2013 r. – napięcia w Gruzji

Wśród dziedzin, które wymagają uregulowania – premier Gruzji wymienił przywrócenie stosunków handlowych i kulturalnych, a także wznowienie regularnych połączeń lotniczych między krajami. Ten proces już się rozpoczął i to jest najważniejsze – odpowiedział Iwaniszwili na ponaglające pytania dziennikarzy. Lider Gruzińskiego Marzenia zaznaczył, że nie wiadomo kiedy dojdzie do kolejnego spotkania Grigorija Karasina i Zuraby Abaszydze jednak zapewnił, że mają oni ze sobą „intensywny kontakt telefoniczny”. Iwaniszwili podkreślił, że wszelkie negocjacje mogą odbywać się jedynie w oparciu o uznanie integralności terytorialnej Gruzji i konieczności jej pełnego przywrócenia. Prezydent Putin zaznacza natomiast, że polityka Saakaszwilego wpędziła Gruzję w ślepą uliczkę, Federacja zaś nie może wycofać się ze swego uznania dla niepodległości Abchazji i Osetii Południowej.

Z kolei prezydent Saakaszwili wciąż podkreśla europejskie aspiracje Gruzji i zapewnia, że nie traci nadziei, że jeszcze w 2013 r. uda się sfinalizować umowę o wolnym handlu i ruchu bezwizowym z UE. Pierwszy krok do członkostwa w Unii umowa stowarzyszeniowa, mogłaby zostać podpisana w listopadzie przyszłego roku – uważa prezydent. Tymczasem źródła brukselskie – podobnie jak w przypadku innych krajów post-sowieckich – nie znajdują na razie szans na dalsze rozszerzanie granic UE.

Geopolityczne różnice zdań to nie jedyny problem Tbilisi. Polityczna atmosfera w samej Gruzji jest wciąż napięta. Przeciwnicy prezydenta Saakaszwilego i jego Zjednoczonego Ruchu Narodowego zaatakowali go na wiecu w Kutaisi Rząd potępił akt agresji i dążenie do przemocy, nazywając je zwyczajami z lat poprzednich oraz kładąc na karb możliwej prowokacji. Pomimo tego część opozycji antyprezydenckiej domaga się wciąż dymisji Saakaszwilego i zbiera podpisy pod wnioskiem o referendum w tej sprawie. Akcję prowadzi organizacja „Jedność dla Praw Człowieka”, a wspiera część elit kulturalnych jak pisarz Czabura Amiredżibi, reżyser Giga Lortkipandze, czy poeta Dżansug Czarkwiani. Po zebraniu 200 tysięcy (a już ponoć zbliżają się do tej liczby), najpóźniej 4 stycznia – mają one trafić do parlamentu.

Nie rezygnują też jednak zwolennicy ZRN, jednak znajdują się w wyraźnej defensywie. Na protest przeciw zatrzymaniu w Tblilisi dyrektora pro-prezydenckiej telewizji RUSTAWI-2, Niki Gwaramii – przyszło ledwie półtora tysiąca ludzi. Wśród aresztowanych są też ex-minister finansów, Aleko Khetaguri i inni współpracownicy prezydenta – szef spółki dystrybucji energii Dewi Kandelaki, b. wiceminister gospodarki Kacha Damenia, Izabela Gutidze i Giorgi Nemsitsweridze. Zostali oskarżeni o oszustwa biznesowe, fałszowanie dokumentów i próbę przyjęcia łapówki znacznej wartości. Khetaguri został również oskarżony o pranie brudnych pieniędzy. Podobnie jak Gwaramii – grozi mu nawet 15 lat więzienia. Premier Iwaniszwili zaznaczył, że być może mniej kontrowersyjne byłoby np. zwolnienie zatrzymanych za kaucją, ale nie można łączyć działań prokuratury z wywieraniem nacisku na „wolne media”, bowiem RUSTAWI-2 jest po prostu telewizją Saakaszwilego, a nie niezależną. Z krytyką zagrożenia „wolności mediów” wystąpił już bowiem uchodzący do niedawna w Gruzji za najwyższą instancję ambasador USA, Richard Norland.

Saakaszwili bagatelizuje publiczną krytykę i zapewnia, że nie da się zastraszyć i nie zrezygnuje z publicznych występów. Oskarżył także rząd o zamach na niezawisłość sądów. Chodzi o ograniczenie wpływu prezydenta na skład Naczelnej Rady Sprawiedliwości (Sądowniczej). W dalszym ciągu jednak lepiej niż w kraju – prezydentowi idzie na forum międzynarodowym. Podczas zjazdu ZRN Saakaszwili poparł podpisanie przez formalnego lidera Ruchu Dawita Bakradze umowy o współpracy z ukraińskim UDAREM Witalija Kliczki „na gruncie wspólnie wyznawanych wartości europejskich i demokratycznych”.

Nadzieja na rozliczenie skorumpowanej ekipy Saakaszwilego była jedną z przyczyn wyborczego zwycięstwa Gruzińskiego Marzenia. Drugą – była nadzieja na normalizację stosunków z Rosją. Rząd Iwanisziwilego stara się spełniać te oczekiwania, tymczasem obóz prezydencki ma Gruzinom do zaoferowania jedynie europejskie mrzonki, pozory „mocarstwowości” i niezbyt wiarygodnie brzmiącą historyjkę o „wolnych mediach”. Z drugiej jednak strony Saakaszwilego i jego amerykańskich opiekunów lekceważyć w żaden sposób nie można i nadchodzący rok – aż do wyborów prezydenckich w październiku – będzie z pewnością w Gruzji okresem kolejnych napięć. Sam Iwaniszwili już zapowiedział, że w elekcji udziału nie weźmie.

Konrad Rękas

Artykuł ukazał się również na Geopolityka.org

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.