Tragiczne zwycięstwo. W rocznicę zakończenia drugiej wojny światowej

Najbardziej spektakularny był oczywiście pogrom pomników Lenina na Ukrainie. Dużo mniej efektowna była rewizja historyczna w Polsce, gdyż obchodzony do tej pory 9 maja Dzień Zwycięstwa i Wolności przesunięto po prostu na 8 maja nazywając go Narodowym Dniem Zwycięstwa. Co ciekawe, w towarzyszącej temu debacie sejmowej wyjątkowo rozsądnie brzmiały głosy związanych z PiS posłów Tadeusza Dziuby i Zbigniewa Girzyńskiego, którzy argumentowali że zakończenie drugiej wojny światowej nie oznaczało dla Polski ani zwycięstwa, ani nie stwarzało warunków dla dbania o dobro narodu.

Katastrofa materialna

Odejście od dotychczasowego święta, któremu towarzyszy też rezygnacja z udziału w moskiewskich obchodach zakończenia II wojny światowej nie jest, niestety, w przypadku Polski, decyzją wynikającą z autonomicznej i podmiotowej refleksji nad historią naszego kraju, tylko kopiowaniem amerykańskiej i zachodniej narracji historycznej. Gdyby bowiem wychodzić w refleksji nad zakończeniem drugiej wojny światowej z pozycji polskich i europejskich, nie można by uznać rocznicy tego wydarzenia za rocznicę zwycięstwa narodowego.

Obszar powojennej Polski skurczył się w wyniku powojennych przemian z 388,6 tys kilometrów kwadratowych do 311,7 tys. kilometrów kwadratowych. Poza naszą wschodnią granicą pozostały Wilno i Lwów mające do tej pory polski charakter narodowy, podobnie jak pozostałe ziemie anektowane przez ZSRS kosztem przedwojennej Polski. Efekty trwającej od czasów panowania Kazimierza Wielkiego polskiej kolonizacji ziem ruskich zostały przekreślone. O ile geopolityczne znaczenie transformacji terytorialnej państwa polskiego po roku 1944 było raczej pozytywne, bowiem zmniejszało współczynnik rozwinięcia granic i tym samym konsolidowało terytorium państwowe, o tyle z drugiej strony zmiana ta była brutalną operacją przeprowadzoną na żywym ciele narodu i pozbawiła Polaków części ich historycznej ojczyzny, tożsamość ziem zabranych zubożyła natomiast o polski element narodowy będący tam nośnikiem kultury wysokiej.

Podobnie ambiwalentne były dla Polski demograficzne skutki wojny, gdyż straciliśmy w jej wyniku około sześciu milionów obywateli zamieszkałych na terenach okupowanych przez Niemcy i około półtora miliona na terenach okupowanych przez ZSRS. Dodać do tego należy zwiększoną liczbę inwalidów, wzrost współczynnika zachorowalności na rozmaite choroby skracające życie i spadek współczynnika dzietności. Powojenna zmiana struktury demograficznej to nie tylko ujednolicenie etniczne ale również zaburzenie stosunku mieszkańców miast do mieszkańców wsi w rezultacie większych strat zadanych przez okupantów miastom.

Jakkolwiek zatem konsolidację narodowościową i terytorialną państwa polskiego należy ocenić pozytywnie, nie sposób uznać jej za efekt działań mających na względzie dobro Polski i których autorami byłyby polskie ośrodki władzy. Terytorialny i demograficzny kształt nowej Polski określiły swoimi decyzjami i działaniami państwa okupacyjne a następnie mocarstwa koalicji antyniemieckiej. Były to działania przeprowadzane wbrew polskim ośrodkom władzy i przy lekceważeniu dobra społeczeństwa polskiego. Powojenna Polska była efektem kompromisu mocarstw antyfaszystowskich na konferencjach w Jałcie i Poczdamie, w którego wypracowaniu polskie ośrodki władzy nie miały żadnej roli, społeczeństwo polskie padło zaś ich ofiarą.

Egzogeniczna modernizacja

W powojennej Polsce zainstalowano u władzy komunistów, którzy przeprowadzili w naszym kraju odgórną rewolucję socjalistyczną. Jak każda modernizacja, miała ona podwójny charakter. Z jednej strony, dokonano w jej ramach skoku cywilizacyjnego i materialnie odbudowano kraj. Z drugiej, dokonano tego kosztem polskiej tożsamości narodowej, zniszczenia tradycyjnej kultury, historycznych elit, dewastacji lub zaniedbania znacznej części dorobku minionych epok.

Historyczne rody ziemiańskie i mieszczańskie były represjonowane i przerwano ich ciągłość historyczną. Dworki, pałace i starówki miast popadały często w ruinę lub były przekształcane w sposób zaburzający ich dotychczasowy charakter i kierunek rozwoju. Rabunkowa eksploatacja środowiska naturalnego doprowadziła do zniszczenia wielu krajobrazów. Życie codzienne próbowano desakralizować i modernizować w duchu ateistycznej ideologii. Modernizacja przez urbanizację doprowadziła do wykorzenienia i powstania społeczeństwa masowego. Naturalnie ewoluującą ludową kulturę w różnych jej regionalnych i społecznych wariantach zastąpiła zuniformizowana kultura masowa której tandetnym symbolem stała się niesławna „Cepelia”.

Marksistowska modernizacja zaprowadzona w Polsce w wyniku drugiej wojny światowej była zatem modernizacją egzogeniczną i ekstensywną. Odbywała się dużym kosztem materialnym i kulturowym i wedle obcej matrycy. Andrzej Leder zauważa, że eliminacja ludności żydowskiej przez niemieckiego okupanta i eliminacja tradycyjnej struktury społecznej przez sowieckich i polskich komunistów stały się punktem wyjścia wykształcenia się w Polsce w latach 1990′ kompradorskiej i zapatrzonej w Zachód klasy średniej (1). Jadwiga Staniszkis zwraca uwagę na pastiszowy i egzogenny charakter polskiej modernizacji, czego początków należy doszukiwać się w działaniach komunistów i zafascynowanych komunizmem polskich i żydowskich inteligentów (2).

Zakończenia drugiej wojny światowej nie da się uznać w odniesieniu do Polski za zwycięstwo, gdyż w jej konsekwencji Polska została odbudowana przez obcych i jako projekt odzwierciedlający niepolską tradycję, niepolskie koncepcje strategiczne i niepolski typ modernizacji. Polacy nie byli zwycięzcami drugiej wojny światowej, lecz surowcem z którego zwycięzcy lepili antyeuropejski ład jałtański. Udział Polski i Polaków w powstaniu świata jałtańskiego (zimnowojennego) nie był podmiotowy, lecz przedmiotowy. 8. czy też 9. maja powody do świętowania mają Amerykanie, Brytyjczycy i Rosjanie ale nie Polacy. Nasz kraj, wraz ze swoimi mieszkańcami, stał się po wojnie wianem odstąpionym Stalinowi przez Anglosasów.

Militarny sukces oręża polskiego

Mając to wszystko na uwadze, należałoby – stosownie do propozycji posła Girzyńskiego – dotychczasowy Dzień Zwycięstwa obchodzić jako Dzień Zwycięstwa nad Niemcami. Udział Wojska Polskiego odtworzonego w ZSRS w rozbiciu wojsk niemieckich na Białorusi, w wyzwoleniu Warszawy czy w zdobyciu niemieckich pozycji na Pomorzu jest godnym upamiętnienia zwycięstwem oręża polskiego. Polska flaga powiewająca nad ruinami Berlina wciąż powinna być dla nas powodem do dumy. Współczesna polska pedagogika historyczna powinna utrwalać wśród Polaków i wśród innych narodów przekonanie, że państwo nasze zdolne jest do projekcji siły na wszystkich kierunkach strategicznych i przeciwko każdemu przeciwnikowi.

Zakończenie drugiej wojny światowej jest zatem polskim zwycięstwem nad Niemcami i tam gdzie Wojsko Polskie lub polskie jednostki partyzanckie wniosły swój udział w usunięcie niemieckiego okupanta, tam powinno się obchodzić rocznicę tego wydarzenia. Nieformalne grupy rekonstrukcyjne mogłyby organizować też rajdy motocyklowe śladem polskich oddziałów kończące się aż w Berlinie. Władze miejskie Warszawy powinny organizować historyczne widowisko odtwarzające sceny forsowania Wisły przez jednostki Wojska Polskiego w styczniu 1945 r. Przedstawiciele władzy powinni składać tego dnia wizyty na cmentarzach i mauzoleach żołnierzy poległych na froncie walki z Niemcami.

Wszystkie te jednak imprezy nie powinny mieć rangi „uniwersalnie” pojmowanego dnia zwycięstwa narodowego, ponieważ upamiętniane przez nie wydarzenia takim zwycięstwem nie były. Obchody powinny służyć wyeksponowaniu siły i zwycięskich bojów oręża polskiego na odcinku niemieckim. Analogicznie do sposobu w jaki obchodzić powinniśmy rocznicę bitwy warszawskiej symbolizującej zwycięstwa polskie na kierunku wschodnim, czy rocznicę odstąpienia Szwedów od oblężenia Jasnej Góry co symbolizowałoby z kolei zwycięstwa na kierunku północnym.

Niebezpieczeństwo resentymentu

Przekaz ideowy obchodów powinien być zatem pozytywny, twórczy, witalistyczny, wyzbyty resentymentów historycznych. Szczególnie wystrzegać by się należało tlącego się tu i ówdzie wśród epigonów tradycji endeckiej i komunistycznej jałowego resentymentu antyniemieckiego. Celebrowanie zwycięstw oręża polskiego nie powinno służyć pielęgnowaniu nienawiści do innych narodów, lecz wychowaniu Polaków w uznaniu dla cnót rycerskich i w przywiązaniu do swojej tożsamości.

Wojownik nie walczy ani z nienawiści do wroga, ani nawet z miłości do kraju, lecz dlatego że jest wojownikiem i że pragnie dać wyraz swej rycerskiej naturze. Jak wskazuje Julius Evola, pierwszym celem walki jest ekspresja wojowniczej natury walczących, następnym zaś zwycięstwo (3). Analogiczną hierarchię wartości powinna zaszczepiać obywatelom nasza pedagogika historyczna.  

W odnośnym przypadku miałoby to być świętowanie zwycięstwa oręża polskiego, tak więc obchody powinny odbywać się w Polsce. Nie ma żadnego powodu, by Polacy świętowali zwycięstwo Armii Czerwonej w drugiej wojnie światowej. Odtworzone w ZSRS oddziały Wojska Polskiego były co prawda sojusznikiem Sowietów i walczyły pod sowieckim dowództwem, nie jest to jednak argumentem dla powielania w dzisiejszej Polsce sowieckiej wizji historii i celebrowania sowieckich zwycięstw. Zwłaszcza, że polityka ZSRS wobec Polski pozostawiała wiele do życzenia i można jej z dzisiejszej perspektywy wiele zarzucić.

Powtarzające się dziś w kręgach endeckich i rusofilskich głosy że Polska powinna wziąć udział w moskiewskich obchodach rocznicy sowieckiego zwycięstwa nad Niemcami mają za swe źródło kserowanie rosyjskiej narracji historycznej, nie zaś wysiłek na rzecz budowy rodzimej polskiej narracji. Interesy polskie są w niej utożsamiane z interesami sowieckimi i z celami rosyjskiej polityki historycznej. Postawa taka jest lustrzanym odbiciem kserowania anglosaskiej i żydowskiej narracji historycznej przez prozachodnich liberałów (4). Nie jest to nawet efekt „orientacji prorosyjskiej” która wszak za punkt odniesienia powinna mieć Polskę i dobro społeczeństwa polskiego, lecz postawa dająca się scharakteryzować popularną publicystyczną kliszą moskiewskiego „gównojada”.

Nazistowskie Niemcy a imperialna Europa

Należy także pamiętać o europejskim kontekście moskiewskich obchodów Dnia Zwycięstwa; druga wojna światowa na płaszczyźnie geopolitycznej była bowiem konfliktem Europy z wrogimi jej wówczas ośrodkami siły w Moskwie, Waszyngtonie i Londynie. Niezależnie od posługiwania się anachroniczną „trzecią teorią polityczną” (nacjonalizmem– rasizmem) państwa faszystowskie reprezentowały na płaszczyźnie geopolitycznej i geostrategicznej Imperium Europaeum. O państwie hitlerowskim pisał w tym kontekście Tomasz Gabiś, że powinno się je rozpatrywać przede wszystkim „jako twór geopolityczny i geostrategiczny, ponieważ na tej płaszczyźnie było ono wcieleniem i instrumentem Imperium Europaeum. Albowiem niezależnie od metod, jakie w tym celu zastosowało, dokonało ono niezbędnego w każdych warunkach i okolicznościach –  wówczas, dziś i jutro – geopolitycznego zjednoczenia Europy, aby jej zasoby, ludność i przestrzeń wykorzystać do walki z oboma wrogimi imperiami.(tzn. amerykańskim i sowieckim – R.L.)”(5)

Problemem nie pozwalającym uznać Niemiec nazistowskich za reprezentację Europy była właśnie ich anachroniczna ideologia nacjonalistyczna i rasistowska (6). Na płaszczyźnie duchowej i ideowej nazistowska Rzesza była zwykłym państwem nacjonalistycznym i rasowym, nie zaś inkarnacją Imperium Europaeum. Ludobójstwo dokonane przez Niemcy na europejskich ludach słowiańskich, niszczenie i rabunek ich dorobku kulturowego i materialnego, starania dla wymazania ich z historii Europy, stawiały nazizm w gronie ruchów zdecydowanie antyeuropejskich. Zupełnie pozbawione uzasadnienia strategicznego doszczętne zburzenie Warszawy w 1944 r. i polityka niemiecka na okupowanych ziemiach Polski i ZSRS są wystarczającymi dowodami jak daleko państwo niemieckie rządzone w myśl założeń nazizmu odległe było idei europejskiej.

Pomimo jednak, że na płaszczyźnie ideowej, duchowej i politycznej Niemcy hitlerowskie nie miały niemal nic wspólnego z Europą, dokonane przez nie na Kontynencie podboje uczyniły Berlin mimowolnym reprezentantem Europy na płaszczyźnie geopolitycznej i geostrategicznej. Dostrzegli to europejscy patrioci z niemal wszystkich krajów europejskich i to właśnie tym należy tłumaczyć pojawienie się tak licznej rzeszy europejskich sojuszników Berlina. Wbrew powierzchownym interpretacjom „antyfaszystowskim”, w wielu przypadkach nie chodziło wcale o „totalitarne ukąszenie” lub o ideologiczną fascynację nazizmem, lecz o rozpoznanie faktu, że po opanowaniu przez Niemcy i ich sojuszników Europy, walka po stronie pozaeuropejskich przeciwników faszyzmu stawała się mimowolnie walką przeciw samej Europie.

Katastrofa podbitej Europy

Sowiecka nawała ze wschodu i anglosaskie parcie z zachodu niosło wielu krajom i ludom europejskim straty i zniszczenia porównywalne z tymi, których winne były Niemcy w podbitych przez siebie i okupowanych krajach słowiańskich. Pod tonami brytyjskich i amerykańskich bomb niszczały europejskie miasta (7), dzielnice mieszkaniowe i fabryki –  nie tylko niemieckie, ale często również francuskie, włoskie, holenderskie. Płonęły i były burzone katedry, kościoły, klasztory, zamki, pałace, dworki szlacheckie, starówki miast, pomniki, muzea i biblioteki. Obrazy, rzeźby, starodruki, zabytki sztuki użytkowej i detale architektoniczne były rabowane i dewastowane. Symbolem stało się zdjęcie amerykańskiego żołnierza wciskającego sobie na głowę koronę Karola Wielkiego. Anglosascy i sowieccy najeźdźcy niszczyli symbole potęgi i chwały Europy, pozbawiali ją jej historii zakrzepłej w materialnym dorobku ludów europejskich, niszczyli jej kulturę i pamięć o jej historii.

Zarówno anglosascy jak i sowieccy najeźdźcy celowo niszczyli materialny dorobek i potencjał kontynentalnej Europy, stosując taktykę spalonej ziemi w przewidywaniu przyszłego konfliktu między sobą nawzajem. Europa miała stać się bezwartościową pustynią, postapokaliptycznym „dzikim kontynentem”(8) na okoliczność ewentualnego zajęcia jej zachodniej części przez Anglosasów lub jej wschodniej części przez Sowietów. Zdobywcy dokonali w podbitych przez siebie krajach czystek politycznych, więżąc i internując setki tysięcy ludzi, tysiące mordując zaś dla zasiania postrachu i zademonstrowania swojej władzy. W krajach zachodnioeuropejskich wyeliminowano całą w zasadzie integralną i antyliberalną prawicę. We wschodniej części kontynentu zniszczone zostały prawicowe reżymy polityczne w Słowacji, Węgrzech, Rumunii, Bułgarii, Chorwacji i podobnie zorientowane ruchy polityczne w wielu innych krajach.

Wiele ludów europejskich padło ofiarą przesiedleń na masową skalę i zostało wyrwanych ze swych dotychczasowych ojczyzn. Dokonała się ostateczna depolonizacja Kresów, skąd wypędzono tysiące żyjących tam jeszcze Polaków. Zniszczeniu uległ nie tylko etniczny ale i społeczny porządek w krajach wschodniej Europy, gdzie prawnej i majątkowej likwidacji poddano historyczne rody szlacheckie, mieszczańskie, arystokratyczne, a także rozmaite regionalne osobliwości społeczne. Ruiny polskich zamków, pałaców, dworków szlacheckich, pozostałości zdezintegrowanych zaścianków do dziś odszukać można w wielu miejscach zarówno naszego własnego kraju jak i w ościennych krajach wschodniej Europy.

Tragiczni zwycięzcy

Zakończenie drugiej wojny światowej było więc zarazem sukcesem żołnierzy polskich walczących w imperialnych armiach bloku sowieckiego i bloku anglosaskiego, jak i historyczną tragedią zarówno naszego własnego kraju jak i całej Europy. Ambiwalencja związana z zakończeniem drugiej wojny światowej polega właśnie na tym, że polscy żołnierze i partyzanci oraz wspierająca ich ludność cywilna walczyli po stronie pozaeuropejskich i wrogich Europie (w tym też Polsce) ośrodków siły, zarazem zaś walczyli przeciwko państwu, co prawda położonemu w Europie i na płaszczyźnie strategicznej oraz geopolitycznej reprezentującemu Europę, zorganizowanego jednak wedle paradygmatu nacjonalistycznego i rasistowskiego, który również był wrogi Europie (w tym też Polsce), nie od zewnątrz jednak – lecz od wewnątrz, jako antyeuropejski narodowy i rasowy partykularyzm germański.

Tragizm drugiej wojny światowej brał się stąd, że była ona klęską Europy, tak więc klęską wszystkich ludów europejskich, tak więc również klęską Polaków. Drugą wojnę światową przegrała Europa, przegrali ją wszyscy Europejczycy. Również ci, którzy walczyli w armiach pozaeuropejskich i wrogich Europie ośrodków siły – anglosaskiego i sowieckiego. Żaden z ludów i żaden z europejskich ośrodków siły nie wyszedł z drugiej wojny światowej wzmocniony. Jedynymi zwycięzcami były pozaeuropejskie i wrogie Europie i idei europejskiej ośrodki siły w Waszyngtonie, w Moskwie i w Londynie.  

W drugiej wojnie światowej nie było dobrych orientacji: Polacy, Rosjanie, Białorusini i wiele innych ludów słowiańskich walczyło o zachowanie substancji biologicznej i materialnej pod sztandarami imperium sowieckiego, które dążyło do unicestwienia ich substancji duchowej i dokonało dewastacji oraz częściowego unicestwienia ich substancji materialnej. Ukraińcy, Łotysze, Estończycy, Finowie i wiele innych ludów walczyło o zachowanie swojej substancji duchowej i tożsamości pod sztandarami tworzonego przez Niemcy imperium germańskiego które dążyło do unicestwienia ich substancji biologicznej i materialnej. Wielu innych Polaków, Serbów i jeszcze innych ludów walczyło w armiach imperium anglosaskiego, które dążyło do unicestwienia ich substancji duchowej i tożsamości, korumpując przy tym ideowo i odwołując się do najniższych instynktów ludów zaprzężonych do swej imperialnej machiny. Każda orientacja była więc wówczas złą orientacją. Wszyscy Europejczycy w sensie politycznym i geopolitycznym tę wojnę przegrali. Polacy też.

Wojenna klęska państw faszystowskich, a co za tym idzie również podbój Europy przez pozaeuropejskie i wrogie Europie ośrodki siły, były najpewniej nieuniknione. Powodem tego była zmienna ideologiczna, mianowicie tkwienie państw faszystowskich w anachronicznym paradygmacie trzeciej teorii politycznej (nacjonalizmu – rasizmu). Faszystowskie jądro potencjalnej rewolucji tradycjonalistycznej i potencjalnego Imperium Europaeum „nie mogło (…) być reprezentacją Imperium Europaeum, gdyż nie dysponowało autentycznie europejską formułą imperialną, lecz jedynie formułami zaczerpniętymi z ideologii plemiennej, narodowej i rasowej, aczkolwiek nie należy zapominać o tym, że niektórzy jego ideologowie, propagandyści i intelektualiści starali się nawiązywać do autentycznych tradycji imperialnych Europy.”(9)

Zwycięstwo nad państwami faszystowskimi było jednak zwycięstwem gorzkim, gdyż było zwycięstwem pozaeuropejskich i wrogich Europie ośrodków siły, dokonało się zaś przez podbój Europy przez te ośrodki. W podboju tym uczestniczyły oddziały uformowane spośród ludów zamieszkujących okupowane przez Niemcy i ich sojuszników kraje europejskie, żołnierze ci walczyli jednak pod sztandarami pozaeuropejskich i wrogich Europie imperiów anglosaskiego i sowieckiego. Ich wkład w ocalenie substancji biologicznej i materialnej Europy jest niewątpliwy, jednak zwycięstwo do którego przyłożyli ręki nie było zwycięstwem ich ludów ani ich państw, które pozaeuropejscy najeźdźcy zamienili w swoje protektoraty i nieformalne dependencje.

Zwycięstwo nad nazistowskimi Niemcami i ich wojennymi sojusznikami było zatem zwycięstwem militarnym ale nie było zwycięstwem narodowym. Było podbojem Europy przez obce jej i wrogie ośrodki siły, tak więc narodową klęską. Jak słusznie zauważył w debacie sejmowej poseł Girzyński, nazwanie rocznicy tego zwycięstwa „Narodowym Dniem Zwycięstwa” jest zupełnie bezpodstawne. To nie było narodowe zwycięstwo, tylko narodowa klęska. Rocznica zakończenia drugiej wojny światowej jest rocznicą gorzką. De facto nie ma czego świętować. W imperialnej pedagogice europejskiej europejska wojna domowa 1914– 1945 powinna funkcjonować jako przestroga, że nacjonalizm, rasizm i partykularyzm państw narodowych prowadzą do duchowej i geopolitycznej tragedii, zaś „jedyną możliwą formą imperialną dla Europy było (i jest) Imperium Europaeum”(10).

Podmiotowa intelektualnie polska polityka historyczna powinna zatem odrzucić „jałtańską” (anglosasko – żydowsko – sowiecką) wizję historii Europy i mitologię „zwycięstwa nad faszyzmem”. Polska nie powinna brać udziału w moskiewskich obchodach zwycięstwa nad Niemcami ani czcić sowieckich i anglosaskich „wyzwolicieli”. Obchody militarnych zwycięstw oręża polskiego nad Niemcami powinny upamiętniać sukcesy oręża polskiego i nastawione być na kształcenie obywateli w uznaniu dla cnót rycerskich i w przywiązaniu do swej tożsamości. Obchodów militarnego zwycięstwa żołnierzy polskich nie powinno wykorzystywać się do pielęgnowania nienawiści i uprzedzeń wobec innych narodów i państw europejskich.

Ronald Lasecki

1. A. Leder, Prześniona rewolucja. Ćwiczenie z logiki historycznej, Warszawa 2014.

2. J. Staniszkis, Postkomunizm. Próba opisu, Gdańsk 2001.

3. J. Evola, Metaphysics of War. Battle, Victory and Death in the World of Tradition, London 2011.

4. Por. R. Skarzyński, Od statusu uczonego do funkcji ideokopiarki. Jak uniwersyteccy profesorowie dają się przekształcać w środek polityczny i rujnują własną dyscyplinę, powielając zachodnie wizje rzeczywistości międzynarodowej, [w:] W. Micha, J. Nowak (red.), Wokół teorii stosunków międzynarodowych, Lublin 2012, s. 19– 83.

5. T. Gabiś, Imperium Europaeum, czyli powrót do przyszłości, „Stańczyk. Pismo postkonserwatywne”, nr 1(34)/1999.

6. Por. A. Dugin, The Fourth Political Theory, London 2012; R. Lasecki, Dlaczego nie faszyzm?, http://www.prawica.net/40721 (8.05.2015).

7. Por. D. Irving, Drezno. Apokalipsa 1945, Pruszków 2004.

8. K. Lowe, Dziki kontynent. Europa po II wojnie światowej, Poznań 2013.

9. T. Gabiś, dz. cyt.

10. T. Gabiś, dz. cyt. 

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *