Bartyzel: „Prawica: voilà l’ennemi!” (O tym, co niezmienne w strategii „komandosów”)

Motto: Oni to dopiero daliby nam w dupę (Stefan Kisielewski)

“Tekstem założycielskim” tzw. komandosów z poprzedzających Marzec lat 60. był List otwarty do Partii Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego, napisany przez nich po wydaleniu ich z PZPR 27 XI 1964 r. Przyznaje to również “Tygodnik Powszechny” w swojej rocznicowej, ociekającej lukrem, laurce dla komandosów.

Ten bełkotliwy, zrozumiały w pełni właściwie tylko dla wyćwiczonych w talmudzie marksistowsko-trockistowskim (bardzo zresztą przypomina manifest Goldsteina w Roku 1984), tekst opiera się generalnie na konstrukcji przeciwstawiającej “biurokratyczne wypaczenie” systemu w “socjalizm dyrektorski”, będący panowaniem klasowym biurokracji, upragnionej “demokracji robotniczej” (opartej na “wielopartyjności robotniczej”), w której fabrykami będą rządzić rady zakładowe, a robotnicy zastąpią także swoją milicją “policję polityczną” oraz zawodową armię, pełniąc straż przy wyrzutniach rakietowych. Nie jestem tak okrutny, żeby zachęcać kogokolwiek do czytania en total tego elaboratu, co musi być katorgą (chyba, że ktoś powziął wyjątkowo ciężkie postanowienia wielkopostne), aliści zwrócić pragnę uwagę na kilka myśli przewodnich w ostatniej, najbardziej ogólnej i politycznej jego części, zatytułowanej Kontrargumenty, bo są one, moim zdaniem, ponadczasowe, pomimo późniejszej zmiany frazeologii społeczno-ekonomicznej autorów listu oraz ich akolitów.

Autorzy wykładają tam bowiem “kawa na ławę” swój pogląd na to, kto jest z ich punktu widzenia głównym wrogiem politycznym. Okazuje się, że jest nim prawica. Co więcej, prawica to hydra właściwie dwugłowa: bo z jednej strony ta “tradycyjna” – kościelna i kułacka, z drugiej zaś strony jest nią również – a przynajmniej jej sprzyja – “panująca biurokracja”, będąca siłą antyrobotniczą oraz prześladująca… opozycję lewicową. Autorzy tak to wyjaśniają [wszystkie wyboldowania w cytatach moje – JB]:

Panująca biurokracja jest siłą antyrobotniczą, a więc antagonistyczną. Jest to reakcja najpotężniejsza gdyż ma władzę polityczną i panowanie nad produkcją. Żywioły tradycyjnej prawicy spo­łecznej nie mają żadnej bazy ekonomicznej w decydujących sektorach gospodarki — przemyśle, budownictwie, transporcie, ban­kach. Elementy drobnej burżuazji — “inicjatywa prywatna” w mieście i tzw. kułackie gospodarstwa na wsi stanowią margines w gospodarce i w strukturze społecznej. Duże znaczenie mają natomiast grupy i prądy polityczne prawicowe, z hierarchią ko­ścielną na czele, manifestujące swój charakter przez nawiązywa­nie do dawnej, reakcyjnej symboliki ideologicznej.

Stwarza to, ich zdaniem, poważne zagrożenie, bo potencjał rewolucyjny klasy robotniczej jest neutralizowany przez ową reakcyjną symbolikę sączoną przez grupy i prądy prawicowe, korzystające z faktyczne życzliwości “biurokracji”:

System biurokratyczny budzi uzasadniony sprzeciw i nienawiść mas: jednocześnie utożsamia się on z socjalizmem, tłumi bez­względnie wszelką lewicową opozycję, a tym samym stwarza ideologii prawicowej warunki do rozprzestrzenia się w masach: ludzie szukają ideowych symboli, które by wyraziły ich sprzeciw wobec systemu wyzysku i dyktatury, a w braku opozycji lewico­wej wyrażającej ich istotne interesy, znajdują stare symbole tra­dycyjnej prawicy. W ten sposób dyktatura biurokratyczna sprzy­ja tradycyjnej prawicy politycznej, z niektórymi jej odłamami za­wiera zresztą pakty oparte na kolaboranckich zasadach (PAX), z innymi (hierarchia kościelna) — porozumienia oparte na kom­promisie.

Wniosek nasuwa się sam – to z prawicą (dwugłową) musi się toczyć bezwzględna walka, bo to ona jest wrogiem obiektywnym, wrogiem egzystencjalnym:

Jedyną skuteczną drogą zwalczania tradycyjnej prawicy nie jest zatem obrona dyktatury biurokratycznej, lecz jej konsekwent­ne zwalczanie i demaskowanie z lewicowych pozycji. Program klasy robotniczej nie posługuje się mglistymi symbolami, lecz realiami społecznymi: w swej krytyce i radykalizmie swych postu­latów program ten dystansuje wszelkie frazesy nacjonalistyczne i klerykalne, zwraca się przeciw samej istocie dyktatury biurokra­tycznej i odpowiada interesom mas. Ma więc wszelkie szansę zwycięstwa w walce o poparcie mas. Walka z prawicą rządzącą i z prawicą w stanie spoczynku jest nierozdzielna. Tym, którzy sądzą, iż demokracja robotnicza otwiera siłom prawicowym dos­tęp do władzy, skoro pozwala na wielopartyjność i pozbawia się takiego narzędzia jak policja polityczna, odpowiadamy: nie mó­wiliśmy o państwie ponadklasowym, lecz o klasowej demokracji robotniczej. Przedstawicielstwa załóg robotniczych są w niej pod­stawą władzy ekonomicznej i politycznej, a więc klasa robotnicza jest instancją rozstrzygającą w walce pomiędzy partiami politycz­nymi. Istnieje też organizacja skupiająca środki przemocy — mi­licja robotnicza; w odróżnieniu od systemu obecnego, siła militarno-represyjna państwa nie jest w warunkach demokracji robot­niczej przeciwstawiona klasie robotniczej, lecz bezpośrednio z nią związana. Sądzimy, że wszystko to daje klasie robotniczej decydujący głos w państwie. A więc zabezpiecza przed prawicą: z teza, że klasa robotnicza jest u nas siłą reakcyjną nie zamie­rzamy dyskutować, gdyż nie wyraża ona nic prócz antyrobotniczej świadomości klasowej.

Czyż trzeba jeszcze coś wyjaśniać? Czasy się zmieniły i larwa “rewolucji antybiurokratycznej” przepoczwarzała się kilka razy, od “demokracji robotniczej” przeszła do peanów na cześć demokracji liberalnej, ale wróg pozostał niezmienny “nacjonalistyczno-klerykalna” prawica i cel też taki sam: “zabezpieczyć” państwo przed prawicą i siłami reakcyjnymi.

Trzeba natomiast powiedzieć otwarcie co innego: boska Opatrzność nad nami czuwała, że autorom Listu otwartego i ich zwolennikom nie udało się przeprowadzić owej “rewolucji antybiurokratycznej”. Jaki był siermiężno-przaśny “socjalizm realny” Gomułki, taki był: tępa propaganda, ateizacja szkolna, “dyktatura ciemniaków”, nieustanne wzniecanie awantur z Kościołem, “aresztowania” obrazu Jasnogórskiego, pałowanie wiernych w Nowej Hucie, wyrzucenie religii ze szkół, aborcja bez żadnych ograniczeń, inwigilacja i cenzura, wzmożenie werbunku agentury, procesy wytaczane środowiskom odradzającej się myśli niepodległej oraz pisarzom, ale jednak po koszmarnym terrorze fizycznym i psychicznym stalinizmu można było już jako tako żyć, nikogo nie zabijano (aż do Grudnia ‘70), a do więzień trafiały jednostki, a nie tysiące. Gdyby natomiast doszli do władzy autorzy tego listu, to nastąpiłaby recydywa wczesnych lat 50,. tylko nie w stalinowskiej, lecz w trockistowskiej wersji, Kościół zepchnięty zostałby do podziemia, a “chłopstwo” (tak stale nazywane w liście) zapędzone do spółdzielni produkcyjnych, zaś stadko “poszukujących sprzeczności” młodych “komandosów” spełniałoby taką samą rolę, jak hunwejbini w chińskiej “rewolucji kulturalnej”.

Jacek Bartyzel

za: http://myslkonserwatywna.pl/

[Głosów:10    Średnia:4.8/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *