W obronie ministra Jarosława Gowina

Wielka awantura na scenie politycznej! Minister sprawiedliwości powiedział „Mam w nosie literę przepisów, ważny jest ich duch”. Wszystkie media oraz cała lewa strona z krzykiem – „Jak tak można? Co to znaczy? Czyżby Tusk miał niedługo stać się dyktatorem?!”. Aktualna linia obrony Gowina zakrawa na śmieszność. Dlaczego? Ponieważ nie dotyka się sedna sprawy, a więc ślepego i kurczowego trzymania się prawa. Zamiast powiedzieć jasno i pokazać, że słowa ministra są dobre w takiej formie to idzie się jakąś dziwną ścieżką.

            Wszyscy chyba pamiętamy problem Żydów, oraz ich Prawa. Swego czasu wiele wysiłku kładli oni w sprawę, jak należy podchodzić do Prawa. Czy należy pilnować wykonywanie jego każdego przepisu, tak jak jest ów napisany, czy należy raczej inaczej do niego podchodzić? Wokół tej kwestii kręciły się wielkie umysły Izraelitów, co było właściwie motorem ich cywilizacji. Wielcy żydowscy nauczyciele i prorocy (np. Hillel starszy czy prorok Izajasz) a nawet sam Mesjasz wskazywali im, że ślepe trzymanie się Prawa jest błędne. Ostatecznie jednak ten prąd przegrał w myśli żydowskiej.

            Przypomnijmy sobie teraz nasz okres świetności – Rzeczpospolitą Obojga Narodów. W wyniku bezpotomnej śmierci ostatniego Jagiellona elita kraju musiała opracować nową formułę życia politycznego. Powstał wówczas niefortunny zapis, że wszystkie uchwały muszą zapadać jednomyślnie. Wielu współczesnych uznaje ten zapis za niefortunne uproszczenie, ale jednak się stało. Przez długie lata jednak nikt nie trzymał się kurczowo tej litery przepisu, ponieważ wszystkim znany był jego duch. Gdy nagle w połowie XVII znalazła się grupa osób, która dosłownie przyjmowała litery przepisów, z czego narodziło się „Liberum Veto!” – jednoosobowy nieuzasadniony sprzeciw był w stanie zniszczyć pracę posłów. Jak się skończyło ta praworządność – każdy chyba wie i nie wymaga to komentarza.

            Przykładów takich można mnożyć w nieskończoność, ale te dwie sprawy powinny stanowić podstawę obrony ministra. Od wieków jest nam wpajane, że puste trzymanie się pustej litery prawa jest złe, że to duch jest ważny a nie miejsce położenia przecinka. Oczywistym jest, że cały wachlarz prawników (oraz wielkich) będzie się starał wykazać błędność tego stanowiska, ponieważ ograniczone zostanie pole do ich machlojek i kombinacji.

Michał Łuba

a.me.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “W obronie ministra Jarosława Gowina”

  1. Powinno sie jednak kurczowo trzymac prawa!!!! Slowo spisane jest wiecej warte niz jakies zmienne nastroje tago lub innego partyjniaka. Zwlaszcza ze lewizna ( a w PO to jasno widac) uznaje tylko jeden „duch” a raczej „zaduch”. Pozatym, jak Zydzi i chrzescijanie zaprzestali trzymac sie litery Prawa to nagle pojawili sie zboczency, cwaniaki itp, itd, Pan Bog zas cierpliwie czeka i spelnia ich zachcianki… a lud patrzy i nic nie przeciwdziala— wszak ponad Prawem wazniejszy jest duch „tolerancji” ale tylko w jedna strone. PS. Liberum veto unikalo sie poprzez zawiazywanie konfederacji gdzie obowiazywala ordynacja wiekszosciowa, lub poprzez wziecie gagatka-nieugodowca na szable!!!! Powodowalo to jednak, ze z jednej strony zyciem ryzykowal przekupny zakala, zas z drugiej idealistyczny patriota. A tych zaczelo brakowac po wojnach w XVII wieku lub sluzyli Ojczyznie na rubiezach, zas oligarchia zawsze mogla liczyc na „miernych ale wiernych” zaprzancow. Cie panie! Przez chwile mialem wrazenie ze opisuje POlske XXI wieku!!!!

  2. BulcioFrull – w PŚ za bardzo nie wyczuwa się ducha tolerancji. Zabawy w Sodomie i Gomorze, bałwochwalstwo Izraelitów oraz wiele innych ich występków (które współcześnie byłyby uznane za normalne) zostało jednoznacznie potępione przez Boga, Patriarchów czy Proroków. Co do zaś Liberum Veto, to praktyka konfederowania sejmów to były czasy stanisławowskie, bo za młodszego Sasa wszystkie sejmy były rozwiązywane. W przypadku zaś nakłaniania innych do jedności za pomocą groźby lub prośby to też były wypadkiem dosłowności czytania prawa. Częściej ta formułka była interpretowana w znaczeniu, że wszyscy przyjmują postanowienia, niezależnie od osobistych zastrzeżeń.

  3. Wyobraźmy sobie sytuację: Polska we wrześniu 2012 roku, debata w Sejmie nad podwyższeniem VAT-u. Już prawie uchwalone, a jeden poseł po wstąpieniu na mównicę woła: „Veto”. I sprawa przepada. Naiwne, ale pomarzyć można. Fajna była ta jednomyślność.

  4. Te „cogito” czy raczej incogito. Akurat na szable bralo sie cwaniakow jak Sicinski, ktorzy rykneli „veto” i brali nogi za pas. Akurat szlachta miala wiecej zdrowego rozumu anizeli sluzalcy na smyczach prowadzacych. Veto bylo w Polsce od poczatkow XVI wieku stosowane powszechnie… ale jako grozba!!! Po prostu szlachcic vetujac zglaszal obiekcje… by zaraz potem uzgodnic kompromis. Dopiero w drugiej polowie XVII wieku „veto” zaczelo zrywac sejmy… i nie dlatego ze taki Sicinski byl przekupiony. Ale dlatego ze wiekszosc na takim sejmie byla na garnuszku takiej lub innej partii.

  5. BolcioFrull – proszę nauczyć się dokładnie czytać i nie obrażać innych, bo ja (pomimo wcześniejszej emerytury i renty) jeszcze młodszym od siebie daję radę na ringu. A przepisywać dwa razy nie będę tego, co jest, zatem pozostaje Panu przeczytać to raz jeszcze ze zrozumieniem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.