Bjornson: Trump-realista

Republikański kandydat na prezydenta, Donald Trump, wydaje się być kandydatem najbliższym realizmowi jako teorii. Zabawna wydaje się obserwacja, że człowiek, który podobno jest szalony w odbiorze opinii publicznej, proponuje pomysły, które są prawidłowo umiejscowione w realistycznej szkole stosunków międzynarodowych. Jak do tego doszło?

Jako skandalizujący miliarder, Donald Trump jest często postrzegany jako ekscentryczna gwiazda. Do niedawna nikt nie wierzył, że może stać się republikańskim nominatem.

Nadszedł czas, aby poważnie przeanalizować program polityczny republikańskiego kandydata, aby zadać sobie pytanie: Jaką preferuje filozofię polityczną? Odpowiedź jest szokująca: jest on realistą. Najprawdopodobniej nigdy nie czytał Hansa Morgenthau’a, E.H. Carra, czy Johna Mearsheimera. Prawdopodobnie nigdy o nich nie słyszał, ale żeby być realistą należy myśleć jak realista, a nie tylko czytać autorów realistów. Filozofia polityczna realizmu opiera się na pewnych zasadach, które wydają się być bliskie Trumpowi.

Antropologiczny pesymizm

Realizm opiera się na założeniu, że natura ludzka jest zła. Zatem naturalnym stanem osób, pozostawionych własnym żądzom, jest anarchia, przemoc, egoizm i chęć zaspokojenia własnych potrzeb materialnych kosztem innych, które są przyczynami wszystkich czynników w tej „wojnie wszystkich z wszystkimi”. Dlatego realiści uważają, że główny cel państwowości opiera się na potrzebie bezpieczeństwa i silnej władzy, która utrzymuje porządek publiczny. Wiedzą oni, że istota ludzka jest nędznym stworzeniem i promują amoralną makiaweliczną wizję polityki.

Jest czymś prawdopodobnym, że Donald Trump nigdy nie wierzył w ludzką naturę. Jego postawa w biznesie, a teraz w kwestiach politycznych jest często nazywana po prostu cynizmem. Człowiek, który utworzył uniwersytet z własnym nazwiskiem później okazawszy się oszustem nie może wierzyć w ludzką dobroć.

Anarchia w stosunkach międzynarodowych i problematyka globalnej stabilności

Wizja Trumpa dotycząca światowej polityki jest głęboko zakorzeniona w jego doświadczeniu biznesowym, domenie, w której wojna jest nieuchronna i gdzie tylko egoistyczne interesy są opłacalne i gdzie państwo generalnie nie ingeruje. Jego szokująca retoryka opiera się na trzech założeniach. Głównym celem państwa jest wewnętrzna stabilność i nie jest ważne, jaki rodzaj reżimu politycznego istnieje w danym kraju.

Jest to czyste podejście realistyczne. To dlatego Trump uważa, że ingerencja zewnętrzna w takich krajach, jak Libia, czy Syria, tylko pogarsza sytuację i doprowadza Bliski Wschód do spustoszenia. Według Trumpa, jeśli Kaddafi i Husajn byliby nadal u władzy, a Asad silniejszy, Bliski Wschód byłby bardziej stabilny. To zwyczajny zdrowy rozsądek, lecz od ponad dwudziestu lat polityka zagraniczna USA była prowadzona przez ludzi, którzy popierają inne, liberalne podejście, tj. tzw. teorię demokratycznego pokoju, opartej na zasadzie, że tylko globalne zmiany demokratyczne mogą przynieść pokój i stabilność całemu światu.

Polityka zmiany reżimu wyraźnie doprowadziła do chaosu i szerzenia się terroryzmu, może taki był cel amerykańskich elit, ale nie jest to cel realistów.

Równowaga sił

Według realistów, stabilność światowa oparta jest na zasadzie równowagi siły. Istnieją tradycyjne strefy wpływów mocarstw i interakcje decydują o przyszłości świata. To samo podejście cechuje Donalda Trumpa. Jego hasło „Uczyńmy Ameryką wielką znów” nakierowane jest na uczynienie  Ameryki jednej z wiodących mocarstw światowych. Ciężar globalnej hegemonii jest zbyt wielki i grozi zniszczeniem kraju. Trump wykazuje gotowość do zmiany systemu i jego podziału. Na przykład, w czasie kryzysu greckiego upierał się, aby nie ingerować w europejskiej materii i zostawić sprawę Niemcom. Trump zaproponował również, aby wspierać zaangażowanie Rosji w rozwiązywaniu kryzysu syryjskiego i jej działań wojskowych przeciwko Państwu Islamskiemu.

To nie jest neokonserwatywna i imperialistyczna wizja Ameryki jako jedynego światowego hegemona, nie jest również liberalno-globalistycznym snem o Ameryce jako kręgosłupie „nowego wspaniałego świata”. Jest wizją Ameryki jako państwa narodowego z własnymi interesami narodowymi. A jego głównym celem jest zachowanie narodu i jego tożsamości, która go dookreśla. Zamiast projekcji siły na całym świecie, Trump wzywa do zwracania uwagi na amerykańskie problemy, takie jak imigracja.

Stany Zjednoczone jako państwo narodowe

Państwo narodowe, z punktu widzenia realizmu, jest głównym aktorem w stosunkach międzynarodowych. Dlaczego problem imigracji z krajów Ameryki Łacińskiej jest tak ważny dla Donalda Trumpa, lecz już nie dla innych kandydatów? Powodem jest to, że imigracja może istotnie zmienic oblicze i tożsamość społeczeństwa amerykańskiego, strukturalną podstawę amerykańskiego państwa narodowego. Jego argumenty mogą się wydawać przerażające, ale Trump jawi się jako jedyny kandydat (oprócz Randa Paula w okresie prawyborów republikańskich), który broni wizji USA jako państwa narodowego, a to jest całkowicie realistyczna perspektywa.

Dla obu globalistycznych bossów, neokonserwatywnych i liberalnych, Amerykanie są tylko narzędziem do osiągnięcia globalnych celów. Tożsamość i skład etniczny kraju nie ma dla nich żadnego znaczenia. Ich Ameryka nie jest dystynktywnym państwem narodowym z własną tradycją, tożsamością i historią, ale raczej głównym ośrodkiem globalnego systemu ponadnarodowego.

Interesy, nie ideologia

A propos kwestii niejastrzębiej postawy Trumpa wobec nieliberalnych reżimów, należy podkreślić różnicę między liberalizmem, jako ideologią polityczną, a liberalizmem jako podejściem w teorii stosunków międzynarodowych. Można być liberałem w tym pierwszym znaczeniu, a jednocześnie być realistą w odniesieniu do relacji między poszczególnymi państwami. Trump popiera Putina lub Asada nie z powodu pokrewieństwa ideowego, ale dlatego, że przynoszą stabilność dla światego porządku, a to leży w interesie USA. To samo odnosi się do jego postrzegania Chin. Rosyjsko-chińskie zbliżenie jest czymś niebezpiecznym dla systemu światowego w jego wizji, ponieważ może spowodować wystąpienie nierównowagi.

Nacisk na przywództwo

Realizm sam w sobie nie jest demokratyczną postawą. Koncepcja przeciętnego osobnika (zwykłego obywatela), którego wiedza i dostęp do informacji są niewystarczające, aby skutecznie radzić sobie ze sprawami międzynarodowymi, jest wynalazkiem realistów. Dlatego też realiści tak dużo uwagi poświęcają procesom decyzyjnym. Dla liberałów w dziedzinie stosunków międzynarodowych, to ludzie przez kanały reprezentacji (wybory, organizacje pozarządowe) mają prowadzić politykę zagraniczną, dla realistów kierować nią może tylko elita.

Donald Trump okazuje się być realistą w swojej ostrej krytyce amerykańskiego przywództwa. Uważa, że tylko elita może formułować politykę zagraniczną i problemy wynikają tylko z charakteru obecnego przywództwa, nie zaś z mechanizmów reprezentacji. Uwielbia powtarzać, że przywódcy obcych krajów są dużo bardziej inteligentni niż amerykańscy i wykorzystują to przeciwko Ameryce, gdyż rodzimi liderzy „nie mają pojęcia co robią”.

Amerykańska suwerenność

Z punktu widzenia realizmu, państwo jest absolutnie suwerenne, czyli nie ma nad sobą żadnej instytucji, która mogłaby ograniczyć jego swobodę działania i sprawić, że kieruje się ono czymkolwiek innym poza interesem narodowym. Państwo narodowe jest rządzone przez elity polityczne („Książę”) działających na podstawie wydajności, która bierze pod uwagę przede wszystkim interes narodowy. Tak więc zagraniczne lobbies, tradycyjnie silne w polityce amerykańskiej, są postrzegane jako niechciane czynniki. Wybitni amerykańscy neorealiści, John Mearsheimer i Stephen Walt, są znani jako głośni przeciwnicy lobby izraelskiego. Ich podstawowym argumentem jest to, że polityka popierana przez lobby nie jest w interesie narodowym Stanów Zjednoczonych, ani ostatecznie w interesie izraelskim.
Przypadkowo te same argumenty są używane przez Donalda Trumpa. Jako realista, jest zdecydowanym zwolennikiem amerykańskiej suwerenności.

Znaczenie w świecie

W jaki sposób Donald Trump stał się realistą? To nie jest właściwe pytanie. Tak naprawdę, należy zapytać dlaczego klasycznie realistyczne podejście stało się marginalne pośród amerykańskiej elity politycznej? Realizm opiera się na zdrowym rozsądku i pragmatycznej, racjonalnej i modernistycznej wizji natury ludzkiej. To naturalna postawa dla każdego, kto dzierży władzę. Jeśli argumenty Trumpa uważane są za ekscentryczne, oznacza to, że świadomość amerykańskiego establishmetu przeżywa kryzys i jest pełna mitów i liberalnych dogmatów, albo oznacza, że Ameryka jest rządzona przez kogoś innego, kto reprezentuje inną grupę, lecz nie Stany Zjednoczone.

Podstawowym rozróżnieniem, które naznacza realistyczne myślenie polityczne nie jest moralna dychotomia między dobrem a złem, lecz Schmittańskie rozróżnienie między przyjacielem a wrogiem. Na mapie realistów nie ma miejsca dla Imperiów Zła. Dawny wróg może łatwo stać się sprzymierzeńcem i vice-versa. To podejście zakłada, że dla każdego państwa nie ma wiecznych przyjaciół i wrogów, role mogą ulec zmianie. Tylko interesy są mniej lub bardziej trwałe. Takie podejście, które wydaje się być trudne, jest w rzeczywistości bardziej elastyczne niż zawężona amerykańska i liberalna wyjątkowość.

Donald Trump może wnieść do amerykańskiej polityki zagranicznej więcej tolerancji i zrozumienia dla innych mocarstw, większą otwartość na świat zewnętrzny. Odejście od polityki proliferacji demokracji na rzecz starej, dobrej polityki siły może uczynić świat bardziej stabilnym. Przynajmniej Stany Zjednoczone mogłyby się zacząć zachowywać bardziej odpowiedzialnie na arenie międzynarodowej.

Gunnar Bjornson

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.