Turek: „Z matki obcej…” – Polacy z wyboru, a nie z pochodzenia w polskim ruchu narodowym

Zaskakująco wielu Polaków-narodowców zajmujących miejsca na szczytach hierarchii partyjnej, wywodziło się z rodzin mieszanych pod względem narodowym, pojmowało za żony osoby pochodzenia niepolskiego, a nawet było patriotami polskimi wyłącznie na podstawie świadomego wyboru oraz dobrowolnej identyfikacji z polskością.

Z jednej strony to nieznane oblicze ruchu, skądinąd podkreślającego hasła: „Polska dla Polaków”, „Polak-katolik” czy „Polska narodowa”, zaskakuje i pobudza do głębszej refleksji, z drugiej strony, wydaje się oczywiste i naturalne, jeśli weźmiemy pod uwagę akcentowanie przez czołowych myślicieli tego nurtu, takich jak Zygmunt Wasilewski, poglądu że: „Naród jest istnością psychiczną”. Mamy tu do czynienia z dwoma obliczami ruchu ideowo-politycznego. Praktyka życia politycznego pod zaborami, skoncentrowanie uwagi na dążeniu do przezwyciężeniu antagonizmu polsko-żydowskiego na korzyść żywiołu i interesów Polaków, w późniejszym okresie rozmaite frustracje – wywoływały w środowisku narodowym niechęć do „obcych” i wzmacniały pokusy zwalczania „niepolskich” wpływów.

Natomiast pojmowanie polskości jako świadomego wyboru, postrzeganie „sprawy narodowej” w szerszym kontekście toczącego się sporu między humanizmem a materializmem, musiało prowadzić do przechodzenia do porządku dziennego nad takim czy innym pochodzeniem osób zaangażowanych w działalność na rzecz ruchu narodowego. Mając na uwadze zwalczanie przez ruch narodowy swoich przeciwników politycznych, trzeba zarazem pamiętać o oddziaływaniu w odwrotnym kierunku: przyciąganiu zwolenników.

Dmowski już w „Myślach nowoczesnego Polaka”, na początku XX wieku, zwracał uwagę, że – patrząc z genetycznego, a nawet etnicznego punktu widzenia – Polacy tworzą wciąż jeszcze nie do końca ujednoliconą („zamalgamowaną”) mieszankę rozmaitych niepolskich wpływów. Kadrę przywódczą Stronnictwa Narodowego tworzyli przeważnie ludzie zaliczający się do elity intelektualnej, dlatego błędem byłoby stawianie znaku równości między ich poglądami i postawą, a prostackimi hasłami i emocjonalnymi czynami eksponowanymi nierzadko przez „doły” partyjne. Polscy narodowcy mieli problem z jednoznacznym określeniem swego stosunku do zagadnienia „asymilacji” Żydów i z tego względu sprawa pochodzenia żydowskiego mogła wywoływać i niejednokrotnie wywoływała rozmaite kontrowersje. Nie rozwijając dalej tego skomplikowanego, choć zarazem fascynującego – z punktu widzenia badacza – zagadnienia, trzeba jednak skonstatować, że w polskim ruchu narodowym nie brakowało osób pochodzenia żydowskiego bądź osób związanych (przez małżeństwo) z osobami pochodzenia żydowskiego.

W początkowym okresie działalności Ligi Narodowej jednym z czołowych i bardzo ofiarnych działaczy – współzałożycielem Skarbu Narodowego, Ligi Polskiej i Związku Młodzieży Polskiej – był Bolesław Hirszfeld (1859-1899), pochodzący z rodziny żydowskiej. Był jednym z organizatorów wydawania pisma dla ludu „Zorza” oraz kolportażu tanich książek oświatowych wydawanych przez grupę Konrada Pruszyńskiego (K. Promyka). W latach 1891-1892 był – razem z Dmowskim – więziony za udział w manifestacjach patriotycznych, zesłany i skazany na pobyt w Rydze (1893-1895). Nie tak ważną, ale godną odnotowania rolę w działalności Ligi Narodowej odgrywali również Bronisław i Stefan Natanson (1872-1944). Ten ostatni, członek Ligi Narodowej, należał do czołowych działaczy Związku Młodzieży Polskiej w zaborze pruskim, był jednym z 15 oskarżonych w procesie poznańskim przeciwko akademikom polskim (1901), współpracownikiem Dmowskiego w Lozannie i Paryżu, zaś po objęciu przez Dmowskiego stanowiska ministra spraw zagranicznych, został naczelnikiem (a potem kierownikiem) Wydziału Prasowego MSZ.

W 1912 roku narodowcy polscy nasilili antyżydowską propagandę, ale to nie znaczy, że z ich szeregów zniknęły osoby związane z Żydami. Władysław Rabski (1865-1925), członek Ligi Narodowej, płodny publicysta, poseł na Sejm z ramienia Związku Ludowo-Narodowego w latach 1922-1925 – ożenił się z Zuzanną z Krauscharów. Jego teściowie, Aleksander i Jadwiga Krauscharowie byli Żydami, którzy dopiero w 1903 roku przyjęli katolicyzm. Notabene, córka Rabskich a wnuczka Krauscharów, Aleksandra, została żoną Zbigniewa Stypułkowskiego (1904-1979), prawnika, posła Stronnictwa Narodowego w latach 1930-1935, prezesa Stronnictwa na Podlasiu, członka Zarządu Głównego konspiracyjnego SN w okresie okupacji niemieckiej, jednego z przywódców Narodowych Sił Zbrojnych, członka Rady Jedności Narodowej, aresztowanego i sądzonego w procesie moskiewskim(1945), od 1945 roku czołowego działacza Stronnictwa Narodowego na emigracji. Bohdan Wasiutyński (1882-1940), prawnik, jeden z najbliższych współpracowników Dmowskiego, jeden z przywódców Obozu Wielkiej Polski, senator Stronnictwa Narodowego w latach 1928-1935, prezes Rady Naczelnej SN – był żonaty z Marią z Buchbinderów. Nawet jeśli w rzeczywistości Józef Buchbinder, malarz i katolik był synem naturalnym Jana Zembrzuskiego a nie Edwarda Buchbindera, rzemieślnika – jak podaje przekaz rodzinny – i tak żona Wasiutyńskiego seniora miała co najmniej w połowie pochodzenie niepolskie, ponieważ żona Józefa Buchbindera, Katarzyna, pochodziła z ewangelickiej rodziny niemieckiej Eckertów.

Ciekawym przyczynkiem do zrozumienia obecności „obcych” w gronie przywódców ruchu narodowego jest relacja pamiętnikarska Wojciecha Wasiutyńskiego (1910-1994), syna Bohdana i Marii z Buchbinderów – czołowego publicysty narodowego i wieloletniego działacza Stronnictwa Narodowego na emigracji. Gdy w 1930 roku Wasiutyński, jako młody działacz Obozu Wielkiej Polski, zameldował swemu zwierzchnikowi organizacyjnemu o wątpliwościach dotyczących pochodzenia swego dziadka, został w wyniku tego wezwany na rozmowę z prezesem Dmowskim. Ten ostatni miał zlekceważyć kwestię i powiedzieć Wasiutyńskiemu: „Ależ, panie, to są rzeczy nieustalone, a więc plotki, takich rzeczy się nie mówi. Nie będziemy więcej o tym mówić”. Sprawa żydowskiego pochodzenia Wasiutyńskiego a także Stanisława Piaseckiego (1900-1941), została jednak podniesiona publicznie w 1937 roku na łamach „Szpilek”, „Wiadomości Literackich” i „Walki Ludu”.

W kwietniu tego samego roku odbyła się głośna rozprawa z powództwa Wasiutyńskiego przeciwko redaktorom wymienionych czasopism. Prawdopodobnie w związku z nagłośnieniem sprawy rzekomego żydowskiego pochodzenia matki Wasiutyńskiego, w okresie nasilenia akcji antyżydowskiej prowadzonej przez Stronnictwo Narodowe, nastąpiła dymisja jego ojca, Bohdana Wasiutyńskiego ze stanowiska przewodniczącego Rady Naczelnej. Zanim ktoś zechce posłużyć się przypadkiem usunięcia „męża Żydówki” ze stanowiska, jako argumentem na rzecz praktyk „rasistowskich” obowiązujących w Stronnictwie Narodowym, powinien wcześniej wziąć pod uwagę, że następcą Wasiutyńskiego na stanowisku prezesa Rady Naczelnej został Władysław Folkierski (1890-1961), historyk literatury, jeden z przywódców Stronnictwa Narodowego na emigracji – bezdyskusyjny… „pół-Francuz” po matce.

Wspomniany wyżej Stanisław Piasecki, redaktor słynnego tygodnika „Prosto z Mostu” a w czasie okupacji jeden z przywódców konspiracyjnego Stronnictwa Narodowego, a także Stanisław Stroński (1882-1955), filolog, członek Ligi Narodowej, poseł narodowy w latach 1928-1935, minister i zastępca prezesa Rady Ministrów w rządzie Władysława Sikorskiego – mieli matki pochodzenia żydowskiego, które przed wyjściem za mąż przeszły na katolicyzm.

W ruchu narodowym byli również obecni Polacy z wyboru. Franciszek Szwajdler (1898-1961), czołowy działacz narodowy w Łodzi, członek Komitetu Głównego, a także powojenny przywódca Stronnictwa Narodowego najpierw w Niemczech a potem w Stanach Zjednoczonych – urodzony w Łodzi, pochodził z rodziny niemiecko-czeskiej. Język niemiecki był jego językiem ojczystym. Zarówno on, jak i większość rodzeństwa dokonała świadomego wyboru na rzecz polskości. Wyboru ugruntowanego zaangażowaniem się po stronie Stronnictwa Narodowego i nieugiętym trwaniem przy polskości w dramatycznym okresie okupacji niemieckiej w latach 1939-1945. Gdy przed wybuchem II wojny, w ferworze sporów wewnątrzpartyjnych podniesiono jako zarzut jego niemieckie pochodzenie, Szwajdler odpowiedział: „Romuald Traugutt i Wincenty Pol też byli Niemcami, a mimo to byli wielkimi Polakami i patriotami”.

Całkowicie nie pasujący do stereotypu polityka-nacjonalisty był związek Dmowskiego z rodziną Wincentego Lutosławskiego – filozofa, członka Ligi Narodowej i zwolennika orientacji Dmowskiego w okresie I wojny światowej – a ściślej mówiąc, związek z jego żoną Hiszpanką, Zofią z domu Pérez de Eguia y Casanova de Plá y Cancela (1861-1958) a także z córkami: Marją (1888-1979), Izabelą (1889-1972) i Haliną (1897-1989). Dmowski był „przyjacielem domu” rodziny porzuconej przez Lutosławskiego: autorytetem politycznym, przyjacielem i przewodnikiem w jednej osobie. To za jego namową „pół-Hiszpanka” Maria wyszła za mąż za Mieczysława Niklewicza (1880-1948), członka Ligi Narodowej, działacza narodowego i więźnia Cytadeli warszawskiej, wydawcę prasy narodowej, zaś jej siostra Halina za Czesława Meissnera (1879-1950), członka Ligi Narodowej, posła i senatora z list narodowych w latach 1919-1935, prezesa Zarządu wojewódzkiego SN w Poznaniu, członka Komitetu Głównego SN. Mężem Izabeli również został sympatyk Stronnictwa Narodowego.

Polscy narodowcy, jak widać, nie dyskryminowali osób z powodu ich „niepolskiego” pochodzenia narodowego. Oczywiście poza dyskusją – zwłaszcza po 1927 roku, gdy Dmowski sformułował w broszurze „Kościół, naród, państwo” dogmat o nierozerwalnej więzi łączącej polskość z katolicyzmem – było identyfikowanie się osób uważanych za narodowców z polskością oraz ich przynależność do Kościoła katolickiego. W sytuacji zaognienia konfliktów na tle narodowościowym w latach 30. pojawiały się – tego nikt nie zakwestionuje – nie tylko wypowiedzi, lecz nawet programowe postulaty o charakterze quasi rasistowskim. Odsunięcie Wasiutyńskiego od kierowania Radą Naczelną w 1937 roku można uznać za przejaw dyskryminacji z powodu pochodzenia narodowego. Był to jednak odosobniony przypadek. Szwajdler nie widział problemu, gdy zadawano mu pytanie o szczerość jego identyfikacji z Polską. Po prostu zachowywał się jak Polak i starał się myśleć po polsku. W dziejach polskiego ruchu narodowego odnajdziemy liczne przykłady świadczące o zrozumieniu, że to, co liczy się naprawdę, rozgrywa się w sferze świadomości i w ramach wolnego wyboru każdej jednostki.

Wojciech Turek, Gdańsk
dr historii i publicysta
Myśl Polska, nr 51-52 (22-29.12.2013)

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *