Turek: Błędy polskiej polityki

W wywiadzie udzielonym w ubiegłym roku tygodnikowi „Wprost” (nr 32/2012), prezydent Bronisław Komorowski ogłaszając koncepcję budowy polskiej „tarczy antyrakietowej” przyznał, że:

Naszym błędem było to, że przyjmując amerykańską ofertę tarczy nie wzięliśmy pod uwagę ryzyka politycznego związanego ze zmianą prezydenta (w USA). Zapłaciliśmy za to dużą polityczną cenę. Nie należy błędu powtarzać”.

To jednoznaczne stwierdzenie, że polska polityka zagraniczna poniosła porażkę wskutek przyjęcia błędnych założeń, stanowi najlepszy dowód, że brak debaty politycznej skutkuje obniżeniem poziomu uprawianej polityki. Teraz słyszymy lamenty, że Polska pozostaje bez efektywnego parasola antyrakietowego.

Nie zawsze było tak źle z poziomem polskiej polityki, jednak po burzliwych latach 80. gdy na łamach niezależnej prasy dyskutowano nad kształtem polskiej polityki, nadeszły w XXI wieku lata wielkiej posuchy. Jeszcze w latach 90. pokłosiem wcześniejszej „burzy mózgów”, stało się przyjęcie przez Polskę po 1989 roku zdecydowanie prozachodniego kursu. Zmieniliśmy gospodarkę, ustrój, sojusze geopolityczne. Rosjanie wycofali swe wojska. Zostaliśmy przyjęci do NATO a potem do Unii Europejskiej.

Zasługą polityków lat 90. – przy wszystkich ich wadach – było przyjęcie w następnych latach bardzo szczodrego dla Polski programu pomocy unijnej. To się Polakom i Polsce opłaciło i opłaca nadal; można nawet zaryzykować stwierdzenie, że dzisiejsza Polska funkcjonuje jeszcze jako tako dzięki miliardom euro płynącym z Brukseli.

Około roku 2000 sytuacja zaczęła ulegać zmianie. Powstały i wkrótce zagospodarowały scenę polityczną partie „wyborcze”, to jest takie partie, które przeszły do porządku dziennego nad kwestiami ideowymi i programowymi, a ich głównym celem było i jest wygrywanie wyborów. Gdy marketing zaczyna odgrywać w polityce decydującą rolę, siłą rzeczy poziom debaty obniża się, a nawet w skrajnych przypadkach debata ustępuje miejsca sloganom i pyskówkom, skeczom reklamowym oraz widowiskom.

Pół biedy, gdy klasa polityczna prezentuje pewien poziom, z racji tego, że jej przedstawiciele uzyskują wykształcenie i zaliczają się do tzw. „elity” intelektualnej. W Polsce, niestety, pokolenie „styropianowe” niczego się nie nauczyło, a młodzi politycy prześcigają wszystkich w cynizmie, wyrachowaniu oraz prostactwie. Nie jest to ich szczególną winą: po prostu dorastają w kraju rządzonym przez marketing a nie rozum i mądrość, toteż na wierzch wypływają rozmaite „popłuczyny”, a ludzie wartościowi wegetują gdzieś na marginesie życia społecznego.

Gdyby w Polsce miała powrócić debata polityczna, myślę, że Prezydenta Komorowskiego należałoby w pierwszej kolejności zapytać, co on i jego obóz polityczny robili w czasie, gdy Polska realizowała amerykański program „tarczy antyrakietowej”, wysyłała wojska do Iraku i Afganistanu, opowiadała się po stronie USA w ich sporze z wiodącymi krajami europejskimi oraz Rosją.

Prawda, że Platforma Obywatelska podjęła po 2007 roku decyzję o wycofaniu wojsk z Iraku a także pewne kroki zmierzające do wskrzeszenia idei „Trójkąta Weimarskiego”, ale to były kroki podejmowane poniewczasie, a ja pytam o początek tego, co Komorowski określił mianem „naszego błędu”, czyli pierwsze lata XXI wieku.

Wtedy, o ile mnie pamięć nie myli, na palcach jednej ręki można było policzyć publicystów, którzy przestrzegali przed łatwowiernością wobec Amerykanów i mówili, że Polska leży między Niemcami a Rosją i nie zmieni tego nawet najbardziej nam przychylny prezydent amerykański. O tych podstawach rozumnej polityki zagranicznej pisał m. in. Zbigniew Najder, pisał również niżej podpisany, o czym wspominam nie po to, by się chwalić, ale dlatego, by nie ograniczać się do wymienienia tylko jednego nazwiska.

O ile w polityce zagranicznej „nasze błędy” obciążają nie tylko PO, ale również polityków Prawa i Sprawiedliwości, o tyle w materii gospodarczej mamy do czynienia z „dziejowym błędem” popełnionym wyłącznie przez obecnie rządzącą ekipę. Na szczęście Polskę ominęły jego szkodliwe skutki. Mam na myśli dążenie przez rząd Donalda Tuska do jak najszybszego przyjęcia przez Polskę wspólnej waluty europejskiej.

Nie doszło do tego, ale żadna w tym zasługa rządzących. Po prostu wybuchł kryzys i to, czego pragnął Tusk, nie mogło zostać zrealizowane. Dopiero potem stało się dla większości Polaków jasne, że własna waluta w pewnych okolicznościach stanowi wielki skarb, którego nie można się lekkomyślnie wyzbywać. Tutaj nie pojawiła się dotąd – jak w przypadku wypowiedzi Komorowskiego o polityce zagranicznej – żadna krytyczna autorefleksja, co niedobrze wróży na przyszłość, ponieważ rządzący nie mają w dalszym ciągu świadomości, iż przyjęcie przez Polskę „euro” powinno łączyć się z pakietem ustaleń politycznych i że nie powinniśmy „zbyt tanio” wyzbywać się naszej waluty. Jadwiga Staniszkis słusznie alarmuje, że Tusk zamierza nas postawić przed faktami dokonanymi i „wpuścić” euro do Polski, rzecz jasna – naszym kosztem.

Jest jeszcze trzeci „nasz błąd”, który również obciąża obecnie rządzących a na dłuższą metę może zagrozić polskiej tożsamości. Chodzi o niewypowiedzianą walkę z Kościołem, czy szerzej wartościami tradycyjnymi, prowadzoną przez Tuska i jego ekipę. Symbolem tej walki jest zablokowanie telewizji „Trwam” możliwości normalnego rozwoju, a także rozmaite ekscesy. Podjęto próbę podzielenia Kościoła, na szczęście nieudaną.

W Polsce, pomimo istnienia rozmaitych „odcieni”, Kościół nadal pozostaje zdolny do przemawiania jednym głosem, o czym świadczy podpisanie dokumentu o pojednaniu z Cerkwią prawosławną. Pomimo wszystkich pokazowych „min” rządzącego establishmentu, nie ulega wątpliwości, że koncepcja zbliżenia katolików z prawosławnymi, nie spodoba się tym, którzy chcą „modernizować” Polskę na wzór laickiego Zachodu. Wszak Cerkiew rosyjska stanowi ostoję konserwatyzmu. Chyba nie o takim pojednaniu polsko-rosyjskim myślał Tusk, gdy ściskał się z Putinem na smoleńskim cmentarzu.

Trzy segmenty życia publicznego (polityka zagraniczna, gospodarka, życie społeczne), trzy poważne błędy popełnione w pierwszej dekadzie XXI wieku. W kolejnych latach skutki obniżenia poziomu refleksji o polskiej polityce mogą być opłakane. Polskę na pewno czeka kryzys gospodarczy, na który mogą się nałożyć problemy z sąsiadami oraz kryzys społeczny. Jedyną, sprawdzoną drogą postępowania jest wypracowanie optymalnego modelu polskiej polityki, będącego owocem ożywionej i twórczej debaty.

Wojciech Turek

prawica.net

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Turek: Błędy polskiej polityki”

  1. Ja mogę, za 1 mld usd, zrobic parasol antyrekietowy ze sklejki, dykty i styropianu. Z cała pewnoscią wytrzyma uderzenie rakieta tenisową, chocby i przez Panne Radwańska. I na pewno nie bedzie gorszy, niz jakakolwiek alternatywna konstrukcja zaprojektowana ad hoc w ramach budowy naszej własnej, polskiej tarczy antyrakietowej. A tarczę antyrakietową o podobnych parametrach tez z kumplami zbudujemy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.