Wywiad portalu konserwatyzm.pl z posłem PO Jackiem Tomczakiem nt. głosowania nad projektem ustawy dotyczącej tzw. „związków partnerskich”

Panie Pośle, wiele osób nie rozumie różnicy miedzy małżeństwem a związkiem partnerskim. Czym, wedle wnioskodawców, miało się to różnić? Tylko chodziło o nazwę? Chodziło o ominięcie konstytucyjnej definicji małżeństwa?

Chodziło w istocie o coś znacznie więcej niż nazwa. Istotowa różnica między związkiem partnerskim a małżeństwem jest zasadnicza. W przypadku małżeństw mamy do czynienia z rozsądnie wyważonymi proporcjami – praw i przywilejów do obowiązków i wynikającej z nich ogromnej odpowiedzialności. Koncepcję zdefiniowanego legalnie tzw. związku partnerskiego możemy zaś streścić w sposób następujący: „przywileje bez odpowiedzialności”. Przypominam, że nie przez przypadek polska ustawa zasadnicza właśnie małżeństwo wskazuje jako formę związku między ludźmi, która zasługuje na opiekę prawną i wyniesienie jej do rangi instytucji społecznej. O innych związkach nie wspomina, choć oczywiście gwarantuje im całkowitą swobodę funkcjonowania, oczywiście w granicach prawa. Tymczasem zwolennicy tzw. związków partnerskich domagają się przyznania konkubinatom części przywilejów zarezerwowanych dla małżeństw, ale bez nałożenia proporcjonalnych obowiązków, a więc bez odpowiedzialności. W ogóle, całą zażartą batalię o przeforsowanie związków partnerskich odbieram jako paniczny strach potencjalnie zainteresowanych przed odpowiedzialnością. Jeżeli ktoś domaga się przywilejów zarezerwowanych dla małżeństw, niech przyjmie również stosowne obowiązki. Ale do tego nie jest wymagana zmiana prawa – wystarczy wziąć ślub. Od razu padnie argument – a co z osobami homoseksualnymi? Przecież oni ślubu wziąć nie mogą. I tu dochodzimy moim zdaniem do istoty problemu. Najbardziej zainteresowane wprowadzeniem prawnych regulacji związków partnerskich są właśnie środowiska LGBT. Dla nich, to póki co jedyna nadzieja na obejście konstytucyjnej definicji małżeństwa, jako związku kobiety i mężczyzny, i wprowadzenia do polskiego prawodawstwa quasi-małżeństw osób tej samej płci. Z punktu widzenia systemu prawnego i interesów państwa nie ma najmniejszego uzasadnienia dla choćby częściowego rozciągnięcia szczególnego katalogu przywilejów małżeńskich na związki osób tej samej płci. I nie ma tu mowy o żadnej dyskryminacji, gdyż osoby homoseksualne od lat korzystają w Polsce z pełni praw obywatelskich, na takich samych zasadach jak wszyscy obywatele. Instytucjonalizacja związku jednak jest czymś zupełnie innym i świadczy o tym, że państwo w takiej a nie innej formie związku upatruje szczególnych wartości, z punktu widzenia interesów państwowych – np. potencjalna możliwość wydania na świat potomstwa, co jak wiemy w związkach jednopłciowych nie jest możliwe.     

Czy brak w projektach prawa do adopcji dzieci należy rozumieć definitywnie czy należy sie spodziewać się, że środowiska homoseksualne podniosłyby ten postulat zaraz po ew. uchwaleniu projektowanej ustawy?

Nie mam w tej kwestii najmniejszych wątpliwości. Środowiska LGBT od kilkudziesięciu lat stosują w świecie tzw. metodę drobnych kroków. Ich liderzy i ideolodzy doskonale zdają sobie sprawę, że naturalny i zrozumiały opór społeczny wobec ich pomysłów najskuteczniej przełamywać powoli. Tak się działo w wielu krajach. Najpierw jedynie związki partnerskie i tłumaczenie, że nie ma mowy o małżeństwach i adopcji dzieci. Kiedy już to osiągną, a społeczeństwo przywyknie, nadchodzi krok następny – małżeństwa. Adopcja dzieci jest postulatem kolejnym. Przykłady kilku państw europejskich (i nie tylko) wskazują, że tak właśnie to wygląda. Nie oszukujmy się, że u nas będzie inaczej. Liderzy polskiego ruchu LGBT od lat działają w międzynarodowych organizacjach tego typu i skrupulatnie realizują ich globalną koncepcję marszu w kierunku „nowego wspaniałego świata”. 

Co zadecydowało o Pańskim sprzeciwie: prawo naturalne czy względy natury religijnej?

Ta dyskusja nie ma w żadnym wypadku tła religijnego, tylko prawny i zdroworozsądkowy. To zwolennicy związków partnerskich, wobec rozpaczliwego braku pozaideologicznych argumentów, próbują zepchnąć nas na pozycje religijne. To tania sztuczka, na którą na szczęście coraz mniej osób daje się nabrać.

Czy sprawa ta wróci jeszcze w tej kadencji, czy tez atak na rodzinę chwilowo został odparty?

Znając ideologiczny zapał środowisk LGBT oraz części parlamentarzystów sądzę, że kolejne próby będą podejmowane. Kiedy? Trudno mi powiedzieć. Mam nadzieję, że niezbyt prędko. 

Głosowanie można uznać za ogromny sukces konserwatywnego skrzydła PO, jak Pan się  z tym czuje?

To sukces polskiego systemu prawnego, rodziny i zdrowego rozsądku, a nie tej czy innej partii lub frakcji. I dlatego właśnie czuję się z tym doskonale.

Dziękuję za rozmowę

Dziękuję

Rozmawiał Viktor Karan

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Wywiad portalu konserwatyzm.pl z posłem PO Jackiem Tomczakiem nt. głosowania nad projektem ustawy dotyczącej tzw. „związków partnerskich””

  1. Prawda jest taka, że biorąc pod uwagę, iż PiS nie dojdzie już do władzy, jedyną grupą konserwatywną, która ma wpływ na rzeczywistość polityczną jest prawe skrzydło w PO. Nasze środowisko – cokolwiek by o rządzie D. Tuska nie sądziło – nie ma innego wyjścia jak zainwestować w tym kierunku. Grupa Gowina jako jedyna ma realny wpływ na władzę. Oto realizm polityczny. Jaka będzie PO, taki będzie ideowy kształt prawa wychodzącego z Sejmu.

  2. No po tym, co pokazała posłanka Pawłowicz, to chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie pokłada już nadziei w PiS – że oni będą gotowi kogoś skłonić, a nie odstraszyć od poglądów konserwatywnych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.