Terroryzm islamski stworzyła polityka Zachodu

Na zamachy terrorystyczne w Paryżu z 13 listopada 2015 roku Polska zareagowała prawidłowo, czym jeszcze raz potwierdziła, że jest zdyscyplinowanym uczestnikiem „demokratycznych struktur Zachodu”, a szerzej Nowego Ładu Światowego. Minister Macierewicz natychmiast zameldował, że Polska jest gotowa udzielić Francji jak najszybciej wszelkiej pomocy (jakby nad Sekwaną jej rzeczywiście oczekiwano). Nawiasem mówiąc świat wyglądałby dzisiaj inaczej, gdyby Francja z równą szybkością jak minister Macierewicz chciała udzielić pomocy Polsce we wrześniu 1939 roku, do czego była prawnie zobowiązana.

Prawidłowa była również reakcja polskiego „społeczeństwa obywatelskiego”, które tłumnie pospieszyło ze zniczami i kwiatami pod ambasadę Francji. Nie można jednak nie zauważyć pewnego drobiazgu. Mianowicie, że polskie „społeczeństwo obywatelskie” nie pojawiło się ze zniczami i kwiatami pod ambasadą Rosji, mimo że liczba ofiar zamachu terrorystycznego z 31 października 2015 roku na rosyjskiego Airbusa nad Synajem (224 osoby) była wyższa niż liczba ofiar zamachów terrorystycznych z 13 listopada 2015 roku w Paryżu (132 osoby).

Ale widocznie ta reakcja też była prawidłowa, bo przecież Rosja nie należy do „demokratycznych struktur Zachodu” i nie posiada „społeczeństwa obywatelskiego”, więc ofiary ofiarom nierówne. Poza tym portal niezależna.pl już odkrył, że zarówno falą migracji muzułmańskiej do Europy, jak i masakrami w Paryżu kierowała zza kulis ręka Putina („Diabelska gra Putina. Rosja „eksportuje” islamskich imigrantów do Europy”, niezależna.pl, 20.11.2015; „Biełkowski: Putin wiedział o przygotowaniu zamachów w Paryżu”, niezależna.pl, 22.11.2015).

Czy jednak rzeczywiście – jak podaje do wierzenia patriotycznemu ludowi portal niezależna.pl – to Rosja masowo wysyła muzułmanów do Europy, a „w szeregach IS działa wielu agentów powiązanych ze specsłużbami Rosji i samym Putinem”? Powszechnie znane już fakty, ujawnione m.in. przez publicystów zachodnich, zmuszają do szukania źródeł i inspiratorów tak migracji muzułmańskiej, jak i terroryzmu islamskiego właśnie na Zachodzie.

Zanim przejdę do tych faktów, zacytuję trzy wypowiedzi.

Prof. Bogusław Wolniewicz – jeden z najwybitniejszych współcześnie żyjących Polaków – w swojej audycji „Głos Racjonalny” na serwisie internetowym You Tube nazwał falę migracji muzułmańskiej do Europy „najazdem” i zauważył, że w związku z tym nie obędzie się bez rozlewu krwi. W reakcji na tę wypowiedź Stowarzyszenie przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii „Otwarta Rzeczpospolita” złożyło do organów ścigania zawiadomienie o domniemanym nawoływaniu przez prof. Wolniewicza do „nienawiści rasowej”.

Prezydent Czech Milosz Zeman w wywiadzie dla praskiej gazety „Blesk” tak ocenił przyczyny fali migracji muzułmańskiej do Europy:

„Obecna fala imigrantów (w Europie – uzup. BP) pojawiła się w wyniku szaleńczej idei przeprowadzenia inwazji na Irak, gdzie rzekomo powinna być broń masowego rażenia, ale w końcu jej nie znaleziono. Jest ona również rezultatem szaleńczej idei zaprowadzenia porządku w Libii, a następnie w Syrii (…). Wina leży nie tylko po stronie Stanów Zjednoczonych, bo operacje przeciwko Libii koordynowały również niektóre państwa Unii Europejskiej” („Milosz Zeman: Irak, Syria, Libia… i uchodźcy w Europie”, www.pl.sputniknews.com, 3.08.2015).

Aleksander Łukaszenko – nieustannie obrzydzany Polakom prezydent Białorusi – wypowiedział się 11 października 2012 roku na temat wojny w Syrii w wywiadzie dla BBC następująco:

„BBC: Jak ocenia pan Baszara Asada?

Łukaszenko: Wspaniale! Widywaliśmy się wiele razy. Gdybyście z nim porozmawiali, z pewnością byście go polubili. Absolutnie europejski, cywilizowany człowiek.

BBC: Tylko, że postępuje nie po europejsku.

Łukaszenko: To wy postępujecie (w ten sposób – uzup. BP). Co wy tam robicie? Jaki jest wasz interes? Wy dajecie broń, wasze siły specjalne tam są – dajecie broń, dajecie pieniądze. Myślisz, że ktoś by tam walczył bez pieniędzy i broni? Jak to jest, że nagle ktoś przyjechał i zaczął robić bałagan w kraju?

BBC: Jaki będzie rezultat sytuacji w Syrii?

Łukaszenko: Dla was będzie tragiczny.

BBC: Nie, dla syryjskiego narodu…

Łukaszenko: Dla syryjskiego narodu to już jest katastrofa. Niszczycie kolejny kraj.

BBC: Więc uważa pan, że obalenie reżimów w tych wszystkich krajach było złe. Zaczynając od Iraku, przez Afganistan, teraz może Syrię, Libię, Egipt, Tunezję…

Łukaszenko: Źle powiedziane, to była zbrodnia.

BBC: Nawet mimo tego, że wielu ludzi sprzeciwiało się tym przywódcom?

Łukaszenko: To była zbrodnia. Moja ocena jest jednoznaczna. I jeszcze za to zapłacicie.

BBC: Co ma pan na myśli?

Łukaszenko: To co już się dzieje. Boicie się terroryzmu, a już go macie, stworzyliście go własnymi rękami. Zobaczycie, co się będzie działo. Nie powinniście byli tego robić (wojny w Syrii – uzup. BP). Nikt nie potrzebuje waszej demokracji i mordowania. Nie wybaczą wam tego miliony pomordowanych i ich rodziny. A wiecie, co to znaczy u muzułmanów krwawa zemsta. Nigdy tego nie wybaczą. Nigdy. („Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko o Syrii – wywiad dla BBC”, 11.10.2012, www.youtube.com, 30.05.2013).

Wypowiedź prezydenta Łukaszenki sprzed trzech lat mogłaby w zupełności wystarczyć jako komentarz do zamachów paryskich. Obiecałem jednak, iż przytoczę fakty potwierdzające, że to Zachód wykreował terroryzm islamski. Myślę, że te fakty zna każdy uważny obserwator życia politycznego, szukający informacji w źródłach wolnych od tzw. poprawności politycznej i potrafiący konfrontować informacje pochodzące z różnych źródeł.

Są jednak tacy, którzy udają, że nie znają faktów, albo rzeczywiście ich nie znają. Przykładem tego jest chociażby francuski dziennik „Le Monde”, który komentując zamachy paryskie odkrył, że Francja podobno znalazła się w stanie wojny. Syci, zadowoleni i otumaniani przez mainstreamową propagandę etniczni Francuzi mogą tego nie wiedzieć, ale „Le Monde” powinien wiedzieć (i jak przypuszczam wie), że Francja jest w stanie wojny od 29 lipca 2011 roku, a nie od 13 listopada 2015 roku. To właśnie 29 lipca 2011 roku Francja stworzyła spośród należących do Al-Kaidy Libijczyków organizację terrorystyczną o nazwie Wolna Armia Syrii, przy pomocy której dokonała agresji na suwerenne państwo syryjskie. Wedle oficjalnej legendy Wolną Armię Syrii stworzył płk Rijad al-Asad, ale faktycznie cały czas przebywał on wraz ze swoim „sztabem” w Turcji. Jak zatem mógł bezpośrednio dowodzić? Wolną Armią Syrii bezpośrednio dowodzili więc oficerowie Legii Cudzoziemskiej i agenci francuskich służb specjalnych.

Także gen. Salim Idris – „wybrany” na szefa sztabu Wolnej Armii Syrii 15 grudnia 2012 roku – przebywał cały czas w Turcji i Katarze (jeden z ważniejszych sponsorów terroryzmu islamskiego). Nie mógł zatem zapobiec temu, iż Front Islamski (powiązany z syryjską siatką Al-Kaidy, czyli Dżabhat an-Nusra) wszedł w posiadanie karabinów i amunicji rozkradzionych w grudniu 2013 roku z magazynów Bab al-Hawa. Może to z tych karabinów i z tej amunicji strzelano w Paryżu? A może z tych, które „umiarkowanej syryjskiej opozycji” dostarczyła Wielka Brytania, co publicznie ujawnił w czerwcu 2013 roku były francuski minister spraw zagranicznych Roland Dumas. Wedle jego słów, Wielka Brytania przygotowała i zorganizowała „inwazję rebeliantów” na Syrię.

Pan Dumas oczywiście minął się z prawdą. To nie tylko Wielka Brytania, ale także Francja i USA przy finansowym wsparciu Arabii Saudyjskiej, Bahrajnu, Kataru, Kuwejtu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich zorganizowały w 2011 roku inwazję na Syrię, a wcześniej na Libię. Nie była to inwazja „rebeliantów”, ale terrorystów. Nie chodziło o żadną demokrację, ale najzwyklejszy podbój kolonialny – taki sam jak w XIX wieku, tylko robiony metodami z XXI wieku. Jako tzw. „demokratyczną opozycję” w Syrii zaangażowano około 80 tys. terrorystów z całego świata, w tym kilkanaście tysięcy po stronie Państwa Islamskiego. Byli to: Algierczycy, Irakijczycy, Jemeńczycy, Libijczycy, Saudyjczycy, a także Czeczeni (zarówno ci z Kaukazu, jak i z emigracji czeczeńskiej w Europie Zachodniej, w tym urodzeni już na Zachodzie), muzułmanie z poradzieckich państw Azji Środkowej, Afganistanu, Europy Zachodniej (najwięcej z Belgii i Wielkiej Brytanii), Bośni i Hercegowiny oraz Kosowa.

Skąd właściwie wzięła się „opozycja demokratyczna” w Syrii zanim nastąpiła „inwazja rebeliantów”? Wzięła się z Iraku, który został napadnięty przez USA i ich sojuszników w 2003 roku, a następnie wepchnięty w stan krwawego chaosu. Dopóki w Syrii nie pojawili się uciekinierzy z Iraku, nie było tam „opozycji demokratycznej”. Może dlatego, że Syria była aż tak niedemokratyczna, że opozycja nie mogła w ogóle zaistnieć, a może dlatego, że Syryjczykom było tak dobrze pod niedemokratycznymi rządami Socjalistycznej Partii Odrodzenia Arabskiego. Dopiero fala uciekinierów (imigrantów?) z pogrążonego przez Zachód w krwawym chaosie Iraku sprowadziła do Syrii radykalny islam ze wszystkimi tego konsekwencjami. Na to od dawna czekała administracja USA, która – inspirowana teoriami Paula Wolfowitza – planowała od 1991 roku ustanowienie „demokracji” m.in. w Syrii, a od 2001 roku – jak ujawnił gen. Wesley Clark – przygotowywała się do polityczno-militarnej destabilizacji Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej.

W latach 2009-2010 Waszyngton zainwestował w bliskowschodnią i północnoafrykańską „demokrację” 50 mln dolarów (na Ukrainie „demokracja” kosztowała tylko 5 mln USD). Oczywiście odpowiednie sumy wyłożyły też Francja i Wielka Brytania, Arabia Saudyjska, Bahrajn, Katar, Kuwejt, Emiraty Arabskie, Turcja i Izrael. Dzięki tym wszystkim sponsorom wyszkolono tysiące „aktywistów” – rekrutujących się głównie z szeregów Al-Kaidy i podobnych jej organizacji rewolucyjnego islamu – którzy zainicjowali tzw. „arabską wiosnę” i tzw. wojnę domową w Syrii. Piszę „tak zwaną”, ponieważ nie jest to żadna wojna domowa, ale sterowana z zewnątrz agresja na ten kraj.

W agresji tej blok zachodni (atlantycki) użył nie własnych wojsk, ale terrorystów – ochotników i najemników – werbowanych w całym świecie islamu. Uczciwi zachodni publicyści – jak Eva Bartlett, Anthony Cartalucci, Stephen Gowans, Seymour Hersh, Thierry Meyssan, Eric Schmitt i Serena Shim – ujawnili mechanizm tej agresji. Ich publikacje są dostępne w Internecie. To co propaganda zachodnia nazywa „wojną hybrydową” i identyfikuje z działaniami Rosji na Krymie i w Donbasie, zostało zastosowane przez Zachód w Libii i Syrii na długo przed kryzysem ukraińskim. Zresztą sam przewrót kijowski był wierną kopią agresji zachodniej w Libii i Syrii.

Wszystkie organizacje „umiarkowanej opozycji” syryjskiej – z Wolną Armią Syrii, Syryjskim Frontem Rewolucyjnym i Armią Mudżahedinów – były i są organizacjami terrorystycznymi, tak pod względem struktury, jak i metod działania. To rezydujący w południowej Turcji oficerowie CIA decydują o tym, które z działających w Syrii ugrupowań militarnych (terrorystycznych) otrzyma pomoc militarną. Nikt jednakże nie był w stanie kontrolować, co działo się z bronią przeznaczoną dla „umiarkowanej opozycji” po przerzuceniu jej do Syrii. Wiadomo, że wiele tej broni trafiło do dżihadystów z Dżabhat an-Nusra i Państwa Islamskiego. Nikt nie może zaręczyć, że z tej broni nie strzelano 13 listopada 2015 roku w Paryżu.

W 2014 roku „umiarkowane” ugrupowanie Harakat al-Hazm – w całości wyszkolone i uzbrojone przez Amerykanów, a następnie przerzucone z Turcji na terytorium Syrii – przeszło na stronę dżihadystów. Nie był to jedyny taki przypadek podczas syryjskiej „wojny domowej”.

Oczywiście blok atlantycki nie jest jedynym sprawcą krwawego chaosu na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Z wiadomych względów niewiele mówi się o roli i interesach Izraela. Chociażby o tym, że Tel Awiw naciskał Waszyngton w sprawie zaprowadzenia w Syrii „demokracji”, ponieważ bez usunięcia sprzymierzonej z Iranem Syrii nie był możliwy sukces planowanej przez Izrael agresji na Iran. Stan krwawego chaosu w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie jest korzystny dla Izraela z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że wyeliminowano państwa popierające palestyński ruch narodowowyzwoleńczy. Po drugie dlatego, że Afrykę Północną, Bliski i Środkowy Wschód opuściły setki tysięcy zdolnych do walki młodych mężczyzn, zmniejszając przez to zagrożenie dla Izraela. Czy nie z tego właśnie powodu migracja muzułmańska do Europy jest tak entuzjastycznie przyjmowana przez europejską lewicę i zwolenników „społeczeństwa otwartego”?

Niewiele też mówi się o roli Turcji, nie tylko militarnej we wspieraniu dżihadystów i zwalczaniu sympatyzujących z Damaszkiem Kurdów, ale także udzielaniu przez Ankarę pomocy Państwu Islamskiemu w nielegalnym eksporcie ropy naftowej.

Dlaczego jednak Zachód kreuje i wspiera terroryzm islamski? Po pierwsze dlatego, że tzw. „wojna z terroryzmem” i „wojna o demokrację” są wygodną przykrywką dla tego, co jeszcze 150 lat temu nazywano podbojem kolonialnym. Po drugie dlatego, że „wojna z terroryzmem” uzasadnia ograniczanie swobód obywatelskich. Chodzi tu o tzw. politykę strachu. Czy bez „wojny z terroryzmem” byłoby możliwe wprowadzenie we Francji na trzy miesiące stanu wyjątkowego? Czy byłaby możliwa rozbudowa tajnych służb, powszechna inwigilacja i kontrola, cenzura i terror poprawności politycznej? „Wojna z terroryzmem” stanowi zatem ważny element budowy Nowego Ładu Światowego – imperialistycznego, globalistycznego i totalitarnego. No a do „wojny z terroryzmem” najbardziej potrzebny jest sam terroryzm.

Zachodnia opinia publiczna, tresowana od dziesięcioleci w poprawności politycznej i ściśle kontrolowana przez mainstreamowe media, czyli współczesne Ministerstwo Prawdy, nie zdaje sobie sprawy, że w Syrii nie toczy się żadna „wojna o demokrację”. Nie rozumie, że pustkę po obalonych „dyktatorach” mogli zająć tylko radykalni islamiści – wypuszczeni przez polityków zachodnich jak dżin z butelki – bo żadnej „demokratycznej opozycji” w tamtych krajach nie było i nie ma. Przede wszystkim jednak nie zdaje sobie sprawy ze skali – oficjalnego i zakulisowego – kreowania terroryzmu islamskiego przez przywódców bloku atlantyckiego. Dlatego jestem niemal pewien, że po zamachach terrorystycznych w Paryżu w sytym społeczeństwie francuskim nikt – albo prawie nikt – nie pomyślał o ruinach Aleppo, Ar-Rakki, Bagdadu, Bani Walid, Daj az-Zaur, Damaszku, Daraji, Faludży, Hamy, Hims, Karbali, Misraty, Mosulu, Syrty, Tikritu, Trypolisu i Zaltan oraz 250 tys. ofiarach śmiertelnych wojny w Syrii, ponad 40 tys. w Libii i około 170 tys. w Iraku. Nie mówiąc już o milionach, które straciły dorobek życia i zostały trwale wygnane z miejsc zamieszkania.

Ofiary wywołanych przez Zachód wojen w Iraku, Libii i Syrii zginęły w większości bez udziału kamer oraz bez rozgłosu i patosu, jaki nadano śmierci ofiar zamachów w Paryżu. To jednak też były ofiary terroryzmu. Tylko z pozoru islamskiego, a faktycznie terroryzmu amerykańskiego, brytyjskiego i francuskiego. Zastanawiam się czy o ofiarach tego właśnie terroryzmu ktoś pomyśli w Warszawie, gdy i tutaj wybuchną bomby lub padną zabici od kul zamachowców. Syte społeczeństwa Zachodu nie widziały i prawdopodobnie nadal nie widzą związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy zdemolowaniem Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu przez politykę ich elit władzy a terroryzmem islamskim, który wraz z wielką falą migracji zapukał do bram Europy.

Bohdan Piętka

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *