Wybory prezydenckie w Gruzji – votum zaufania dla rządu

Wg sondażu przeprowadzonego przez centrum badawczo-konsultingowe „Psichoprojekt” 53 proc. respondentów zamierza głosować w wyborach dla Georgija Margwelaszwiliego z Gruzińskiego Marzenia, zaledwie 9 proc. – na Davita Bakradze ze Zjednoczonego Ruchu Narodowego (namaszczonego po prawyborach przez obecnego prezydenta), 7 proc. na Nino Burdżanadze z Ruchu Demokratycznego – Jedna Gruzja, prowadzącą intensywną kampanię przeciw obu głównym partiom, 4 proc. – na Szałwa Natelaszwiliego z Partii Lejburzystowskiej. Ok. 10 proc. stanowią niezdecydowani i zwolennicy pozostałych kandydatów – Gieorgija Targmadze z Ruchu Chrześcijańsko-Demokratycznego oraz Daszgyna Gjulmamedowa (grupa inicjatywna Młodzi Demokraci), reprezentującego mniejszość azerską.

Tak ZRN, jak i demokraci podważają jednak te prognozy. Ci pierwsi wskazują, że inne badania zmniejszają poparcie kandydata partii rządzącej do 39 proc., a a pretendentowi partii prezydenckiej dają ok 18 proc., trzeciej w wyścigu przedstawicielce RD-JG dając również 7 proc., przy 16 proc. niezdecydowanych (wg U.S. National Democratic Institute, na podstawie badan przeprowadzonych pod koniec września). Z kolei Burdżanadze konsekwentnie podkreśla, że liczy na zwycięstwo i co najmniej 28 proc. głosów w pierwszej turze.

Nawet jednak przywoływane przez opozycję badania NDI potwierdzają, że Gruzińskie Marzenie to wciąż partia najlepiej reprezentująca poglądy większości Gruzinów (50 proc. poparcia wobec 12 proc. na ZRN), a premier Iwaniszwili i przewodniczący parlamentu Dawit Usupaszwili to najpopularniejsi i najmocniej popierani politycy kraju (odpowiednio 69 i 61 proc.). Gra sondażami może więc wskazywać, że główni gracze opozycyjnie na politycznej scenie przymierzają się w ten sposób do ewentualnego zakwestionowania wyników elekcji.

Tym bardziej, że mnożą się relacje o nieprawidłościach. Nino Burdżanadze i jej Ruch Demokratyczny oskarża obie główne partie o niedozwolone naciski, w tym także straszenie wyborców eksmisjami i odbieraniem zasiłków socjalnych – przy czym jest to jeden z najłagodniejszych protestów. Znacznie głośniejszym echem odbiło się zatrzymanie we Francji Dawita Kezeraszwiliego ministra obrony Gruzji w czasie wojny z 2008 r. z Rosją. Polityk związany z prezydentem Saakaszwilim jest oskarżony m.in. o ułatwianie wartego miliony dolarów przemytu alkoholu etylowego, łapówkarstwo i współpracę z zorganizowaną grupą przestępczą. Kezaraszwili uciekł z kraju po zwycięstwie Gruzińskiego Marzenia, licząc zapewne, że uratuje go posiadane również obywatelstwo Izraela. Teraz ma dołączyć w areszcie do innego prominentnego działacza ZRN, Baczano Achalaii, również ex-ministra obrony.

Partia rządząca chętnie na ławie oskarżonych zobaczyłaby także obecnego prezydenta. Powód może dać powrót do dochodzenia w sprawie śmierci Zuraba Żwanii, zmarłego w 2005 r. ex-przewodniczącego parlamentu i premiera, który wspólnie z Saakaszwilim i Burdżanadze firmował tzw. rewolucję róż. Oficjalna przyczyną zgonu było zatrucie czadem, jednak rodzina Żwanii od początku kierowała podejrzenia w stronę eliminującego bezwzględnie konkurencję Saakaszwilego. Wyjaśnienie przyczyn śmierci popularnego polityką było jedną z obietnic wyborczych Gruzińskiego Marzenia, którego przedstawiciele w składzie rządu już nie wykluczyli przeprowadzenia ekshumacji i badań szczątków. Saakaszwili oczywiście zaprzecza podkreślając, że zmarły był jego przyjacielem i protestując „przeciw działaniom mogącym sprofanować ostatnie chwile życia Żwanii”.

Obóz rządzący w kampanii wykorzystuje też kartę meschetyńską podejmując działania na rzecz naprawy zaniedbań ekipy Eduarda Szewardnadze i celowego sabotażu rządów Saakaszwilego. Zapowiedziano już powrót 14 tysięcy przedstawicieli turekckojęzycznej, muzułmańskiej mniejszości etnicznej spośród 300 tys. potomków mieszkańców Gruzji wywiezionych do republik Azji Środkowej w czasach stalinowskich. Gruzińskie Marzenie podkreśla, że to akt sprawiedliwości dziejowej nie tylko wobec czasów sowieckich, ale także błędnej polityki ZRN zmierzającej do budowy państwa monoetnicznego (warto podkreślić, że wcześniej podobne rozwiązania repatriacyjne w stosunku do Turków Meschetyńskich wprowadził już Azerbejdżan).

W poparcie dla Margwelaszwiliego w ostatnich dniach kampanii bardzo mocno zaangażował się też premier Iwaniszwili otwarcie uznając wybory za wotum zaufania dla swego gabinetu. Za jedyny satysfakcjonujący wynik szef rządu uznał osiągnięcie przez kandydata Gruzińskiego Marzenia 60 proc. głosów. – Jeśli będzie potrzebna II tura będę doradzał Margwelaszwiliemu, żeby rozważył zrezygnowanie z dalszego udziału w wyborach i sam zastanowię się nad zakończeniem kariery politycznej – zagroził Iwaniszwili. Swoją drogą jednak już wcześniej premier deklarował, że zamierza wycofać się z bieżącej aktywności politycznej, niezależnie od rezultatów elekcji, a zatem jego ostateczne plany nie wydają się wystarczająco klarowne.

Nawet, jeśli rozstrzygnięcie prezydenckie będzie dwutorowe (co wydaje się na razie mało prawdopodobne), to i tak opozycja jest zbyt słaba by obalić i zastąpić obecny gabinet, nawet w przypadku wewnętrznej dekompozycji obozu rządzącego. Z drugiej strony trudno oczekiwać, by niezależnie od zajmowanego formalnie stanowiska – premier Iwaniszwili zdecydował się odejść do historii niezrealizowawszy swego kluczowego zobowiązania, czyli unormowania relacji z Rosją przy zabezpieczeniu interesów gruzińskich w Abchazji i Osetii Południowej. Ponieważ zaś oba te zagadnienia pozostają ze sobą nierozerwanie związane – również w sprawie wypełnienia tej misji Gruzini zagłosują 27 października.

Konrad Rękas

Zapraszam też na Geopolityka.org

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *