Węgrzy wspierają Azerów

– Górski Karabach jest integralną częścią Republiki Azerbejdżanu. W 2005 r. Rada Europy przyjęła stanowisko w tej sprawie, podtrzymane w 2010 r. przez Parlament Europejski, który zażądał wycofania armeńskich sił zbrojnych z terytorium okupowanego. Deklaracje te są nadal w mocy. Unia Europejska powinna, wraz ze swymi partnerami, dołożyć wszelkich starań aby ostatecznie i zgodnie z prawem międzynarodowym rozwiązać ten problem – uważa prominentny polityk węgierskiego FIDESZU, Ferenc Papcsák.

To kolejna deklaracja przedstawiciela węgierskiej partii rządzącej jasno wspierające azerskie (i tureckie) stanowisko w sprawie Karabachu i stosunków z Armenią. Od czasu, gdy we wrześniu 2012 r. węgierski sąd odesłał do Azerbejdżanu Ramila Safarowa, sprawcę pamiętnego morderstwa na ormiańskim poruczniku Gurgenie Markarianie – stosunki między Erewaniem a Budapesztem są w zasadzie żadne. Nie bacząc na to – Węgrzy (nie tylko z FIDESZU, ale i opozycyjnego, nacjonalistycznego JOBBIKU) mnożą gesty pro-tureckie, niedwuznacznie opowiadając się za osią z udziałem Węgier, Turcji i Azerbejdżanu.

Aktywnie działające Towarzystwo Przyjaźni Azersko-Węgierskiej, którego wiceprezesem jest Papcsák stoi zdecydowanie na gruncie rezolucji 822, 853, 874 i 884 Rady Bezpieczeństwa ONZ, a władze węgierskie niedwuznacznie krytykowały Erewań na forum europejskim. Niezależnie od oceny argumentów podnoszonych przez Węgrów w sprawie Karabachu – warto docenić konsekwencję Budapesztu, jak i dążenie Węgier do odnalezienia innych niż brukselskie szlaków geopolitycznych. Z pewnością jest to metoda poważniejsza i efektywniejsza, niż polska pożal się Boże „polityka wschodnia”.

(karo)

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *