Wariant cypryjski, czyli perfekcyjna operacja niemieckich bankierów

Gdy będziecie Państwo czytali ten tekst, być może sprawa Cypru w jakiś tam sposób zostanie prowizorycznie rozwiązana i rząd tego kraju zdobędzie (czytaj: zagrabi) 5,8 miliarda dolarów. Przypadek ten jednak, w jakikolwiek sposób by się skończył, musi zostać przez nas analizowany jako wzorcowy model upadku socjalizmu i prób podtrzymywania go przy życiu. W moim przekonaniu to także bardzo pouczająca operacja polityczna, jaka ma miejsce wobec Nikozji. Nie chcę w tym miejscu wchodzić w detale i przyczyny cypryjskiego krachu. Finanse tego państwa bankrutują przecież z tego samego powodu co połowy państw unijnych: nadmiaru socjalizmu, rozdęcia wydatków publicznych, nadmiernych podatków i ogólnego spadku przedsiębiorczości. Ot, bolączki typowe dla „demokratycznego państwa prawa realizującego idee sprawiedliwości społecznej”.

System bankowy Cypru upada jednak z przyczyn częściowo od niego niezależnych, a mianowicie dlatego, że posiadające gigantyczne lokaty banki z tego kraju lokowały pieniądze tam, gdzie im było językowo i kulturowo najbliżej, a mianowicie w Grecji. Kryzys banków cypryjskich to odprysk upadku Grecji i bankierzy tylko częściowo są temu winni, ponieważ rząd w Atenach od lat fałszował statystyki, ukrywając przed światem rzeczywisty stan gospodarki swojego kraju. Wyspiarscy bankowcy winni są raczej nadmiernego zaufania do rządu greckiego.

Znacznie ciekawsze są jednak nie powody, ale proponowane sposoby zaradzenia kryzysowi. Mnie fascynuje ten pomysł obligatoryjnego opodatkowania lokat bankowych. Podatek to jak podatek – nie takie już socjaliści wymyślali. Jego wysokość, jak na myśl socjalistyczną, też nie robi wielkiego wrażenia. Chodzi o sposób wprowadzenia tego podatku. Nagle o północy stają banki i bankomaty, a ludzie z porannego radia dowiadują się, że ich oszczędności zostały zamrożone, zostaną opodatkowane i nie wolno im operować własnymi pieniędzmi. Coś jak stan wojenny w bankach! A wszystko to dzieje się w sytuacji, gdy ustawy o opodatkowaniu lokat bankowych jeszcze… nie ma. Nie tylko nie została uchwalona, ale nawet nie była omawiana w parlamencie. Zdaje się, że nawet nie została jeszcze wniesiona, jako projekt rządowy, do parlamentu. Na jakiej więc podstawie w państwie prawa będącym członkiem Unii Europejskiej można zablokować setkom tysięcy ludzi ich konta bankowe? Bez ustawy, bez zgody prokuratora (gdyby było podejrzenie, że pochodzą z przestępstw)?

Rząd Cypru działał na podstawie ustawy, której jeszcze nie było, a więc z pogwałceniem zasady lex retro non agit. Co więcej, rząd działał na mocy ustawy, której kilka dni później nie uchwalono i za którą nie zagłosował żaden z parlamentarzystów. Co jeszcze ciekawsze, pomimo że ustawa padła w tak bezceremonialny sposób, konta nadal pozostają zablokowane! Przecież to czyste bezprawie! Tymczasem milczy Parlament Europejski, Rada Europy, Trybunał w Strasburgu i wszelkie organizacje prawoczłowiecze. Prawie milion ludzi zostało w sposób niezgodny z prawem – nawet socjalistycznego państwa prawa – pozbawionych dostępu do własności i nikt nie protestuje. Cicho siedzą nawet ci, którzy utrzymują swoje wielkie wille i wypasione bryki z dochodów uzyskiwanych z walki o prawa człowieka w Rosji i na Białorusi.

Cypryjczycy, Grecy, Włosi, Hiszpanie i Portugalczycy wiedzą już, czym grozi im trzymanie pieniędzy w bankach bankrutujących krajów – bezprawnym zablokowaniem i opodatkowaniem. Śmiem podejrzewać, że właśnie dlatego Angela Merkel i bogatsze kraje unijne wymuszają na Cyprze przyjęcie takiego wariantu ratowania socjalizmu na wyspie. Chodzi o przestraszenie milionów ciułaczy z bankrutującego południa Europy; pokazanie im, że nie mogą wierzyć własnym bankom; nie mogą ufać w rozmaite „rządowe gwarancje” i magiczne granice „100 tysięcy euro”, które gwarantowane są przez państwo.

Co więc mogą zrobić miliony ciułaczy z Cypru, Grecji, Włoch, Portugalii i Hiszpanii? Mogą wyjąć swoje oszczędności z „podejrzanych” autochtonicznych banków i „dokapitalizować” nimi banki „bezpieczniejsze”, znajdujące się w Berlinie i w Paryżu.

Przyznam, że operacja niemieckich i francuskich bankierów została przeprowadzona w sposób perfekcyjny i przy pełnej współpracy ich rządów, które kierowały się interesami narodowymi, a nie europejskimi dyrdymałami. W sytuacji problemów finansowych banki niemieckie i francuskie dostaną dziesiątki miliardów euro. Nie będą musiały nawet oferować specjalnie wysokiego oprocentowania. Będą dawały gwarancje bezpieczeństwa powierzonych im pieniędzy.

Kiedy piszę te słowa, jest niedziela. Jutro jest poniedziałek i od rana rozpocznie się wielka migracja gotówki z południa Europy do północnej części. Sprzyjać jej będzie internet i łatwość zakładania i prowadzenia kont na odległość. Bankierzy niemieccy i francuscy pewnie właśnie odpalają grecko-, włosko-, hiszpańsko- i portugalskojęzyczne wersje portali swoich banków dla nowych klientów znad Morza Śródziemnego.

Czy Polsce grozi wariant cypryjski? Nie, nie grozi nam, ponieważ nie mamy euro. Problemy południa Europy wynikają z faktu, że państwa te nie mają własnych walut i nie mogą – mówiąc wprost – zrównoważyć swoich budżetów i spłacić zadłużenia wewnętrznego, okradając swoich obywateli za pomocą mechanizmów inflacyjnych. W Polsce nie byłoby konieczności brutalnego skoku na kasę, groźby rewolty na ulicach. Ministerstwo Finansów dodrukowałoby brakujące kwoty, okradając w sposób równie skuteczny, choć mało spektakularny nas wszystkich. Ale kraje znad Morza Śródziemnego, nieopatrznie wchodząc do strefy euro, pozbawiły się tego ostatecznego środka zrównoważenia budżetu. Bank Centralny jest w Niemczech; prasy drukarskie konieczne do druku banknotów euro też są w Niemczech; ośrodek kierowniczy Unii Europejskiej też jest więc w Niemczech; teraz nawet oszczędności Greków, Włochów, Hiszpanów i Portugalczyków znajdą się w Niemczech…

Adam Wielomski

Tekst ukazał się w tygodniku Najwyższy Czas! i na nczas.com

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *