Zrozumieć sąsiada

.

Moskwa, centrum konferencyjne tutejszego World Trade Center (Centr Mirowoj Torgowli). Na doroczne Międzynarodowe Forum Parlamentarne przyjechało kilkuset uczestników z ponad 70 krajów z różnych kontynentów. Tematy dyskusji sformułowane zostały dość dyplomatycznie, ale i tak przebija z nich przekonanie, że świat polityki powinien skoncentrować się na wydarzeniach wokół ukraińskiej wojny domowej i prób wciągnięcia Moskwy do trzeciej wojny światowej, która zresztą, zdaniem niektórych rosyjskich polityków już się zaczęła, zaraz po katastrofie geopolitycznej, jaką był rozpad Związku Radzieckiego dwadzieścia trzy lata temu. Naszpikowana wojowniczymi zawołaniami retoryka atlantystów utwierdza ich w tym przekonaniu. Istotnie, patrząc na wypowiedzi, także takie, jak ta polskiego szefa rządu o dzieciach, które 1 września mogą nie pójść do szkoły, światowe starcie już trwa. Słuchając głosów rosyjskich polityków i ekspertów na forum, można było dojść tylko do jednego wniosku: oni chcą rozmawiać ze wszystkimi, przede wszystkim z Europą. Nie chcą konfliktu, ale domagają się elementarnego szacunku dla swego państwa, realizującego dziś ambitny projekt integracji eurazjatyckiej.

Rozumieją to politycy z Ameryki Łacińskiej, Azji i Afryki, licznie reprezentowani na forum. Rozumieją to reprezentanci francuskiego Frontu Narodowego, węgierskiego Jobbiku, austriackiej FPOe, włoskiej Lega Nord, flamandzkiego Vlaams Belang, czyli szeroko rozumianej narodowej prawicy. Zdają sobie z tego sprawę przedstawiciele niemieckiej, socjalistycznej die Linke. Starają się pojąć francuscy neogaulliści. Na argumenty głusi są nadal w przeważającej większości luminarze polskiej sceny politycznej, którzy nadal tkwią w rusofobicznych schematach, nie rozumiejąc, że Rosja jest i pozostanie co najmniej regionalnym mocarstwem, sąsiadującym z nami.
W kuluarowych rozmowach z parlamentarzystami słyszałem od kilku przyjaciół gorzką prawdę: z indywiduami kreujacymi polską politykę zagraniczną pod dyktando Białego Domu nie ma nawet sensu rozmawiać. Łatwiej zadzwonić w razie potrzeby wprost do Waszyngtonu. Ujawnienie istoty polsko-amerykańskich relacji przez opublikowane przez „Wprost” nagranie rozmowy Sikorskiego z Rostowskim niczego tu nie zmienia. Wszak pan minister, choć może i czuł się z tym nieswojo, zajmował się przez lata, posługując się jego nomenklaturą tzw. blow jobem…

Mateusz Piskorski

http://www.blog.pl/blog-mateuszpiskorski_blog_onet_pl

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *