Wielomski: Penelizacja homoseksualizmu?

Grzegorz Braun rzucił ostatnio luźny pomysł o tytule „penalizacja homoseksualizmu”. W liberalnych mediach zawrzało, ale nie tylko w nich. Rwetes i kociokwik zrobił się także na rozmaitych forach dyskusyjnych zbliżonych do Konfederacji, gdzie propozycja ta została przeegzaminowana z rozmaitych prawicowych pozycji, zaczynając od katolicko-narodowej, a kończąc na libertariańskiej. Część z komentujących pomysłem się zachwyciła, a część uznała go za „antywolnościowy”. Autor niniejszego tekstu prywatnie uważa tę propozycję za merytorycznie niezbyt fortunną, ale wartą do zanalizowania politologicznym „szkiełkiem i okiem”.

Osobiście wątpię czy Grzegorz Braun chce naprawdę rzucić na poważne hasło „penalizacja homoseksualizmu”. Traktuję jego pomysł jako pewnego rodzaju intelektualną prowokację, która jednakże posiada głębszy zamysł polityczny. Gdy wchodziłem w dorosłe życie na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia, to o homoseksualizmie niewiele się mówiło, a różnego rodzaju pojęcia określające osoby procederowi temu się oddające – które dziś kwalifikowane są jako „mowa nienawiści” – były wtedy na porządku dziennym. Pamiętam jeszcze rwetes, gdy temat ten pojawił się, jako przedmiot dyskusji, po raz pierwszy w jednej z prywatnych telewizji, w programie Ewy Drzyzgi. Od tego czasu wiele się zmieniło. Homoseksualizm przestał być, przez znaczącą część opinii publicznej, traktowany jako rzecz wstydliwa, stając się częstokroć przedmiotem dumy. Temat wałkowany jest w mediach bezustannie i we wszystkie strony. Sami homoseksualiści zajęli się polityką, robiąc ze swojej orientacji znak firmowy i insygnia prawie oficjalne. Najpierw toczyła się debata o związkach partnerskich, a teraz już coraz głośniej mówi się o małżeństwach jednopłciowych. Na tapecie pojawiła się już kwestia adopcji dzieci przez takie pary, żyjące nieformalnie lub formalnie razem. Słowem, chrześcijanie i zwolennicy tradycyjnie pojmowanego prawa natury znajdują się w totalnej defensywie, a innowatorzy obyczajowi – do niedawna uważani za wstydliwą ekstremę – prowadzą ofensywę we wszystkich mediach.

Dziś homoseksualiści rzucają tematy dyskusji, oni decydują kto i o czym będzie dyskutować. Wojskowi posługują się pojęciem inicjatywy strategicznej i powiadają, że kto ją posiada ten atakuje, wybierając moment i miejsce kolejnej bitwy. I mniejszości seksualne tę inicjatywę strategiczną całkowicie przejęły. Chrześcijanie i ius-naturaliści stoją na przegranych pozycjach, ponieważ ograniczają się do obrony prawnego status quo. Ten, kto się tylko broni nie może wygrać wojny. Jest narażony na bezustanne bombardowania i ataki, a gdy raz straci kawałek zajmowanej przestrzeni, nie może jej już odzyskać. Dlatego aktywiści mniejszościowi stosują taktykę małych kroków, co przećwiczyli już w wielu innych krajach, gdzie zaczynali od postulatu tolerancji, a kończyło się to legalizacją małżeństw homoseksualnych i prawem do adopcji dzieci. Strategię tę wprost wyłożył ostatnio Paweł Rabiej: “Najpierw przyzwyczajmy ludzi, że związki partnerskie to nie jest samo zło, że nie niszczą tkanki społecznej i polskiej rodziny. Potem łatwiej będzie o kolejne kroki, o równość małżeńską z adopcją“. Tak jak pisałem, strategia defensywna oznacza powolne oddawanie terenu i stopniową realizację postulatów obyczajowych. Jeszcze nie dawno aktywiści homoseksualni wzywali do tolerancji, aby teraz przejść do postulatów penalizacji „mowy nienawiści”, co wyraził ostatnio Krzysztof Śmiszek deklarując: „Wprowadzimy takie przepisy, że każdy homofob, który żeruje na najniższych instynktach i zagraża bezpieczeństwu osób LGBT, zostanie ukarany, z więzieniem włącznie”.

Kontrowersyjny pomysł Grzegorza Brauna traktuję jako próbę przejęcia inicjatywy strategicznej w debacie na temat praw homoseksualistów. Chodzi w nim, jeśli dobrze zamysł rozumiem, o zastąpienie dyskusji na temat małżeństw jednopłciowych dyskusją o penalizacji lub wolności stosunków homoseksualnych. Jako politolog i komentator polityczny uważam sam pomysł przejęcia inicjatywy strategicznej jako posunięcie słuszne, ale odmienne od taktyki przeciwnika, który stosuje skutecznie taktykę małych kroków. Skoro taktyka ta jest skuteczna, to należałoby ją naśladować i zamiast strzelać z ciężkiej haubicy penalizacją stosunków homoseksualnych, należało nabić małą armatkę polityczną, proponując np. penalizację propagandy homoseksualnej, domagając się takiej ustawy jako wykonawczej do art. 72 Konstytucji RP, który stanowi: „Rzeczpospolita Polska zapewnia ochronę praw dziecka. Każdy ma prawo żądać od organów władzy publicznej ochrony dziecka przed przemocą, okrucieństwem, wyzyskiem i demoralizacją”. Kluczowe jest słowo „demoralizacja”, mogące stanowić podstawę dla propozycji ustawowej penalizacji propagandy homoseksualnej, która dociera przecież także do dzieci i nieletnich.

Reasumując, jestem daleki od wchodzenia w dyskusję czy propozycja rzucona przez Grzegorza Brauna jest wolnościowa czy antywolnościowa, czy jest totalitarna i zamordystyczna. Pomijając już to, że nie jest to postulat Konfederacji jako takiej, lecz osobiście samego Brauna, widzę w niej próbę wyjścia z defensywy w której znalazły się środowiska broniące świata tradycyjnego, opartego na Objawieniu (argument dla chrześcijan) lub na tradycyjnym prawie natury (argument dla wszystkich). Równocześnie, jako politolog, oceniam tę propozycję jako zbyt daleko idącą, na którą społeczeństwo polskie nie jest przygotowane, a i wątpliwą merytorycznie. Prawdę mówiąc, to nie bardzo sobie wyobrażam prokuratorów i policję tropiących takie sprawy. Powiększyłoby to niepomiernie aparat represyjny państwa, prowadząc do masowej inwigilacji. Jednakże sam pomysł „przerzucenia piłki na drugą stronę boiska”, czyli przejęcia inicjatywy strategicznej w dyskusji ze zwolennikami „wsadzania do więzień” za tzw. homofobię i zwolenników małżeństw jednopłciowych, uważam za trafny z punktu widzenia taktyki politycznej.

Adam Wielomski

Tekst ukazał się w “Najwyższym Czasie!”

[Głosów:14    Średnia:4.5/5]
Facebook

1 thought on “Wielomski: Penelizacja homoseksualizmu?”

  1. Do homoseksualistów dołączają osoby z autyzmem i zespołem Aspergera (spektrum autystyczne). Nazywają to “neurodiversity”. W Polsce taką działaczką z aspergerem i jednocześnie lesbijką jest Ewa Furgał. Walczy o to, aby zaburzeń autystycznych nie nazywać chorobami, czy zaburzeniami, tylko odmiennymi stylami poznawczymi. Twierdzi, że w wyniku seksistowskiej dyskryminacji, zespół Aspergera jest 4 razy częściej diagnozowany u mężczyzn niż u kobiet. Napisała coś takiego:

    “Podmiotowe jest natomiast podejście opisujące autyzm w kategoriach neuroróżnorodności (termin stworzyła w latach 90. XX wieku autystyczna socjolożka Judy Singer). Koncepcja ta zakłada, że istnieją różne modele rozwoju człowieka, nie tylko jedyny słuszny, do którego trzeba dostosować niepasujące jednostki, naprawić czy wyleczyć. Autyzm można zatem zdefiniować jako inny od neurotypowego rodzaj postrzegania i odbierania rzeczywistości, wynikający z różnic neurologicznych. Różnice te powodują u osób w spektrum autyzmu m.in. trudności w interakcjach o charakterze społecznym i przeciążenia sensoryczne, natomiast u osób neurotypowych wywołują stereotypy i uprzedzenia wobec osób z autyzmem.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *