Rosyjska bitwa Gazety Polskiej z sopockimi hotelarzami!

Gazeta Polska przystąpiła do nowej, brutalnej wojny. Nie, tym razem nie jest to wojna o lustrację. Nie jest to też kolejna wojna smoleńska. Nie. Tym razem dzielny organ Tomasza Sakiewicza przystąpił do jedynie słusznej, prawdziwie polskiej i bezkompromisowej wojny z sopockimi hotelarzami – a patrząc szerzej – z każdym, drobnym lub większym przedsiębiorcą, który w tym mieście żyje z turystyki. O co poszło?

Poszło o mały ruch graniczny, który od lipca ubiegłego roku obowiązuje między obwodem kaliningradzkim, a poszczególnymi polskimi powiatami, w tym Trójmiastem. Oto media zięcia znanego smoleńskiego przedsiębiorcy, Ryszarda Gitisa, postanowiły opisać to zjawisko i przedstawić je w charakterystyczny dla siebie sposób. Dowiadujemy się więc, że mały ruch graniczny to tak naprawdę jedynie pole do rozpanoszenia się w Polsce rosyjskiej przestępczości. Że polskie korzyści gospodarcze, płynące z tego rozwiązania są iluzoryczne, a brzydkiego Kaliningradu i tak nikt z Polaków nie odwiedza.

Ale właśnie pierwszy argument jest uwypuklony najbardziej. Polska – rzecz jasna na kolanach, zmuszona przez silniejszych – przyjęła to niekorzystne dla nie rozwiązanie. Rozwiązanie, stanowiące okno rosyjskiej przestępczości i mafii do UE, czego najlepszym ostatnim przykładem było ujęcie potrójnego, gdańskiego mordercy, Samira S (http://niezalezna.pl/39957-w-eksklawie-patologii-kaliningradzki-eksperyment).

A jak jest naprawdę? Otóż dzięki staraniom polskiego MSZ rzeczywiście, w lipcu zeszłego roku ów ruch graniczny uruchomiono. Uruchomiono go, dużym polskim wysiłkiem zmieniając ogólno unijne uregulowania w tej kwestii. Uruchomiono mały ruch graniczny, który – zwłaszcza dla strony polskiej – okazał się absolutnym, ekonomicznym sukcesem. Wygląda mi na to, że dzielny dziennikarz Tomasza Sakiewicza pisał ten tekst siedząc za warszawskim biurkiem, albo najwyżej czerpiąc doń materiały i to z jasno profilowanych stron internetowych. Gdyby bowiem chciał to zrobić rzetelnie i przed jego napisaniem odwiedził choćby Bartoszyce, Braniewo czy Sopot to ten artykuł wyglądał by zgoła inaczej. Zobaczyłby bowiem tłumy Rosjan korzystających w tych miejscowościach z polskich, tańszych marketów, okupujących masowo sopockie hotele czy korzystających z naszych nadmorskich atrakcji turystycznych.

A może zobaczywszy to wszystko i tak napisałby to, co napisał? Moim zdaniem – niestety tak. Bo dla tych, którzy dzielnie zwą się dziennikarzami Gazety Polskiej nie jest istotne opisywanie rzeczywistości. Istotne jest za to utrzymywanie swoich czytelników w stanie wojny. Najlepiej – wojny rosyjskiej, nawet jeśli w jej wyniku ucierpią tym razem sopoccy hotelarze. Pal sześć ich opinia! Mniejsza, że zyskują na rosyjskich turystach, a wielu zwykłych Olsztynian na tańszej benzynie. Liczy się okazja do nowej rosyjskiej wojny.  Nawet kosztem tych ostatnich. Kosztem przekręcania faktów. Kosztem wywindowania jednego brutalnego mordu do rangi symbolu zjawiska, które – w niezgodzie z faktami – chce się opisać.

Tomasz Sakiewicz i jego podwładni powiedzą z pewnością, że prowadzą słuszną wojnę. Że to jest bitwa. Jak Bitwa Warszawska. Tak. Tu się zgadzam. To przypomina bitwę, ale zupełnie inną. Nie tą z roku 1920. Ta bitwa też zapisała się w Polskiej historii, a przed Tomaszem Sakiewiczem równie dzielnie prowadził ją Hilary Minc. To była słynna bitwa o handel. Dziś w jego ślady idzie Gazeta Polska, prowadząc swoją rosyjską bitwę z sopockimi hotelarzami…

Jan Filip Libicki

www.facebook.com/flibicki

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *