Wybory w Donbasie, SBU i rytualna nagonka

.

Wybory w Doniecku i Ługańsku przebiegły w miarę spokojnie, obyło się bez spodziewanych prowokacji, choć doszło do kilku przypadków wymiany ognia między walczącymi stronami. Odwiedziwszy komisje wyborcze w kilku rejonach, mogę stwierdzić z całą odpowiedzialnością, że dla miejscowej ludności nowa formuła polityczna, jaką jest Doniecka Republika Ludowa, stanowi wielką nadzieję na stworzenie warunków stabilnego rozwoju, ale przede wszystkim na ucieczkę od oligarchicznego kapitalizmu funkcjonującego na Ukrainie od uzyskania przez nią niepodległości w 1991 roku. Patologie tego systemu, przyprawione od kilku miesięcy sosem skrajnego nacjonalizmu, nieakceptowalnego przez ludność Donbasu, doprowadziły do bankructwa Kijowa w oczach mieszkańców kolejnych regionów. W Nowoazowsku przed komisją wyborczą ustawiła się ponad godzinna kolejka. W Talmanowie rozmawiałem z miejscowymi wyborcami, którzy opowiadali o snajperach strzelających do ludności cywilnej okolicznych miasteczek. W Nowym Świecie dyrektorka miejscowej szkoły z optymizmem opowiadała mi, że na Donbas wracają ci, którzy uciekli stąd kilka miesięcy temu przed wojną. Rozmowy z mieszkańcami Donbasu przekonują z całą pewnością o jednym: przepaść dzieląca ich od kijowskich władz i wspierających je nacjonalistów jest tak wielka, że nie sposób już mówić o możliwości reaktywacji państwa ukraińskiego w jego dotychczasowej formule. A to oznacza, że mamy do czynienia z nową rzeczywistością, której żadnymi zaklęciami nie jesteśmy w stanie zmienić.

Kilka słów chciałbym poświęcić polskim i ukraińskim komentatorom mojej wizyty w Doniecku. Jeszcze raz przypominam, że pojechałem tam obserwować interesujący dla mnie politologicznie proces formowania się nowych bytów parapaństwowych. Swoje spostrzeżenia zamierzam wkrótce opublikować w bardziej obszernej formie. Dziś powtarzam tylko, że w moim przekonaniu procesy zachodzące w Donbasie będą katalizatorem głębokiej transformacji obszaru obecnej Ukrainy. Przekształcenia będą daleko idące i trwałe. Nam powinno zależeć, by doprowadziły one do wyłonienia się przewidywalnych partnerów za naszą wschodnią granicą. Nieoczekiwanym komentatorem wizyty zagranicznych obserwatorów w Donbasie okazała się… Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU). Jest mi bardzo przykro, że mi grożą zakazem wjazdu na Ukrainę. Spieszę im jednak przypomnieć, że już po marcowym referendum na Krymie ogłoszono, że jestem persona non grata. Udam się w tej sprawie do ukraińskiego konsulatu w Warszawie, bo chciałbym uzyskać potwierdzenie tej informacji i zadać pytanie, jakiego rodzaju zagrożenie stanowię dla bezpieczeństwa narodowego Kijowa. Bardziej oczekiwanym komentatorem w Polsce okazał się dr Kazimierz Wóycicki z warszawskiego Studium Europy Wschodniej. Pan doktor raczył skomentować przebieg wyborów na antenie PR24, czyniąc to w sposób dość kuriozalny. Otóż po relacji korespondenta z Doniecka red. Pawła Pieniążka, nasz szacowny uczony postanowił udowadniać słuchaczom, że relacji dziennikarza nie słyszał i wie lepiej, jak wybory wyglądały. Szkoda czasu, by rozwodzić się nad jego ignorancją. Skomentuję tylko groźbę skierowaną przez pana doktora pod moim adresem. Otóż pan Wóycicki nasyła na mnie polską prokuraturę, zapewne nie zdając sobie sprawy, że brzmi to z prawnego punktu widzenia dość zabawnie. Informuję pana doktora, który raczył mnie nazwać „agentem”, że – w imię zakończenia jego żarcików – to ja rozważę wystąpienie przeciwko niemu na drogę sądową. Bo o ile nie ma w polskim kodeksie paragrafu penalizującego obserwowanie jakichkolwiek wyborów, to jest przepis mówiący o zniesławieniu i ochronie dóbr osobistych. Przyznaję, że jako analityk też czasem daję się ponieść zbędnym emocjom, ale zjawisko to powinno mieć jednak pewne granice.

Mateusz Piskorski

http://www.blog.pl/blog-mateuszpiskorski_blog_onet_pl

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *