Zrayko: Ukryta korona

Polska historia orzekła o likwidacji państwa polskiego w 1795 r. i jego odrodzeniu po 123 latach niewoli, 11 listopada. W tej narracji nie ma miejsca na Królestwo Polskie w 1815 r. czy proklamację niepodległości 7 października 1918, ale pojawia się też iluzja suwerenności czasów stanisławowskich.

Mam zastrzeżenia do mitu niepodległości jako bytu z goła nieostrego, choć koniecznego ze względów moralnych (propagandowych). Mit ten rozchodzi się z pewnymi etapami rzeczywistości politycznej, bo nie w pełni znajduje zastosowanie w warunkach np. trybutu (za Mieczysława I), wielowładztwa (rozbicie dzielnicowe), unii (Polska i Litwa), obcych władców (np. pierwsi Jagiellonowie, kiedy władza królewska była jeszcze całkiem szeroka, ale i Sasi), obcej hegemonii (czasy stanisławowskie, Księstwo Warszawskie, PRL), czy uczestnictwa w organizacji międzynarodowej o szerokich kompetencjach (Unia Europejska). Z tego powodu endecy intuicyjnie skupili się haśle nie niepodległości, a interesu narodowego.

Pominąwszy jednak te rozważania chciałbym spojrzeć na tragizm Stanisława Augusta i ostatni akt jego królewskiego majestatu.

Stanisława Augusta postrzegam jako patriotę, niedoświadczonego człowieka z czyjejś łaski wyniesionego na majestat, do czego wielkich zasług nie przyłożył (czyż nie było lepszych?). Objąwszy urząd starał się uzdrowić kraj zdegenerowany po czasach saskich, mając jednak świadomość obiektywnych warunków położenia pod hegemonią moskiewską (tytuł carski i imperatorski Rosji, a także samą jej nazwę zaczęliśmy uznawać dopiero w 1764 r., przy elekcji Stanisława Augusta; do tej pory graniczyliśmy z wielkim księstwem moskiewskim). Jego działania można opisać paradygmatem realistycznym, przy wszystkich przypadłościach jego osobowości. Przez ten pryzmat postrzegam jego działalność polityczną.

Był przez Anglię wpuszczony na sypialnie Katarzyny. Był jej usłużny. Zgodził się na I rozbiór. Zachęcał Katarzynę, by rządziła Polską niepodzielnie. Przystąpił do targowicy. Jednocześnie stał się ojcem wielkich przedśmiertnych reform.

Dostrzegam w tym jednak pewną integralność postępowania. Celem jego było przetrwanie państwa w warunkach niesprzyjających i przygotowanie w jak najlepszym stanie na dobre czasy. Z tego powodu przestrzegał swą najmiłościwszą imperatorową, by nie oznaczała sobie granic zwycięstwa – nie dzieliła się Polską z Prusami, skoro i tak ma w swym ręku jej całość. Dla załagodzenia sporu z Moskwą (ze stolicą w Petersburgu) zdecydował się nawet przystąpić do konfederacji targowickiej i pogrzebać Konstytucję. Szukając usprawiedliwienia skłaniam się w ocenie do uleganiu konieczności ograniczonej osądem położenia. Dostrzegam dobre intencje obarczonymi beznadziejnymi wyborami. Największym jednak jego czynem, przez który należ oceniać czasy zaborów jest jego abdykacja.

Mocarstwa zaborcze w traktacie rozbiorowym zobowiązały się do niewskrzeszania Polski i nie używania jej nazwy (np. w swych tytułach). Miała zniknąć i nie odrodzić się. Miesiąc później, w rocznicę swej koronacji i zarazem imieniny Katarzyny, Stanisław August spisał swój ostatni akt urzędowy – abdykację. Pisze w nim, że koronę polską w ręce Najjaśniejszej Imperatorowej Wszech Rosji składa dobrowolnie i dodaje: dopełniamy ostatniego obowiązku królewskiej godności, zaklinając Najjaśniejszą Imperatorową, ażeby macierzyńską swą dobroczynność na tych rozciągnęła, których królem byliśmy.

Te słowa mają znaczenie fundamentalne. Po traktacie obcych mocarstw zobowiązującym je do pogrzebania Polski, on przekazuje koronę (władzę, nie insygnium) Katarzynie. Ściąga z niej to zobowiązanie i nadaje sukcesję polską.

Katarzyna zamknęła oczy niespełna rok później. Po niej na tron moskiewski (w Petersburgu) wstąpił Paweł, który sam podejrzewał Stanisława Augusta o swoje ojcostwo. Był wyjątkowo przychylny wobec niego i Polaków. Po (tradycyjnie) nagłej śmierci nastąpił go syn – Aleksander Pawłowicz, zatem prawdopodobny wnuk Stanisława Augusta, który w 1815 r. przyjął oficjalnie tytuł Króla Polski, a jego potomstwo panowało aż do rewolucji lutowej.

Stanisław August powodowany odpowiedzialnością za Polskę (jak mi się wydaje) wobec beznadziejnego położenia i niemożności przetrwania państwa jako takiego postanowił oddać koronę w obce, wrogie ręce, ale z nadzieją zachowania sukcesji, ukrytego trwania polskiej państwowości, co faktycznie ujawniło się na kongresie wiedeńskim w 20 lat później. Stanisław August nie miał takiego komfortu, jak polski rząd w Londynie, by samodzielnie przechowywać ciągłość. Nie posiadał ziemi, nie posiadał siły zbrojnej, a nawet osobistej wolności w Grodnie. Zdobył się na to, co jedynie mógł zrobić godnie.

Wojciech Zrayko

Click to rate this post!
[Total: 17 Average: 4.2]
Facebook

1 thought on “Zrayko: Ukryta korona”

  1. Tak; rządy, myślenie, postępowanie SAP to jest i była: porażka, upadek i dno, nawet (szczególnie!) dla konserwatystów, monarchistów, regalistów etc.
    Bez żadnego usprawiedliwienia i usprawiedliwiania!
    Naprawdę!
    A nasi sąsiedzi zawsze tacy byli, są i będą; warto o tym pamiętać;
    Choć Prus I Prusaków już nie ma, poza robakami…
    Nie ma tego złego?!…
    Vide: wojna na Ukrainie, Roku Pańskiego 2022 (2014 -)…
    Zgroza!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *