Bachmura: Nadzwyczajna zwyczajność

W swoim poprzednim tekście miałem okazję poruszyć temat polskiego rządu, który w głupi sposób podważa własny autorytet chaotycznymi, niezrozumiałymi, a nie raz także sprzecznymi decyzjami. Nie ma chyba jednak w tym momencie większego zła dla funkcjonowania naszego narodu jako wspólnoty politycznej, jakie wyrządzane jest poprzez formę wprowadzania restrykcji. W zasadzie powinno się powiedzieć – nic nowego. Owszem, nic nowego, ponieważ Prawo i Sprawiedliwość od początku swych rządów balansuje na granicy prawa (sic!) w imię osobliwie pojmowanej… sprawiedliwości. Niemniej jednak wprowadzanie rozwiązań nadzwyczajnych wbrew przewidzianych do tego procedurom, ze złamaniem norm prawnym, politycznych i moralnych to błąd niewybaczalny.

Władza państwowa, które nie postępuje według własny zasad, traci swój autorytet. Jeśli zatem władza uchwala ustawę zasadniczą, będącą gwarantem fundamentalnych praw i wolności, a następnie łamie je, uznając, że w zasadzie czasowo ograniczyć prawa i wolność obchodząc obowiązujące ją przepisy dookoła, niszczy zaufanie w oczach obywatela. Ile znaczą prawa i wolności, jeśli gwarancję ich zachowania można zwyczajnie zignorować? Właśnie tego dokonał obecny obóz rządowy. Jednak zacznijmy od początku i po kolei.

Konstytucja przewiduje instytucję stanu nadzwyczajnego. Stan nadzwyczajny umożliwia odstąpienie od normalnych zasad funkcjonowania państwa w sytuacji szczególnego zagrożenia (za: P. Sarncecki (red.) „Prawo konstytucyjne RP”, Warszawa 2011). Mówiąc prościej – istnieją pewne zasady, ale w sytuacji zagrożenia musimy je złamać – mamy więc stan nadzwyczajny, który umożliwia nam to legalnie. W zasadzie uproszczenie zbędne, bo wydaje się to aż nadto klarowne. Niemniej pozwoliłem sobie je uczynić mając na uwadze, że ta kwestia wydaje się nie być zrozumiała wśród ludzi na stanowiskach ministerialnych. Należy stwierdzić bez ogródek – od tego są stany nadzwyczajne, żeby je stosować! Proste.

Problem w tym, że stany nadzwyczajne wiążą się z dwoma konkretnymi problemami, które ewidentnie są nie w smak ekipie rządzącej. Pierwsza z nich, najgłośniejsza obecnie, to wybory. Stan nadzwyczajny wymuszałby ich przesunięcie, co z kolei jest nie w smak PiSowi, bo każdy miesiąc zwłoki gra na ich niekorzyść. Z dwóch powodów: 1) w momencie zagrożenia rośnie poparcie dla obecnej władzy, dzięki czemu Andrzej Duda dostaje „za darmo” parę punktów procentowych poparcia (obecnej, czyli aktualnie rządzącej, nie tej konkretnie partii); 2) w miarę upływu czasu tracić na znaczeniu będzie solidarność, a zyskiwać irytacja ograniczeniami oraz pogarszającą się kondycją ekonomiczną państwa, a więc z czasem nie tylko te darmowe poparcie zniknie, ale spadnie to, którego normalnie można by oczekiwać.

Drugą kwestią jest konieczność wynagrodzenia strat powstałych w wyniku wprowadzenia stanu nadzwyczajnego. W obecnej sytuacji rząd wyciąga pomocną dłoń do przedsiębiorców, rodziców etc. oferując im wsparcie finansowe, zwolnienia z danin na rzecz państwa etc. Przy stanie nadzwyczajnym to już byłby problematyczny obowiązek, którego wypełnienia bez cienia wątpliwości można się domagać. Wyłania się z tego smutny obraz – ponad dobro wspólne Prawo i Sprawiedliwość przedkłada interes partyjny, spodziewany sukces wyborczy oraz ograniczenie strat finansowych państwa – bynajmniej z troski o Rzeczpospolitą, lecz z obawy o spadek poparcia w wyniku osłabienia kondycji finansowej państwa. Ostatecznie przecież lwią część pracy na rzecz dobrych wyników wyborczych robią kolejne populistyczno-socjalne programy wprowadzane pod płaszczykiem przywracania godności czy wspierania dzietności.  Można tu jedynie wyrazić żal, że brak nam władzy zdolnej do wzięcia odpowiedzialności za państwo i naród.

Pozostając jeszcze na chwilę przy temacie wyborów – biorąc pod uwagę ogólny poziom teoretyczności naszego państwa, jeśli rzeczywiście odpowiednie organy nie czują się na siłach przeprowadzić normalnych wyborów prezydenckich z zachowaniem środków ostrożności na wzór Korei Południowej – to jedynym sensownym rozwiązaniem jest przesunięcie w czasie wyborów. Nie przemawia do mnie argument o niemożliwości ich przeprowadzenia, kiedy spokojnie może funkcjonować wiele miejsc publicznych, na czele ze sklepami. W przypadku wyborów korespondencyjnych pytanie o to, czy będą komplikacje i nieprawidłowości uznaję za całkowicie zbędne. Właściwym byłoby pytanie – jak istotne będą dla wiarygodnego wyniku wyborczego?

Jeśli nie mamy stanu nadzwyczajnego, to wątpliwości pojawiają się również w przypadku ograniczeń praw i wolności obywatelskich, jakie gwarantuje nam Konstytucja. Żaden rząd nie ma prawa choćby czasowo ich ograniczyć inaczej, niż poprzez stany nadzwyczajne, a pozwolę sobie wyrazić obawę, że raz wprowadzona specustawa zapewne chętnie zostanie zachowana na przyszłość, tak na wszelki wypadek, by w efekcie mogła posłużyć do kolejnych nadużyć i bezprawia w przyszłości.

Mamy zatem zagwarantowaną wolność przemieszczania się (art. 52.), lecz została ona drastycznie ograniczona w wyniku sytuacji zagrożenia, ale bez wprowadzenia stanu nadzwyczajnego. Mamy także swobodę kultu religijnego (art. 53.), która również została znacząco utrudniona w taki sposób, że na pewien okres w zasadzie skutecznie uniemożliwiono udział we Mszy Świętej. Ograniczono również wolność zgromadzeń (art. 57.), a w kontekście niepokojących doniesień o nadmiernym zainteresowaniu władz informacjami na temat obywateli należy zastanowić się, czy nie doszło do złamania art. 51. ust. 2, który zakazuje gromadzenia innych informacji o obywatelach niż to niezbędne – pytanie czy próba objęcia całkowitej kontroli, nawet w sytuacji epidemii, mieści się w dozwolonym zakresie.

Dla jasności chciałbym zaznaczyć, że nawet nie próbuję powyżej oceniać słuszności poszczególnych ograniczeń przysługujących nam praw. Uznaję, że władza ma prawo wprowadzić czasowe obostrzenia, po to zresztą istnieje instytucja stanów nadzwyczajnych. Jednak instytucja ta została utworzona, by ograniczenia praw i wolności następowały według ściśle określonych zasad, aby zapobiec wszelkim nadużyciom. Natomiast rozpatrując sposób, w jaki rząd dokonuje tych ograniczeń uważam, że nie ma prawa tego robić. I ciekaw jestem jak się zachowa Prawo i Sprawiedliwość w sytuacji, kiedy obywatele zdadzą sobie sprawę z istnienia art. 77 ust. 1 Konstytucji – prawa do dochodzenia wynagrodzenia za szkody, jakie wynikły w wyniku niezgodnych z prawem działań organów władzy publicznej. Propagandowa gimnastyka TVP oczywiście czyni cuda, ale chyba nie da się bezwzględnie wszystkiego zrzucić na „kastę”?

Sebastian Bachmura

[Głosów: 11   Average: 4.5/5]
Facebook

1 thought on “Bachmura: Nadzwyczajna zwyczajność”

  1. Rząd hojnie pomaga wszystkim narażonym na straty z powodu lockdownu. Jednak skąd rząd weźmie pieniądze? Ano podniesie podatki, dodrukuje, skupi obligacje itd. W ostatecznym rozrachunku jednak wszyscy za to zapłacimy. Dodruk za kilka lat skończy się wysoką inflacją a to oznacza zubożenie całego społeczeństwa. Depozyty będą oprocentowane na poziomie 1 proc. czyli będzie miał miejsce transfer pieniędzy od ciężko pracujących do żyjących na kredyt. Nie ma się z czego cieszyć a rząd wmawia nam, że nas ratuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *