Bułgaria – rząd „fachowców”, czy koniec systemu?

Tak przed- jak i powyborcza sytuacja w Bułgarii przypomina film Hitchckoka. Rząd Bojko Borysowa upadł pod naciskiem protestów społecznych spowodowanych oskarżeniami o korupcję, nieudolność w walce z bezrobociem i postępującym zubożeniem obywateli. W marcu okazało się też, że podwładni ministra spraw wewnętrznych Bułgarii Cwetana Cwetanowa masowo zakładali nielegalne podsłuchy politykom, biznesmenom oraz sędziom. Kampania przed wyborami 12 maja odbywały się w dramatycznej atmosferze, a tuż przed jej zakończeniem – krajem wstrząsnął komunikat szefa Naczelnej Prokuratury, Sotira Cacarowa na temat zabezpieczenia przez śledczych 350 tys. nielegalnych kart do głosowania, zapakowanych i gotowych do transportu, odnalezionych w drukarni w Kostinobrodzie, należącej do jednego z członków rządzącej partii GERB, która to firma realizowała rządowe zamówienie na druk kart wyborczych. Premier Borysow w odpowiedzi oświadczył, że to prokuratura odpowiada za porażkę jego ugrupowanie, a ujawnienie informacji o domniemanym przygotowaniu fałszerstw wyborczych odebrało jego centroprawicy „5-6 proc. głosów”.

Ostateczne wyniki elekcji przyniosły wprawdzie zwycięstwo partii rządzącej (GERB uzyskał 97 miejsc w Zgromadzeniu Narodowym, a więc o 20 mniej niż w 2009 r.), jednak Borys nie miał szans na sformułowanie większości pozwalającej na kontynuowanie rządów. W tej sytuacji prezydent Rosen Plewnelijew (sam GERB-owiec wybijający się na samodzielność) zmuszony był zwrócić się do socjalistów. Ci wskazali jako swego kandydata na premiera Płamena Oreszarskiego, wiceministra finansów w liberalnym i skorumpowanym rządzie Iwana Kostowa oraz ministra finansów w gabinecie wielkiej koalicji Sergeja Staniszewa. Oreszarski zapowiedział powołanie gabinetu fachowców, odmówił nawet podpisania formalnej umowy koalicyjnej z tureckim Ruchem na rzecz Praw i Wolności. Wiadomo jednak to właśnie Bułgarska Partia Socjalistyczna (84 miejsca, przybyło 44 mandaty) i RPW (36 miejsc, mniej o jedno) mają stanowić zaplecze nowego rządu. By w dzisiejszym głosowaniu uzyskać większość w 240-osobowym Zgromadzeniu to jednak zbyt mało. Z sali musieliby wyjść deputowani nacjonalistycznego ruchu ATAKA. Jest ich bowiem akurat 23 (o 2 więcej niż 4 lata temu). Lider nacjonalistów Wolen Siderow nie przybył jednak na konsultacje z desygnowanym na premiera.

Po cichu socjaliści i Turcy liczą więc, że prezydent pomoże im urobić przynajmniej część deputowanych GERB. Borysow już jednak zapowiedział, że jego deputowani stawią się w komplecie, ale wstrzymają się od głosu przy powoływaniu nowego rządu. Odmówił też wycofania skierowanego do Trybunału Konstytucyjnego wniosku o stwierdzenie nieważności wyborów. Z drugiej strony ma on jednak niewielkie szanse powodzenia. Spośród wszystkich środowisk skłóconych z ex-premierem, bodaj najbardziej zapiekłą niechęcią darzą go bowiem sędziowie, przez ministra Cwetanowa chronicznie oskarżani o korupcję, układ i kierowanie grupami przestępczymi. Jeszcze 16. maja Bułgarskie Stowarzyszenie Sędziów, wsparte przez międzynarodowych obserwatorów z Amerykańskiego Stowarzyszenia Prawników, Fundacji “Sędziowie dla Sędziów” oraz Stowarzyszenia Medel (Magistrats Europeens pour la Democratie et les Libertes) potępiło dyscyplinarne odwołanie sędziego z Sofii – Mirosławy Todorowej, byłej przewodniczącej Bułgarskiego Stowarzyszenia Sędziów, za rzekome przewlekłe prowadzenie spraw. Todorowa wytoczyła Cwetanowowi proces o zniesławienie po tym, jak zarzucił jej w mediach sprzyjanie mafii. Niedługo po tym, Krajowa Rada Sądownicza, w której zasiadają również przedstawiciele wyłaniani przez bułgarski parlament (a więc pochodzący z nominacji politycznej) wszczęli postępowanie dyscyplinarne przeciwko sędzi Todorowej. Trudno się więc spodziewać, by po takich przejściach GERB, Borysow i jego ludzie mogli liczyć choćby na cień życzliwości ze strony bułgarskiej judykatury.

Oreszarski ma jednak inne problemy, już bowiem musiał modyfikować zaproponowany skład rządu. Wg pierwotnej wersji mieli w nim zasiąść:

  • minister gospodarki i energetyki: Dragomir Stoinew (w BPS zajmujący się sprawami rynku pracy),

  • wicepremier, minister sprawiedliwości i minister spraw funduszy unijnych: Zinajda Zlatanowa (była szefowa biura Komisji Europejskiej w Sofii),

  • MSW: Cwetlin Jowczew, współtwórca współczesnych sił bezpieczeństwa Bułgarii, obecnie bliski współpracownik prezydenta Plewnelijewa,

  • minister finansów: Petar Czobanow,

  • MSZ: Kristian Wigenin, wiceprzewodniczący BPS, szkolony m.in. w John F. Kennedy School of Government, Harvard University,

  • minister obrony: Angel Naidenow, były burmistrz Dimitrowgradu,

  • minister edukacji: Anelia Klisarowa, rektor Uniwersytetu Medycznego w Warnie,

  • minister zdrowia: Tanja Andrejewa, obecnie dyrektor szpitala ginekologicznego w Sofii,

  • minister transportu i infrastruktury: Danail Papazow, obecnie szef Portu Warna,

  • minister rozwoju regionalnego i robót publicznych: Desislawa Terziewa, wyższy urzędnik URM,

  • minister inwestycji: Kalin Ticholow, profesor architektury na Uniwersytecie w Sofii,

  • minister pracy i polityki społecznej: Hasan Ademow, deputowany Ruchu na rzecz Praw i Wolności ostatnich pięciu kadencji,

  • minister rolnictwa: Dimitar Grekow, rektor Uniwersytetu Rolniczego w Płowdiwie,

  • minister środowiska i gospodarki wodnej: Iskra Michaiłowa, Ruch na rzecz Praw i Wolności,

  • minister kultury: Petar Stojanowic, niegdyś polityk prawicowego Związku Sił Demokratycznych, ostatnio związany z centrowym ruchem Bułgaria dla Obywateli Megleny Kunewej, który nie zdobył miejsc w parlamencie,

  • minister sportu i młodzieży: Mariana Georgiewa-Benczewa, wyższy urzędnik resortu edukacji w czasach rządów Symeona II, popierana przez Ruch na rzecz Praw i Wolności.

Oreszarski przekonuje, że jego ekipa to „rząd na czas kryzysu”. Prezydent Plewnelijew dodaje z kolei, że Bułgaria potrzebuje „ciągłości władzy i zajęcia się w końcu problemami zwykłych ludzi”, jednak skład gabinetu wskazuje raczej na chęć kontynuacji i oddaje obracanie się głównych partii w zestawie wciąż tych samych nazwisk, skorygowanym przez raczej przypadkowych branżowców i naukowców. Z pierwotnego składu już zresztą wyleciał Kalin Ticholow, który wycofał swoją kandydaturę po ujawnieniu przez media informacji na temat swych powiązań z developerami operującymi na terenach ekologicznie wrażliwych (co zresztą stanowi zmorę Bułgarii, gdzie apartamentowce rosną nawet w rezerwatach i parkach narodowych). Nowym kandydatem na ministra inwestycji został więc inny architekt, Iwan Danow, jednak autorytet niedoszłego jeszcze rządu już na wstępie poniósł poważny uszczerbek. ATAKĘ może też razić wyraźna nadreprezentacja w tym składzie przedstawicieli mniejszości tureckiej. Im dalej więc partia Siderowa będzie trzymać się procesu kolejnego gabinetu – tym lepiej dla niej. Jednak „absencja wspierająca” może być jednak przez wyborców odebrana właściwie – a więc jako właśnie poparcie dla broniącego się establishmentu, a nie jego odrzucenie.

Bułgarski kryzys polityczny, podobnie zresztą jak i wcześniejsze problemy Rumunii i – poza UE – Mołdawii wskazują, że społeczeństwa środkowo-europejskie, pomimo daleko posuniętego zmęczenia klasą rządzącą – nie umieją jednak wyzwolić się z obowiązujących schematów dotychczasowych podziałów „lewica”-„prawica”. Porażka GERB-u, choć dotkliwa, nie zmiotła wszak partii Borysowa ze sceny, zaś liczący na sukces socjaliści stawiają raczej na szukanie części wspólnej z obozem prawicowo-liberalnym niż na spełnianie własnych pro-socjalnych obietnic. Z kolei bułgarska mniejszość turecka już od dawna zamiast na reprezentacji własnych interesów narodowych, skupia się raczej na ideologicznym podejściu do spraw publicznych, bliskim demoliberalizmowi i neokonserwatyzmowi. W tej sytuacji w rękach liderów ATAKI, poddanych zresztą ogromnej presji międzynarodowej i medialnej – znajduje się klucz do przyszłości.

Czy narodowcy zdecydują się na kompromis z obozem władzy, a jeśli tak – to za jaką cenę? Czy wymuszą ujawnienie wszystkich nici powiązań partii establishmentowych i powołanie rządu „wielkiej koalicji”, stając wobec niego jako jedyna realna opozycja? Czy też doprowadzą do nowych wyborów, ryzykując, że zniechęcone społeczeństwo znowu odda w nich władzę dotychczasowym destruktorom prawa, polityki i ekonomii Bułgarii? Wybór dokonany przez ATAKĘ bez wątpienia zaważy na przyszłości Bułgarów, ale w dużej mierze może być też pouczający dla wszystkich sił krytycznych wobec narzuconego środkowej Europie wzorca polityczno-ekonomiczno-społecznego.

Konrad Rękas

Zapraszam też na Geopolityka.org

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *