11 listopada maszerujmy!

Zachęcam do udziału w Marszu Niepodległości. Niech 11 listopada w Warszawie będzie godną i potężną manifestacją kolejnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Maszerując pod pomnik Romana Dmowskiego, oddajmy również hołd temu wybitnemu współtwórcy niepodległej Polski. Zademonstrujmy nasz patriotyzm i przywiązanie do Narodu. Niech w tym roku pojawi się nas więcej, aniżeli w roku poprzednim.

Wulgarna nagonka lewicowych środowisk, sprzyjających im mediów oraz pomówienia wobec organizatorów Marszu zdają się tylko dodatnio wpływać na frekwencję. Coraz więcej bowiem osób dostrzega obłudę i zagrożenia cywilizacyjne, jakie niosą ze sobą przeciwnicy świętowania tej wspaniałej rocznicy. Kierowane pod adresem uczestników manifestacji oskarżenia o faszyzm, czy nazizm są niczym innym jak potwarzą.

Starsi – zasłużeni Ojczyźnie ludzie, których nie brak w Honorowym Komitecie Poparcia Marszu Niepodległości, doskonale pamiętają bowiem czasy, gdy za pomocą tego rodzaju obelg starano się zdyskredytować po wojnie polskich patriotów. Obecnie, środowiska przeciwne Marszowi, których korzenie tkwią w zbrodniczych ideologiach, sięgnęły po identyczne środki. Podobnie jak w latach 40-tych i 50-tych, kiedy komuniści określali przeciwników władzy ludowej mianem faszystów, tak i teraz wyznawcy „nowych postępowych idei” posuwają się do łgarstw.

Lewicowi aktywiści zarzucają zatem uczestnikom patriotycznego przemarszu inklinacje hitlerowskie. Nic bardziej kłamliwego, zważywszy, że tegoroczną inicjatywę Marszu poparli znani kombatanci walk z niemieckim najeźdźcą. Są wśród nich m.in. Stanisław Oleksiak, ps. „Kozic” (rocznik 1924) – Prezes Zarządu Głównego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, dr Bohdan Szucki, ps. „Artur” (rocznik 1926) – żołnierz Narodowych Sił Zbrojnych, Prezes Honorowy Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych oraz mjr Marian Pawełczak, ps. „Morwa” (rocznik 1923) – podkomendny legendarnego „Zapory”. Czy ludzie o tak nieposzlakowanej opinii, którzy za młodu wojowali z hitlerowcami wsparliby podejrzaną – neonazistowską inicjatywę?!

Za wyjątkowo bezczelne należy uznać zarzuty w stosunku do organizujących Marsz nacjonalistów. Lewicowi oponenci skarżą się, że oto mamy do czynienia ze sprytnie ukrytą inicjatywą neonazistowską. Ich zdaniem jest to kontynuacja skłonności nazistowskich, jakie rzekomo panowały wśród przedwojennych polskich narodowców. Tymczasem, nie kto inny jak właśnie polscy nacjonaliści udowodnili, jak ideowo obcy był im narodowy socjalizm. Podczas II wojny tysiące członków szeroko pojętego obozu narodowego padło ofiarą nazistowskiego totalitaryzmu. Dość przypomnieć niektórych spośród nich:

39-letni Jan Mosdorf – przywódca Obozu Narodowo-Radykalnego,

61-letni profesor Witold Teofil Staniszkis (dziadek prof. Jadwigi Staniszkis) – Wiceprezes Zarządu Głównego konspiracyjnego Stronnictwa Narodowego,

55-letni profesor ekonomista Roman Rybarski – polityk endecji,

36-letni por. Wojska Polskiego Józef Mirochna – organizator struktur narodowej konspiracji w Małopolsce,

41-letni Edward Zajączek – podbeskidzki działacz narodowy.

Wszyscy ci „polscy naziści” zostali zamordowani przez Niemców w obozie zagłady w Oświęcimiu.

Czy wobec tego podczas tegorocznego przemarszu lewacy przygotują podobną prowokację jak w roku minionym? Mam na myśli skandaliczny występ ogłupionych cudaków, którzy przebrali się w obozowe pasiaki z Gwiazdami Dawida. Nie dość, że inicjatorzy tego osobliwego protestu sfałszowali historię (wszak wielu narodowców podczas okupacji nie tylko zginęło w obozach koncentracyjnych, ale dodatkowo ratowało życie Żydom), to jeszcze co niektórzy pojawili się tam z dziećmi. A to już czysta głupota, biorąc pod uwagę emocje i pojedyncze przepychanki towarzyszące blokadzie. No, ale nie wymagajmy od lewicowych doktrynerów rozwagi. Poza tym na ulicy zawsze łatwiej prowokować przeciwników, a następnie liczyć na ochronę policji, ewentualnie można też ukryć się wśród kobiet i dzieci..

Tegoroczne obchody będą zapewne próbować zakłócić wszelkiej maści „awangardowi działacze”. Nie zabraknie flag w kolorach czerwonych, czarno-czerwonych i tęczowych. Pojawią się znani z napadów typu: „pięciu na jednego” – bojówkarze tzw. Antify. Nie wiadomo jeszcze jaką nową „promocję gadżetową” przygotują odchodzący do lamusa niechlubnej historii redaktorzy z „podupadłego organu” z Czerskiej (oby nigdy już się nie podniósł).  Nie ma jednak czym się przejmować. Trzeba postępować w myśl staropolskiego przysłowia: „psy szczekają, karawana idzie dalej”.

Zapowiadana frekwencja Marszu musiała jednak nieco ostudzić zapał lewaków, skoro zwrócili się z prośbą o ratunek do swych niemieckich towarzyszy. A to już zakrawa na międzynarodowy skandal. Mamy więc do czynienia  z sytuacją, kiedy nasza radykalna lewica liczy na to, iż z pomocą Niemców uda im się zakłócić obchody święta niepodległości suwerennego państwa polskiego. Zaiste, ich polegli w walce ze „słowiańskim żywiołem” na przestrzeni wieków pradziadowie, muszą być dumni ze swych prawnuków-lewaków.

Niestety, znani w Europie zachodniej z demolowania miast i burd z policją niemieccy „streetfighterzy” mogą się w stolicy przeliczyć. Jeżeli dojdzie z ich strony do prowokacji, to jeżeli „nie uspokoją” ich co bardziej krewcy uczestnicy Marszu, to zajmie się nimi nasza policja. A ta nie będzie się cackać na wzór zachodniej. Tu tłumienie zamieszek nie wygląda jak walki harcowników. To nie Grecja, czy Włochy, gdzie lewacy biją policję. Polska policja bowiem za przeproszeniem się „nie obcyndala” i wali od razu z broni gładkolufowej. I na nic zdadzą się maski p.gaz, pałki i proce zaprawionych w bojach niemieckich zadymiarzy. Pozostaje przeto liczyć na to, że zatryumfuje wówczas zasada: „chuligani wysiadka! dziś rozróba, jutro wyrok i odsiadka !”

Niech więc wszyscy, którym sprawa polska leży na sercu pojawią się na Marszu. Niech zgodnie maszerują reprezentanci prawicy narodowej i konserwatywnej, monarchiści, narodowi radykałowie, autonomiczni nacjonaliści, działacze PiS oraz kibice. Niech nie zabraknie również ludzi niezrzeszonych – zwykłych patriotów. Bo ci, co będą blokować Marsz z umiłowaniem Ojczyzny z pewnością nie mają nic wspólnego. 

Foto:
Berlin 2002 r. Czy nasi zachodni sąsiedzi szykują nam w Warszawie podobne atrakcje uliczne?

Maciej Matuszewski

http://historieodklamane.salon24.pl/

a.me.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “11 listopada maszerujmy!”

  1. pan myśli, że naziści różnych krajów łączą się jak socjaliści????????? Nacjonaliści różnych krajów nienawidzą sie wzajem bo każdy chce by to jego kraj gnębił inne lub dominował nad nimi. Więc nic dziwnego że III Rzesza zabijała „polskich nazistów”,

  2. Do p. Piotra Napierały od autora niniejszego tekstu ukrywającego się pod nickiem „Stefan”. – Ano, tak właśnie myślę. Ale przede wszystkim proszę unikać stawiania na równi nacjonalistów z nazistami, bo to niedopuszczalne. A co np. ze współczesną międzynarodówką nazistowską, hę? Przecież im nie przeszkadzają w ogóle różnice narodowościowe we współpracy. Bo dla narodowych socjalistów celem nadrzędnym była i jest budowa socjalizmu, antychrześcijańskiego państwa (w zasadzie neopogańskiego), walka z kapitalizmem, komunizmem i wpływami żydowskimi. Element narodowościowy (nacjonalistyczny) schodzi tam na drugi plan. I tak się dzieje obecnie, kiedy np. naziści rosyjscy współpracują z niemieckimi. Gdyby polski obóz narodowy przed wojną miał charakter nazistowski, o co oskarżają go lewacy, to nie wahałby się podjąć próby współpracy z Hitlerem, licząc na budowę jakiejś zjednoczonej Europy narodowo-socjalistycznej z zachowaniem odrębności narodowościowych. Ale tak nie było, bo narodowcy polscy nie mieli nic z nazizmem wspólnego – ani na polu ideowym, ani na gospodarczym. Ba! Oni nim wręcz gardzili. Za jego antychrystianizm, pogaństwo, ideologiczny rasizm i terror.

  3. Hitler był wierzącym katolikiem, choć miewał, jak się wydaje zwątpienia, ale w kółko gadał o Bożej opatrzności. pogaństwo symboliki III Rzeszy to swoją drogą. Ale konkordat podpisał. Krzywdy istotnej KK nie zrobił, więc jaki atychrystianizm? Niszczył tylko księży, którzy sprzeciwiali się jego podbojom i eksterminacji. To ciekawe co pan pisze o międzynarodówce nazistowskiej, może pan coś o tym napisze?

  4. Pan chyba raczy żartować. Hitler wierzącym katolikiem?! Już za młodu zerwał on z katolicyzmem. Odtąd na trwale oddał się okultyzmowi, neopogaństwu, germańskim mitom i różnym rasowym pseudonaukom. Chrześcijaństwo (zwłaszcza katolicyzm) stało się zaś dlań jednym z głównych wrogów. Dawał później temu wyraz w swych wypowiedziach setki razy. Niejednokrotnie w sposób bluźnierczy i wulgarny. Cała przecież stworzona przez niego ideologia narodowego socjalizmu z jego antropocentryzmem (ideą nadczłowieka), materializmem biologicznym, eugeniką była zaprzeczeniem Nauki Chrystusa. Był to atak na Boga, na prawo naturalne. Nazizm jako ustrój totalitarny miał wyrugować chrześcijaństwo, szczególnie katolicyzm, którego zajadłym przeciwnikiem był Hitler. Kościół był tolerowany jedynie chwilowo i to ze względów czysto praktycznych. Konkordat był chwytem propagandowym. W istocie nie wnosił wiele nowego. Po „ostatecznym zwycięstwie” chrześcijaństwo miało być całkowicie usunięte, miała za to „zatryumfować” jakaś parareligia nordycka. Nie ogłoszono jeszcze na obecnym etapie jawnej wojny z Kościołem z powodów taktycznych. Wszak większość Niemców i Austriaków wyznawała, albo protestantyzm, albo katolicyzm, szykowano też wojnę. Ale Kościół Katolicki w III Rzeszy był stale wypierany z życia publicznego. Prowadzono kampanię oszczerstw. Uprawiano propagandę antyklerykalną. Nakłaniano do występowania z Kościoła. Walczono ze szkołami katolickimi. Wychowywano w areligijności młodzież (Hitlerjugend, ich niedzielne wypady z ich bluźnierczymi przyśpiewkami). Zakazywano modlitw w szkołach. Usuwano krzyże w szkołach. Księża katoliccy poddawani byli naciskom. Zakazywano wygłaszania kazań. Niepokorni kapłani stanowili większość uwięzionych duchownych w Dachau. Pod koniec lat 30-tych organizowano pokazowe procesy przeciw księżom, oskarżając ich o przestępstwa natury obyczajowej i finansowej. Fabrykowano w tym celu fałszywe dowody. Dopuszczano się ataków na budynki kościelne, profanowano krzyże. Hitler gadał o „opatrzności”, ale nie miał w tym na myśli właściwej Boskiej Opatrzności – opieki Bożej. Ta jego „opatrzność” dotyczyła tego, że uważał się za opatrznościowe ucieleśnienie aryjskiej – „boskiej” natury człowieka.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.