszczać się w poszukiwaniu za zwierzyną. W przypadku zrywów ludności sprawa się komplikuje. Interesy (nawet rewolucjonistów) są często sprzeczne. Sam fakt, że lud się buntuje jest trudny to ujęcia w sposób jednoznaczny. Wg Williama Godwina wielką rolę odgrywają intelektualiści, zwolennicy materializmu dialektycznego wskażą na warunki życiowe i walkę klas, sankiuloci śpiewając Karmaniolę wspomnieliby o braku zaufania do władz etc. De facto wszyscy będą mieli rację. Należy tu spojrzeć na kazus Iranu- za upadkiem Pahlawiego stał nie tylko autorytet Chomeiniego, lecz także niehumanitarne praktyki tajnej policji (o których wyżej wymieniony przywódca rewolucji w Iranie wspominał w wywiadzie z Orianą Fallaci jako o zabijaniu młodzieży smażąc ją żywcem) oraz zła sytuacja gospodarcza. Takich przypadków byłoby mnóstwo, nawet, kiedy nie mówimy stricte o rewolucjach, a poszerzamy zakres opisywanych działań o kontrrewolucyjne wojny domowe, gdzie idealnie by to obrazowała sytuacja w Hiszpanii (autorytet Jose Antonio Primo de Rivery, jako męczennika+ działania republiki).

Mówiąc o przebiegu i skutkach w większości wypadków można by było rzucać ogólnikami typu „terror, nowy ład, ludobójstwa, wzniosłe hasła, bunt (…)”. Najbardziej godnym uwagi skutkiem jest zdecydowanie kontrrewolucja. Sam de Maistre uznał, że nie będzie ona rewolucją dokonywaną przez tradycjonalistów (jakkolwiek absurdalnie to brzmi), lecz przeciwieństwem rewolucji. Chateaubriand z kolei podkreślał rolę religii w polityce. Podobnie boską ingerencję podkreślał Louis de Bonald. Odchodząc jednak od myślicieli reakcji, kontrrewolucją można określić realnie działających karlistów, będących wręcz esencją kontrrewolucji, ze względu na połączenie legitymizmu, roli Boga w sprawach polityki i niechęci do liberalnych i komunistycznych ruchów w Hiszpanii. W doktrynę reakcji wpisuje się też sposób przekazywania poglądów wśród karlistów- było to ściśle powiązane z instytucją rodziny; karlistą stawało się z ojca na syna. Warto też wspomnieć o samym w sobie haśle „Dios patria y rey”. Kontrrewolucja nie była jednak tak jednoznaczna- powstanie karlizmu było ściśle uwarunkowane sytuacją w Hiszpanii. Inaczej wyglądała sytuacja we Francji (restauracja Burbonów), w Rosji etc. Jednak samo to pojęcie jest też w dzisiejszych czasach naciągane- za kontrrewolucjonistę uważa się czasami Salazara. De facto można by było wysnuć śmiałą tezę- reakcją staje się każdy, kto w sytuacji rewolucji (niezależnie czy politycznej, czy obyczajowej jak ta z 1968) optuje za zachowaniem starego porządku. Świadczy o tym chociażby uznanie nacjonalistów za prawicę, którzy ponad wiek temu (poza Maurrasem i paroma innymi wyjątkami) mogliby zostać uznani za lewicowców.

Jako szeroko pojęta prawica, konserwatyści i nacjonaliści stoimy stale przed nowymi wyzwaniami. Pewnym jest iż rewolucja nie jest nam na rękę. Stan kontrrewolucji też nie jest dzisiaj wybitnie dobry- wystarczy spojrzeć na Hiszpanię, gdzie nawet ruchy nie-stricte reakcyjne są zdecydowanie słabsze od rządzącej lewicy. De facto trudno znaleźć klucz na zapobiegnięcie wybuchu kolejnej rewolty- możemy starać się nie doprowadzić do kryzysu gospodarczego (przy jednoczesnym utrzymaniu niższych klas na godnym poziomie życia) idąc śladem KNS, możemy czytać o istotnych wartościach i je kultywować etc. Naszym zadaniem, jako każdego ceniącego obecny porządek, niezależnie od stopnia tradycjonalizmu jest czynić Polskę lepszą nie drogą krwawego buntu, lecz koncentrować się na bieżących problemach i je rozwiązywać oraz wspierać to, co uznajemy za słuszne moralnie. Mając na uwadze historię, jest to najskuteczniejsze, co możemy zrobić.

Hanna Szymerska

Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *