Zagadka multipleksu

W czasach gdy ojciec Tadeusz Rydzyk walczy o koncesję niesłychanie mocną retoryką postponującą en bloc wszystkie instytucje publiczne w Polsce trzeba przypomnieć, jak to drzewiej bywało. W RM usłyszeć można nawet, iż reżim Tuska jest gorszy od tego w czasach okupacji hitlerowskiej. A jednak kiedyś toruńskie media bez problemu potrafiły na terenie KRRiTV prowadzić gry dość misterne, nastawione przede wszystkim na skuteczność.

KRRiTV to taka ekspozytura elity politycznej Polski, służąca dokonywania uzgodnień, co do ładu medialnego. Czytając różne procedury, które mają obowiązywać widać, że nikt nawet specjalnie nie przykładał się do ich ścisłości i precyzji. Rozumiejąc to znakomicie, przedstawiciele RM zawsze wiedzieli, iż osiągnięcie sukcesu wymaga przede wszystkim wytrwałego lobbingu, groźba zaś jest silniejsza od wykonania. Bywało raczej tak, że liberalne media starały się przedstawiać działania toruńskiej rozgłośni jako makiawelistyczne, w czym jednak widoczna była nutka podziwu.

Co się wydarzyło, że przy walce o koncesję na multipleksie przyjęto strategię zupełnie inną? Drogą na czołowe zderzenie i totalną konfrontację? W pewnym momencie można wręcz było odnieść wrażenie, iż stronie radiomaryjnej w ogóle nie chodzi o koncesję, ale właśnie o pretekst do robienia draki, podnoszenia temperatury życia politycznego w kraju. W istocie byłby im nie na rękę, gdyby koncesję przyznano, gdyż dalsza akcja zbierania podpisów i organizowania marszów nie miałaby już sensu.

Parcie do totalnej konfrontacji, podpalanie czego się da, spowoduje, że beneficjentem nadchodzącego rozdania będzie lewica. Można jednak zrozumieć, iż o. Tadeusz z Prezesem mają inny pogląd. Czują się na siłach zrewoltować Polskę, doprowadzić do czegoś analogicznego czym miał być strajk generalny w roku 1981, po którym miała wyłonić się jakaś zupełnie nowa, prawdziwa Polska. Teraz pewnie miałby to być jakiś mega-marsz pięciu milionów zwolenników PiS i RM w stolicy, czy coś takiego. Trudno nie uznać tego sposobu myślenia za dziecinny, Mieści się jednak w tradycjach narodowych rewolucyjnego patriotyzmu, co powoduje, że niektórzy nie mogą się z niego wyrwać.

Z drugiej jednak strony trudno nie mieć wątpliwości. Prezes? Taki stary cwaniak polityczny wierzyć w takie głupoty? No i faktycznie. Jak przyszło co do czego, powstające w konkurencji do Torunia media PiS-owskie, gdy same ubiegały się o możliwości emisyjne, wcale nie wywoływały wojny, tylko spokojnie dogadały się z Polsatem. Na co nieczujący konwencji dowcipu Nasz Dziennik odpowiedział artykułem ze skomlącym przekazem, że przecież Solorz to układ i agent. Pewnie myśleli, że Prezes nie zna faktów z dziejów Polsatu i dopiero publikacja jedynego polskiego i katolickiego dziennika może mu je uzmysłowić.

Zagadka multipleksu polega właśnie na tym. Czy o. Tadeusz Rydzyk dał się aż tak nabrać? Zmienił swą tradycyjna strategię z podpuszczenia PiS, które samo, gdy toruński zakonnik znalazł się już na kursie i na ścieżce w sprawie swoich mediów podjęło konwencjonalne działania polityczne?

Ludwik Skurzak
aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *