Wejście Chin do gry szansą dla Europy

Zadeklarowane ostatnio przez Chiny poparcie dla stanowiska Rosji w sprawie Ukrainy stanowi przełom w dyplomacji chińskiej ostatnich dziesięcioleci. Jak donosiła – za Agencją Xinhua – pod koniec lutego cytowana przez rosyjskie media Agencja Reutera  – ambasador chiński w Belgii  Qu Xing poddał krytyce zachodnie sankcje wobec Rosji i towarzyszącą im  „mentalność zero-jedynkową”, budowaną na założeniu: „my albo oni”. Mentalność ta nie pozwala uznać obaw Rosji o jej bezpieczeństwo w sytuacji, gdy rozbudowywane są pozycje NATO w jej pobliżu i jest eskalowana interwencja Zachodu na Ukrainie.

Tego typu wypowiedzi nie zdarzały się w chińskiej dyplomacji, znanej  z niezwykłej ostrożności i powściągliwości wobec konfliktów międzynarodowych, nade wszystko tych, w które uwikłane są USA i Rosja. Jak określiły zachodnie media – Chiny w sprawie Ukrainy „pozostawały w ukryciu”. Pekin głosi wprawdzie jej jedność terytorialną – pozostawiając na boku sprawę Krymu – i domaga się zaprzestania działań wojennych w Donbasie, ale w tym wypadku Moskwa nie odbiega od chińskiego stanowiska. Nie ma zamiaru uznać suwerenności dwóch powstałych nowych jednostek terytorialnych – Donieckiej Republiki Ludowej i Ługańskiej Republiki Ludowej – a jedynie od początku wojny domowej w Donbasie domaga się przekształcenia Ukrainy w państwo federacyjne poprzez zmianę konstytucji.  Natomiast w kwestii fundamentalnej – wojny domowej na Ukrainie – Kreml wyraził swe stanowisko, podpisując tzw. porozumienie mińskie, którego pierwszy punkt mówi o zaprzestaniu walk i wycofaniu przez obie  strony konfliktu ciężkiego uzbrojenia poza wyznaczoną strefę buforową.  Ta zgodność polityczna wynika ze zgodności interesów własnych i wspólnych.  Rosja chce zachować swoje wpływy  na obszarze Ukrainy zamieszkałym w większości przez Rosjan. Chiny chcą realizacji podpisanych z Kijowem umów przed zamachem stanu. Wspólne interesy wynikają z członkostwa obu państw w Szanghajskiej Organizacji Współpracy oraz BRICS i APEC. Wspólnym interesem jest m.in. powstrzymanie Stanów Zjednoczonych w umocnieniu ich transatlantyckiej polityki na obszarze Wschodniej Azji. Impuls do wyjścia z „ukrycia” w sprawie Ukrainy  dały Chinom nie tylko ostatnie dane o ich wynikach gospodarczych, sytuujące Państwo Środka na pierwszym miejscu w rankingu światowym. Odrzucenie postawy powściągliwości w polityce międzynarodowej jest także reakcją na zorganizowaną przez USA jesienią ubiegłego roku  w Hongkongu tzw. rewolucję parasolek. Pewności dodało także Chinom podpisanie z Rosją w ubiegłym roku korzystnego dla nich kontraktu na trzydziestoletnie dostawy rosyjskiego gazu oraz umowy o współpracy wojskowej. Do tego doszło 36 innych umów o współpracy w różnych sektorach gospodarki. Nie bez znaczenia jest tu również fakt, iż Chiny stały się  cichym sprzymierzeńcem Rosji znacznie wcześniej – na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie Syrii i Iranu. Także po przyłączeniu Krymu do Rosji oraz jej zaangażowaniu w obronę powstańczego Donbasu blokowały na tym forum niekorzystne dla niej propozycje rezolucji.

W zmianie postawy Chin na płaszczyźnie międzynarodowej uderza jeszcze jedno. Do tej pory Pekin nie zdecydował się na ostrą publiczną krytykę nie tylko Zachodu, ale także  – czy nade wszystko – USA, z jaką wystąpił ambasador chiński w Brukseli. Nie tylko skrytykował politykę sankcji Białego Domu,  ale zadrwił ze Stanów Zjednoczonych, mówiąc iż nie wyobrażają sobie, aby mogła być pomniejszona ich obecność w jakimkolwiek zakątku świata, a możliwości dla jej podtrzymania mają coraz bardziej ograniczone. Dlatego też – jak podkreślił – dla zachowania dotychczasowego wpływu na politykę światową Waszyngton będzie musiał dokonać nadzwyczajnego wysiłku. Według analityków Global Research wypowiedź ambasadora chińskiego  oznacza, iż Pekin wzywa prezydenta Obamę, aby się powstrzymał od ataku na Rosję. Samą zaś politykę Białego Domu, zdeterminowaną kategoriami niezastępowalności USA i zastępowalności Rosji Chiny uznały za prowokację[1].

Zadeklarowanemu poparciu politycznemu Chin dla Rosji towarzyszy deklaracja kolejnego zacieśnienia stosunków między tymi dwoma państwami, złożona  8 marca b.r. na konferencji prasowej w chińskim parlamencie przez ministra spraw zagranicznych Chin  – Wang Yi. Minister Yi zapowiedział współpracę w  budowie szybkich kolei, produkcji chińsko-rosyjskich samolotów, budowie rurociągów, energetyki jądrowej czy wreszcie – co jest szczególnie ważne – w dziedzinie finansów. Współpraca w zakresie finansów ma na celu wypromowanie juana jako waluty światowej, zastępującej dolara. Warto podkreślić, że już obecnie juan zajmuje drugie miejsce w handlu światowym – przed euro – i wciąż zwiększa  się ilość państw gromadzących swoje rezerwy walutowe nie tylko w dolarze, ale również w chińskiej walucie. Równie ważne w wypowiedzi ministra Wang Yi było potwierdzenie budowy nowego Jedwabnego Szlaku, którego jednym z większych udziałowców ma być Rosja. Szlak ten to sieć połączeń kolejowych Chin z Europą, finansowanych  w głównej mierze przez Azjatycki Infrastrukturalny Bank Inwestycyjny, powołany – mimo sprzeciwu Ameryki – pod koniec 2014 roku przez państwa Wspólnoty Gospodarczej Azji i Pacyfiku (APEC).  Warto zauważyć, że sam bank jest -podobnie jak działania wymienionych formatów współpracy – świadectwem rugowania wpływów USA z Azji Wschodniej. Jedwabny Szlak jest taką samą próbą w odniesieniu do Azji Środkowej. Dla Europy natomiast szlak ten stanowi poważną alternatywę wobec TTIP  – Transatlantyckiego Partnerstwa Handlu i Inwestycji – obszaru wolnego handlu między Ameryką Północną i UE, znajdującego się w ostatniej fazie negocjacji.

Oświadczenie ministra Wang Yi  na temat gospodarczej i ekonomicznej współpracy chińsko-rosyjskiej nabiera szczególnego znaczenia w obliczu  powtarzanych od roku przez Waszyngton i Brukselę decyzji o sankcjach wobec Rosji. Ich celem jest bowiem zniszczenie jej potencjału gospodarczego, katastrofa systemu finansowego i destabilizacja struktur państwowych. Polska ze swym zerowym znaczeniem politycznym i niemal takim samym gospodarczym, decydując się na rolę najgłośniejszego rzecznika tych sankcji, wybrała pozycję tragikomiczną  na światowej szachownicy.  Z perspektywy Szanghajskiej Organizacji Współpracy, BRICS  (kolejne kraje ubiegają się o wejście do tej wspólnoty, m. in. Iran, Argentyna i Meksyk), APEC, a także Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej owe osławione sankcje mają charakter prowokacyjny. Podejmowane są bowiem nie w celu pokojowego rozwiązania kryzysu ukraińskiego, lecz w nadziei na zmuszenie Rosji do działań, które będą pretekstem dla rozpoczęcia z nią otwartej wojny [2].  W tym kontekście militaryzacja Europy a w jej ramach przesunięcie NATO ku granicom Rosji odczytane zostało przez Chiny jako zagrożenie dla światowego pokoju. Świadczy o tym ten fragment wypowiedzi chińskiego ministra spraw zagranicznych, w którym podkreślił on konieczność współpracy Pekinu i Moskwy na rzecz  „światowego pokoju i bezpieczeństwa”, a także pamięci o 70. rocznicy zakończenia II wojny światowej i „zwycięstwie nad faszyzmem”[3]. Taka deklaracja mogłaby otrzeźwić przynajmniej Europę. Liczyć na otrzeźwienie Waszyngtonu i  polskich wykonawców jego planów wojennych raczej nie można. Mając przed oczyma doświadczenie wyniesione przez Polskę z wojny w Afganistanie i Iraku po stronie USA, można mówić o syndromie sztokholmskim polskich elit politycznych oraz środowisk intelektualnych i mediów. Im więcej zawiedzionych nadziei i upokorzeń oraz materialnych strat w służbie Ameryki, tym większa do niej miłość – irracjonalna, chorobliwa, a co najważniejsze, godząca w polską rację stanu.     

Zadeklarowana przez chińskiego ministra spraw zagranicznych współpraca między Pekinem i Moskwą w sferze światowego pokoju i bezpieczeństwa jest świadectwem największego strategicznego manewru na globalnej szachownicy, jaki został zapoczątkowany w ramach APEC jesienią 2014 roku, kiedy Chiny wylansowały formułę „marzenia azjatyckiego” oznaczającego próbę wyparcia USA z tego formatu współpracy gospodarczej. W owym marzeniu zawarte jest bowiem wezwanie Azjatów, aby sami zajęli się sprawami Azji. Być może trzeba byłoby jeszcze czekać na tego typu oświadczenie skierowane przeciwko USA, gdyby nie skokowy wzrost nakładów Chin na dozbrojenie oraz coraz bardziej widoczny w gospodarce chińskiej udział przemysłu zbrojeniowego. Według  sztokholmskiego instytutu SIPRI (Międzynarodowy Instytut Badań nad pokojem) Chiny wyrosły na trzeciego eksportera broni w skali światowej, wyprzedzając Niemcy i Francję[4]. Co więcej, prowadzą ostatnio pertraktacje z Turcją w sprawie zakupu chińskiego uzbrojenia dla jej armii, co jest ewenementem, gdyż Ankara należy do NATO.   

Rosja, otrzymując wcześniejsze wsparcie z Pekinu, nie popadła w euforię z powodu wypowiedzi przedstawicieli dyplomacji chińskiej pod adresem USA i UE. Między innymi dlatego, że musi skoncentrować się na mińskim porozumieniu i odpowiedzieć na prowokację, jaką stanowi dla niej zabójstwo Borysa Niemcowa, wicepremiera rządu za czasów Jelcyna – odpowiadającego m.in. za złodziejską  prywatyzację majątku narodowego Rosji – po odsunięciu od władzy czołowego przeciwnika Kremla, typowanego przez zachodnie kręgi antyrosyjskie na przywódcę „majdanu” w Moskwie. Ponadto Władimir Putin uznał, iż najlepszą odpowiedzią na wsparcie ze strony Chin jest pogłębienie współpracy w ramach BRICS, obejmującej już nie tylko sferę  gospodarcz-ekonomiczną i wojskową, ale również parlamentarną.  Media rosyjskie doniosły o planowanej na marzec wizycie Siergieja Naryszkina i Aleksieja Puszkowa w Indiach w celu przygotowania formalnej struktury dla parlamentarnych kontaktów piątki skupionej w BRICS.

Nie bez znaczenia dla prorosyjskiego stanowiska Chin jest nadszarpnięta pozycja USA w świecie arabskim, nade wszystko na Bliskim Wschodzie, gdzie ostatnio Waszyngton może liczyć – poza Izraelem – jedynie na dwóch pewnych zwolenników amerykańskiej polityki dominacji: Katar i Arabię Saudyjską. Jednakże nawet Katar nie jest stuprocentowo pewny, gdyż zaoferował Rosji współpracę gospodarczą i bogatą ofertę inwestycji.

Znaczenie polityczne deklaracji Wang Yi na temat światowego pokoju i bezpieczeństwa jest tym większe, że towarzyszyła mu zapowiedź wspólnych obchodów 70. rocznicy zakończenia II wojny światowej i zwycięstwa nad faszyzmem. „Będziemy – jak zaznaczył chiński minister – współdziałać na rzecz utrwalenia wyników tego zwycięstwa oraz sprawiedliwości w świecie”[5]. Solidarność z Rosją jest w tym wypadku sygnałem dla zachodnich przywódców politycznych, odmawiających udziału w rosyjskich obchodach tej rocznicy. Chiny mówią, że rocznica ta ma – czy tego Zachód chce, czy nie – znaczenie  globalne. „Wspólnota transatlantycka” – jak atlantyści eufemistycznie określają kontrolowany przez NATO obszar Ameryki Północnej i Europy –  nie ma zamiaru obchodzić tej rocznicy, gdyż szykuje się do wojny z Rosją. Świętowanie zakończenia II wojny światowej i zwycięstwa nad faszyzmem jest ponadto nie na rękę Stanom Zjednoczonym. Takie święto wymusza bowiem na Europejczykach – a nade wszystko na Polakach podtrzymujących mit Ameryki jako imperium dobra – sformułowanie kilku ważnych pytań.

 Czyje interesy jako priorytetowe są realizowane w ramach  utrzymania amerykańskich baz na naszym kontynencie: Waszyngtonu czy Europy? Jak USA udowodnią, że  antyrosyjska propaganda i parcie do wojny z Rosją nie służą uzasadnieniu bezterminowego „pobytu” (okupacji?) amerykańskich wojsk w Europie? Kiedy i kto określi końcowy termin tego „pobytu”? Czy USA, tracąc pozycję hegemona światowego, dobrowolnie opuszczą Europę, jak to uczynił pokojowo ZSRR, wycofując swoje wojska z państw bloku socjalistycznego? Ludzie o otwartych umysłach takich  pytań mogą sformułować więcej, również po adresem NATO, które coraz częściej zastępuje UE w relacjach z Rosją – co daje podstawy rosyjskiemu analitykowi Włodzimierzowi Lepiechinowi do sformułowania poglądu, iż NATO jest zbrojną kompanią zarządzającą Europą[6]. Centralne miejsce w rankingu pytań pod adresem USA zajmuje to, które dotyczy bezpieczeństwa Europy pod protektoratem USA i kontroli ze strony NATO. Rozpad Jugosławii poprzez wywołanie lokalnych wojen, bombardowanie Serbii, utworzenie sztucznego państwa Kosowo i na jego terenie kolejnej w Europie amerykańskiej bazy wojskowej, a ostatnio wsparcie dla „majdanu” w Kijowie i zaangażowanie w wojnę domową na Ukrainie nie pozwalają bez wątpliwości odpowiedzieć na to pytanie pozytywnie.

 Analiza problemów zawartych w przedstawionych wyżej pytaniach musi wziąć pod uwagę zmianę układu światowego i rozwijający się w ramach BRICS oraz pozostałych formatach współpracy gospodarczej  z udziałem Chin i Rosji jako alternatywny dla transatlantyckiego kierunek rozwoju. W kontekście tej alternatywy konieczna jest dyskusja o przyszłości Europy, a w jej ramach o możliwościach realizacji polskiej racji stanu. Alternatywny kierunek rozwoju świata stwarza tym większą szansę na taką dyskusję, że posiada atrybuty, którymi nie może się poszczycić Ameryka – nazwana przez brazylijskiego  politologa Pepe Escobara  „imperium chaosu” – i stworzona przez nią przy pomocy NATO „wspólnota transatlantycka”. BRICS jako lokomotywa tej alternatywy i towarzyszące mu pozostałe organizacje nie posiadają będącej odpowiednikiem NATO zbrojnej kompanii, wymuszającej uległość słabszych wobec silniejszych. I może dlatego w ramach alternatywnego kierunku rozwoju jest możliwość osiągania pokoju, podczas gdy w ramach pax americana stał się on utopią. Co więcej, kierunek wyznaczany przez BRICS nie narzuca światu zgubnych dla ludzkości ideologii w rodzaju genderyzmu, politycznej poprawności czy skrajnego liberalizmu. Daje możliwości rozwoju chrześcijaństwa i odwołania do wartości chrześcijańskich  w kulturze i życiu społecznym, o czym świadczy przykład Rosji. W zestawieniu z nią Europa jest negatywnym przykładem oddziaływania zgubnych ideologii narzucanych członkom „wspólnoty transatlantyckiej” przez jej ośrodki władzy. Obiektywna analiza kulturoznawcza kondycji Europy w ramach tej wspólnoty  daje podstawy, aby stwierdzić, iż pod protektoratem USA stary kontynent utracił swoją tożsamość. Europa odcięła się bowiem od  cywilizacji łacińskiej i od będących jej fundamentem wartości chrześcijańskich. Ameryka nigdy nie była zainteresowana ich obroną w Europie, podobnie jak na Bliskim Wschodzie. W związku z tym nie ma gwarancji, że los żyjących tam jeszcze niedawno setek tysięcy wyznawców Chrystusa nie stanie się udziałem chrześcijan w Europie.  Alternatywa dla transatlantyzmu upoważnia do zabierania głosu w tej sprawie i wymuszania na decydentach europejskich i amerykańskich rzeczywistej obrony wolności osób i narodów w Europie, a tym samym ich prawa do własnej – łacińskiej – cywilizacji oraz jej chrześcijańskiego systemu wartości.


[1] http://pl.sputniknews.com/polityka/20150305/83676.html. 2015-03-17.

[2] Por.: Роль БРИКС в решении глобальных проблем (w:) http://ria.radio/20150313/1052372957.html, 2015-03-17..

[3] http://fedpress.ru/news/polit_vlast/news_polit/1425801644-ministr-inos…. 2015-0-17; http://ria.ru/analitycs/20150310/1051804897.html. 2015-03-17.

[4] http://fakty.interia.pl/swiat/news-raport-sipri-chiny-trzecim-eksportere… 2015-03-18.

[5] http://fedpress.ru/news/polit_vlast/news_polit/1425801644-ministr-inos…

 

[6] Hnnp://ria.ru/analitycs/20150311/1051952602.html. 2222222015-03017.

Anna Raźny

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *