Zachód daje fory Chinom

Konflikt interesów pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami wynikający z kształtu geopolitycznych układanek na Pacyfiku jest faktem. Europa nie zajmuje w nim żadnego miejsca ponieważ jej uwagę w całości pochłaniają problemy wewnętrzne. Siła prochińskich mediów po naszej stronie globu daje wrażenie nieuchronności upadku Pax Americana na rzecz nowego ładu w którym wielką rolę grać będą Chińczycy. Zachód robi wszystko, żeby ten scenariusz się spełnił.

Wiele już pisano o upadku Zachodu i jego konsekwencjach dla całego świata. Należy już chyba przejść nad tym faktem do porządku dziennego. Szczególnie jeśli przyjrzeć się Europie, można zobaczyć niedomagania wskazujące kierunek rozwoju kontynentu, z którego kiedyś eksportowano większość norm cywilizacyjnych na cały świat, a dziś eksportuje się jedynie idee w które wierzą chyba jedynie lewicowi Europejczycy. Stany Zjednoczone znajdują się obecnie w momencie krytycznym. Ich przyszłość zależy od tego, czy wybiorą drogę europejskiego zamierania, czy też zdecydują się pozostać w koleinach anglosaskiego pojmowania gospodarki i polityki.

Linia obecnej administracji w USA podąża w kierunkach etatystycznym w gospodarce i idealistycznym w dyplomacji. Oba poniosły klęskę na kontynencie europejskim co widać w ramach projektu Unii Europejskiej, który od kilku dobrych lat się chwieje, a przez wielką falę niepokojów typu greckiego może się ostatecznie zawalić. Jeśli Amerykanie nie odrzucą europejskich wzorców wkradających się za rządów Baracka Obamy do ich amerykańskiego snu, czeka ich podobny uwiąd co po naszej stronie Atlantyku.

 Ekonomia

Jego podłożem będzie wtedy, tak jak w Europie, przegrana ekonomiczna wynikająca z niewydolności systemu redystrybucji. W obliczu kryzysu greckiego Chińczycy jawią się dziś Grekom, Irlandczykom i innym Europejczykom już ustawiającym się do kolejki po zasiłek jako odkupiciele z workami dolarów bez dna. Europa sięga po chiński portfel z taką desperacją, że Mark Blyth na łamach Foreign Affairs pisze wręcz o chińskiej gorączce zakupów na Starym Kontynencie[1]. Zauważa on, że transfer dolarów z Chin do potrzebujących pieniędzy europejskich państw-dłużników jest obopólnie korzystny.

Dzięki udzieleniu pożyczek niewydolnym budżetom tych krajów, w świetle pojawiających się przesłanek o możliwości osiągnięcia poziomu niewypłacalności przez USA, Chińczycy będą mogli zamienić kłopotliwe dolary na aktywa europejskie. Blyth przewiduje, że zdesperowani przywódcy naszego kontynentu mogą w walce o chiński kapitał targnąć się na embargo narzucone na produkty podwójnego użytku, które Chiny mogą wykorzystać do kopiowania zachodnich technologii, także wojskowych. Po masakrze na Placu Tiananmen w 1989 roku Zachód solidarnie zablokował sprzedaż tego typu do Chin. Wobec coraz większych problemów finansowych, w Europie może zabraknąć idealizmu, by lojalnie podtrzymać zakaz.

 Wojskowość

Sytuacja determinuje Stary Kontynent do przychylnego traktowania chińskiego reżimu. Pomimo coraz bardziej asertywnej, a wręcz aroganckiej, polityki Chin w regionie Azji Południowo-Wschodniej (zatargi z Wietnamem i Filipinami o Morza Chińskie) i galopującego rozwoju militarnego, jedynie w USA zauważono problem. Fakt, że w Europie temat w ogóle nie istnieje świadczy o zaściankowości w jaką popadł nasz region przez trapiące go problemy.

Chińczycy prawie opracowali technologię pulsu elektromagnetycznego (Electro-magnetic pulse) zdolnego w małej skali niszczyć sieci energetyczne i urządzenia elektryczne wroga, a w dużej atakować system nerwowy istot żywych[2]. Ta broń zmienia rzeczywistość konfliktu zbrojnego. Dzięki niej eliminacja czynnika ludzkiego na wielką skalę nie musi się równać całkowitej destrukcji ziemi, sprzętu wojskowego i punktów strategicznych, jak ma to miejsce przy użyciu broni nuklearnej. Zastosowanie tej broni daje wielką przewagę taktyczną agresorowi, który może przyjąć taktykę elektromagnetycznego blitzkriegu przejmując kolejne połacie terenu przeciwnika bez negatywnych konsekwencji logistycznych. Dodając do tego prace nad pociskami typu carrier-killer, bronią kosmiczną i stałym rozwijaniem arsenału jądrowego przy jednoczesnej denuklearyzacji Stanów Zjednoczonych wynikającej z traktatów międzynarodowych na które Chińczycy w ogóle nie zwracają uwagi, możemy zdiagnozować niepokojącą tendencję także w dziedzinie bezpieczeństwa międzynarodowego.

W tej rywalizacji Europa już dawno wypadła z peletonu. Rozmowa o kondycji europejskiej wojskowości powinna się skończyć na kwestii wojny w Libii, wywołanej przez buńczucznego Sarkoleona – nazwanego tak prześmiewczo przez Amerykanów francuskiego prezydenta do spółki z prezydentem Davidem Cameronem, który tuż po rozpoczęciu konfliktu wprowadził największe od lat cięcia w budżecie wojskowym Wielkiej Brytanii. Dziś konflikt pozostaje nierozstrzygnięty, przede wszystkim przez brak wyraźnego przywództwa USA, które nie palą się do otwierania nowego frontu i sprzątania bałaganu po europejskich generałach bez armii. Europa nie potrafi nawet podjąć dyskusji z reżimem Kaddafiego. Chiny wspierają poczynania Unii Afrykańskiej[3], która tuż za południową miedzą Starego Kontynentu może niebawem ustanowić mediację nad negocjacjami pokojowymi i wykluczyć Zachód z dyskusji na temat przyszłości Libii.

Dyplomacja

Słabość ekonomiczna i militarna Zachodu (póki co głównie Europy) przekłada się na malejącą siłę dyplomatyczną. Europejczycy nie mogą i nie chcą spierać się już z Chińczykami o wartości. Kto żałuje róż (do tego cudzych) gdy płonie las (za oknem)? Amerykanie pozostają niezmiennie największą potęgą ekonomiczną i militarną na świecie. Ale przez oddawanie pola na wszystkich frontach Chinom tracą siłę dyplomatyczną.

USA może w nieodległej przyszłości zacząć brakować argumentów militarnych w przepychankach z Chinami. Amerykańska dyplomacja niezmiennie zapewnia swoich azjatyckich sojuszników, że pozostanie aktywna w regionie i nie pozwoli Chińczykom zbytnio po nim hasać. Dan Blumenthal z American Enterprise Institute pyta się przewrotnie za pomocą jakich środków Jankesi będą tę aktywność realizować[4]. Lojalność azjatyckich sojuszników USA jest porównywalna do lojalności Zachodniej Europy w okresie Zimnej Wojny. Jest tak, ponieważ Chiny mogą być w tym regionie poczytywane za zagrożenie nie mniejsze niż Związek Sowiecki w tamtych czasach. Azjaci obawiający się potęgi Chin oczekują czytelnego wsparcia ze strony Amerykanów. Z kolei Stanach rośnie niechęć opinii publicznej wobec wydatków na zbrojenia. Administracja daje jej upust realizując cięcia w wydatkach na rozwój technologiczny i nowe uzbrojenie dla amerykańskiej armii. Nie powstają nowe F-22, produkcja nowego bombowca strategicznego ruszy dopiero za dekadę. Kto nie idzie naprzód, ten się cofa – szczególnie w tej branży. A Chińczycy zacierają ręce. Blumenthal przywołuje wypowiedź szefa Sztabu Generalnego Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej Chen Binge’a, który wręcz namawia swojego odpowiednika Admirała Michaela Mullena do kontynuowania cięć w amerykańskim wojsku.

Morze Południowo-chińskie staje się areną coraz ostrzejszych spięć pomiędzy siłami spierającymi się o to terytorium. Również w Cieśninie Tajwańskiej miał ostatnio miejsce incydent[5], kiedy to chińska armia przechwyciła amerykański samolot szpiegowski. Amerykanie utrzymują, że stało się to w przestrzeni międzynarodowej – Chińczycy uważają to wydarzenie za atak na ich suwerenność. Odmawiają interpretacji problemu z uwzględnieniem władz w Tajpej. Jak wiadomo Tajwan jest uznawany przez komunistów za zbuntowaną prowincję. Amerykańscy eksperci wskazują na coraz śmielsze poczynania Chin także w sprawie Pięknej Wyspy. Tymczasem Waszyngton boi się stanowczo zareagować. Obecna administracja nadal wstrzymuje sprzedaż sześćdziesięciu sześciu F-16 Tajwańczykom. Dyplomatyczne rozmowy o przyszłości wyspy od dawna stoją w miejscu. Ustawa o pomocy dla Republiki Tajwanu z 1979 roku pozostaje martwa.

Świat nie czeka na Zachód

Zachód traci inicjatywę i oddaje pola, za co z pewnością nie otrzyma w zamian tego samego od dużo bardziej pragmatycznych potęg, takich jak Chiny. Nieufność i niezgoda nie znikną same z siebie. Jednak w ich usuwaniu nie pomoże podkopywanie swojej pozycji w każdym wymiarze relacji międzynarodowych. Michael Auslin z American Enterprise Institute apeluje[6] do amerykańskich władz o podjęcie realnych i stanowczych działań. Jego zdaniem jest to kwestia bezpieczeństwa USA i jego sojuszników. Zgadzam się z tym publicystą.

Zachód słaby ekonomicznie, militarnie i dyplomatycznie to Zachód przegrany. Być może Europa na dobre zeszła już na drugi tor i jest skazana na miejsce w kącie. Jednakże Chiny również mają swoje problemy, z którymi w przyszłości mogą sobie nie poradzić. O niewydolności modelu ekonomicznego i politycznego mówią już najwyżsi przywódcy[7]. Nie znaczy to jednak, że Zachód może sobie pozwolić na wspomaganie reżimu mającego potencjał upaść własną biernością wynikającą ze słabości. Stany Zjednoczone mają jeszcze pole do manewru i powinny z niego skorzystać zanim będzie za późno.

  Wojciech Jakóbik

Artykuł ukazał się na portalu www.polska-azja.pl

[1] http://www.foreignaffairs.com/articles/67992/mark-blyth/chinas-european-shopping-spree

[2] http://www.washingtontimes.com/news/2011/jul/21/beijing-develops-radiation-weapons

[3] http://www.geopolityka.org/index.php/libia-2011/950-chiny-poparly-plan-unii-afrykanskiej-dla-libii

[4] http://www.aei.org/article/103876

[5] http://www.washingtontimes.com/news/2011/jul/25/chinese-jets-chase-us-surveillance-jet-over-taiwan

[6] http://www.aei.org/article/103862

[7]http://www.cfr.org/china/win-chinas-economy-changes/p25531?cid=rss-china-who_will_win_as_china_s_econom-072511

Wojciech Jakóbik – jest redaktorem naczelnym portalu www.ebe.org.pl, współpracuje z Ośrodkiem Myśli Politycznej. Więcej tekstów Wojciecha Jakóbika można przeczytać na stronie Ośrodka Myśli Politycznej poświęconej stosunkom międzynarodowym www.usa-ue.pl.

Dodał Stanisław A. Niewiński

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Zachód daje fory Chinom”

  1. a zjednoczona … hoho miałaby na start 3 lotniskowce bryt, 2 wł., 1 fr i 1 hiszp. = 7 lotniskowców (Amerykanie mają 11, Chiny 2, Rosja 3) i ok. 2,5 mln żołnierzy (USA 1,1, Chiny 1,8, Rosja ok. 0,9 mln)

  2. Zgadza sie. A UE z Rosją, tzn. z rosyjskim parasolem antyrakietowym i nuklearnym, z rosyjska flotą, technologia kosmiczna i lotniczą, rosyjska armia i rosyjskimi surowcami?

  3. … no i chroniona przez Rosjan przed muslimstwem, a jak prawosławni walczą z dziczą pokazuje, jakże budujacy, przykład walk z Czeczeńcami oraz Serbów z bosniackimi poturczeńcami i kosowskimi zakapiorami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.