Współpracowniczka CIA na Kubie Yoani Sanchez odbywa międzynarodowe tournée. Festiwal obłudy i absurdu

Bohaterka korporacyjnie lojalnych mediów Yoani  Sanchez rozpoczęła 18 lutego swoją zagraniczną 80 dniową podróż do około 12 krajów, która ma w istocie charakter kampanii dezinformacyjnej.  Na trasie podróży Sanchez, której przebieg jest podawany  w różnym składzie przez międzynarodowe serwisy informacyjne, nieprzypadkowo figurują niezmiennie Miami i Waszyngton.   W rzeczywistości bowiem jest ona ściśle powiązana z Sekcją Interesów Stanów Zjednoczonych w Hawanie i z Centralną Agencją Wywiadowczą (CIA). Pierwszym przystankiem jej podróży była Brazylia.  Na brazylijskim lotnisku sławiona przez zachodnie media i najbogatsza bloggerka na świecie spotkała się z protestami studentów, nazywających ją wprost agentką CIA, która się sprzedała.  Doszło do kolejnych demonstracji w innych miastach, wskutek czego odwołano spotkanie z Sanchez, na którym miał być wyświetlony film dokumentalny przedstawiający media i wolność prasy na Kubie z perspektywy propagandy zachodniej. Jednak media korporacyjne  i sama zainteresowana dwoili się i troili, by  zbagatelizować skalę i znaczenie tego protestu.

  Jednocześnie sama Sanchez po raz kolejny ujawniła swoje prawdziwe oblicze i dała dowód lojalności wobec imperium, kiedy opowiedziała się podczas pobytu w Brazylii za zniesieniem amerykańskiego embarga i uwolnieniem Kubańskiej Piątki, czyli antyterrorystów kubańskich, więźniów sumienia północnoamerykańskiego.  W kwestii zniesienia embarga, można łatwo zauważyć zbieżność tonu wypowiedzi Sanchez i polityków republikańskich w Stanach. Przy tym identyczna jest również jawnie głoszona motywacja tego typu deklaracji zarówno Yoani  jak i waszyngtońskich oficjeli. Zaostrzona blokada, z której skutkami społeczeństwo kubańskie musi radzić sobie od ponad 50 lat po prostu nie spełniła ich zdaniem swojej funkcji ,  przyczyniając się do obalenia rewolucyjnego rządu.

 Największą burzę i oburzenie w kręgach antysocjalistycznych ekstremistów w Miami i płatnej ekspozytury interesów USA na Kubie wywołały jednak słowa o uwolnieniu Piątki. Co jednak sama  Yoani Sanchez szybko zdementowała, wyjaśniając wszem i wobec, że nigdy nie opowiadała się za ich wolnością i że zostali oni słusznie skazani, a jej własna ironia została jedynie źle zinterpretowana.  I wolała by po prostu, by rząd nie przeznaczał tak dużych środków na bezsensowne jej zdaniem kampanie. Przy tym przemilczała dyskretnie, że jej własne zagraniczne tournée jest bardzo kosztowną kampanią sponsorowaną przez zagraniczne ośrodki.

Podkreślanie praworządności procesu i słuszności skazania Piątki przez Yoani współbrzmi ze stanowiskiem republikańskiej deputowanej w kongresie USA, znanej z wrogiego stosunku do socjalizmu na Kubie, Ileany Ros- Lethinen, która stwierdziła, że był to uczciwy proces, pomijając m.in. fakt, że w 2010 r. ujawnione zostały taśmy i bilingi dziennikarzy, którzy otrzymali od administracji waszyngtońskiej spore sumy pieniędzy, by przedstawiali działalność Piątki w zakłamanym świetle i domagali się jak najwyższych dla niej wyroków, a także to, że rozprawa rewizyjna w 2005 r. udowodniła polityczne podłoże procesu, uzasadniając to w 93 stronicowej analizie.

Zbieżność stanowisk Sanchez i  waszyngtońskich polityków zdradza, jak dalece głoszone przez nią poglądy są zaprogramowane i uzależnione od tego, co głoszą aktualnie jej mocodawcy, mający na celu ocieplenie jej wizerunku. Zgodnie z tym samym mechanizmem wykreowano postać głównego kontrkandydata Chaveza w wyborach w Wenezueli, którym był Enrique Caprilles Radonski, który nagle zaczął krytykować złodziejską prywatyzację ancien régime, której był jednym z beneficjentów i  dowodząc własnej wrażliwości społecznej poprzez zmianę retoryki na zbliżoną do socjaldemokracji.

– „Ta kobieta jest fałszywa. Zrobi i powie wszystko, by wygrać zwolenników. To co robi, to jest wielki biznes. Ona jest wilkiem  w przebraniu owcy” – tak scharakteryzowała postawę Sanchez młoda kubańska bloggerka i dziennikarka o przekonaniach socjalistycznych.

Rzeczywiście nagradzaną przez ośrodki szerzenia demokracji w wydaniu zachodnim działalność Sanchez można scharakteryzować jako ciąg fałszerstw.

Przykładowo w 2009 r. media prozachodnie, również w Polsce solidaryzowały się z kampanią ogłoszoną przez sponsorowaną bloggerkę w postaci napisania kwestionariusza z serią pytań. Powtarzały one twierdzenia Sanchez, że otrzymali je zarówno Obama, jak i Raul Castro, przy czym ten drugi miał nie raczyć odpowiedzieć. W rzeczywistości  Yoani wbrew własnym słowom nigdy nie wysłała listu do kubańskiego prezydenta, więc nie miał nawet okazji poznać jego treści. Kwestię tę ujawniły po jakimś czasie poufne dokumenty Sekcji Interesów Stanów Zjednoczonych w Hawanie opublikowane przez Wikileaks.

Liczne minięcia się z prawdą przez Sanchez zmuszają niekiedy nawet podmioty nie mające nic wspólnego z Kubą do wyjaśnień obalających jej wywody. Tak było w przypadku, gdy napisała ona swoim twitterowym koncie, że wie o rzekomej dyskryminacji Kubańczyków w dostępie do Internetu prowadzonych za pośrednictwem Hotelu Park Central w Hawanie, będącego według jej twierdzeń w gestii międzynarodowej sieci hotelowej NH. Firma ta odpowiedziała, o czym pisał również hiszpański dziennik El Pais, że nie zarządza ona żadnym hotelem na Kubie.

Innym razem oskarżyła rząd kubański o zablokowanie jej konta na twitterze, co spotkało się ze zdecydowanym dementi, zarówno ze strony wiceministra Informatyki i Komunikacji, który oświadczył, że Kuba nie blokuje żadnemu obywatelowi dostępu do sieci społecznościowych, jak i administracji twittera, która sama przyznała, że tymczasowo zawiesiła uczestnictwo wszystkich kubańskich użytkowników i ponosi za to wyłączną odpowiedzialność. 

Kubańczycy znają również Yoani Sanchez z wyjątkowo pogardliwych wobec własnego społeczeństwa twierdzeń.

We wrześniu 2011 r. w  rozmowie z portorykańską gazetą „El Nuevo Dia” posunęła się ona do tego, że stwierdziła, iż 80 % Kubańczyków to chorągiewki na wietrze, gdyż „oportunizm przeniknął głęboko od wewnątrz jej kraj”. Yoani zręcznie zaniża do 10% skalę publicznych debat i aktywności jej współobywateli broniących socjalistycznego projektu, reprezentowanej nie tylko przez działalność kilku tysięcy bloggerów (wobec liczby zaledwie dwudziestu kilku antykomunistycznych blogów), jak i platform medialno-informacyjnych, nie cenzurujących również krytycznych komentarzy.  Nie przeszkadza jej to jednak występować jako rzeczniczka Kubańczyków. Podczas pobytu w Brazylii twierdziła, że choć musi ona walczyć z rządem swego kraju zębami i pazurami ( nie zwracając uwagi, że twierdzenie to stoi w sprzeczności z jej równoczesnymi zapewnieniami, że wojuje ona wyłącznie piórem i metodami pokojowymi ), ma problem z ubytkiem zęba i jest w gorszej sytuacji, gdyż władze jako jedyne mają dostęp do usług dentystycznych. Krytykowała również, że według jej słów, obywatele kubańscy nie mogą rzuć gumy, a „karmieni są jedynie zupą”.

To bardzo ciekawe uwagi  w kontekście niezależnych danych na temat kubańskiej służby zdrowia i ogólnie kondycji zdrowotnej i społecznej „pozostających masowo w nędzy” ( według Sanchez ) obywateli kubańskich dostępnych chociażby na stronie oficjalnej UNICEF.  Kubańczycy, z którymi zetknęła się osoba znana mi osobiście, podczas swojego wyjazdu w 2007 r. , a którzy mieli takie zapotrzebowanie otrzymywali od rządu nie ponosząc za to żadnych opłat zarówno złote koronki, jak i protezy.

Yoani Sanchez ujawniła, że otrzymała „amerykańską propozycję” wstawienia złotego zęba, co ma zostać zrealizowane niezwłocznie podczas pobytu w USA.  Interesujące, że sponsorowana bloggerka, która za swoją działalność zdołała zgromadzić majątek ponad 250 tys. euro narzeka na swoją kondycję finansowo – społeczną i sama nie może ani zgłosić się do krajowego dentysty, jak czynią to jak widać powyżej inni Kubańczycy, ani sama pokryć tych kosztów, jeśli nie chce realizować tego w swoim kraju. To kolejny element farsy, w której biorą udział zresztą inni opłacani pseudo opozycjoniści na Kubie.  Przykładem może być Dagoberto Valdes, jeden z kolegów i bliskich współpracowników Yoani. Zdjęcia z przyjęcia organizowanego przez niego  pokazują  jak kubańscy najemnicy wycierający sobie usta sloganami o głodującym rzekomo społeczeństwie, bez cienia zażenowania wydają pieniądze otrzymane od swoich mocodawców. Suto zastawiony stół zaopatrzony w napoje alkoholowe i bezalkoholowe nie wymaga nawet komentarza.

Na trasie tournée Sanchez znajduje się Meksyk. Domagająca się od Brazylii zdecydowanego stanowiska w sprawie Kuby  marionetkowa aktywistka stwierdziła, że gdyby miała możliwość wyboru, gdzie ma przyjść na świat, byłby to właśnie Meksyk bądź Brazylia. Meksykańska lewica piórem dziennikarza Alberto Vulture zauważyła, że gdyby Sanchez była szczerą obrończynią wolności prasy, powinna zwrócić uwagę, że jedzie do kraju, w którym zamordowano jedynie w ostatnim roku 11 niezależnych publicystów. Taka sama liczba ofiar pośród nich została zanotowana w Brazylii, a o pięć mniej w Hondurasie. Według raportu  Krajowej Komisji Praw Człowieka w Meksyku od 1999 r. do chwili obecnej doszło do 85 zabójstw dziennikarzy, 18 zaginięć i 33 ataków na media, w sumie 843 zamachów na dziennikarzy. Zgodnie z informacją Press Emblem Campaign (PEC)  z siedzibą w Genewie w 2012 roku, zginęło 141 dziennikarzy w 29 krajach Natomiast na Kubie ostatnią taką zbrodnię popełniono za dyktatury Batisty w 1958 r.  na korespondencie  pochodzącym z Ekwadoru nazwiskiem Carlos Bastidas Argüello.

Fakty te obnażają jednoznacznie skrajną nieuczciwość kampanii dyskredytowania Kuby, w której Yoani Sanchez i jej koledzy odgrywają jedną z decydujących ról.

Dodać można, że równie nieuczciwe standardy kazały „dysydentom” kubańskim, w tym również Damom w Bieli popierać jako przejaw walki o tzw. demokrację krwawy zamach stanu  w Hondurasie w 2009 r.

Owo opozycyjne towarzystwo wzajemnej adoracji nie dostrzegło również masowych grobów odkrytych w Kolumbii w 2010 r. Swoich współobywateli  grupka ta określa mianem motłochu. Z kolei inny wykreowany przez USA bohater, Guilllermo Farinas posunął się w jednym z wywiadów do twierdzenia, że walczący o swoje prawa, zamieszkujący Chile Mapucze, ludność pochodzenia indiańskiego, walczący z dyskryminacją ze strony rządu, jakiej są poddani, to pospolici terroryści. Warto zauważyć, że Mapucze zastosowali praktykowany przezeń strajk głodowy, który prowadzili oni przez 82 dni domagając się m.in. zaprzestania przemocy i prześladowań wobec cywili przez miejscowe wojskowe władze. Media chilijskie, eksponując i wyolbrzymiając znaczenie nie ukrywanego na Kubie strajku Farinasa, równocześnie ocenzurowały film na którym jeden z uratowanych górników z katastrofy kopalni w San Jose wyraził okrzyk solidarności z Mapuczami.

Nic lepiej nie pokazuje, kto stosuje podwójne standardy. Wśród wielu moich przyjaciół i rozmówców na Kubie słyszę nieraz wyrazy wstydu i zażenowania, że tego typu dobrze opłacani najemnicy również są mimo wszystko Kubańczykami, choć zdradzają własny kraj.  Jeden z nich zauważył, że bycie rewolucjonistą oznacza wystawianie się na próbę każdego dnia.  Potwierdził znane fakty, że w całym kraju w wielu placówkach imperialiści amerykańscy posiadają punkty werbunkowe i trzeba mieć wiele samozaparcia, by nie ulec ich namowom. Opowiedział mi  epizod z własnego życiorysu.  Kiedy był studentem, jedna z takich komórek na uczelni chciała go zwerbować, zwracając uwagę na jego talent fotograficzny, który jeśli będzie robił to, co mu każą jego nowi mocodawcy, zapewni mu lepszą przyszłość i sytuację ekonomiczną.

Motywy działalności opłacanej agentury, której przedstawicielką jest biorąca udział w tej farsie Yoani Sanchez są oczywiste. Budująca swój wizerunek otwartej na dyskusję nawet z protestującymi komunistami  (których protest de facto stara się zbagatelizować)prześladowanej i niewinnej humanistki sponsorowana bloggerka powinna przy takiej okazji usłyszeć następujące pytania.  Jak to jest współpracować z władzami i wywiadem kraju, który odpowiada za realizację próby inwazji w Zatoce Świń ?  Podczas tej agresji  ówczesna generacja najemników przeszkolonych w amerykańskich bazach wojskowych m.in. w krajach pod władzą uległych wobec USA dyktatur ( wówczas Nikaragua i Gwatemala ) wyposażonych przez CIA i ochranianych przez amerykańskie lotnictwo nie wahała się masakrować cywili, z których świadomości antyimperialistycznej i  poparcia dla rewolucji zdawali sobie sprawę.  Czy miło jest być najemnikiem kraju, który odpowiada za akty terroryzmu na przestrzeni lat wymierzonych w Kubę, również z użyciem innych najemników, podczas których straciło łącznie ponad 4 tys. obywateli kubańskich ?

Wreszcie, czy miło współpracuje się z krajem, który w XX stuleciu ma na koncie zrzucanie napalmu i defoliantów na bezbronne wioski w wielu krajach Trzeciego Świata, w tym również na Koreę, Wietnam i Kambodżę ? Czy wystarczy mająca zapewnić dobry PR „prywatna opinia”, że nie popiera się funkcjonowania takich więzień jak Guantanamo, przy równoczesnym twierdzeniu otwartym tekstem, że na Kubie powinna zapanować demokracja taka, jak praktykowana w Stanach Zjednoczonych ? Demokracja tortur, jak te stosowane w Nangar Khel czy Abu Ghraib i agresji międzynarodowych.  Zbrodnie te nie miały charakteru odosobnionych nadużyć. Bezlitośnie dowodzą tego fakty, że autorzy memorandum Ministerstwa Sprawiedliwości usprawiedliwiającego tortury w 2002 r., Alberto Gonzales i Jay Bybee, zostali wynagrodzeni mianowaniem odpowiednio na prokuratora generalnego i sędziego federalnego sądu apelacyjnego. Dla porównania standardów warto przyjrzeć się, jakie podejście reprezentowali rewolucjoniści kubańscy, zarówno kiedy byli jeszcze partyzantami, jak i po zdobyciu władzy.

Na stronie głównej Międzynarodowego Czerwonego Krzyża można przeczytać następujące wspomnienie wydrukowane pierwotnie w „Marine Corps Gazette” z zaznaczeniem, że jest to relacja opisująca fakty potwierdzone przez wiele innych źródeł:

„Wieczorem byłem świadkiem kapitulacji setek batistianos z garnizonu w pewnej mieścinie. Z czterech stron otoczyli ich buntownicy uzbrojeni w thompsony, po czym przemówił Raul Castro:

„Wierzymy, że przyłączycie się do nas, by walczyć przeciwko panu, który was tak źle potraktował. Jeżeli nie zechcecie skorzystać z tego zaproszenia – a nie zamierzam go powtarzać – jutro odstawimy was do obozu Kubańskiego Czerwonego Krzyża. Wierzymy, że jeżeli wrócicie pod rozkazy Batisty, nie podniesiecie broni przeciwko nam. A jeżeli to uczynicie, pamiętajcie to, co teraz powiem.

Złapaliśmy was teraz. Możemy złapać znowu. A kiedy złapiemy, nie będziemy was terroryzować ani torturować, ani zabijać. […] Jeżeli złapiemy was drugi albo i trzeci raz […] znowu was odeślemy, jak teraz to czynimy”.

Jak stwierdzają znawcy przedmiotu, tacy jak Michael Waltzer, z reguły armie partyzanckie dążą raczej do tego, by zabijać jeńców, a nawet jeśli postępują tak jak bojownicy Castro, to i tak nigdy nie mają gwarancji, że przeciwnik wykaże się równą wspaniałomyślnością.

Natomiast w okresie klęski inwazji w Zatoce Świń, gdy w warunkach ogromnych zbrodni najemników, musiało dojść do masowych aresztowań krajowych przeciwników, Fidel Castro nie potraktował ich, mimo, że jego kraj padł ofiarą najemnego terroryzmu, tak jak potraktowano więźniów baz amerykańskich chociażby w ostatnich latach.

W długim przemówieniu wyjaśniającym przyczynę klęski najeźdźców 23 kwietnia 1961 r. bezpośrednio i otwarcie odniósł się do aresztowań:

„W tego rodzaju akcji zawsze oczywiście może mieć miejsce pewna niesprawiedliwość, ale to jest nieuniknione. Kraj znajdujący się w niebezpieczeństwie musi przedsięwziąć środki obronne. Powtarzam, mogły zaistnieć wypadki niesprawiedliwych aresztowań, przez pomyłkę mogło się nawet zdarzyć, że został zaaresztowany jakiś rewolucjonista, ale kto naprawdę jest rewolucjonistą, ten to zrozumie.  Poza tym po zlikwidowaniu agresji, kiedy sytuacja się unormuje, wszystkie te osoby, na których nie ciąży żadne konkretne przestępstwo, ci wszyscy, którzy zostali zaaresztowani tylko dlatego, że ich osoby budziły podejrzenia, zostaną zwolnieni. Pozostaną oczywiście w więzieniu ci, którym udowodni się ich działalność kontrrewolucyjną. Już od wczoraj rozpoczęto zwalniać osoby zaaresztowane w trybie prewencyjnym”.

Rine R. Leal milicjant z Batalionu nr 111 opisał następujące wydarzenie. Na przeraźliwe wrzaski jednego z pojmanych przez jego oddział 40 najemników, że chce by go zabić, bo nie może już dłużej cierpieć z powodu cukrzycy i wrzodu żołądka, Castro spokojnie odpowiedział:

– Po co mamy ciebie zabijać. Wyleczymy cię, abyś mógł żyć.

Dawid Jakubowski

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *