Przepraszam Przemysława Wiplera

Chciałbym publicznie przeprosić posła Przemysława Wiplera za głupi żart. Nie mogłem się powstrzymać. Parlamentarzysta na swoim facebooku zareklamował nową książkę Rafała Ziemkiewicza „Myśli nowoczesnego endeka”. Nie zdołałem sobie odmówić przyjemności zapytania, czy podziela poglądy o PiS tam wyrażone. Np: „Nigdy nie kryłem przekonania, że jako polityk Kaczyński jest fatalnym prokurentem polskich interesów. /…/ Prawo i Sprawiedliwość toczą wszystkie patologie systemu partyjnego, wywołane arcyszkodliwym dla Polski /i, niestety, przeforsowanym kiedyś przez PiS właśnie/ prawem wyborczym”. Rafał Ziemkiewicz bez ogródek pisze, że PiS to banda nieudaczników, Prezes zaś to człowiek, o mówiąc najłagodniej, braku predyspozycji psychicznych do bycia liderem.

A jednak muszę przeprosić za głupi żart, bo pytanie Przemysławowi Wiplerowi zadałem w złej wierze. Oczywiście, nie jest on w stanie zanegować, że w książce są takie, a nie inne cytaty. Złośliwość mojego głupiego żartu polegała na tym, że publicznie nie bardzo też mógł mi odpowiedzieć uczciwie. Pokazać, że ma dobrze rozumiany interes reklamować tę pozycję. Że jakkolwiek taka krytyka jest, to dzieło propagandowe w swym ostatecznym przekazie dla PiS bardzo korzystne. Z tym że jest to propaganda mądra. Nie taka, jak w Naszym Dzienniku, Radio Maryja, Gazecie Polskiej, Nowym Państwie czy Arcanach, gdzie wali nas się obuchem manichejskiej wizji Jarosława Kaczyńskiego jako jedynego sprawiedliwego. Co przekonać może tylko przekonanych, do ostatniej komórki zindoktrynowanych PiS-owskimi manipulacjami.

Jeszcze raz przepraszam Przemysława Wiplera, a teraz sam sobie odpowiem, napiszę to, czego on oficjalnie powiedzieć nie mógł, ale co całkowicie ekskulpuje go jako wzorowego PiS-owca z zarzutu propagowania dzieła Rafała Ziemkiewicza jako nieortodoksyjnego z partyjnego punktu widzenia.

Nie wiem, przypadek, czy celowy zabieg, ale książka napisana jest podwójnie sprytnie. Przez jakieś pierwsze sto stron mamy tradycyjna opowieść Ziemkiewicza o „polactwie” i „nowej klasie”, co każdy prawowierny PiS-owiec bez problemu skojarzy z „układem”, czy jak to tam chcą nazywać. W każdym razie jest to klasyczna dla środowiska „prawdziwych patriotów” wizja: Polska byłaby pięknym krajem, tylko jest wróg wewnętrzny, zaszczepiony jeszcze za czasów PRL i opresjonujący nas do dziś. Przez dwadzieścia lat wszystko było źle, poza „dwoma krótkimi przerwami”. Oczywiście, rządy Jana Olszewskiego i Jarosława Kaczyńskiego. Musimy się zmobilizować, by tego wroga zniszczyć, i wszystko będzie ok. Ta część elektoratu, która swoje intelektualne ambicje realizuje przeczytaniem najwyżej stu stron, znajdzie potwierdzenie tego, co zapewne ma już w głowie. Dalej zapewne studiować nie będzie.

Później robi się ciekawiej. Świadomie lub niechcący, na kolejnych stronach pojawiają się wywody oparte o słuszne raczej założenie, że jeżeli ktoś jest w stanie przeczytać więcej niż sto stron, takie proste wytłumaczenia pewnie go nie satysfakcjonują. Może np. dostrzegać, że jeżeli twierdzić, że w Polsce jest jakaś taka wroga grupa, to należy do niej przede wszystkim zaliczyć Jarosława Kaczyńskiego, który przecież siedział przy okrągłym stole, jest właśnie odpowiedzialny za obecny patologiczny system partyjny i opowiadał się za podporządkowanie Polski unijnemu modelowi cywilizacyjnemu, co Ziemkiewicz w dalszej części swojej pracy również krytykuje.

Nagle okazuje się, że autor jest doskonale świadom, iż „nowa klasa” jest skutkiem, a nie przyczyną. Najpierw efektem socjalizmu PRL-owskiego, teraz socjalizmu unijnego. Z tej perspektywy zwalczanie owej grupy jako program polityczny okazuje się oczywiście nonsensowne, bo usunięcie skutku nie spowoduje usunięcia przyczyny. Ziemkiewicz pisze jasno, że pomysł Jarosława Kaczyńskiego na Polskę: ludzi układu przy korycie należy zastąpić moim ludźmi – do niczego nie prowadzi.

Mało tego. Dowiadujemy się, że Ziemkiewicz „nie lubi, gdy ktoś mówi o Polsce podzielonej. Szkodliwa jest wojna domowa”. Wie nawet, że największe korzyści z obecnego podziału na dwie Polski czerpią nasi sąsiedzi, na czele z Rosją. Posuwa się do niewiarygodnej na gruncie pisizmu z Gazety Polskiej i Naszego Dziennika herezji, iż to właśnie Moskwa mogłaby życzyć sobie powrotu PiS do władzy, bo to najlepsza gwarancja dalszego trwania szkodliwej dla Polski draki.

Gdzie jest myk? Napisawszy to wszystko, Ziemkiewicz powinien dojść do jedynego logicznego wniosku. Aby coś w Polsce zmienić, trzeba naraz pozbyć się PiS i PO. Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego. Dzielenie Polski na dwa obozy walczące o pozorne, medialne kwestie, a zamykanie oczu na zjawiska istotne, to ich wspólne dzieło. Dialektycznie rzecz ujmując, najbardziej trwałym fundamentem rządów Donalda Tuska jest Radio Maryja i Gazeta Polska. Sam Ziemkiewicz formułuje wnioski jednoznacznie: „Polacy wygrywali, gdy udawało im się występować wspólnie, gdy zdołali się w maksymalnym stopniu zjednoczyć i zorganizować”. A obecnie dzielą ich skutecznie, na swoje potrzeby, Donald Tusk i Jarosław Kaczyński. Konsekwencje oczywiste. Przede wszystkim należy pogonić obydwu naraz.

Tego jednak wniosku, ewidentnego w świetle swoich wywodów od stron sto do mniej więcej dwieście siedemdziesiąt, Ziemkiewicz wyciągnąć nie chce. Bo w finale pragnie zasugerować czytelnikowi rozwiązanie inne. A odbiorca, który dotrwał do tego miejsca, jest szczególnie cenny. On nie wierzy w PiS i obecny model Polski bezkrytycznie. On potrzebuje bardziej wyrafinowanego uzasadnienia. Ostatecznie wszak chodzi jednak tylko o to, by oddał swój głos właściwie. Może nawet zatykać przy tym nos. Ziemkiewicz odwala dokładnie tę robotę, którą w świecie mediów życzliwych PO biorą na siebie ci, co tłumaczą, że PO zasadniczo zawiodła, ale PiS jest jeszcze gorsze.

Jeszcze raz, gdzie jest myk? A w ogóle, to czemu to są myśli endeka? O tym jest na kilku ostatnich stronach. W endekach Ziemkiewicza zainteresowało, że, jak mówi, zamienili to, co w Polsce było tylko żywiołem, w naród. Tłumacząc na obecne realia, należy włączyć do życia publicznego część społeczeństwa, która wcześniej nie była tym zainteresowana. Która nie głosuje. Do tego nas namawia. Podejmujecie jakiekolwiek działania społeczne, byle tylko przebudzić ludzi. Walczcie w waszym najbliższym otoczeniu z dyktatem spółdzielni mieszkaniowych czy nadużyciami samorządu. Wszystko jedno. Piękne zdanie, jednoznaczna pointa, która wyjaśnia nam, o co tak naprawdę chodzi: „Polski patriota – obojętne, czy reprezentuje patriotyzm 'pisowski’, czy postulowany tu przeze mnie endeka – ma ich /przeciwników/ generalnie dwóch, zależnie od tego, czy mówimy o interesach, czy o idei. W sferze interesów tym przeciwnikiem jest władza skupiona wokół Donalda Tuska”. Tym drugim, ideowym przeciwnikiem jest szeroko rozumiana lewica. To jednak żadne odkrycie, że dla prawicy wrogiem jest lewica. Ważne jest tylko to, iż mimo tego wszystkiego, co napisano wcześniej, precyzyjnie opisując jako patologię duopol PiS – PO, wrogiem ostatecznie okazuje się Donald Tusk. A naszym zadaniem jest przyciągnięcie do głosowania ludzi biernych, tak, by wraz z obecnym elektoratem PiS mieć większość. Cóż można temu z PiS-owskiego punktu widzenia zarzucić? Czy po wielokrotnych kolejnych przegranych Jarosławowi Kaczyńskiemu pozostaje jeszcze jakakolwiek inna nadzieja niż szukanie poparcia dotychczas niegłosujących?

Na szczęście jednak dla nas i na pohybel Ziemkiewiczowi, ci, którzy obecnie nie głosują i mają poczucie, że nie są reprezentowani, znaleźli się w tej sytuacji głównie z powodu odczuwania fałszywości alternatywy PO – PiS. Stworzenie propozycji dla nich z pewnością nie może polegać na próbie sprytnego wkomponowania ich do jednej z hord, co próbuje przeprowadzić wierny żołnierz PiS, Rafał A. Ziemkiewicz. Przemysław Wipler może śmiało przedstawiać go jako swego najlepszego, bo walczącego na najtrudniejszym odcinku frontu sojusznika.

Na zakończenie powtarzam przeprosiny, ale chciałbym Przemysławowi Wiplerowi też podziękować. Książeczkę Ziemkiewicza przeczytałem w dniu oficjalnej premiery, ubawiłem się setnie, ale nie chciało mi się nic na ten temat pisać. Zamieszczony na facebooku wpis sprowokował mnie do głupiego żartu, ale dzięki temu mogły powstać również niniejsze przeprosiny.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Przepraszam Przemysława Wiplera”

  1. Genialny komentaez panie Skorzak 🙂 hehe, tylko szkoda ze bedac takim geniuszem sam Pan nie wyprzedzil Ziemkiewicza w napisaniu takiej komedii.. No ale geniusze przeciez nie znizaja sie do poziomu jakiegos tam Ziemkiewicza.. ktory na dodatek jest wiernym zolnierzem pis heheh.. a to dobre 🙂 pozdrawiam i gratuluje genialnych wnioskow 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.