Ukraina jest częścią Wschodu i nic tego nie zmieni

Co oznacza niepodpisanie umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejska dla Ukrainy? Czy to koniec zbliżenia i po części prozachodniego kursu Wiktora Janukowycza?

– Ukraina od lawiruje między Unią a Rosją, tak jak w XVII wieku Bohdan Chmielnicki lawirował między ówczesnymi mocarstwami. Zwróćmy jednak uwagę, że z punktu widzenia geopolitycznego i gospodarczego Ukraina była, jest i będzie bliżej Rosji. Nigdy też nie będzie częścią Zachodu, tak jak to się rozumie w Polsce. Ukraina jest częścią Wschodu i nic tego nie zmieni. Moim zdaniem Wiktor Janukowycz wie o tym doskonale i jego „polityka prozachodnia” była swego rodzaju mistyfikacją być może obliczoną na podbicie ceny w rozmowach z Rosją. Z drugiej strony takie państwo jak Ukraina musi mieć jakieś uregulowane relacje z Unią, tak samo jak je ma Rosja. Ale łudzenie Ukraińców, że mogą znaleźć się w Unii na takich samych zasadach jak my – jest nieporozumieniem,.

Czy wstąpienie Ukrainy do UE z punktu widzenia strategicznych interesów Polski, ma teraz jakiekolwiek uzasadnienie?

– W opinii naszych rządzących ogromne, a według mnie jest to opinia fałszywa, dyktowana jedynie względami czysto politycznymi i resentymentami historycznymi (to wieczne branie przez nas Kijowa na złość Rosji). Poza tym, jak powiedziałem wcześniej, nie ma obecnie tematu członkostwa Ukrainy w Unii. Nawet gdyby w Wilnie Janukowycz podpisał układ stowarzyszeniowy, to do pełnego członkostwa byłaby bardzo daleka droga. Turcja taki dokument podpisał w 1964 roku i do tej pory nie jest członkiem Unii i już nie będzie. Nota bene dobrze to jej zrobiło, bo to w tej chwili jest to prawdziwy tygrys gospodarczy.

Brak umowy stowarzyszeniowej jest niewątpliwą klęską polityki, szefa polskiego MSZ. Radek Sikorski sprawy polityki wschodniej postawił jako jeden ze swoich priorytetów i poniósł spektakularną porażkę.

– Tak, uważam, że polityka wschodnia Polski poniosła kolejną klęskę. Co ciekawe, Radosław Sikorski kilka lat temu ostro skrytykował politykę „jagiellońską” realizowaną przez PiS, po czym podjął się tego samego zadania, tyle że w jedwabnych, unijnych rękawiczkach. Myślał, że posługując się Partnerstwem Wschodnim przyciągnie do „Zachodu” Ukrainę, a Rosja nie będzie nic robić, żeby temu przeciwdziałać. Jednak w Moskwie uznano ten plan za zagrożenie geopolityczne, po części słusznie. Problem Polski polega na tym, że nie potrafi zweryfikować priorytetów polityki wschodniej, choćby w takim kierunku, jak tego dokonały Słowacja, Węgry czy Czechy. W tej części Europy nasza polityka na Wschodzie jest uznawana za awanturniczą.

Jaką politykę względem Unii Europejskiej może teraz prowadzić obóz prezydenta Wiktora Janukowycza. Czy Ukraina już na dobre pozostanie w rosyjskiej strefie wpływów?

– Janukowycz wie jedno – że bez dogadania się z Rosją gospodarka ukraińska załamie się do końca. Ma ciężkie zadanie, bo Rosja to nie jest łatwy partner. Rozmawiałem niedawno z deputowanym z Partii Regionów, zwolennikiem tzw. opcji rosyjskiej. I on mówił, że Rosja często zachowuje się jak słoń w składzie porcelany. Jednak pole manewru Kijowa jest niewielkie. Myślę, że model białoruski, czyli pozostanie w politycznej orbicie Moskwy, ale zachowanie maksimum suwerenności byłoby dobrym wyjściem dla Janukowycza. W obszarze gospodarczym dobrym manewrem jest posiłkowanie się zacieśnieniem stosunków gospodarczych z Chinami, co nie jest przez Rosję traktowane jako zagrożenie (póki ci przynajmniej). Zresztą, tylko te dwa kraje są w stanie realnie pomóc gospodarce ukraińskiej.

Zwolennicy partii opozycyjnych, niezadowoleni z decyzji rządu Ukrainy w sprawie wstrzymania przygotowań do podpisania porozumienia stowarzyszeniowego z UE, organizują w Kijowie marsze na rzecz europejskiej polityki integracyjnej kraju. Jakie środowiska na Ukrainie chcą wejścia Ukrainy do Unii Europejskiej?

– No właśnie, z naszego punktu widzenia są to środowiska wprost nawiązujące do tradycji banderowskiej. „Swoboda” wprost, a Udar Witalija Kliczki i Batkiwszczina Arsena Jaceniuka pośrednio. Niemałe zdumienie wielu Polaków wywołał las sztandarów „Swobody” i flag banderowskich na Majdanie w Kijowie. Jarosław Kaczyński nie tylko stał na tym tle, ale miał obok siebie na trybunie lidera „Swobody”, Olega Tiahnyboka, budowniczego pomników Bandery i zbrodniarza Szuchewycza na zachodniej Ukrainie. Dla opcji antyrosyjskiej w Polsce miało to pewnie drugorzędne znaczenie, bo dla niej każdy sojusznik jest dobry, w myśl tego, co przed laty powiedział Roman Dmowski: „Bardziej nienawidzili Rosji, niż kochali Polskę”. Ale my nie możemy wobec tego przechodzić do porządku dziennego. Nie można popierać formacji, które gardłują „za Europą”, a mają pod pachą SS Galizien i UPA.

Wywiad ukazał się pierwotnie na prawy.pl

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *