Wtajemniczenia eleuzyńskie, czyli sposób na „szczęście” w piekle cz.4

Orfizm i pitagoreizm

Orfeusz twórcą wszelkich wtajemniczeń

Orfeusz był synem Eagrosa, króla trackiego, oraz muzy Kaliopy, najwyżej postawionej w hierarchii dziewięciu muz. Orfeusz był śpiewakiem, muzykiem i poetą. Niektóre mity czynią go królem Traków.

Do najbardziej znanych mitów dotyczących Orfeusza to opowieść o zstąpieniu jego do piekieł z miłości do żony Eurydyki, która była nimfą, bądź córką Apollona. Została ona ukąszona przez węża i zmarła. Orfeusz po jej śmierci, nie mogąc żyć bez niej poszedł jej szukać do piekieł. Śpiewał tam tak pięknie, że wzruszył samego Hadesa i ten zgodził się zwrócić mu żonę pod jednym warunkiem, że Orfeusz przed wyjściem na światło dzienne nie obejrzy się. Był jednak spragniony widoku żony, nie wytrzymał i obejrzał się. Stracił żonę na zawsze. Orfeusz po powrocie z piekieł ustanowił misteria oparte na zdobytych tam doświadczeniach. Dostęp do nich mieli tylko mężczyźni, nie mogły być do nich dopuszczone kobiety. Mówiono, że Orfeusz po powrocie z piekieł nie chciał w ogóle obcować z kobietami. Żył z młodzieńcami. Pewnego razu w Tracji bachantki, wściekłe na niego za to, że nimi wzgardził, rzuciły się na niego i rozszarpały go na sztuki.

Teologia orficka skrystalizowała się wokół mitu o Orfeuszu i Dionizosie. Orfeusz jest uważany za reformatora dionizyjskich wtajemniczeń, dlatego te wtajemniczenia zwane są też orfickimi. Orfeusz został ogłoszony „prorokiem Dionizosa” i twórcą wszystkich wtajemniczeń i obrzędów z nimi związanymi. Mistrzem Orfeusza był sam Apollon, który uchodził za patrona szamanów znających przyszłość dzięki ekstazie, w której mają wizje, zesłane przez Apollona. Właśnie trans powodowany śpiewem i biciem w bębny wprowadza szamanów w trans.

Symbolem Apollona jest słońce, dlatego Orfeusz często wstępował na górę Pangajon, by witać pierwsze promienie słońca i oddać hołd Apollonowi. W V w. przed Chrystusem Orfeusz został ogłoszony twórcą wszelkich wtajemniczeń.

W orfizmie bogowie byli raczej ubóstwionymi symbolami niż istotami samoistnymi. Zeus oznaczał rozum a Posejdon „morze białopieniste”, stał się on bogiem żywiołu płynnego we wszystkich jego przejawach, również ludzkiego. Natomiast Glaukosa, syna Posejdona, tak określił Renan: „Pomieszajmy razem wszystkie pojęcia ludzi, powiążmy rozsypane gałęzie marzeń, oto będziemy mieli mit Glaukosa: smętek, ciężkie i potworne sny, wieczny niepokój, wszędzie niebezpieczeństwo, niepewność jutra, silne poczucie fatalności”.

Nauki tajemne Orfeusza zostały następnie zmodyfikowane przez pitagorejczyków i stały się ich główną filozofią.


Pitagoras najwyższym kapłanem

Pitagoras (582 – 492 przed Chrystusem) był założycielem sekt orfickich w Krotonie, Metapontianie, Tarencie w płd. Italii. Bractwa pitagorejskie nazywały się heterie, które były tajnymi związkami politycznymi i religijnymi. Ich współczesnym odpowiednikiem są loże masońskie. Bractwa te rozszerzyły się z Krotonu, gdzie była hetaria macierzysta, na wszystkie miasta ówczesnej Grecji, w których wywierały potężny wpływ na bieg polityki. Bractwo Pitagorejskie dążyło do objęcia władzy w całej południowej Italii. Rozgałęzienia jego sięgały Tarentu, Heraklei, Metapontu, Regium, Himery, Katany, Arygentu, Sybarysu.

Członków obowiązywało bezwzględne posłuszeństwo dla mistrza i jego nauczania. Adeptom nakazywano milczenie, po czym musieli składać przysięgę zachowania w tajemnicy nauk i wiele symbolicznych przepisów. Orficy wierzyli w reinkarnację. Pitagoras twierdził, że pamięta swoje poprzednie wcielenia. W jednym z nich miał być Apollonem. Sekta miała wyznaczone cele religijne i polityczne. Przez długi czas orficy odgrywali wielką rolę polityczną i religijną w płd. Italii i na Sycylii. Orficy wywarli ogromny wpływ na nauki eleuzyńskie. Zajmowali się również magią. W jej zakres wchodziło panowanie nad zjawiskami przyrody, wywoływanie nadzwyczajnych wrażeń lub skutków przy pomocy sił tajemniczych, rzucanie i odczynianie uroków, ale przede wszystkim ujarzmianie woli osób drugich.

Pitagoras był mistrzem pierwszego króla Rzymu, Numy. Jak można wnosić z zachowania króla, to pitagorejczycy do orfizmu wprowadzili magię i szarlatanizm. Numa posiadał moc czarodziejską. Był bezwzględnie posłuszny wskazaniom mistrza, który kierował jego polityką i sprawami religijnymi. Król wprowadził wielką liczbę bóstw. Rozpoczął od oddawania czci boskiej Romulusowi pod imieniem Kwirnusa. Zapoczątkował kult Jowisza z przydomkiem Elicius i Terminus, bogini Fidea, bóstwa Dius Fidius i kult bogów sabińskich. Dał Rzymianom święte tarcze i Palladium, mistyczne oznaki panowania oraz wprowadził Janusa o dwóch obliczach, symbol pokoju i wojny (Michael Grant, „Mity rzymskie”, przełożył Zygmunt Kubiak, PIW, Warszawa 1978).

W Krotonie Pitagoras stworzył porządek społeczny, który oparty był na surowym systemie spartańskim (arystokratyczno-niewolniczym) i wprowadził do niego wtajemniczenia. W ciągu dwudziestu lat zyskał tak wielką władzę, że został nazwany półbogiem. Kroton, osada achajska, miał rząd oligarchiczny. Na czele stała RADA TRZYSTU. Członkowie byli najwyżej wtajemniczeni i piastowali równie wysokie stanowiska jak kapłani egipscy. Wprowadził żywioł wtajemniczenia do rządów państwowych. Połączył zasadę demokratyczną, a więc obieralności, z zasadą rządu opartego na ludziach wtajemniczonych. RADA TRZYSTU tworzyła zatem rodzaj zakonu politycznego i religijnego, na którego czele stanął z natury rzeczy sam Pitagoras. Niżej była RADA TYSIĄCA, złożona z przedstawicieli wielkich rodów. Sprawowała ona władzę prawodawczą i rozciągała pieczę nad władzą wykonawczą. Istniały również zgromadzenia ludowe, jednak władza ich była ograniczona. Panowanie pitagorejczyków trwało 25 lat Wymordowanie pitagorejczyków było hasłem do przewrotu w Krotonie i w zatoce Tarenckiej. Jedno z podań mówi, że Pitagoras zginął wraz z trzydziestoma uczniami w budynku, który został podpalony przez tłum. Miasta italskie skazały pozostałych pitagorejczyków na wygnanie. Bractwo zostało rozproszone, jego niedobitki rozpierzchły się po Sycylii i Grecji (Edward Schure, „Wielcy wtajemniczeni”, Tom I i II. Interart TEDAR, Warszawa 1995). Współcześnie odpowiednikiem Rady Trzystu jest rząd światowy o nazwie Klub 300. Członkowie tego komitetu nazywają siebie Olimpianami.


Spisek pitagorejczyków w Rzymie

Jedna z doktryn orfizmu mówi, że runie stary świat w niszczącym przedodrodzeniowym ogniu. Na zgliszczach świata ma wyrosnąć nowy świat, w którym zapanuje nowy ład, nowy porządek i wieczny pokój. Tadeusz Zieliński w swojej książce „Rzeczpospolita Rzymska pisze, że w 183 r. przed Chrystusem w Rzymie wybuchła panika. Było to równe tysiąc lat po zburzeniu Troi. Wierzono wówczas, że po tym okresie nastąpi odnowienie całego świata, lecz będzie go poprzedzała zagłada starego. Księgi Sybilli, które odgrywały istotną rolę w starożytnym Rzymie, mówiły, że „Forum pokryje się namiotami”, ogień pochłonie gród na siedmiu wzgórzach. Oczywiście, że doktryna filozoficzna, nauka o powszechnym spopieleniu, zasadniczo różniła się od proroctwa Sybilli o przeznaczeniu, które zawisło nad miastem, to je jednak połączono, zwłaszcza za pomocą astrologii.

Rzeczywiście, jedno i drugie mogło się spełnić. Przypadek sprawił, że senator Katon wykrył wielki spisek pitagorejczyków, którzy po rozgromieniu w Tarencie, zaczęli odgrywać dużą rolę w Rzymie. Fama ludowa przypisywała im wszystkie okropności dostępne ludzkiej wyobraźni: nieograniczone pijaństwo, nienaturalną rozpustę, najrozmaitsze przestępstwa przeciwko życiu obywateli i państwa. Członkowie sekty na swoich zebraniach, które były tajne czcili Bachusa, rzymskie imię greckiego Dionizosa. Stąd zebrania ich zwane były bachanaliami. Spisek okazał się bardzo niebezpieczny i rozgałęziony. Zaszła potrzeba stworzenia specjalnego śledztwa pod przewodnictwem konsulów, których zaopatrzono w specjalne pełnomocnictwa, by spisek udaremnić. Skazanych zostało ponad siedem tysięcy ludzi. Większość z nich skazano na karę śmierci. Po wykryciu rzymskiego gniazda wyszły na jaw różne oddziały pitagorejczyków rozsiane po całej Italii. Liczba skazanych ciągle rosła. Po tym niespokojnym roku nadeszły dla Rzymu lata spokoju.

W 181 r. przed Chrystusem pewien człowiek pochodzący z Tarentu oświadczył, że znalazł na wzgórzu Janikulum w Rzymie dwie kamienne skrzynie. W jednej z nich była trumna, która dawniej zawierała zwłoki króla rzymskiego Numy, żyjącego w czasach Pitagorasa, lecz była już pusta. W drugiej znajdowało się dwanaście ksiąg napisanych przez Numę, niektóre z nich dotyczyły filozofii pitagorejskiej. Król Numa przyjaźnił się z Pitagorasem i znajdował się pod dużym wpływem tego filozofa. Księgi przyniesiono przed oblicze rzymskiego pretora, a ten kazał je natychmiast spalić. Przyczyną, dla której zniszczono owe księgi było to, że dzieła pitagorejskie uznano za teksty wywrotowe (Michael Grant, „Mity rzymskie”, przełożył Zygmunt Kubiak, PIW, Warszawa 1978).

Odnowienie wtajemniczeń

Eleuzis było symbolem pogańskich wierzeń. Zakazanie wtajemniczeń i spalenie świątyni było kresem pogaństwa. Jednak nie oznaczało to całkowitego zniesienia tych tajemnych misteriów, a jedynie jego przysłonięcie.

1 maja 1776 r. powstała najwyższa loża o nazwie Zakon Iluminatów (Order of Illuminist). Założyciel A. Weishaupt, który przybrał pseudonim Spartakus, dla miasta Inglstadt, które było stolicą tej loży, nadał nazwę Eleuzis, również dla miast niemieckich nadawał nazwy greckie. Działalność tej loży rozciągała się na całą Europę, i należeli do niej ludzie polityki, nauki, kultury. Jeżeli Weishaupt nadawał miastom niemieckim nazwy greckie, to i wtajemniczenia iluminatów musiały być eleuzyńskie.

W „Popiołach” w rozdziale „Gnosis” Stefan Żeromski opisuje pobyt Rafała Olbromskiego u księcia Gintułta. Obecny jest tam też major wojsk pruskich. Oficer ten zrobił Rafałowi wykład o Eleuzis, Demeter, Persefonie i Dionizosie.

Oto fragment: „Demeter szuka swej córki po całej ziemi przez dni dziewięć, a dziesiątego przybywa do Eleuzis… – mówił major, coraz bardziej zwrócony do księcia i zapominając zupełnie o obecności Rafała. – Niesie w ręku swych dwie pochodnie, znak widomy oczyszczającej siły ognia. Spoczywa w Eleuzis i łamie długotrwały post przez popijanie napoju z wody i miodu, zwanego kykeon. To wszystko działo się przed nocą tajemnic. Ci, którzy są mystaj, bez różnicy płci pozostaja sami, oddzieleni od profanów. Z pochodniami w ręku zwiedzają miejsca boleści Demetery, więc zdrój Antion i Smutny Kamień. Tajemniczą część uroczystości zwiastował głos hierokeryksa, nakazujący tym, którzy są mystaj, zupełne milczenie… Milczenie, milczenie…”.Później Rafał został wtajemniczony. Według L. Chajna „Wolnomularstwo w II Rzeczypospolitej” Stefan Żeromski był masonem.

Wincenty Lutosławski w latach 1903-1911 wydawał „Eleusis”, czasopismo Elsów, stowarzyszenia ideowego poczwórnej wstrzemięźliwości. W 1924 r. jako kontynuacja ruchu „Eleusis” powstał Filarecki Związek Elsów.

Inna nauka eleuzyńska, jak np. reinkarnacja została odnowiona w Europie dopiero w XVIII w. Choć teoria ta pochodzi od Platona, to w Europie była zapomniana. Dopiero w XVIII w. angielski sanskrytolog Wiliam Jones (1746 – 1794), przyczynił się do zainicjowania indyjskiej filozofii w Europie. Ponad dwieście lat temu powiedział: „Nie jestem Hindusem, lecz uważam, że doktryna Hindusów dotycząca reinkarnacji jest nieporównywalnie bardziej racjonalna, bardziej pobożna i bardziej przydatna do powstrzymywania człowieka od czynienia zła, niż przerażające poglądy wpajane przez chrześcijan o karze nie mającej końca”.

Reinkarnacja według Wergiliusza

Tysiącletni okres przebywania dusz w świecie podziemnym, o którym pisze Platon, ukazał Wergiliusz w „Eneidzie”. Poeta opisał wędrówkę Eneasza po świecie podziemnym. Przewodnikiem jego była Sybilla i Anchiz, ojciec Eneasza. Wergiliusz ustami Anchiza opowiada następującą historię: „Każdy z nas musi ponieść kary jego manom przeznaczone, potem nas wiodą w bezkresne Elizjum, gdzie na radosnych błoniach nieliczni tylko mieszkają wybrańcy, reszta zaś czeka, aż po długich lat obiegu czas się dopełni i zmaże z nich plamy win, aż się ostanie czysta myśl, duch niebiański, ogień elementarny. A kiedy tysiąc lat się przetoczy na kole czasu, wezwie bóg wielką rzeszę nad brzeg rzeki Lety, aby przyszłości niepomne, znów mogły oglądać niebieskie sklepienie i z tęsknotą na ziemię powrócić w nowe obleczone ciało”. Wergiliusz był pitagorejczykiem.

Św. Jan o upadku szatana

Pismo Święte Nowego Testamentu w sposób jednoznaczny wyjaśnia owe „powroty” i tysiącletnie przebywanie dusz w podziemnym świecie. Święty Jan w Apokalipsie przedstawia sąd nad szatanem: „Ujrzałem anioła zstępującego z nieba. W ręku trzymał klucze do przepaści i łańcuch wielki. Pochwycił smoka, węża starego, którym jest szatan i diabeł, związał go na tysiąc lat i wrzucił go do przepaści. Potem zamknął ją i położył pieczęć na niej. Nie miał on więcej zwodzić narodów, dopóki nie upłynie owych tysiąc lat. A potem ma być spuszczony z łańcucha na krótki czas”. O upadku szatana Święty Jan pisze: „A kiedy upłynie owych tysiąc lat, szatan zostanie zwolniony ze swego więzienia. Wówczas wyruszy, by zwodzić narody na czterech krańcach ziemi, Goga i Magoga, i aby zebrać je do walki. A liczba ich jak piasek morski. Idą poprzez świat szeroki i okrążają obóz świętych i miasto umiłowane. Lecz ogień spada z nieba i pochłania ich. A diabeł, który ich zwodził, zostanie strącony do jeziora ognia i siarki, gdzie znajduje się także bestia i fałszywy prorok; a męki ich trwać będą dzień i noc, przez całą wieczność”.

Prezydenci USA o reinkarnacji i upadłych aniołach

W czasach nowożytnych pojawili się myśliciele, którzy wierzyli w nieśmiertelność świadomości i wędrówkę dusz. Teorią reinkarnacji było zafascynowanych wielu prezydentów USA. Beniamin Franklin, wyrażając swoją zdecydowaną wiarę napisał: „Widząc siebie istniejącego w tym świecie, wierzę, że w takiej czy innej postaci będę istniał zawsze” (list do George’a Whatlya, 23 maj 1785 „Dzieła zebrane Benjamina Franklina”. Za: Coming Back, Tajemnice reinkarnacji, The Bhaktivedanta Book Trust 1990).

Inny prezydent USA, John Adams, w 1914 r. napisał list do innego byłego prezydenta, „mędrca z Monticello”, Thomasa Jeffersona, w którym wyłożył w sposób bardzo prosty platońską doktrynę reinkarnacji: „W efekcie buntu przeciw Najwyższej istocie, niektóre dusze zostały strącone w dół do regionów całkowitej ciemności. Następnie po zwolnieniu z tego więzienia, otrzymały one pozwolenie na zstąpienie na ziemię i migrację w ciała różnych zwierząt, gadów, ptaków, bydląt, ludzi, zgodnie z ich zaszeregowaniem i charakterem. Jeśli przeszły ją bez zastrzeżeń, otrzymały pozwolenie na wcielenie się w krowy i ludzi” (list do Thomasa Jeffersona, marzec 1814. „Korespondencja Johna Adamsa”. Za: Coming Back, Tajemnice reinkarnacji, The Bhaktivedanta Book Trust 1990).

Stary Testament o upadku szatana

W Księdze Izajasza jest taki fragment, w którym znajduje się przepowiednia upadku Babilonu, a o samym mieście i jego despotycznym królu prorok powiada: „Jakże to spadłeś z niebios, Jaśniejący, Synu Jutrzenki? Jakże runąłeś na ziemię, ty, który podbijałeś narody?” (Iz 14,12). „Jutrzenka” – Gwiazda Poranna (planeta Wenus), do niej tutaj jest porównywany tyran. Ojcowie Kościoła widzieli tu typ i obraz upadku z nieba wodza zbuntowanych aniołów (Biblia Tysiąclecia, Wydawnictwo Pallottinum, Poznań – Warszawa 1988). Lucyfer, łac. Lucifer, nosiciel światła, który nazywany jest gwiazdą zaranną, planetą Wenus, nazywaną też „Jutrzenką”. Św. Łukasz o szatanie mówi: „Wtedy Chrystus rzekł do nich: Widziałem szatana, spadającego z nieba jak błyskawica. Oto dałem wam władzę stąpania po wężach i skorpionach, i po całej potędze przeciwnika” (Ew. wg. Łuk. 10,18). Później spadająca dzienna gwiazda (Wenus) otrzymała przydomek „zwiastunki światła”, a po przetłumaczeniu na łacinę i nadaniu jej rodzaju męskiego stała się Lucyferem. Tak więc u świętego Hieronima Lucyfer pojawia się jako Jaśniejący syn Wenus, podobnie jak 1400 lat później w „Raju utraconym” Johna Miltona:

(…) siedziby dumnej Lucyfera

Tak nazwanego, aby go przyrównać

Do owej gwiazdy promienistej, którą

Miał przypominać Szatana (..)

Żeńska Wenus ma dwa imiona męskie: Fosforos i Hesperos. Fosforos z gr. „phosphoros” „noszący światło” odnosi się do Lucyfera. Fosforos Wenus jako gwiazda zaranna, a Hesperos jako gwiazda wieczorna widoczna nad horyzontem po zachodzie słońca.

„Non serviam – Nie będę służył”

Pierwszy grzech powstał, jak mówi Objawienie Boże, w niebie. Nie było zapewne wówczas jeszcze ziemi, słońca i gwiazd, a tylko „Duch Boży unosił się nad wodami”. Bóg nigdy nie był samotny. Był jednym w Trójcy Przenajświętszej. Zanim stworzył ziemię i człowieka, stworzył w hierarchii bytowej istoty wyższe, lepsze i doskonalsze od człowieka, nazwanych aniołami. Byli oni podzieleni na dziewięć chórów anielskich. Niestety, część aniołów, zaślepiona własnym blaskiem, uniosła się straszliwą pychą i rzuciła bluźniercze słowa: „Non serviam – Nie będę służył”.

Na czele buntowników stał jeden z najpiękniejszych i najwspanialszych, pełen blasku, anioł nazwany Lucyferem czyli Cherubinem zapalającym złocistą jutrzenkę. Część zbuntowanych aniołów uczyniła, jak byśmy dzisiaj powiedzieli „przewrót pałacowy” w niebie. Zamierzała zdetronizować samego Boga. Do walki z buntownikami stanął Archanioł Michał, który z okrzykiem: „Któż jak Bóg?” wypędził buntowników z nieba i od tej chwili wzięło początek miejsce zatracenia i odrzucenia stworzenia przez Boga, nazwane piekłem (Ks. Bronisław Miller, „Osiem dni z księdzem Michałem Kozalem, Caritas 1987”). Zbuntowane anioły zostały do niego strącone, skąd „na krótki czas” wychodzą na ziemię (Apokalipsa św. Jana, XX).

Na wskutek buntu utracili łaskę Bożą, której symbolem są skrzydła. Platon wyraźnie o nich pisze w „Fajdrosie”: „Do tego samego stanu żadna dusza nie wróci przed upływem dziesięciu tysięcy lat, gdyż w ciągu tego czasu dusza nie zostanie uskrzydlona, chyba, że ktoś bez obłudy oddawał się szukaniu mądrości”. Dalej: „Dlatego więc słusznie jedynie umysł miłośnika mądrości otrzymuje skrzydła”.

Szatan działa przez małpowanie Boga. Ks. Józef Warszawski TJ w książce „Garabandal – Objawienie Boże czy mamienie szatańskie” wykazał jak Szatan w Garabandal próbował przez naśladownictwo objawień fatimskich je zdyskredytować. Objawienia w Garabandal nie zostały uznane przez Kościół.

Działanie Księcia Ciemności i jego zastępów to działanie programowo odwrotne boskiemu. Wciąż wypaczają idealną linię życia nakreśloną przez Boga. Kiedy, mówią, że budują raj na ziemi, zawsze będzie to piekło jak np. nazizm i komunizm. Upadła dusza to ktoś i coś zarazem więcej niż „człowiek grzechu”, to syn zatracenia, który się sprzeciwia i wynosi ponad Boga. Choć niewiedzą o tym, że myślą odwrotnie, to jednak chcą odzyskać łaskę Bożą (skrzydła) poprzez wtajemniczenia, w których również czynią wszystko na odwrót. W latach 80. XX w. Leszek Kołakowski, jeden z ideologów marksistowskich, napisał książkę, „Czy diabeł może być zbawiony” z przedmową ks. Józefa Tischnera (1931-2000). W książce tej twierdzi się, że diabeł może być zbawiony.

Teoria wiecznych powrotów

Fryderyk Nietzsche wierzył w teorię wiecznych powrotów. Nie chodziło mu o jakieś powracające ciągle od nowa podobieństwo stosunków ludzkich, lecz o rzeczywisty powrót tych samych ludzi i warunków ich życia, identyczny aż do najdrobniejszych szczegółów i pozornie przypadkowych wydarzeń. Największy wstręt miał do wartości chrześcijańskich, gdyż według niego, owe zakazy i nakazy krępują ludzi, społeczeństwa i są obrazem najwstrętniejszego objawu życia. Twierdził, że nad tym wszystkim panuje jednak prawo wiecznego powrotu. Myśl wiecznego powrotu upajała duszę Nietzschego. Czuł się władcą nad niezmierzonymi okresami czasu i dumny był z wielkości zadania, które mu przypadło w udziale. W uniesieniu wołał: „O, i jakżebym miał ku wieczności żądzą nie pałać i ku weselnemu pierścieniowi pierścieni, ku pierścieniowi powrotu” (J.N Szuman, „Nietzsche”, Lwów – MCMV, Nakładem Księgarni Polskiej B. Połonieckiego). Teoria ta nie jest nowa, gdyż już w starożytności w nią wierzono, a ślady jej są już u Heraklita, Pitagorasa, pitagorejczyków i stoików. Bogiem, który ciągle powracał był Dionizos. Owe zniknięcia i ukrycia się Dionizosa, były mitologicznym wyrazem zstąpienia do piekła. Pitagoras również twierdził, że pamięta swoje poprzednie wcielenia. W jednym z nich miał być Apollonem. Często w Delfach odwiedzał jego grób.

W reinkarnację wierzył cieszący się najgorszą sławą poza Hitlerem, zbrodniarz wojenny reichsfuhrer SS Heinrich Himmler, który uważał się za wcielenie Henryka Ptasznika (875-936), monarchy, założyciela domu Saksonii. Henryk Ptasznik został obrany królem w 919 r. Zmusił książąt szwabskiego i bawarskiego do uznania swego zwierzchnictwa. W 923 r odzyskał Lotaryngię. Od 933 r. rozpoczął walkę ze Słowianami połabskimi. Himmler czcił jego pamięć i w tysiącletnią rocznicę jego śmierci złożył ślubowanie, że będzie kontynuował jego „misję cywilizacyjną na Wschodzie”. Często medytował on nad grobem Henryka. Uważał, że grób ten jest „świętym miejscem, do którego my, Niemcy, udajemy się na pielgrzymkę” (Francis King, „Szatan i swastyka. Okultyzm w partii nazistowskiej”, Wydawnictwo Axis, Poznań 1996).

„Rumpelstiltskin” – makabryczna bajka

Ryt z sakramentalnym posiłkiem w misteriach eleuzyńskich stał się motywem w wydanej w Niemczech w 1812 r. powieści braci Grimm „Rumpelstiltskin” (z niem. „Rumpelstilzchen”). Powieść jest wielowątkowa. Jest w niej wątek o miłości, alchemii, księżycu oraz o dziecku. Na motywach powieści powstał nawet film o tej samej nazwie.

Rumpelstilzchen w języku niemieckim znaczy dosłownie „mała grzechotka stilt”. Stilt jest to pręt rączka, który zapewnia wsparcie dla grzechotki. Znaczenie jest podobne do rumpelgeist (grzechotka duchów) lub do poltergeist (złośliwego ducha), który turkocze i przesuwa sprzęty domowe. W polskim przekładzie tytuł opowieści został zmieniony na „Titelitury” (tłum. M. Tarnowski).

Karzeł o imieniu Rumpelstiltskin pomagał zamkniętej przez króla w wieży Marii zamieniać słomę w złoto, w zamian za jakiś podarunek. Trzeciej nocy, kiedy Maria już nic nie mogła ofiarować, karzeł wymógł na niej, by mu obiecała, że jak zostanie królową i urodzi dziecko, to mu je odda. Później syn króla był tak zachwycony Marią, że się z nią ożenił, ale kiedy ona urodziła ich pierwsze dziecko, karzeł zażądał spełnienia obietnicy. Król zląkł się i zaproponował mu w zamian całe bogactwa królestwa. Karzeł odmówił, ale ostatecznie zgodził się zrezygnować z pretensji do dziecka, jeśli królowa w ciągu trzech dni odgadnie jego imię. Niestety, po dwóch dniach królowa nie zdołała wymówić imienia karła, ale w komnacie z czapki karła spadła szyszka jodłowa.

Przed ostatnią nocą jeden z gońców w lesie zobaczył karła przy ognisku, który z radością skakał wokół wielkiego garnka, w którym gotowała się woda. Karzeł tańcząc wokół wielkiego garnka śpiewał sobie piosenkę i wyjawił swoje imię.

Goniec podsłuchał piosenkę i następnie wyjawił imię karła królowej. Kiedy karzeł przyszedł trzeciej nocy do królowej, ona wymówiła jego imię Rumpelstiltskin. Karzeł ze wściekłością odpowiedział: „To ci chyba sam diabeł powiedział!”. W tym momencie uciekł ze złością i nigdy już nie wrócił.

Ofiary z dzieci w okultyzmie we Francji

Francuski rycerz Gilles Rais (1404-1440), okultysta i morderca, od 1427 do 1435 roku służył jako dowódca w królewskim wojsku, włączając w to służbę pod Joanną d’Arc w kampanii w 1429 roku. Mimo świadectw kilku popularnych autorów, którzy wyolbrzymiali jego znaczenie w późniejszych kampaniach, zostało udowodnione na podstawie ocalałych ksiąg rachunkowych, że dowodził raczej niewielkim oddziałem osobistym, składającym się z dwudziestu pięciu zbrojnych i jedenastu łuczników, i był raczej jednym z wielu pomniejszych dowódców niż wodzem. Nie służył również Joannie d’Arc jako osobisty ochroniarz (ta funkcja przypadła Janowi z Aulon). Największym osiągnięciem Gillesa de Rais było znalezienie się pośród trzech wyróżnionych ceremonialnym tytułem marszałka (fr. maréchal) ustępujących pozycją jedynie królewskim konstablom (fr. connétable). Tytuł ten nadano mu podczas koronacji Karola VII, 17 lipca 1429 roku.

W 1435 roku Rais odszedł ze służby wojskowej, by spełniać swoje zachcianki w swych majątkach, promując teatralne przedstawienia i przepuszczając odziedziczony majątek. W tym czasie, zgodnie z późniejszymi zeznaniami jego i pozostałych współwinnych, zaczął eksperymentować z okultyzmem pod przewodnictwem człowieka zwanego Francesco Prelati, który wmówił mu, że może odzyskać majątek, który roztrwonił, poświęcając dzieci demonowi zwanemu „Barron”. Dramat rozpoczął się w 1432 roku, w kaplicy zamku Tiffauges. Jego właściciel, w obecności Francesco Prelatiego, Florentczyka podającego się za kapłana Lucyfera, złożył mroczną przysięgę. Przyprowadzono ofiarę – małego chłopca. Baron de Rais, marszałek Francji, zabił go ciosem noża. Potem były następne mordy, w trakcie „czarnych mszy” i szalonych orgii. Do Tiffauges, głównej rezydencji barona, ściągały dziwne postaci – okultyści, magowie, szamani, również spragnieni mocnych wrażeń arystokraci.

Gilles de Rais, bohater narodowy w 1440 roku został skazany na śmierć za torturowanie, gwałty i zamordowanie 30 dzieci, choć liczba ofiar w rzeczywistości mogła sięgnąć nawet dwóch setek. Na procesie opowiadał o wyuzdanych orgiach i homoseksualnych gwałtach. O chłopcach zakłuwanych nożem, bądź zabijanych ciosem pałki. O bestialskich torturach, o odrąbywaniu głów, o wypruwaniu wnętrzności. O przerażających eksperymentach okultystycznych – próbach stworzenia „kamienia filozoficznego” i „eliksiru młodości” z krwi i mózgu mordowanych dzieci. O krwawych ofiarach ku czci szatana, o „czarnych mszach” i bluźnierstwach przeciw Bogu. Szczegóły zbrodni były tak potworne, że w pewnej chwili prowadzący rozprawę biskup Nantes, wstrząśnięty głęboko, wstał, podszedł do krucyfiksu i zakrył go zasłoną. Rais został posądzony o zwabianie młodych chłopców do swojego majątku, gdzie ich gwałcił, torturował i ranił, często masturbując się siedząc na umierającej ofierze. Dokładnie nie wiadomo ile osób zostało zamordowanych przez de Rais, ponieważ większość ciał została spalona lub zakopana. Przyjmuje się, że było od 80 do 200 ofiar. Ofiary miały od 8 do 16 lat i były obu płci. Choć Rais wolał chłopców, zadowalał się młodymi dziewczętami, jeżeli jego słudzy nie byli w stanie zdobyć dzieci płci męskiej. 26 października 1440 roku w Nantes zapłonęły stosy. Gilles de Rais i jego wspólnicy spłonęli na stosie (Za: http://pl.wikipedia.org/wiki/Gilles_de_Rais).

Gilles de Rais mógł być członkiem tajnego zakonu Prieure de Sion. Autorzy książki „Święty Graal, Święta Krew”, którzy natknęli się na artykuł napisany jakoby przez członka Prieure de Sion, przytaczają z niego następujące zdanie: „Bez Merowingów nie istniałby Prieure de Sion, bez Prieure de Sion wygasłaby dynastia Merowingów”. Charakter powiązań miedzy zakonem a linią rodową częściowo wyjaśnia następujący fragment: „Król jest; to pasterz i przewodnik jednocześnie. Czasem wysyła on jakiegoś wspaniałego ambasadora do swego wasala, który panuje, do swego sługi, który ma to szczęście, iż jego udziałem jest śmierć. Takoż Rene Andegaweński, konetabl de Bourbon, Nicolas Fouquet… i liczni inni, dla których po zadziwiającej pomyślności następuje niewytłumaczalna niełaska – albowiem wysłannicy ci wzbudzają postrach, ale ich misja ma swój koniec. Strażnicy tajemnicy mogą być jedynie wyniesieni lub zniszczeni. Takoż Gilles de Rais, Leonardo da Vinci, Joseph Balsamo, książę Nevers i Gonzaga, ci, których śladem podąża woń magii, w której siarka miesza się z kadzidłem – zapach Magdaleny” (Baigent Michael, Richard Leigh, Henry Lincoln, „Święty Graal, Święta Krew”, przeł. Robert Sudół, KiW, Warszawa 1994).

Ofiary z dzieci w Niemczech

W 1918 r. Theodor Fritsch założył okultystyczny Zakonu Germański (Germanenorden) i jego wewnętrzny krąg – Towarzystwo „Thule”, które miało w swoich szeregach członków, którzy przyczynili się do powstania partii nazistowskiej. W 1919 r. członkowie towarzystwa odegrali dużą rolę w bawarskim białym terrorze. W późniejszym czasie towarzystwo stało się częścią magicznego zakonu rycerskiego Rzeszy Niemieckiej Schutzstaffeln – Sztafety Ochronne NSDAP, znane jako SS (Schwarze Orden), których twórcą był Heinrich Himmler, reichsfuhrer SS, cieszący się najgorszą sławą poza Hitlerem. Był zagorzałym zwolennikiem ideologii okultystycznej i inspirował się natchnieniem ezoterycznym, tradycjami greckimi, tybetańskimi, katarów i rycerzy Graala. Nauki czerpał od Guida von Lista i Lanza von Liebefelsa. Wszyscy esesmani byli zobowiązani do brania udziału w pogańskich obrządkach, obmyślonych przez Himmlera. Wymagał by esesmani byli lojalni wobec niego i wobec siebie.

W międzyczasie jak grzyby po deszczu pojawiają się kolejne tego typu organizacje i loże, niektóre pod skrzydłami Ordo Novi Templi czy Thule, inne luzem, nie zrzeszone. Jedną z nich jest Vril (Świetlista Loża) założony przez Karla Haushofera- byłego członka stowarzyszenia Thule. Vril funkcjonuje już formalnie jako zakon religijny, propagujący idee już bardziej polityczne niż filozoficzne, dotyczące rozszerzenia przestrzeni życiowej Niemiec czy doktryny kontynentalnej. Vril miał ponoć kontakt z pewną tajemniczą „tybetańską lożą”, która posiadła rzekomo sekret „nadczłowieka”.

Historyk Michael Fitzgerald, w swej książce „Stormtroopers of Satan” pisze, że „Mity okultystyczne odgrywały w nazizmie najważniejszą rolę, przez kontrolę partii nazistowskiej towarzystwo dokonało największych aktów zła XX wieku”.

Autor pisze, że „Najmroczniejszym aspektem Vril było jednak składanie ofiar z małych dzieci, które ranili ostrym narzędziem w klatkę piersiową i podrzynali im gardła. W okresie największego rozkwitu Vril w latach dwudziestych w Monachium zaginęły setki dzieci. Podejrzewa się, że wiele z nich zostało zabitych przez sektę, by przyzwać energię Vril. To stwierdzenie może się wydać dziwne, jednak gdy rozważysz to, co ci ludzie zrobili w Trzeciej Rzeszy, składanie ofiar z dzieci wygląda przy tym jak normalne zachowanie” (Danny Penman, NewsMonster.com/ Tłumaczenie i opracowanie: Ivellios).

I w Bohemian Grove…

W dniu 15 lipca 2000 roku reżyser Alex Jones i kamerzysta Mike Hanson przeniknęli na teren Bohemian Grove, gdzie udało im się z daleka sfilmować część obrzędów odprawianych pod sową. Z ukrytej kamery sfilmowali uroczystość nazwaną „Kremacja Troski”. Alex Jones twierdzi, że podczas tych uroczystości wrzuca się do ognia dziecko. Najnowsze informacje mogą radykalnie zmienić wizerunek Bohemian Grove. Nie tylko pijaństwo, nieograniczone używanie alkoholu i narkotyków, niejasne sygnały praktyk homoseksualnych, ale podejrzenie o działania dużo bardziej poważne, takie jak porwanie, gwałt, pedofilia, sodomia, mord rytualny. Dochodzenie jest zablokowane przez National Security Act of 1947 (Za: Cathy O’Brien, Mark Phillips, “Trance Formation of America”).

Materiały źródłowe:

Nie ma żadnego opracowania, w którym zostałyby opisane szczegółowo stopnie wtajemniczeń eleuzyńskich. Przypuszczam ,że nawet nie ma ich masoneria. Masoński symbol ściętej u góry piramidy oznacza brak dwóch najwyższych stopni wtajemniczenia. Zostały zagubione. Tajne obrzędy w Eleuzis znali tylko wtajemniczeni, a oni byli związani straszną przysięgą. Nieliczni autorzy tylko o nich wzmiankowali. Jeden autor przedstawiał jakiś opis, następny inny, jak na przykład James George Frazer w książce „Złota gałąź”, napisał tylko krótką informację o tym, że po przejściu szeregu stopni wtajemniczenia adepci w Eleuzis otrzymywali nowe imię. Inni autorzy w ogóle o tym nie wzmiankują, natomiast piszą o innych rzeczach. Jan Parandowski w swojej „Mitologii” pisze bardzo krótko o misteriach.

W opracowaniu powyższego materiału korzystałem z następujących książek:

Henri de Vibraye w „Mitologii” w rozdziale XIV zamieścił „Misteria eleuzyńskie”. Autor pisze, że jego opracowanie jest streszczeniem nauki eleuzyńskiej zaczerpniętej z książki Wiktora Magnien „Les Mysteres d’Eleusis”. H. de Vibraye wyjaśnił sens misteriów i krótko przedstawił stopnie wtajemniczenia. Jest chyba jedynym autorem, który je uporządkował i opisał. Wspomniał też, że cesarze rzymscy byli wtajemniczeni w Eleuzis.

Mircea Eliade w swoim dziele „Historia wierzeń i idei religijnych” na stronach 205 do 211 opisał misteria. We wstępie zamieścił hymn „Do Demeter”. Natomiast o inicjacjach pisze tylko w zarysie. Więcej interesujących szczegółów zamieścił na końcu książki w rozdziale „Stań badań. Bibliografie krytyczne” o misteriach na stronach 320 do 324. Porwanie dziecka, zabicie go i ugotowanie w kotle opisał w rozdziale XV „Dionizos czyli błogostan odnaleziony”.

Edward Schure w swoje książce „Wielcy wtajemniczeni” pisze dość dużo o niektórych stopniach wtajemniczenia, i opisał całe przedstawienie, w którym odgrywano sceny z życia Demetr i jej córki Persefony.

Bibliografia

Henri de Vibraye, „Mitologia”, Wydawnictwo Trzaska, Evert i Michalski S.A., Warszawa. Brak daty wydania, ale na pewno została wydana w latach 30. XX w.

Mircea Eliade, „Historia wierzeń i idei religijnych”, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1988.

Gajus Swetoniusz Trankwillus, „Żywoty cezarów”, Ossolineum 1987.

Tadeusz Zieliński, „Rzeczpospolita Rzymska”, Książka i Wiedza, Warszawa 1958.

Edward Schure, „Wielcy wtajemniczeni”, Tom I i II. Interart TEDAR, Warszawa 1995.

Coming Back, Tajemnice reinkarnacji, The Bhaktivedanta Book Trust 1990.

Wergiliusz „Eneida”, przełożyła Wanda Markowska, Instytut Wydawniczy „Nasza Księgarnia”, Warszawa 1987.

Platon, „Pochwała Erosa” z dialogu „Fajdros”, przełożył Leopold Regner, Meander 1988.

Michael Grant, „Mity rzymskie”, przełożył Zygmunt Kubiak, PIW, Warszawa 1978.

Pierre Grimal, „Słownik mitologii greckiej i rzymskiej”, Ossolineum 1987.

Homer „Iliada”, przełożył Ignacy Wieniewski, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1984. Tekst według wydania Londyn 1961.

K o n i e c

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Wtajemniczenia eleuzyńskie, czyli sposób na „szczęście” w piekle cz.4”

  1. Autor: Bachanalia. Ku czci Dionizosa, boga wina i natchnienia, odbywano burzliwe procesje „Orszak Dionizosa”, w których uczestnicy mieli na twarzach maski przedstawiające bóstwa ziemi i płodności. Jedni byli ledwo osłonięci skórami zwierząt, inni nadzy, uwieńczeni liśćmi winnej macicy i obnoszący girlandy uplecione z bluszczu, wymachiwali pochodniami, potrząsali biodrami, biegali, wrzeszczeli i wyczyniali najrozmaitsze skręty ciała. Tańcząc odrzucali gwałtownie głowę wstecz, aby zwiększyć zawrót głowy, który ich ogarniał. Wreszcie bóg opętywał ich. Zaiste wydobyli się z uciążliwych kajdan ludzkości; wydaje im się, że osiągnęli wieczną szczęśliwość. Wyzbyli się życia powszechnego, i zakosztowali życia nowego – daru Dionizosa (Henri de Vibraye) W epoce rzymskiej, od II wieku przed ur. Chrystusa misteria dionizyjskie przeszły do Italii, zachowując charakter rozwiązły i orgiastyczny. Misteria były odprawiane przeważnie przez mało jeszcze cywilizowanych szczepów, zamieszkujących górzyste okolice Italii południowej i środkowej. W roku 186 przed ur. Chrystusa senat rzymski musiał wydać zakaz święcenia Bachanaliów. Mimo to sekty mistyczne przechowały tradycje dionizyjskie. Od 1989 roku w Berlinie są urządzane „Parady Miłości” (Love Parade), które nawiązują do greckich procesji ku czci Dionizosa. 17 czerwca 2007 roku w Berlinie blisko milion entuzjastów muzyki techno, w tym wielu Polaków, uczestniczyło w tej paradzie, zorganizowanej po dwuletniej przerwie. Festyn, uważany za największą imprezę tego rodzaju na świecie, odbywał się pod hasłem „The Love is Back”. W takt muzyki na platformach tańczyły skąpo ubrane dziewczyny i ich partnerzy. Za wolno poruszającymi się platformami szły grupy roztańczonej młodzieży. Wielu uczestników miało peruki i wyszukane, czasami prowokujące, kolorowe stroje. Służby medyczne musiały udzielić pomocy 180 wyczerpanym lub pijanym fanom.

  2. Autor o orfizmie: W „Czasie milczenia” Luisa Santosa, głównym bohaterem jest Pedro, któremu w nocnych wędrówkach towarzyszy Matias. Po różnych perypetiach, jakich przysparzają im nocne spacery, trafiają do miejsc, „gdzie odprawiają się nocne rytuały orfickie”. Do domu publicznego, którego właścicielką jest Dona Luisa, udaje im się wejść, mimo natłoku klientów, dzięki znajomością Matiasa. Pedro z przerażeniem obserwuje dno ludzkiego upadku. Bowiem atmosfera panująca wewnątrz jest straszna: duszne pomieszczenie, opary spoconych ciał, dym z papierosów, w którym rozpływają się postacie. Pijanemu Matiasowi stara prostytutka Charo wydaje się być uroczą czarodziejką, boginią.

  3. Miałbym parę uwag: 1/ „Święty Graal, Święta Krew” to wolnomularska mistyfikacja, szkoda na to czasu, a cytować nie warto. 2/ Za Eleuzyjskie wątki w XVIII/XIX-wiecznej tradycji masońskiej, wspomniane w „Popiołach” – wielkie brawa, dzisiaj mało kto to już kojarzy! 3/ Co do Himmlera/SS i wątków Dionizyjskich – veto. Występują tu raczej konotacje germańskie/nordyckie, irańsko/aryjskie niż greckie (orfickie/dionizyjskie). Proszę zwrócić uwagę na ascetyczny rys „zakonu SS”, jakże różny od dionizyjskiego rozpasania. Swoje „skrzydła” wojownik SS miał zdobyć w wyniku opanowania siebie, a nie folgowania sobie. Oczywiscie, jest to tylko inna tradycja demonizmu.

  4. @Autor: Czy Pana zdaniem tradycja Dionizyjska raczej zagosciła w lożach zbliżonych do szkockich czy w Wielkim Wschodzie, :-)? I kolejne pytanie, moze osobny temat: moze napisałby pan cos o historii kontynuacjach kultu Mitry?

  5. Myślę, że ryt szkocki, który posiada 33 stopnie wtajemniczenia, jest powieleniem wtajemniczeń eleuzyńskich. W 1425 r. we Francji utworzono specjalną formację szkocką, której rola polegała na stałym chronieniu osoby francuskiego króla. Początkowo liczyła trzynastu (13) żołnierzy i dwudziestu łuczników. Złożona z nich warta nieustannie pilnowała króla, sypiała nawet z nim w jego komnatach. Ta elitarna formacja podzielona była na dwa oddziały: Straż Królewska i Straż Osoby Królewskiej, czyli Gwardii Przybocznej. Obie zwano gwardią szkocką. W 1445 roku król Francji, Karol VII, otrzymał od Stanów Generalnych prawo podwyższenia podatków, co umożliwiło mu stworzenie stałej armii, w której zaszczytne miejsce zajmowali Szkoci. Od tego czasu stan liczebny gwardii szkockiej wzrastał o wielokrotność liczby 13. Od 1474 roku gwardia szkocka liczyła 77 ludzi oraz dowódca w składzie Gwardii Królewskiej, 25 i dowódca w składzie Gwardii Przybocznej. Gwardia Szkocka była wspólnotą w znacznie większym stopniu oparta na wzorcach templariuszy. Podobnie jak u templariuszy na jej rację bytu składały się wojna, polityka i dyplomacja. Podobnie jak templariusze Gwardia Szkocka była elitarną formacją wojskową epoki. Przez ponad półtora wieku Gwardia Szkocka odgrywała znaczną rolę w dziejach Francji. Jej działalność nie ograniczała się do pól bitewnych, ale wkraczała w sferę polityki. W sprawach wewnętrznych gwardziści bywali kurierami i doradcami, w stosunkach międzynarodowych sprawowali obowiązki emisariuszy i ambasadorów. Oprócz służby wojskowej dowódcy zwykle pełnili urząd królewskiego szambelana, oraz jeszcze kilka innych funkcji, zarówno honorowych, jak i faktycznych. Podobnie jak templariusze, którzy wywodzili się ze szlachty, członkowie gwardii rekrutowali się z najszacowniejszych i najbardziej wpływowych rodów Szkocji, takich jak Cockburn, Cunningham, Hamilton, Hay, Montgomery, Seton, Sinclair i Stewart (Stuart). Wstąpienie do gwardii stanowiło dla młodych szlachciców swego rodzaju inicjację, czyli zakosztowanie wojny, polityki, życia dworskiego, obcych obyczajów i etykiety. Za chwilę dalszy ciąg.

  6. Gwardia Szkocka stanowiła wspólnotę o rodowodzie rycerskim. Pielęgnowano w niej ducha dawnych zakonów i w tym sensie szlachcice w niej służący byli spadkobiercami tradycji templariuszy. Dzięki nim tradycja ta powróciła do Francji i zakorzeniła się tam ponownie, by dwa wieki później wydać nowe owoce. Jednocześnie poprzez swe związki z rodami Gwizjuszów i Lotaryńczyków Szkoci we Francji zetknęli się jeszcze z innym prądem „ezoterycznym”. Jedno jego odgałęzienie znalazło już wtedy drogę do Szkocji dzięki małżeństwu Marii z Gwicjuszów z Jakubem V, drugie zaś dotarło tam za sprawą rodów związanych z Gwardią Szkocką. Splecenie się tych wątków stanowiło zalążek masonerii. Gwizjusze zajmowali się naukami tajnymi. Pierwsze francuskie wydanie „Corpus hermeticum”, z 1549 r., dedykowane było Karolowi Gwizjuszowi, kardynałowi Lotaryngii, a zarazem bratu Marii z Gwizjuszów, żony króla Szkocji Jakuba V i matki Marii Stuart. Od tego rodu, za pośrednictwem związku Marii z Jakubem V, gwardii szkockiej oraz Stuartów, Setonów, Hamiltonów i Mongomery’ów, nurt tajemnej nauki rozprzestrzenił się w Szkocji. Tam zaś trafił na podatny grunt, przygotowany przez spuściznę po templariuszach, a może za ich przyczyną, oraz tradycję cechów murarskich, które pod patronatem Sinclairów rozwijały własne wtajemniczenia. Oto co napisała 3 czerwca 1546 r. Maria z Gwizjuszów do Williama Sinclaira: „(…) zobowiązujemy się (…) wobec onego sir Williama być nadto jego wierną i prawdziwą protektorką, jego radę zaś i sekret nam okazany w tajemnicy utrzymać”.

  7. Choć powszechnie przyjmuje się, że przez pierwsze lata 1118-1127 zakon templariuszy stanowiło tylko dziewięciu rycerzy, to w rzeczywistości już w 1126 roku zakon powiększył się o co najmniej czterech rycerzy i liczył trzynastu rycerzy. Gwardia Szkocka, która została założona do obrony króla Francji, była wspólnotą w znacznie większym stopniu opartą na wzorcach templariuszy. Stan liczebny gwardii szkockiej wzrastał zawsze o wielokrotność liczby 13, i była to liczba templariuszy.

  8. Jednym z bohaterów szkockich jest Robert Bruce, który jest uważany za najwybitniejszego bojownika o niepodległość Szkocji. Bruce miał daleko ambitniejsze plany, niż pozbycie się zwierzchnictwa Anglików. Walczył o restaurację celtyckiego królestwa, wzniesionego na celtyckich fundamentach władzy, funkcjonującego według prawa celtyckiego. W wigilię święta Jana Chrzciciela, 23 czerwca 1314 r. w bitwie pod Bannockbum w Szkocji pomiędzy Anglikami i Szkotami szalę zwycięstwa na korzyść Szkotów przechylili templariusze. W pewnej chwili, kiedy wszystkie siły szkockie były zaangażowane w walce, na polu bitwy pojawił się nowy hufiec angielskich rycerzy. Kiedy wydawało się, że te świeże siły Anglików, mogą przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, pojawili się na polu bitwy templariusze. Anglicy zostali pobici przez 300 templariuszy. Dowodził nimi Thomas Randolph. Według legendy Randolph utracił w tym ataku tylko jednego rycerza. Armię Anglików pod wodzą króla Edwarda II oceniano na sto tysięcy, a chociaż liczba ta była niewątpliwie przesadzona, to jednak Anglicy byli lepiej uzbrojeni. Szkoci ustępowali też liczebnie Anglikom w proporcji jeden do trzech. W rezultacie tej klęski Anglików Szkocja uzyskała niepodległość, a Robert Bruce został królem. Anglia uznała niepodległość Szkocji. Templariusze otrzymali domy, ziemie oraz cechy murarskie. W Szkocji istniały dwa nowo powstałe zakony, do których templariusze mogli wstępować. Jednym z nich był ukryty Królewski Zakon Szkocji, którego wielkim mistrzem był król. Drugim zakonem był Order of Heredom, tzn. Sanktuarium.

  9. To właśnie templariusze ze Wschodu sprowadzili do Europy wtajemniczenia i symbol Czarnego Słońca. Proszę nie lekceważyć zakonu Prieure de Sion. On istnieje naprawdę.

  10. Nie wiem za bardzo, jaki ma być przekaz tego artykułu (cyklu), aczkolwiek czyta się fajnie. W sumie dość ciekawe. Jednakże przywołanie w tekście jako „źródła” antynaukowej bzdury w stylu Dana Browna p.t „Swięty Graal, święta krew” dyskwalifikuje cały tekst pod względem merytorycznym.

  11. Szanowny Panie! Proszę czytać uważnie. Napisałem, że rycerz Gilles de Rais mógł być członkiem tajnego zakonu Prieure de Sion, gdyż wymieniają go autorzy książki „Święty Graal, Święta Krew”. Książki jednak nie wymieniam jako źródła. Napisałem już wyżej, aby nie lekceważyć zakonu Prieure de Sion, gdyż istnieje on naprawdę. Jeżeli rycerz Gilles de Rais jest postacią historyczną to i Prieure de Sion istniał i istnieje. Mam na to dowody, ale to już inny temat.

  12. @Tomasz Dalecki. Laikom nie wypada wypowiadać się o merytoryczności powyższego artykułu. Korzystanie z wielu, bardziej lub mniej rzetelnych, źródeł świadczy tylko o wielkiej uczciwości autora, Stanisława Bulzy, którego znam i poważam od wielu lat. Powołanie się na książkę masońskiej proweniencji „Święty Graal, święta krew” nie jest „błędem w sztuce” lecz cytowaniem słów wroga, który często, nawet w mistyfikacjach, wyjawia niektóre swoje tajemnice. Podobny zarzut niemerytoryczności źródeł możnaby wytoczyć przeciw „Popiołom” Żeromskiego, Wikipedii, a nawet Biblii. Co do przekazu tego cyklu artykułów – trudno się nie zorientować. Artykuł „odbrązawia” postać Platona i ukazuje zgubny wpływ jego filozofii (niewątpliwie olbrzymi) na wynaturzenia i potworności w dziejach Europy, a nawet świata, u źródeł których leżą wtajemniczenia eleuzyjskie. Jego (Platona) model oligarchicznego Państwa, w którym na straży władzy, oddzielonej murem [obojętności również] od prostego ludu, stoją znaczne siły „policyjne”. Lud żyje w szcześliwości, w pozornym raju. Taki nowy porządek świata – na wzór platoński – chcą nam zbudować „wielcy rzadcy tego świata”, rada trzystu. Oczywiście stary porządek i jego największy obrońca Kościół powszechny musi się zawalić. Najlepiej dokonać tego na drodze ekonomicznej (ordo per chaos) , a nawet militarnej, a na gruzach i popieliskach zbudować NWO – „raj” na ziemi. Pozdrowienia, Tadeusz Ważny.

  13. @Stanisław B. – ależ czytam uważnie i odnoszę się dokładnie do tego, co pan napisał. A rozważana fraza jest dokładnie tego samego kalibru bzdurą co stwierdzenie „Kosmici mogli lądować na Ziemi, gdyż tak pisze E.v.Daeniken”. I owszem, teoretycznie rzecz biorąc pewnie mogli, ale antynaukowe bzdury Daenikena niczego takiego nie dowodzą… Nie wiem, czy i jakie ma Pan dowody na istnienie „Prieure de Sion” ani tez czy on istnieje czy też nie. Ale wiem na pewno, że w debilnym bełkocie p.t.”Swięty Graal, święta krew” znajdzie panna jego istnienie dokładnie tyle samo dowodów, co na romans Jezusa z Marią Magdaleną w wypocinach Dana Browna. Dowodzenie, na zasadzie” ” X mógł być członkiem czegoś-tam, bo tak mi mówiła pijana babcia kolegi” zwyczajnie dyskwalifikuje cały wywód.

  14. Autor: Szanowny Panie! Proszę o merytoryczną dyskusję, a nie wybiórczą. To co Pan robi, dokładnie czyni GW. Serdeczności.

  15. @Stanisław B. – Szanowny Panie, merytorycznie zauważyłem jedynie, że do dowodzenie swoich twierdzeń powołał się Pan na antynaukowy bełkot, uznając go za „źródło”, co samo w sobie podważa wiarygodność całego wywodu. Co do samej prawdziwości lub fałszywości tych twierdzeń się nie wypowiadam – bo nie wiem. I tyle.

  16. Szanowny Panie! Jeszcze raz. Pan się wypowiada tylko w sprawie podrozdziału „Ofiary z dzieci w okultyzmie we Francji” i rycerza Gillesa de Rais, a nie całości tekstu. Napisałem, że Gilles de Rais mógł być członkiem Prieure de Sion, i tylko tyle, i nic więcej. Natomiast niezaprzeczalnym faktem jest, że mordował dzieci w celach okultystycznych. Nikt i nic tego nie zmieni. Pan ze swoja zawziętością sączy w czytelników coś, czego nie napisałem. Mimo wszystko serdecznie pozdrawiam.

  17. Za: http://www.zaginieni.pl/ „Spośród wszystkich zgłoszeń policja odnotowuje rocznie około 150 zaginięć dzieci do 7 roku życia, około 800 zaginięć dzieci w wieku 7-13 lat, i około 3500 zaginięć dzieci w wieku 13-17 lat. Kilkuletnie dzieci najczęściej giną z powodu braku odpowiedniej opieki. Czasem powodem zaginięcia jest przestępstwo: uprowadzenie, pedofilia, morderstwo”. Autor: według mnie między innymi mordy rytualne.

  18. @Stanisław B. – ??? Co niby sączę i komu? Może pan nie zrozumiał co napisałem, więc powtórzę raz jeszcze – powołanie się na antynaukowy, debilny bełkot jako źródło podważa wiarygodność całości wywodu. Praca, której tezy opierają się na twierdzeniach Dan Browna, Ericha von Daenikena itp. staje się tym samym merytorycznie bezwartościowa. Sama postać Gillesa de Rais jest tu bez znaczenia i na jego temat się nie wypowiadam, podobnie zresztą jak i na temat prawdziwości którejkolwiek z pańskich tez i opinii.

  19. Szanowny Panie! Cytat z Pana komentarza: „Praca, której tezy opierają się na twierdzeniach Dan Browna, Ericha von Daenikena itp. staje się tym samym merytorycznie bezwartościowa”. W żadnym momencie nie przywołałem Ericha von Daenikena itp. Nie wiem dlaczego, ale Pan dla swoich celów manipuluje moim tekstem. Jest to forma nie do przyjęcia, ale życzę wszystkiego najlepszego.

  20. @Stanisłąw B. – pan oczywiście udaje, że nie rozumie…. no cóż – proszę nadal powoływać się na Baigenta & Leigha i podobnych im świrów, a na pewno doda pan swoim tekstom wiarygodności. Dobranoc.

  21. Szanowny Panie! Książka trójki autorów jest wroga Kościołowi i zawiera herezję. Napisana została w stylu dziennikarskim. Gatunkowo jednak jest czymś zdecydowanie większym. Jest to dzieło o ambicjach historycznych. Traktuje o pewnej organizacji, Prieure de Sion, która istnieje w sposób nieprzerwany co najmniej od czasów pierwszej wyprawy krzyżowej do Ziemi Świętej. Autorzy posiadają jakieś fragmentaryczne dane ze źródeł okultystycznych, które weryfikują w świetle ustaleń historii konwencjonalnej. Ku swojemu zdumieniu stwierdzają nieprawdopodobną wiarygodność informacji, które na pierwszy rzut oka wydawały się absurdalne. Z jakichś przyczyn, ezoteryczny nurt historii uznał za celowe część swych tajemnic ujawnić. Książka ta nie powstała by, gdyby nie życzyła sobie tego masoneria. Książka była szeroko kolportowana. Być może, że autorzy zamieścili w niej jakiś przesłanie, ale znane tylko wtajemniczonym. Natomiast nie wtajemniczeni odbierają ją wprost. Pozdrawiam.

  22. @Stanisław B. – dziękuję za wyjaśnienie, bo do tej pory polemizował Pan sam ze sobą. Tym komentarzem zaś potwierdził Pan jednak zasadność mojego zarzutu – traktuje pan śmietnikowy badziew jako poważne źródło wiedzy.

  23. Publikacja „Święty Graal, Święta Krew” nie jest jedyną, która zawiera herezję. Laurence Gradner, historyk, badacz i genealog, powiązany z dziedzicami szkockiego domu panującego opublikował kilka książek na ten temat, w tym głośną pracę „Krew z krwi Jezusa”, zamieszczając w niej genealogie władców francuskich, brytyjskich, szkockich i innych, wywiedzione bezpośrednio od rodu Jezusa. Wykorzystując zainteresowanie tą tematyką Dan Brown napisał powieść „Kod Leonarda da Vinci”, w której hipoteza o możliwych potomkach Jezusa ukazana została w formie „spiskowej teorii dziejów”. Czyżby się zbliżała chwila zapowiadana w „Protokółach Mędrców Sionu”. Są tam takie zdania: „Król Izraela stanie się prawdziwym papieżem świata”; „… Umocnimy dynastię króla Dawida”; „… Kilku członków plemienia Dawidowego będzie przygotowywać królów i ich następców”; „… Tylko nasz monarcha oraz trzej, którzy go wtajemniczyli, będą znali przyszłość”; „Podporą świata w osobie Władcy Świata, który pochodzi ze świętego nasienia Dawidowego…”. Uważam, że wymienione książki nie ukazałyby się, gdyby nie życzyła sobie tego masoneria. One powstały na zlecenie masonerii. Sygnalizują, że zbliża się chwila panowania rodu Dawida nad całym światem. One przygotowują ludzi na to panowanie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.