Ziętek-Wielomska: Bezdomny homo deus, czyli wizje Y.N. Harariego

Wielki Reset oznacza początek Nowej Ery, a Nowa Era potrzebuje swoich proroków. Obok Klausa Schwaba, Elona Muska, Raymonda Kurzweila etc. należy do nich izraelski historyk Yuval Noah Harari, uważany za jednego z największych myślicieli współczesnego świata. Harari jest twórcą tzw. dataizmu, mieszka z mężem (!) koło Jerozolimy, jest weganinem, codziennie medytuje i nie używa smartfonu. Jego prace są intensywnie promowane na całym świecie, co wynika stąd, że kreślona przezeń wizja jest bardzo na rękę globalnym elitom, czyli różnym Billom Gatesom bądź też, powiedzmy, szefostwu Google’a, czyli Pichaiowi Sundararajanowi, Lawrence’owi Edwardowi Page’owi tudzież Sergeyowi Michajłowiczowi Brinowi.

Globalne elity opętała wizja stworzenia świata, w którym nawet ludzkie ciała zostaną podłączone do Internetu rządzonego algorytmami pisanymi w globalnych korporacjach przez wąską grupę zarządców tego nowego systemu. I podstawowym „problemem” globalnych elit jest perspektywa masowego bezrobocia spowodowanego postępem technicznym. „Przewidują” one, że większość aktualnych zawodów po prostu zniknie i świat podzieli się na dwie kasty – zamożnych, lecz nielicznych zarządców, oraz bezrobotną większość, zbędną z ekonomicznego punktu widzenia. Częścią rozwiązania podstawowego problemu globalnych elit ma być tzw. dochód minimalny, który pozwoli bezrobotnym utrzymać się przy życiu, pacyfikując możliwe zamieszki.

Z punktu widzenia globalistów najlepszym jednakże rozwiązaniem jest sprawienie, by ludzie po prostu przestali się rozmnażać. A przestaną się rozmnażać, jeśli nie będą widzieć dla siebie i dla swojego potomstwa żadnej przyszłości. I tutaj z pomocą przychodzi właśnie Harari tworzący wizję takiej przyszłości, w której po prostu nie ma miejsca dla większości ludzi. Kto w tę wizję uwierzy, rozmnażać się nie będzie – niczym sam Harari, żyjący w związku homoseksualnym. Bo i po co? By dzieci dostawały dochód minimalny, faszerowały się psychotropami poprawiającymi nastrój i stwierdzały swoją niższość w stosunku do „superludzi”, czyli homines deos? O co dokładnie chodzi, pokrótce wyjaśnimy.

Harari, jak na dobrego bajkopisarza przystało, kreśli wielką kosmiczną wizję pokazującą, skąd przychodzimy, gdzie jesteśmy i dokąd idziemy. Dzieli historię na trzy epoki. Pierwsza trwała mniej więcej do renesansu i charakteryzowała się całkowitą dominacją religii, przy czym religię definiuje bardzo szeroko:

„Religia to każda wszechogarniająca opowieść, która przyznaje ludzkim prawom, normom i wartościom nadludzką prawomocność. Uzasadnia ludzkie struktury społeczne, twierdząc, że są one odbiciem nadludzkich praw. Religia utrzymuje, że my, ludzie, jesteśmy poddani systemowi praw moralnych, których nie wymyśliliśmy i których nie możemy zmieniać”1.

Następną epokę charakteryzuje powolne zdobywanie terenu przez naukę legitymowaną nową religią humanizmu. Obecnie natomiast wchodzimy w trzecią epokę, epokę posthumanizmu, która ma się charakteryzować całkowitą dominacją nauki legitymowanej przez nowy mit, mit dataizmu. Przyjrzymy się dokładniej tej wizji.

W epoce religii szczególnie dramatycznym wydarzeniem było pojawienie się religii monoteistycznych wraz z narodzinami cywilizacji agrarnych. W czasach zbieraczy i myśliwych panowały religie animalistyczne – status modlącego się do bogów reprezentujących siły natury człowieka i status zwierząt nie różniły się. Religie owe cechował panteizm, przy czym Harari – co ciekawe – starannie unika tego pojęcia. Kiedy ludzie zaczęli się osiedlać i zakładać gospodarstwa rolne – czyli u zarania cywilizacji agrarnych – jedne ssaki jęły wyzyskiwać inne, mianowicie udomawiane zwierzęta. Wyzysk ten ludzie usprawiedliwiali nowymi przez siebie wymyślanymi religiami – teistycznymi. Jak twierdzi Harari:

„Religie teistyczne zaczęły twierdzić, że wszechświat nie jest parlamentem istot, lecz raczej teokracją, w której rządzi grupa wielkich bogów, albo też jeden Bóg pisany wielką literą „B” (po grecku „Theos”). (…) Religie teistyczne, na przykład biblijny judaizm, gospodarkę opartą na rolnictwie usprawiedliwiały nowymi mitami kosmologicznymi. Wcześniej religie animalistyczne przedstawiały wszechświat jako wielką chińską operę o nieograniczonej obsadzie wielobarwnych aktorów. Słonie i dęby, krokodyle i rzeki, góry i żaby, duchy i elfy, anioły i demony – każdy miał jakąś rolę w kosmicznym dziele. Religie teistyczne przerobiły ten scenariusz, zmieniając wszechświat w ponury dramat Ibsena z zaledwie dwiema głównymi postaciami: człowiekiem i Bogiem”2.

Istotę religii teistycznych izraelski historyk wysnuwa z powstania „rolniczego układu”:

„Bogowie zabezpieczali i pomnażali produkcję rolniczą, a w zamian ludzie musieli dzielić się z nimi produktami rolnymi. Ten układ służył obu stronom, a płaciła za to reszta ekosystemu”3.

Jednym słowem, kosmiczne siły dały ludziom władzę nad innymi zwierzętami, pod warunkiem, że będziemy wypełniać pewne obowiązki wobec bogów. Stąd też:

„…gospodarstwo rolne stało się prototypem nowych społeczeństw, z właściwymi im nadętymi panami, niższymi rasami nadającymi się do wyzyskiwania, dzikimi zwierzętami, które trzeba tępić, oraz z unoszącym się nad tym wszystkim wielkim Bogiem, który udziela swego błogosławieństwa całemu temu układowi”4.

Powyższe słowa są dla nas kluczowe, wynika z nich bowiem jednoznacznie, że gospodarstwo rolne, czyli po prostu dom, u Harariego jest źródłem stosunków panowania i przemocy. To właśnie cywilizacja agrarna stworzyła dom w naszym rozumieniu tego słowa, czyli jako stałą siedzibę, w której dana rodzina zapuszcza swoje korzenie. Epokę myśliwych charakteryzowało ciągłe przemieszczanie się grup ludzkich poszukujących pożywienia. Dom człowieka stanowiła więc cała natura, i pod tym względem nie różnił się od zwierząt. Osiedlanie się człowieka oznaczało powolne wypieranie i podporządkowywanie mu natury.

Harari sam tego wątku nie rozwija, ale jego twierdzenie o społecznej funkcji gospodarstwa rolnego jako prototypu nowych społeczeństw przywodzi na myśl różne współczesne narracje feministyczne, zgodnie z którymi patriarchalizm religii teistycznych wiąże się z patriarchalizmem społecznym i rodzinnym. Obalenie choćby chrześcijaństwa uważają za warunek konieczny zlikwidowania wzajemnych relacji panowania i niewoli także w kręgu różnych (no bo już nie dwóch!) płci. Ale to tylko tak na marginesie.

Wróćmy do historii świata, jaką opowiada Harari. Nowa epoka zaczyna się mniej więcej wraz z Newtonem. Opowieść głosi, że Newton siedział w ogrodzie w Woolsthorpe pod jabłonią i kiedy na głowę spadło mu jabłko, odkrył grawitację i zasady mechaniki. Jak pisze Harari:

„Opowieść o Netwonie odwraca mit o drzewie wiedzy do góry nogami. W ogrodzie Eden dramat zapoczątkowuje wąż, kusząc ludzi do grzechu i sprowadzając tym samym na nich gniew Boga. Adam i Ewa są zabawką w równym stopniu dla węża i dla Boga. Natomiast w ogrodzie w Woolsthorpe człowiek jest jedynym podmiotem działania. (…) Kiedy następcy Newtona zaczęli pisać własny mit z Księgi Rodzaju, nie potrzebowali już ani Boga, ani węża. Ogrodem w Woolsthorpe rządzą ślepe prawa natury, a inicjatywa, by te prawa rozszyfrować, należy wyłącznie do człowieka. (…) Niezliczeni nauczyciele na całym świecie opowiadają mit o Newtonie, by zachęcać uczniów do ciekawości, dając im do zrozumienia, że gdy tylko zdobędziemy wystarczającą wiedzę, będziemy mogli stworzyć raj tu, na ziemi”5.

Harari słusznie wskazuje na to, że nowy stosunek człowieka do przyrody wymagał nowej religii, którą się okazał humanizm (moim zdaniem lepiej ten pogląd określić mianem humanitaryzmu, gdyż humanizm to ruch znacznie szerszy, niż sądzi Harari). Zgodnie z zasadami tej nowej religii w homo sapiens kryje się jakaś wyjątkowa i święta właściwość, która jest źródłem sensu i władzy we wszechświecie. Humanizm (humanitaryzm) obalił wprawdzie „mit Boga”, ale ciągle kurczowo trzymał się przekonania, że człowiek jest wyjątkowym bytem we wszechświecie, gdyż ma nieśmiertelną duszę. Przekonanie to jest głównym filarem naszego systemu prawnego, politycznego i ekonomicznego. Z tego powodu m.in. za rzecz normalną uważamy, że ludzie zabijają zwierzęta, by je zjeść.

Spektakularny rozwój nauk obalił jednak to przekonanie, co kategorycznie stwierdza Harari. Utrzymuje, że:

„Istnieje dokładnie zero naukowych dowodów na to, że w przeciwieństwie do świń przedstawiciele homo sapiens mają dusze. (…) nauki przyrodnicze wątpią w istnienie duszy nie tylko z powodu braku dowodów na nią, lecz raczej dlatego, że sama idea duszy przeczy najbardziej fundamentalnym zasadom ewolucji. Ta sprzeczność jest odpowiedzialna za niepohamowaną nienawiść, którą teoria ewolucji wzbudza wśród żarliwych monoteistów”6.

Harari ubolewa nad tym, że „fanatycy religijni” wciąż uparcie twierdzą, iż wszystkie organizmy obmyśliła i stworzyła jakaś wyższa inteligencja. A przecież Darwin „pozbawił nas duszy. Kto naprawdę rozumie teorię ewolucji, wie, że dusza nie istnieje”7. W związku z tym człowiek nie posiada żadnego prawdziwego „ja”, niepodzielnego, niezmiennego i potencjalnie wiecznego bytu. Człowiek jest tylko wiązką różnych algorytmów i pod tym względem kompletnie niczym się nie różni od zwierząt, roślin czy … maszyn liczących. W związku z tym, tak jak porzuciliśmy pojęcia Boga i duszy, przyszedł czas na wyrzucenie do kosza pojęcia umysłu.

Zdaniem Harariego ludzie od zwierząt różnią się tylko tym, że potrafią elastycznie współpracować w dużych grupach. Pisze:

Homo sapiens rządzi światem, ponieważ jedynie przedstawiciele tego gatunku potrafią splatać intersubiektywną sieć znaczeń: sieć praw, bytów i miejsc, które istnieją tylko w ich wspólnej wyobraźni”8.

Z tego stwierdzenia wyprowadza fundamentalną wręcz uwagę, że w XXI wieku fikcja może stać się najpotężniejszą siłą na ziemi!9 Autor stawia taką wręcz tezę:

„Nowożytna nauka z pewnością zmieniła reguły gry, jednak nie zastąpiła tak po prostu mitów faktami. Mity nadal odgrywają dominującą rolę, a nauka tylko je wzmacnia. Zamiast niszczyć intersubiektywną rzeczywistość, nauka pozwoli jej kontrolować rzeczywistość obiektywną i subiektywną w sposób pełniejszy niż kiedykolwiek wcześniej. Dzięki komputerom i bioinżynierii różnica między fikcją a rzeczywistością będzie się zacierała, w miarę jak ludzie będą przekształcali rzeczywistość, tak by pasowała do ich ulubionych fikcji”10.

Harari wskazuje dalej, że:

„Sens i władza zawsze idą w parze. Ten, kto decyduje o sensie naszych działań – czy są dobre czy złe, słuszne czy nie, piękne czy brzydkie – zyskuje również władzę pozwalającą mówić nam, co mamy myśleć i jak mamy się zachowywać”11.

W nowej epoce religia, która dba o prawdę równie mało jak nauka, nie zniknie całkowicie. W religii chodzi przede wszystkim o porządek, a nauka dąży przede wszystkim do władzy12. Stąd też w nowej erze powstanie nowy układ, sojusz nauki i nowej posthumanistycznej religii dataizmu. Pojęcie dataizmu pochodzi od pojęcia danych:

„W XXI wieku nasze dane osobowe są prawdopodobnie najcenniejszym dobrem, jakie większość ludzi wciąż ma do zaoferowania, a my oddajemy je technologicznym gigantom w zamian za skrzynki e-mailowe i filmiki ze śmiesznymi kotkami”13.

Źródłem sensu i władzy ma być informacja, a dataizm ma oddawać cześć danym14. Zdaniem Harariego dataizm obali barierę między zwierzętami a maszynami, a algorytmy elektroniczne uzupełnią algorytmy biochemiczne. Należy więc oczekiwać, że największą moc skupi w sobie biotechnologia zalgorytmizowana komputerowo, a głównymi produktami XXI wieku „będą ciała, mózgi i umysły”15:

„W XXI wieku ci, którzy pojadą pociągiem postępu, posiądą boską zdolność tworzenia i niszczenia, a ci, którzy zostaną, będą skazani na wymarcie” 16.

Kiedy inżynieria genetyczna i sztuczna inteligencja objawią swój pełny potencjał, demokracja i wolny rynek staną się przestarzałe. W nowym układzie zaniknie postliberalna demokracja, ściśle związana z humanizmem (humanitaryzmem), a wraz z nią zamożna klasa średnia. Co więcej, nawet instytucje społeczeństwa masowego stracą rację bytu, gdyż także masy stracą znaczenie ekonomiczne.

„Co się stanie z rynkiem pracy, gdy w zakresie większość zadań poznawczych sztuczna inteligencja pozostawi ludzi daleko w tyle? Jaki będzie wpływ polityczny olbrzymiej nowej klasy ludzi ekonomicznie bezużytecznych? Co się stanie z relacjami międzyludzkimi, rodzinami i funduszami emerytalnymi, kiedy nanotechnologia i medycyna regeneracyjna sprawią, że osiemdziesiątka będzie nową pięćdziesiątką? Co się stanie ze społeczeństwem, kiedy biotechnologia pozwoli nam zamawiać dzieci z katalogu i wykopie niespotykaną wcześniej przepaść między bogatymi a biednymi?”17

Szanse na przetrwanie staną się udziałem tylko ludzi „udoskonalonych”, czyli klasy wyższej. Ale nawet oni zupełnie zmienią sposób myślenia o samych sobie:

„Ludzie, których doświadczanie samych siebie będzie nieustannie zapośredniczone przez tego rodzaju urządzenia, mogą zacząć uważać się bardziej za zbiór systemów biochemicznych niż za niepodzielne jednostki, a ich decyzje będą coraz bardziej odbiciem sprzecznych wymogów różnych systemów”18.

I dalej:

„Ludzie nie będą już autonomicznymi bytami, którymi rządzą historie wymyślane przez ich jaźń komponującą opowieści. Zamiast tego będą integralnymi częściami olbrzymiej globalnej sieci. (…) Rzeczywistość stanie się siecią biochemicznych i elektronicznych algorytmów, pozbawioną wyraźnych granic i indywidualnych ośrodków”19.

Stąd też:

„Dzisiaj (…) największym zagrożeniem dla globalnego prawa i porządku są właśnie ci, którzy wciąż wierzą w Boga i Jego wszechogarniające plany”20.

Jak wspomniałam, nowym bogiem mają być dane, a ludzie rozpłyną się w kosmicznym systemie przetwarzania danych, który będzie wszystko kontrolował21; nastąpi przejście od światopoglądu homocentrycznego do danocentrycznego22. I jeszcze:

„Tak samo jak wolnorynkowi kapitaliści wierzą w niewidzialną rękę rynku, tak też dataiści wierzą w niewidzialną rękę przepływu danych. Ponieważ globalny system przetwarzania danych staje się wszechwiedzący i wszechpotężny, połączenie z tym system staje się źródłem wszelkiego sensu. Ludzie chcą się zlewać z przepływem danych, ponieważ kiedy człowiek staje się częścią przepływu danych, jest częścią czegoś znacznie większego niż on sam. (…) Wystarczy tylko, że będziemy rejestrowali swoje doświadczenia i włączali je w wielki przepływ danych, a algorytmy będą odkrywały ich sens i mówiły nam, co robić”23.

W epoce dataizmu oczywiście nie ma miejsca na taki ludzki dom, jaki funkcjonował w epoce cywilizacji agrarnych i humanizmu (humanitaryzmu). Reprodukcję „naturalną” zastąpi reprodukcja techniczna, a wychowanie tresura algorytmiczna. Zakaże się nawet hodowli zwierząt, gdyż dyktat weganizmu pozwoli ludziom na spożywanie co najwyżej mięsa syntetycznego. Homo deus będzie obywatelem świata, pardon, sieci. Ale tylko teoretycznie, gdyż jego rzeczywista dola to bezdomność. Wszystko bowiem podporządkowane zostanie zasadzie „sharingu”: car sharing, job sharing, space sharing, home sharing, a pewnie i pojawi się partner sharing, kids sharing, sex sharing etc. Ba, nikogo nie zdziwi brain sharing.

Patrząc na tę wizję trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to nowoczesna wersja koncepcji kabalistycznych, które mówią o pierwotnej jedności wszechświata, zniszczonej potem w trakcie procesów indywidualizacji, i o ostatecznym zjednoczeniu całej natury. Pierwotny, animalistyczny panteizm powraca na wyższym poziomie jako nowoczesny dataizm.

Najgorsze w zaistniałej sytuacji jest to, że ci, których najbardziej gorszą podobne wizje, nie potrafią zmierzyć się intelektualnie z takimi Hararimi czy Schwabami. Mogą tylko krzyczeć o tradycyjnym modelu rodziny zagrożonym przez „Julki” etc. A my potrzebujemy ludzi zdolnych napisać własną nowoczesną opowieść, która zdoła podbić świat. Jeśli więc chcemy zawojować przyszłość, musimy napisać taką opowieść, która tę przyszłość dokładnie opisze. Musi się w niej znaleźć miejsce zarówno na nowoczesną technikę, jak i na człowieka, któremu ta technika ma po prostu służyć. Pracujemy więc nad taką nową opowieścią, gdyż jak w tym przypadku całkiem słusznie twierdzi Harari:

„Ruchy starające się zmienić świat zaczynają się często od napisania historii na nowo, dzięki czemu ludzie mogą sobie wyobrazić na nowo przyszłość”24.

Magdalena Ziętek-Wielomska

za: Nowoczesna Myśl Narodowa.

Dziękujemy za zainteresowanie naszym czasopismem. Liczymy na wsparcie informacyjne: Państwa komentarze i polemikę z naszymi tekstami oraz nadsyłanie własnych artykułów. Można również wpierać nas materialnie.

Dane do przelewów:

Instytut Badawczy Pro Vita BonaBGŻ BNP PARIBAS, Warszawa

Nr konta: 79160014621841495000000001

Dane do przelewów zagranicznych:

PL79160014621841495000000001

SWIFT: PPABPLPK

1 Y. N. Harari, Homo deus. Krótka historia jutra, Kraków 2018, s. 231.

2 Ibid. s. 118n.

3 Ibid., s. 121.

4 Ibid., s. 126.

5 Ibid., s. 127.

6 Ibid., s. 133.

7 Ibid., s. 134.

8 Ibid., s. 192.

9 Ibid., s. 194.

10 Ibid., s. 229.

11 Ibid., s. 282.

12 Ibid., s. 251.

13 Ibid., s. 432.

14 Ibid., s. 466.

15 Ibid., s. 346.

16 Ibid.

17 Ibid., s. 341.

18 Ibid., s. 420.

19 Ibid., ss. 429, 439.

20 Ibid., s. 280.

21 Ibid., s. 484.

22 Ibid., s. 495.

23 Ibid., s. 490n.

24 Ibidem, s. 81

Człowiekiem jest się tak długo, jak długo opowiada się sobie swoją własną opowieść.


Facebook

3 thoughts on “Ziętek-Wielomska: Bezdomny homo deus, czyli wizje Y.N. Harariego”

  1. Odnośnie humanizmu, to Harari właśnie rozumie go dość szeroko, zaliczając do niego też Lenina i Hitlera. Humanitaryzm byłby najbliżej humanizmu liberalnego, który (teoretycznie) szanuje każdego człowieka. Aczkolwiek humanitaryzm odchodzi od humanizmu, uznając, że humanitarne traktowanie należy się też zwierzętom.
    Sama religia danych w “Homo deusie” jest przedstawiona zaskakująco kiepsko. Nie wiadomo, o co miałoby w niej chodzić.
    Bardziej sensowne są przewidywania skutków połączenia biologii i inżynierii komputerowej. Harari ma trzy scenariusze:
    1) ludzie staną się bezużyteczni, i ewentualnie jakaś sztuczna inteligencja ich skasuje w imię realizacji jakiegoś abstrakcyjnego algorytmu
    2) ludzie będą zarządzani (hodowani?) przez sztuczną inteligencję, właściwie bez jakiegoś specjalnego celu
    3) nastąpi rozdzielenie ludzkości na zwyczajnych śmiertelników i ludzi udoskonalonych

  2. “A my potrzebujemy ludzi zdolnych napisać własną nowoczesną opowieść, która zdoła podbić świat. Jeśli więc chcemy zawojować przyszłość, musimy napisać taką opowieść, która tę przyszłość dokładnie opisze. Musi się w niej znaleźć miejsce zarówno na nowoczesną technikę, jak i na człowieka, któremu ta technika ma po prostu służyć.”
    Nowa pieśń przyszłości w ujęciu konserwatywnym? Interesujące, będę czekał na rezultaty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *