Wielka rehabilitacja króla Stanisława Augusta

Jej autorzy nie ukrywają, jaki jest jej cel. Piszą: „Stanisław August Poniatowski zmarł w Petersburgu 12 lutego 1798 roku i tam został pochowany. Trzy lata wcześniej Rzeczpospolita Obojga Narodów została podzielona między potężnych sąsiadów i zniknęła z mapy Europy. Król umierał z poczuciem całkowitej klęski swojej egzystencji. Państwo, którego odrodzenie uczynił nadrzędnym celem swego panowania, przestało istnieć, a on zmuszony został do abdykacji. Tragedia człowieka splotła się z tragedią całego narodu.

Dziś dominuje skłonność do tego, by Stanisława Augusta uznawać za wybitnego mecenasa kultury, lecz jednocześnie potępiać jako polityka, a w sensie moralnym traktować go wręcz z pogardą. Przygotowywana wystawa ma służyć przewartościowaniu tych ocen. Chcemy zakwestionować błędny sposób myślenia o Stanisławie Auguście-mecenasie i Stanisławie Auguście-polityku, jak o dwóch różnych osobach. Żadnej dziedziny działalności króla nie można bowiem oddzielić od całości. Inicjatywy artystyczne czy naukowe oraz naprawa systemu rządów miały nierozdzielny udział w jego programie odbudowy państwa”.

Ekspozycja składa się z ponad 250 dzieł sztuki z Polski i zagranicy. Na wystawie znajdują się archiwalia, obrazy, rzeźby, miniatury i obiekty sztuki użytkowej, które odtwarzają złożone tło polityczne epoki w formie chronologicznej narracji. Największe wrażenie robią szczątki, jakie odkopano pod koniec lat 80. XX wieku w ruinach kościoła w Wołczynie, gdzie w 1938 roku, cichaczem, bez żadnego szacunku i chrześcijańskiego pochówku – złożono przywiezioną z Leningradu (Petersburga) trumnę z ostatnim królem Polski.

Władze sanacyjne w swoim prymitywnym podejściu do historii narodu polskiego (kult ruchawek zbrojnych i chojraków wyzywających wszystkich wokół od „zdrajców”) – dokonały profanacji na wielką skalę. Król zamiast na Wawel, trafił do podrzędnego kościółka k/Brześcia. Po 1939 roku dokonano dzieła zniszczenia. Polskie ekipy archeologiczne zostały na miejscu ruiny i zgliszcza. Wydobyto ledwie kilka przedmiotów – fragmenty szpady grobowej, dwie apliki orła oraz fragment tkaniny, którą okryto zwłoki (z resztkami herbu Ciołek).

Dzisiaj możemy to zobaczyć w gablocie na Zamku Królewskim. Jakiż kontrast na tle lśniących i mieniących się kolorami innych pamiątek po królu – obrazów, medalionów, rysunków, przedmiotów codziennego użytku (piękna teczka na dokumenty), biżuterii.

W kilkunastu salach możemy obejrzeć dziesiątki dowodów wielkiego dzieła, jakim było podnoszenie narodu z bagna, w jakie się wpędził, z największym z nich – oryginałem Konstytucji 3 Maja. Stanisław August zostawił po sobie bardzo wiele śladów aktywności, jak nigdy przed nim żaden król. Na wystawie możemy obejrzeć wiele rzeczy znanych, ale i bardzo dużo unikatów. Za takie uznać wypada dwa obrazy Jana Bogumiła Plerscha z Galerii Sztuki we Lwowie – przestawiające spotkanie Stanisław Augusta z Katarzyną II w Kaniowie w 1787 roku, a także zachowaną w dobrym stanie koszulę nocną króla.

Wielkie emocje wywołuje skromny skrawek papieru w własnoręcznym pismem króla – akt przystąpienia do Targowicy. Ostatnia próba ratowania kraju przed rozbiorem, dokonana za namową wielu, w tym Hugona Kołłątaja. Potem wszyscy ci „bohaterowie” uciekli z kraju, zostawiając króla sam na sam z Katarzyną II.

Czy wystawa spełni oczekiwania organizatorów? Ludzie myślący przyjmą ją z aplauzem, ci zaś, dla których historia to okazja do niszczenia własnych dziejów – przekonani nie będą. Już na łamach dodatku do „Rzeczpospolitej” „Plus Minus” ukazał się obszerny artykuł pod wymownym tytułem „Król z trupią głową”, będący nieudolną i dosyć prymitywną próbą zdezawuowania idei wystawy, tak jakbyśmy mieli pod dostatkiem przykładów podobnej aktywności co w przypadku Stanisława Augusta. Dziwi to, że gazeta mieniąca się prawicową i konserwatywną nie jest w stanie wyjść poza jakobińsko-lewicowy ogródek.

Na koniec opinia najwybitniejszego historyka dziejów Polski Nowożytnej – prof. Władysława Konopczyńskiego, działacza Narodowej Demokracji, przyjaciela Romana Dmowskiego, i bynajmniej nie wielbiciela króla. W 1938, oburzony skandalicznym potraktowaniem szczątków króla przez sanację, zamieścił w „Kurierze Poznańskim” (z 25 sierpnia 1938 r.) artykuł pt. „Król w poniewierce”:

„Iluż to Polaków na tym zasadzało swój patriotyzm, by nienawidzić żyjącego króla Ciołka, „uzurpatora”, „solitera” – i jego ideały! Ilu ich potomków, nie umiejąc nic zrobić dla Polski, a nieraz jej szkodząc, manifestowało po rozbiorach swój tani patriotyzm, klnąc pamięć Poniatowskiego! Trzeba było odwagi cywilnej, aby oddawać temu nieszczęśliwemu sprawiedliwość: kto za nim przemówi, ten zły patriota, moskalofil, duch spodlony niewolą”.

I tak bywa po dziś dzień. Dlatego zachęcam do odwiedzenia Zamku i zapoznania się z kawałkiem polskiej historii – tragicznym, ale i chwalebnym.

Jan Engelgard

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *