Berman wiecznie żywy?

Co to jest paszkwil polityczny

Długotrwałe przebywanie w PiS-ie zapewne wymusza uleganie panującej tam atmosferze pseudo-patriotycznej egzaltacji. Jedyną dopuszczalną formą wypowiadania się na tematy polskie jest więc stałe podkręcanie napięcia, budowanie czarno-białych wizji polityki i historii, posługiwanie się najprostszymi, by nie rzec prymitywnymi metodami wywołania emocji. Jedną z najpopularniejszych takich metod – jest paszkwil.

W języku potocznym pojęcie to używane jest do określania szczególnie agresywnych, niesprawiedliwych, po prostu niepodobających się nam napaści słownych czy pisemnych. W kategoriach literackich mówimy jednak po prostu o utworze dotkliwie ośmieszającym przeciwnika, ujawniającym jego prawdziwe oblicze i obnażającym negatywne cechy. Dla wzmocnienia siły przekazu bardzo często dziełko takie ubrane jest w formę „tajnych informacji”, rzekomo autorstwa atakowanego. Chodzi więc o włożenie wrogowi w usta przyznania się do win, by tym mocniej oddziaływać na przeciwnika.

O pożytkach z paszkwilanctwa

Chociaż sam dokument jest fałszywką – to zarzuty w nim zawarte wcale fałszywe być nie muszą, co więcej, często operacja ich „ujawnienia” spełnia pozytywną rolę, uczulając odbiorców na zjawiska, na które w innym przypadku nie zwróciliby uwagi. Najsłynniejszym z takich „dokumentów” są rzecz jasna „Protokoły mędrców Syjonu”, co do autentyczności których można mieć nader poważne wątpliwości, ale które przecież nieźle oddają sens polityki niektórych kręgów żydowskich. Pamfletów, czy paszkwili tego typu jest zresztą więcej, przy czym spora ich część używana jest przez przeciwników „spiskologii” do dezawuowania samej tezy o niejawnych siłach oddziałujących na życie publiczne. Na tym polega negatywna rola tych fałszywek. Pisane bowiem najczęściej w określonych realiach politycznych, odnoszące się do szeregu bieżących zdarzeń – w wielu szczegółach wietrzeją i stają się łatwym celem krytyki, podważając całą wiarygodność opieranych na nich teorii.

Paszkwile mają wspomagać propagandę, ale nie mogą być jej sensem i jedyną treścią. Ważne też do kogo są kierowane. W czasach krucjat, czy wojen husyckich można było na rynkach czytać listy spadłe cudownie z nieba, już jednak używanie ich w debatach uniwersyteckich i rozgrywkach politycznych na pewnym poziomie – było zdecydowanie nie na miejscu i mogło okazać się askuteczne.

Przypowieść o Bermanie

Dziwi więc, że o tych dość oczywistych spostrzeżeniach zapomniał nasz kochany Prezes Honorowy, nagle tworząc cały felieton na kanwie publikacji znanej jako „ściśle tajna moskiewska instrukcja z 2 czerwca 1947 r” (czasem okraszona „sygnaturą” Nk/003/47) potocznie zaś zwanej „planem Bermana, czyli 45. zasadami zniewolenia Polaków” (http://www.fronda.pl/news/czytaj/tytul/gorski%3A_45_zasad_zniewolenia_polakow_21354).  Czytany w całości jest to nieco chaotycznie napisany paszkwil, mający uwypuklić zło rządów komunistycznych i okupacji sowieckiej w Polsce. Dość oczywiste też, że nie jest to dokument operacyjny żadnego szczebla, a raczej zbiór obserwacji zohydzających komunę nie tylko w oczach tradycyjnych przeciwników, ale i tych, którzy czasowo ulegli jej wpływowi. Ponure zapowiedzi wymordowania kościuszkowców, walterowców, PPS-iaków itp. miały zapewne na celu skłócenie samych zwolenników i poputczików komunizmu, a także ostrzec przed nim potencjalnych wspólników.

Nie wiadomo kiedy utwór ten powstał, w każdym razie co jakiś czas powraca, za każdym razem jako autentyczny, choć niekiedy uzupełniany o polityczne aktualności i modyfikowany. Posługiwanie się nim dziś w wersji bezkrytycznej nie może jednak budzić innej reakcji, niż uśmiech i wzruszenie ramion. Jasne, że sama lektura skłania do pokiwania głową i stwierdzenia, że „coś w tym jest”, jednak to jest po prostu literatura i propaganda polityczna, a nie prawda objawiona!

O aktualności myśli „Bermana”

Domyślam się, że dr Górski ma tego pełną świadomość. Tylko w ten sposób mogę sobie wytłumaczyć czemu z gorliwością neofity (choć przecież nie jest w PiS-ie nową skórką) pisał niby na poważnie: „niewiele osób zna treść ściśle tajnej moskiewskiej instrukcji z 2 czerwca 1947 r., która zawiera 45 zasad zniewolenia Polaków. Instrukcja, której treść została opublikowana w tygodniku „Nasza Polska” w 1996 r., nakazywała całkowite podporządkowanie Polski Ludowej interesom Związku Sowieckiego.” Nasz Kochany Prezes Honorowy miał zresztą tyle rozwagi, by nie cytować tego utworu w całości, ograniczając się do omówienia najwiarygodniej wyglądających punktów.

Wszystko zaś oczywiście tylko po to, by z tej opowiastki o komunistach wysnuć nader aktualny wniosek: „To tylko niektóre z moskiewskich zaleceń – mniej lub bardziej brutalne, mniej lub bardziej przewrotne. Ale gdy obserwuje się poczynania obecnej władzy, albo wsłuchuje w postulaty koncesjonowanej opozycji Janusza Palikota, to można dość do wniosku, że w niektórych sprawach Stalin wciąż żyje”. Tak oto (skądinąd przesympatyczny) pos. Górski punktuje w PiS-ie odkrywając, że Tusk z Palikotem są wcieleniem Stalina i realizują jego politykę.

O prawdziwej aktualności myśli Bermana

Oczywiście, można by to zbyć wzruszeniem ramion i uwagą: a kudy im do Generalissimusa! Można by też przypomnieć Kmicica rozróżniającego ks. Kordeckiemu różnicę między takim wrogiem, jak książę Bogusław, a takim jak jakiś tam rakarz Kuklinowski. Przede wszystkim jednak trzeba zwrócić uwagę na ważniejszą sprawę. Oto dr Górski bierze udział w szkodliwej dewaluacji słów. Jeśli arogancki ignorant Palikot jest Stalinem, to co powiedzielibyśmy, gdyby się nam znowu trafił przeciwnik miary tamtego arcyzbrodniarza? Czy faktycznie pos. Górski uważa, że program rządu PO-PSL to tylko kontynuacja tamtych „45 zasad”, czy tylko pozwolił sobie na taki chwyt erystyczny? A jeśli to faktycznie nadal bermanowszczyzna (przynajmniej duchowa) – to czy mógłby w bystrości swojej wskazać czym różniła się polityka jego obecnej partii od tej zakładanej i realizowanej przez tych „nowych Stalinów”?

Oczywiście, można i dziś pisać pamflety, czy paszkwile. Ba, faktycznie, w wielu punktach można nawet wykorzystać krytykę komuny anonimowego autora i pokazać, że rządy post-solidarnościowe wcale lepiej nie zarządzały Polską, nie rozwiązały problemów stworzonych i narosłych za PRL-u. Po pierwsze jednak nie ma sensu uważać czytelników, za głupszych, niż są w istocie, opowiadać im o wykradanych tajnych instrukcjach i umacniać w bajkowej wizji świata, w którym koledzy partyjni pos. Górskiego to rycerze na białych koniach, a reszta to smoki.

Po drugie zaś – pos. Górski musi mieć świadomość, że stosowanie takiej broni jest niebezpieczne i dla jego partii. Kiedy bowiem pisze: „Kolejne punkty zawierają nakaz, aby wszystkie kluczowe stanowiska we wszystkich organizacjach były obsadzone „przez ludzi zatwierdzonych przez nasze służby specjalne” – to powinien pamiętać, że jest członkiem partii w której ludźmi zaufania Prezesa są właśnie szefowie służby specjalnej, a zarazem partyjnej, jaką miało być CBA. Kiedy dodaje: „Należało też zwrócić szczególną uwagę – czytamy w punkcie 11 – „aby prasa krajowców nie podawała sumarycznych ilości towarów wysyłanych do naszego kraju. Nie można tego również nazwać handlem” – to powinien pamiętać, że to PiS i bracia Kaczyńscy przeforsowali Traktat Lizboński, wprowadzający w Polsce jeszcze ściślejszą formalną podległość wobec Brukseli, niż kiedyś panowała wobec Moskwy. Kiedy pos. Górski przypomina „„Szczególnej obserwacji poddać Kościół – czytamy w punkcie 34 – i tak ukierunkować działalność oświatowo-wychowawczą, aby wzbudzić powszechny wstręt do tej instytucji” – to jednocześnie nie chce pamiętać o kampanii przeciw abp. Wielgusowi i zohydzaniu Kościoła jako siedliska agentów, który to proceder prowadziły i prowadzą media bliskie jego partii.

Słowem, gdy pos. Górski pisze o aktualności „planu Bermana”, to niech najpierw zastanowi się, czy nie jest on aby aktualizowany również przez „plan Kaczyńskich”.

Konrad Rękas

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Berman wiecznie żywy?”

  1. „Traktat Lizboński, wprowadzający w Polsce jeszcze ściślejszą formalną podległość wobec Brukseli, niż kiedyś panowała wobec Moskwy.”- na jakiej podstawie Pan takie tezy formułuje? Nie przypominam sobie aby komisarz europejski decydował kto ma w Polsce sprawować najważniejsze funkcje państwowe? Również nie pamiętam aby ktoś z UE kazał grzać silniki czołgów oraz formować szyki do ataku na Polskę tka jak to było w 1956 roku a atak oczywiście miał nastąpić ze ZSRS. Inna sprawa wygląda z prawem unijnym, bo to akurat jest mocne uzależnienie Polskie wobec tych zapisów.

  2. Panie Konradzie wyczytałem i zrozumiałem słowo „formalną”, ale wiem Pan lepiej pewne niejasności rozwiać dla dobra innych czytających Pana, jak zwykle interesujący artykuł 🙂

  3. Panie Jacku, to żeby rozwianie było pewne: nie byliśmy częścią państwa sowieckiego. Dziś zaś, w skutek przyjęcia Traktatu – jesteśmy częścią państwa o nazwie Unia Europejska.

  4. Fakt, nie byliśmy częścią ZSRS, co nie zmienia faktu że PRL był satelitą tego państwa mocno uzależnionym politycznie. Jednak byli komuniści „polscy” co chcieli, aby Polska była częścią ZSRS, ale zaprzaństwo i zdrada to był cecha komunistów „polskich” od KPP, poprzez PPR i PZPR. A za rządów postkomunistów wstąpiliśmy jak Pan to słusznie zauważył do państwa o nazwie UE, chociaż jak wiemy traktat lizboński dopiero to utwierdził i uściślił a kto TL podpisał też wiemy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.