Tomasz Wiśniewski: Putin, Rosja, eurazjatyzm

Drodzy państwo!

 

Zebraliśmy się tutaj, aby dać wyraz naszej solidarności i poparciu dla rosyjskiej polityki wobec Ukrainy. Uważamy, że mamy prawo do publicznego demonstrowania swoich poglądów, jakkolwiek niepopularne nie byłyby one w społeczeństwie. Obecnie w Polsce opinia publiczna zdominowana jest przez jedną, zażarcie antyrosyjską postawę. Łączy ona wszystkich, od skrajnej prawicy po skrajną lewicę, od Gazety Polskiej do Gazety Wyborczej. Uważamy, że jest to głęboko nie w porządku. Przyćmiewa to formalnie obowiązujący pluralizm opinii, zagwarantowaną obywatelom wolność słowa. My mamy zdanie przeciwne, nasze serca stoją dziś po stronie Rosji i jej egzystencjalnych potrzeb, i nie wstydzimy się tego demonstrować. Stoimy tutaj również po to, aby sprzeciwić się prawicowej rusofobii, nakręcanej w naszym kraju od wielu lat. Domagamy się, by nasz głos został zauważony i uwzględniony w publicznej debacie, by do ważkiego tematu ukraińskiej rebelii podejść z chłodem i bezstronnością, przedyskutowując wszelkie możliwe perspektywy analizy.

Chcę powiedzieć także, że sprzeciwiamy się trwającej obecnie medialnej nagonce na doktora Mateusza Piskorskiego, eksperta Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych, który przyglądał się krymskiemu referendum niepodległościowemu jako zewnętrzny obserwator. Drogi panie Piskorski – jesteśmy z panem!

 

Drodzy zebrani!

Zauważmy, że to podczas kilkumiesięcznej rebelii w Kijowie zginęło jak dotychczas kilkadziesiąt, jeśli nie ponad sto osób, w tym wielu członków służb strzegących politycznego ładu. Tak zwana rosyjska agresja na Krym nie pociągnęła za sobą jak dotychczas żadnych ofiar śmiertelnych. Jest wzorowym przykładem dobrowolnej secesji obszaru nie poczuwającego się do związków ze swoim poprzednim państwem, czującym za to swoją wspólnotę z innym ośrodkiem geopolitycznym. Naród krymski skorzystał ze swego prawa do samostanowienia i nie jest to żadne pogwałcenie prawa narodów, lecz czysta konsekwencja płynąca z precedensu Kosowa i innych. Zważmy, że we współczesnej Europie dokonuje się wiosna regionów. Dopiero co odbyło się niepodległościowe referendum w Wenecji, na dniach podobne akcje mają mieć miejsce także w Szkocji i Katalonii. O zasłużoną wolność walczy również mały, pogardzany dotychczas Śląsk.

Niech żyje Europa regionów! Niech żyje Europa tysiąca flag!

Ale to nie wszystko.

Widzimy, że w rozgrywce o Ukrainę Unia Europejska nie okazała żadnego wyrazistego stanowiska. Przeciwnie, wbrew swej wzniosłej zasadzie integracji, pozornie wiodącej, poszczególne z europejskich państw narodowych obnażyły jedynie swój egoizm. Dodatkowo, niektóre z nich okazały się być koniem trojańskim USA, chłopcem na posyłki amerykańskich interesów. To USA, a nie Rosja, od lat w skali globalnej uprawia awanturniczą, imperialistyczną politykę, napadając na poszczególne, osamotnione kraje i przewrotnie je wyzwalając. Od lat dziewięćdziesiątych, a zwłaszcza od 2001 roku to USA zaatakowało wiele krajów, spustoszyło je i pognębiło, przyczyniając się – w imię swoich egoistycznych zysków i bluźnierczej pseudoreligii praw człowieka – do śmierci kilku milionów ludzi, do wzrostu wypędzeń i uchodźctwa, do wzrostu biedy i wyzysku.

USA – imperium zła!

Widzimy, że współczesna Europa nie dysponuje żadną własną podmiotowością, żadną własną suwerennością. Jest spacyfikowana. W sprawie Ukrainy nie jest w stanie zdobyć się na żaden twórczy krok. Obnaża swoją słabość. Straci na tym Ukraina, straci na tym Polska, jedynie Rosja zachowuje zdrowy rozsądek i geopolityczny instynkt egzystencjalnego przetrwania. Dziś to Ukrainie grozi bałkanizacja i erupcja odśrodkowych nacjonalizmów, co z pewnością przyczyni się do wzrostu nastrojów nacjonalistycznych, szowinistycznych i ksenofobicznych także w samej Unii Europejskiej. Nie chcemy tego. Nie chcemy wzajemnego podżegania, waśni i przesyconego wyższością potępiania innych stylów życia. Pragniemy jedności i pokoju, Europa pragnie jedności i pokoju. A te można osiągnąć jedynie poprzez współpracę z Rosją, a nie przez upokarzające wysługiwanie się zachciankom USA.

 

Pozwolę sobie zakończyć słowami wybitnego rosyjskiego geopolityka Aleksandra Dugina. Jesteśmy żywotnie zainteresowani „europejską kontynentalną rewolucją. Tak więc uwolnieniem Niemiec od amerykańskiego dyktatu […] i uwolnieniem od amerykańskiego dyktatu innych, okupowanych przez atlantystów europejskich terytoriów. Konieczne są, z naszego punktu widzenia, narodowe rewolucje w Niemczech, we Francji, we Włoszech, w Hiszpanii, w Holandii, w Szwecji, w Norwegii, w Danii, w Portugalii. Dopóki ich nie ma, dopóty zbyt wiele zagraża naszemu bezpieczeństwu. Dlatego Rosja zmuszona jest stać się bastionem rewolucji europejskiej.

Dlatego Rosja nie zatrzyma się w swoim wyzwoleńczym marszozrywie na terytorium Krymu, ani na Dnieprze, ani nawet na zachodnich granicach eks-Ukrainy. Naszym celem jest wyzwolenie Europy od atlantyckich okupantów, tych samych, którzy doprowadzili do katastrofy w Kijowie i oddali tam władzę przestępczej juncie. Naszym celem jest wielkokontynentalna walka wyzwoleńcza. Najpierw bitwa o Europę. Także w egoistycznych celach zabezpieczenia sobie odpowiednich granic, będziemy zmuszeni wyzwolić Europę – przy tym całą, nie tylko środkową, ale i zachodnią. Prowokacja USA w bezpośredniej bliskości Rosji i awanturnictwo Victorii Nulland, która pokazała swój prawdziwy stosunek do Europy, zmusiły nas do wejścia na drogę aktywnego sprzeciwu wobec atlantyckiej dyktatury. Rewolucja ma swój początek, ale nie ma końca. W bitwie o Europę walczymy jednak nie o Europę rosyjską, ale o Europę europejską, o wolną Europę, o Europę ducha, kultury, tradycji i etnosów. Aby zapewnić sobie samym bezpieczeństwo, Rosjanom przyjdzie udzielić pomocy Europejczykom, by ci odzyskali władzę w swoje ręce. Wszystko to dopiero się zaczyna. Dlatego ośrodki aktywnego oporu przeciwko amerykańskiej hegemonii będą powstawać nie tylko na Krymie, we wschodniej Ukrainie, w zachodniej Ukrainie, ale i w samej Europie”[1]. Tyle Aleksander Dugin.

 

A my? My, zgromadzeni tutaj, wierzymy, że „Rosyjski Mars wesprze europejską Wenus”[2], że wyrwie ją z ramion lubieżnego satyra atlantyzmu. Wierzymy, że, jak mówił Fiodor Dostojewski, „piękno zbawi świat”, czyli że – co na jedno wychodzi – to Rosja zbawi świat. Głęboka intuicja Dostojewskiego znajduje swoje potwierdzenie na naszych oczach. Dzisiaj to Rosja jest katechonem, o którym mówił święty Paweł, czyli tym, który powstrzymuje nadejście Antychrysta. Rosja w osobie prezydenta Władimira Putina, prawdziwego męża stanu, powstrzymuje dziś nadejście ostatecznego zamętu i upadku zasad. A powstrzymanie zła jest pierwszym krokiem zbawienia.

Putin, Rosja, eurazjatyzm!


[1] Aleksander Dugin, Święci żandarmi Europy, przeł. R. Lasecki, https://www.konserwatyzm.pl/artykul/11734/swieci-zandarmowie-europy.

[2] Por. http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/185361,rosyjski-mars-wesprze-europejska-wenus.html.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Tomasz Wiśniewski: Putin, Rosja, eurazjatyzm”

  1. “… Naszym celem jest wyzwolenie Europy od atlantyckich okupantów, tych samych, którzy doprowadzili do katastrofy w Kijowie i oddali tam władzę przestępczej juncie. Naszym celem jest wielkokontynentalna walka wyzwoleńcza. …” – brzmi “ładnie”, ale … 1/ Co tzw. przeciętnemu człowiekowi (raczej konsumpcjoniście niż herosowi lub ascecie) może dać Eurazja, czego nie da Europa? 2/ Czy o “furę, skórę i komóre” łatwiej w UE czy w Eurazji? 3/ Ile osób, wręcz marzących o “zmywaku w UK”, wpadłoby w panikę, gdyby Eurazja odebrała im taką mozliwość?

  2. “…Rewolucja ma swój początek, ale nie ma końca. …” – czy nie są to słowa Trockiego?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *