Wyborczy sukces banderowców

Dane pochodzące z różnych ośrodków różnią się znacząco, jednak nie zmienia to generalnego rozkładu poparcia określonego badaniami w dniu wyborów.

I tak: Partia Regionów miała uzyskać między 27,6 a 31,5 proc., „Batkiwszczyzna” – między 23,2 a 24,7 proc., UDAR – między 13,2 a 15,1 proc., KPU – między 11,5 a 13 proc., a „Swoboda” – między 11 – a 12,6 proc. głosów.

W pierwszych komentarzach powyborczych przedstawiciele Partii Regionów ogłosili swoje zdecydowane zwycięstwo nad opozycją, w tym także nad jej połączonymi siłami w okręgach mandatowych – czemu jednak przeczą przedstawiciele „Batkiwszczyzny” i UDAR-u (to ostatnie ugrupowanie szacuje, że jego kandydaci zajęli pierwsze miejsca w 15-20 okręgach). Jeden z liderów PR, Siergiej Tihipko stwierdził też, iż spodziewa się pozostania obecnego premiera, Mikoły Azarowa na stanowisku, jednocześnie dodając, że dostrzega możliwość sformowania większościowej koalicji w Radzie Najwyższej.

Z kolei Kliczko zapowiedział, że jest gotów rozmawiać z „Batkiwszczyzną” i „Swobodą” o uformowaniu większości w Radzie Najwyższej. Lider Swobody, Oleg Tiahnybok zaznaczył, że za sukces swej formacji uzna wyprzedzenie przez nią komunistów.

Wieczorem nie było jeszcze pełnych danych o frekwencji, jednak przekroczyła ona zapewne 57 proc. uprawnionych, a wyraźnie wyższa była w zachodnich regionach Ukrainy, co wyraźnie mogło odbić się na wynikach. Frekwencja podana na godz. 20 wahała się od 68,36 proc. w obwodzie lwowskim, przez 65,95 proc. w kijowskim, 64,86 proc. na Wołyniu, 63,26 proc., w Kijowie, 61,85 proc. w obwodzie chmielnickim, 57,68 proc. w ługańskim, 47,53 proc. – chersońskim, 47,92 proc. na Krymie i 49,87 proc. w obwodzie charkowskim.

W geograficznym rozkładzie aktywności wyborczej można dopatrzeć się przyczyn sukcesu neo-banderowców i uratowania się na rzutem na taśmę Zjednoczonej Opozycji Julii Tymoszenko. Jeśli sprawdzą się exit polls „Batkiwiszczyzna” otrzymała bowiem wprawdzie mniej głosów, niż sondaże dawały trzy miesiące temu odrębnym jeszcze listom „Batkwiszczyny” i Frontu Zmian – ale jednak więcej, niż sondażownie dawały im wspólnie w ostatnich tygodniach. Jak się wydaje – Partia Regionów, choć dostała mniej więcej tyle głosów, ile się spodziewano, to jednak nie zmobilizowała dostatecznie swego tradycyjnego, wschodniego i południowego elektoratu, a co gorsza musiała się nim podzielić z Komunistyczną Partią Ukrainy, która po raz kolejny udowodniła swą mocną pozycję na politycznej mapie kraju.

Co więcej, nie jest tajemnicą, że „Swoboda” była dotąd traktowana przez władze w Kijowie jako wprawdzie oficjalny oponent, ale de facto też jako poręczny straszak na „Batkiwszczyznę” (a wcześniej na „Naszą Ukrainę” Juszczenki). Teraz jednak Tiahybok i jego partia stają przed egzaminem – czy przetrwają jako zintegrowana frakcja, a także czy zachowają wiarygodność wchodząc w układy z dotychczasową „oficjalną opozycją”? Z pewnością nacjonaliści są w RN czynnikiem szczególnie nieobliczalnym, choć ZO zerka też niepewnie na Kliczkę, który nawet plasując się ostatecznie na trzecim, a nie drugim, jak mu niedawno wróżono miejscu – nadal ma szansę stać się języczkiem u wagi parlamentu. Również Tiahybok będzie stał przed pokusami – szybko zdyskontować osiągnięty sukces nawet za cenę jawnego kompromisu z krytykowanym dotąd głośno Janukowyczem, a może zająć pozycje fundamentalne, krytykując (jak do tej pory) obie strony niebiesko-pomarańczowego sporu, jednocześnie jednak utrudniając życie opozycji, a więc de facto też grając na rzecz prezydenta? Tak czy siak fakt, że tak wiele w ukraińskiej polityce może od jutra zaliczyć od formacji jawnie odwołującej się do ideologii praktyki nazistowskiej – musi budzić nie tylko w Polsce poważne zaniepokojenie.

Konrad Rękas

W nieco zmienionej wersji artykuł ukazał się także na Geopolityka.org

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.